Wydanie: MWM 09/2012

W roli głównej: Johann Sebastian Bach

Wywiad z Paulem McCreeshem, dyrektorem artystycznym 47. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans
Article_more
Pasja wg św. Mateusza jest absolutnym arcydziełem, które z każdym kontaktem daje coś nowego, inną perspektywę. Nasze nagranie tego dzieła było pierwszym, które stworzyło przestrzeń dla śpiewu solowego. Ciepłe przyjęcie zaskoczyło nas, bo spodziewaliśmy się miażdżącej krytyki, oskarżeń o herezję ze strony milionów miłośników chóralistyki Bacha. Stało się inaczej.
 

Grzegorz Chojnowski (Radio Wrocław): Najbliższy festiwal będzie dla pana ostatnim w roli dyrektora artystycznego. Co pan czuje?

Paul McCreesh (Dyrektor Artystyczny 47. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans): Pracowałem przy sześciu festiwalach i czerpałem z tego wiele radości. Dotarłem jednak w życiu do etapu, w którym wiążę swoje projekty z czymś innym. Przede wszystkim chciałbym zajmować się mniej sprawami administracyjnymi, a więcej samym dyrygowaniem. Dlatego plan jest taki, że nadal będę pracował we Wrocławiu, ale moja rola będzie polegała na czymś innym. Po pierwsze ciągle będę pracował z Chórem i Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Wrocławskiej. Przede wszystkim będę kontynuował pracę związaną z wykonaniami i nagraniami oratoriów pod egidą Narodowego Forum Muzyki i festiwalu Wratislavia Cantans. To bardzo ważny projekt, zaczęliśmy go niedawno i musimy iść dalej. Drugim pomysłem, którego chcę być częścią, jest nowy festiwal. Pragniemy z Andrzejem Kosendiakiem stworzyć imprezę angażującą w świat muzyki klasycznej większą liczbę młodych ludzi, co jest szczególnie bliskie mojemu sercu. Cieszę się, że mogę być częścią tego przedsięwzięcia.

 

Więc ten ostatni dyrektorski raz to żadne pożegnanie z Wrocławiem...

Raczej skromne au revoir lub adieu.

 

Dlaczego właśnie Bach w roli głównej tegorocznego festiwalu?

W ciągu tych sześciu minionych lat zajmowaliśmy się Bachem w niewielkim stopniu. Odbyły się tylko dwa duże koncerty poświęcone jego muzyce, jeden z Johnem Eliotem Gardinerem, drugi z Philippem Herreweghe. Tymczasem wśród festiwalowej publiczności często spotykałem ludzi, którzy mówili, że chętnie usłyszeliby muzykę Bacha. Odpowiadałem, że będziemy mieć festiwal Bacha, ale chciałem poczekać do 2012 roku, ponieważ obchodzimy właśnie setną rocznicę niemieckiego festiwalu twórczości Bacha w Breslau. Tak naprawdę zrobimy dwie rzeczy. Po pierwsze, wykonamy dwie Pasje, które nie były prezentowane na Wratislavii od dawna. Zamierzamy je przedstawić w zupełnie inny sposób, wykorzystując solistów, a nie chór. Jak pan zapewne wie, ta kwestia stanowi od 25 lat przedmiot wielu debat. Jest to też sposób, w jaki sam Bach wykonywał swoje dzieła. Pasja św. Jana zabrzmi pod dyrekcją Andrew Parrotta, Pasja Mateuszowa w bardzo kameralnej wersji będzie moim dziełem.

 

Drugim filarem bachowskiej części festiwalu ma być maraton koncertowy. W pierwszy wrocławski dzień Wratislavii Cantans rzuca pan wyzwanie publiczności, ale przede wszystkim wykonawcom. Rachel Podger i Brecon Baroque zagrają dziesięć mniej znanych utworów koncertowych Bacha w ciągu jednego dnia.

Moim zdaniem to się uda. Mamy do czynienia ze wspaniałymi muzykami, którzy grają z ogromną swobodą i energią. Wygląda to wyczerpująco na papierze, ale wykonanie jest łatwiejsze.

 

Co Rachel Podger wnosi do muzyki Johanna Sebastiana?

