Autor: Jacek Dehnel
Wydanie: MWM 06/2012

Propinacja, czyli nędza uszczęśliwiona

Mały przewodnik po operach zapomnianych i nieistniejących
Żegota Rola-Rolkiewicz Propinacja, czyli nędza uszczęśliwiona – opera w trzech aktach Libretto: Spycymir (Teodor Storożewski) Premiera: Warszawa i Kraków, 1872 (odwołana), Warszawa, 1934
Streszczenie:

Akt I

Dziedziniec przed dworem we wsi Wólka Królewska. Sielankowy wieczór. Wszyscy wiele sobie obiecują po mającym odbyć się niebawem ślubie Marychny i Józia (chór włościan Łoj dana, dana, łoj-da-na!); pogodnie usposobiony ekonom Walenty (recytatyw Dziś kijaszek nie pohasa, nie pohasa, bo mam gest...) opowiada w arii Cztery razy po dwa razy, raz za razem, jeszcze raz o pożytkach z kolejnych toastów; słyszy to młoda żona dziedzica, Wiktoria, która napomina go czułymi słowy (To nie godzi się, Walenty... Pomnij na matki swojej ślepia smutne...); przed dwór wychodzi tymczasem dziedzic Ludwik, który wtóruje żonie w apologii abstynencji: Jeśli czysta, to ojczyzna, jeśli lać, to krew z swych ran. Zapada zmrok. Szczęśliwi i zgodni małżonkowie przechodzą przez próg domu, podczas gdy znad pól niesie się tęskna kołysanka Luli luli, luli laj. I tylko Żyd-arendarz, Hersz Czterygrat, knuje na stronie (recytatyw i aria: Poić chłopa, poić babę... No to siup w ten głupi dziób!).

Akt II

Poranek dnia następnego, wnętrze dworu. Namówiony przez żonę dziedzic Ludwik ofiarowuje Marychnie i Józiowi cielę (aria Naści, naści, dobrzy ludzie i chór włościan Łup, dziś, dziś, danadana!), równocześnie jednak zarzekając się, że odtąd nie pozwoli na weselach pić alkoholu (aria ze śmiechem Dość wyskoku, dość spirytu!). Budzi to gniewny poszum wśród chłopstwa (chór męski Hejże, hola, hejże, ho!) i knującego na stronie arendarza. Podczas gdy trwają przygotowania do weseliska (Łojdiridi, łojdiridi-ridi...), Żyd Hersz podmienia część butelek z wodą na bimber, w czym pomaga mu przekonany kilkoma butelkami siwuchy ekonom Walenty (duet I jeszcze jedna, i jeszcze raz...).

 

Akt III

Orszak weselny wychodzi z kościoła (kantylena Marychny Ciurlalali, ciurlalala, po której następuje dziarski chór A dyć, ciurlalala, ciurlalala ciur la-la!) i zasiada za stołami. Państwo młodzi łączą się z parą młodych dziedziców w chwalącym miłość kwartecie, w którym przeplatają się słowa przyśpiewek i urywki wierszy miłosnych: Mrugnij oczkiem, nosek zmarszcz... Ratatattta, ratatatta, hejhejhej! Tymczasem okazuje się, że ofiarowane Marychnie i Józiowi cielę zerwało się z łańcucha i przewróciło skrzynki z wodą sodową podmienioną na bimber (lament arendarza i ekonoma Olaboga, oj, giewałt!). Paru łebskich gospodarzy wyjmuje jednak zza pazuch malowane we wzory ludowe piersiówki. Następuje finałowy, kunsztowny sekstet, a w zasadzie trzy przeplatające się ze sobą duety: chwalący abstynencję śpiew małżeństwa dziedziców (Krynice czyste, gdzie karaś się pluszcze...), narzekania ekonoma i Żyda (Suszy gardło, suszy... choćby ćwiartkę siwuszki...) oraz czułe słowa państwa młodych (Wiśta, wiśta, dziśdziśdziś!), uwieńczone radosnym chórem Lala-lala, lala-lala, la-la-la!


***


Do premiery Propinacji za życia jej twórców nie doszło, co wynikło ze splotu niekorzystnych okoliczności, związanych głównie z niejasnościami libretta. W obliczu działającej cenzury każda opera na tematy polskie była gruntownie badana pod kątem ewentualnego propagowania zakazanych treści. Tutaj jednak spore części tekstu były niezrozumiałe w związku z onomatopeicznymi frazami chóru i solistów wiejskich. Storożewski w znanym liście do żony wyjaśniał jej, że chłopstwo polskie nigdy nie ma nic ciekawego do powiedzenia, zatem i w operze do rzeczy mówić może dziedzic, ostatecznie arendarz, ale nie włościanie. Przez to do końca nie wiadomo, czy chłopi stają raczej po stronie abstynentów czy miłośników picia. Współcześni, którzy znali operę właściwie tylko z rękopisu, z miejsca zaczęli protestować. Z jednej strony, wykorzystując wpływy księżnej Łaskałło, działał ks. Marceli Purchawko, wydawca czasopisma dla włościan „Robotna Pszczółka” i krzewiciel abstynencji, który traktował tekst opery jako bezczelną promocję pijactwa. Z drugiej strony, zaniepokojony cech Gorzelników i Piwowarów wystosował adres do Najjaśniejszego Pana (tak rosyjskiego, jak i austriackiego, bo i w Galicji spodziewano się premiery), prosząc o natychmiastowe zdjęcie z afisza opery, która godzi w żywotne interesy gorzelniano-piwowarskie, bagatelizując znaczenie alkoholu w życiu ludzkim i wmawiając publiczności jego rzekomą szkodliwość.

 

Carscy urzędnicy, bojąc się, że niezrozumiały tekst niesie skryte treści antypaństwowe, ostatecznie postanowili wstrzymać premierę. Ich decyzja pogodziła zwaśnione strony; ksiądz Purchawko wrócił do redagowania ulubionego pisma, zaś gorzelnicy i piwowarzy – do destylowania i fermentowania. Niezadowoleni byli tylko autor i librecista. Teodor Storożewski (pseudonim Spycymir) rozważał nawet przepisanie poszczególnych aktów na nowo, tak aby urzędnicy zgodzili się na premierę w Warszawie, ale Żegota Rola-Rolkiewicz kategorycznie odmówił przeróbek, mając swoją operę za – jak czytamy w jego memuarach „W cieniu liry pozłocistej” – dzieło skończone, któremu można tylko zaszkodzić. „Mam je – czytamy w owych wspomnieniach – niczym dyjament przeczysty przenieść przyszłym pokoleniom w darze, nietknięte, niezarysowane, by tam, blaskiem nieziemskim promieniujące i niecące ognie, naszym późnym wnukom przyświecało.”

 

Propinacja, odkryta w rękopisie w bibliotece Teatru Wielkiego na samym początku lat 30., została wystawiona we fragmentach przez towarzystwo śpiewacze „Naród i Wola” w Bydgoszczy, jednak za właściwą premierę uznaje się przedstawienie warszawskie, zorganizowane z okazji jubileuszu 70-lecia urodzin Romana Dmowskiego (skrytykowane zresztą przez posłów z Żydowskiego Klubu Parlamentarnego). Całkowity dochód z biletów podzielono sumiennie pomiędzy dwie charytatywne instytucje: Izbę Starego Gorzelnika i Towarzystwo Krzewienia Trzeźwości im. bł. Zyty Osuchy, honorując w ten sposób nieodgadnioną wymowę dzieła.