Myślę, że Rachel w tym repertuarze jest po prostu jedną z najbardziej naturalnych i spontanicznych skrzypaczek. W zeszłym roku grała Bachowskie Sonaty i partity na skrzypce solo niezwykle błyskotliwie. Publiczność przyjęła ją znakomicie, więc pomyślałem, że to dobry pomysł, by znów ją zaangażować do pracy nad tym szalonym dniem. Rachel gra w sposób wręcz instynktowny. Podczas występu wygląda, jakby urodziła się ze skrzypcami w dłoni. Ma wręcz fizyczne predyspozycje do gry na skrzypcach i myślę, że to czyni ją szczególnie odpowiednią do grania barokowej muzyki.

 

Usłyszymy jeszcze jednego dobrze znanego bywalcom festiwalu solistę, Trevora Pinnocka, który wykona sonaty Bacha w duecie.

Tak, Trevor zagra z Jonathanem Mansonem, wirtuozem violi da gamba. Ostatnio Trevor o wiele rzadziej zajmuje się dyrygowaniem, a wraca do tego, co moim zdaniem robi naprawdę wspaniale, czyli do gry na klawesynie. On jest gigantem tego instrumentu.

 

I wielkim gentlemanem. Miałem przyjemność z nim rozmawiać.

Tak, to serdeczny i otwarty człowiek, który swój talent traktuje bezpretensjonalnie. Myślę, że to dobra cecha u muzyka. Sam, jako dyrygent, pracując z wielkimi gwiazdami, zaobserwowałem, że 99 procent z nich to bardzo, bardzo mili ludzie. Z kolei ci z drugiej ligi zwykle nie są zbyt sympatyczni. Nie dziwi mnie więc, że Trevor jest przyjaznym rozmówcą. Nie trzeba mieć trudnego charakteru, by być wielkim.

 

To chyba dotyczy także pana...

Ja bywam trudny, ale tylko w sytuacjach, kiedy walczę o rzeczy, w które wierzę. Czasami wymaga tego praca dyrygenta oraz praca dyrektora festiwalu, czasami trzeba mocno obstawać przy swoim. Zdaję sobie sprawę z tego, że są we Wrocławiu ludzie, którzy myślą o mnie jak o podmuchu świeżego powietrza, ale są też tacy, którzy, delikatnie mówiąc, uważają mnie za osobę dość uciążliwą. Zawsze mamy dwie strony medalu, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi pasja i ochota na to, by forsować własne pomysły. Dotyczy to również mojej pracy z Andrzejem Kosendiakiem. Zdarzało się, że obaj musieliśmy mocno walczyć o to, w co wierzyliśmy. Czasem walczymy o to samo, czasem się nie zgadzamy, ale pasja i pragnienie, by robić rzeczy dobrze, są najważniejsze.

 

Skoro mówimy o pasji... Tę Bachowską Pasję wg św. Mateusza nagrał pan ze swoim zespołem już dziesięć lat temu. Została bardzo dobrze przyjęta przez świat muzyki, choć była swoistą rewolucją wykonawczą. Na ile występ na żywo we Wrocławiu będzie się różnił od nagrania?

Oceni to publiczność. Ostatnio spędzam znacznie mniej czasu na dyrygowaniu muzyką barokową. Powrót do pracy w tym obszarze jest dla mnie wielką przyjemnością. To, co się zmieniło przez ostatnią dekadę, dotyczy bardziej naturalnego wykonywania muzyki. Zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę Bacha. Uważam, że odgrywam ważną rolę podczas prób, lecz ta rola zmniejsza się w trakcie koncertowego wykonania. Zajmuje mnie zatem stworzenie odpowiedniej konstrukcji dla świetnego i nielicznego zespołu solistów. To skrajnie odmienne doświadczenie od dyrygowania Requiem Berlioza na przykład, gdzie trzeba inicjować każde działanie. Kiedy pracuję nad Bachem, czuję się bardziej zrelaksowany. Pasja wg św. Mateusza jest absolutnym arcydziełem, które z każdym kontaktem daje coś nowego, inną perspektywę. Nasze nagranie tego dzieła było pierwszym, które stworzyło przestrzeń dla śpiewu solowego. Ciepłe przyjęcie zaskoczyło nas, bo spodziewaliśmy się miażdżącej krytyki, oskarżeń o herezję ze strony milionów miłośników chóralistyki Bacha. Stało się inaczej. Chyba dlatego, że to niezwykle dramatyczne i dynamiczne odczytanie, mimo niewielkiego zespołu wykonawców. To kwestia wydestylowania z muzyki Bacha jej esencji.

 

Drugi z pańskich koncertów 47. festiwalu zostanie zaprezentowany podczas finału. Wybrał pan Stabat Mater Dvořáka.

Wspaniały utwór. Graliśmy Requiem Dvořáka z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia i Chórem Filharmonii Wrocławskiej w ubiegłym roku. Muzycy doskonale ze sobą współpracowali, widziałem radość w ich oczach. Bardzo lubię to dzieło, myślę też, że jego wykonanie jest dziś prawdziwym wyzwaniem, bo to długi utwór. Chcę dodać, że ten czas spędzany w Polsce jest dla mnie przede wszystkim doświadczeniem pracy ze znakomitymi artystami, ze świetnym chórem kierowanym przez niesamowitą Agnieszkę Franków-Żelazny. Cieszę się, że mogłem temu zespołowi pomóc w rozwoju, w osiągnięciu niekwestionowanej międzynarodowej jakości. I proszę, by wszyscy wrocławianie traktowali ten chór bardzo poważnie, z szacunkiem, bo to fantastyczny zespół. Zwykle zwraca się większą uwagę na orkiestrę, co jest bardzo niesprawiedliwe. Jestem szczęśliwy, że razem wykonamy Stabat Mater.

 

Mamy jeszcze jedną pasję w programie festiwalu. Tym razem autorstwa Antonia Caldary w wykonaniu Fabia Bonizzoniego i La Risonanzy.

To jedna z najbardziej ekscytujących włoskich grup. Przypuszczam, że mój następca, Giovanni Antonini będzie od kolejnego roku prezentował więcej wykonawców z Włoch, także swój wspaniały zespół. Dla mnie włoskie ujęcie tematu pasji jest bardzo interesujące. To, co zdarzy się w drugiej części tegorocznej edycji festiwalu, to przeniesienie akcentu z muzyki Bacha na motyw Drogi Krzyżowej i Wielkiego Tygodnia w muzyce. Przedstawimy m.in. dzieło Pawła Łukaszewskiego – Via Crucis – bezpośrednio podejmujące temat.

 

Wydaje się, że kluczowym słowem i pomysłem na pański festiwal Wratislavia Cantans jest różnorodność.

Zawsze byłem szczery. Moją wizję tego festiwalu często temperował budżet. Chciałbym, aby Wratislavia była wspanialsza, dłuższa, wypełniona większą liczbą świetnych artystów, chciałbym mieć po prostu więcej pieniędzy na poszczególne projekty. Jedną z najważniejszych kwestii w czasie tych moich sześciu sezonów była decyzja, by repertuar budować wokół muzyki chóralnej – taka jest nazwa i tradycja Wratislavii – ale też wprowadzić do programu muzykę instrumentalną w jakiś sposób związaną z wokalną. To, co dawniej inspirowało muzykę chóralną, w kolejnych wiekach stawało się impulsem do powstania dzieł instrumentalnych.

 

Która z festiwalowych chwil była do tej pory dla pana najważniejsza?

Przeżyłem wiele ekscytujących momentów. Z pewnością jednym z nich był koncert plenerowy przed trzema laty z ogromnym chórem młodych śpiewaków. Chciałbym, by mój nowy festiwalowy wrocławski projekt szedł właśnie w takim kierunku, bo wtedy zdaliśmy sobie sprawę z potencjału, jaki tkwi w młodzieży. Finanse nie pozwoliły nam na kontynuację podczas ostatnich edycji Wratislavii. Szczególnym wydarzeniem była Grande Messe des Morts Berlioza, nigdy wcześniej tu niewykonywana. Nasze nagranie podobało się na całym świecie. Nie osiągnęlibyśmy tego poziomu bez setki nastolatków, którzy wzięli udział w tym przedsięwzięciu. Dlatego mam nadzieję, że moja przyszła działalność we Wrocławiu, skoncentrowana na pracy z młodzieżą, będzie się równie dobrze układać jak dotychczasowa współpraca z Andrzejem Kosendiakiem, przy wsparciu prezydenta Rafała Dutkiewicza, który zawsze był fantastycznym partnerem. Myślę, że to dopiero początek tego, co jest możliwe do zrobienia dla muzyki we Wrocławiu

Rozmawiał Grzegorz Chojnowski (Radio Wrocław)