Wielkanocne wypieki, marsz Czajkowskiego i literatura dziecięca

Article_more

„A ile czasu trzeba na to, żeby trochę schudnąć?” – zapytał Krzysia Kubuś Puchatek, utknąwszy z powodu swego obżarstwa w wejściu do nory Królika. I wtedy właśnie wywiązał się interesujący dialog. Krzyś odparł: „Myślę, że chyba z tydzień. [...]

– Cały tydzień – powtórzył Puchatek posępnie. – A co będzie z jedzeniem?

 – Obawiam się, że nic – rzekł Krzyś. – [...] Za to będziemy ci czytać. [...]

– W takim razie może byś mi przeczytał coś z książki kucharskiej [...]?”.

 

Wiadomo: nie samym chlebem żyje człowiek (czy pluszowy miś), ale ta wymiana jedzenia na słowa, nawet na te faktycznie dotyczące jedzenia, zawsze wydawała mi się nieco okrutnym projektem.

 

            W polskiej klasyce literatury dziecięcej odnajdziemy jeszcze jeden pomysł na taką głodową dietę. Tym razem abstrakcyjnymi żetonami, na które w ramach równie kreatywnej ekonomii „coś-z-niczego” wymieniane są produkty spożywcze, okazują się nutki. Nawet nie dźwięki (zdolne wszak mile połechtać pewien ludzki zmysł), lecz właśnie znaki muzyczne wydrukowane na papierze! Tytułowa bohaterka Pchły Szachrajki, bezskutecznie przemierzywszy całe miasto w poszukiwaniu rodzynek do wielkanocnych bab, trafia w końcu do sklepu z nutami. I tam wpada na pomysł doprawdy genialny. Kupuje „utwór łatwy i zabawny, i możliwie lekkostrawny” (radosny, pełen werwy „Marsz żołnierzy ołowianych”, czyli ten pochodzący z Dziadka do orzechów Piotra Czajkowskiego), a następnie scyzorykiem wydłubuje wszystkie czarne, okrąglutkie nuty, kierując się trudną do obalenia logiką: jeśli coś wygląda na rodzynkę, musi być rodzynką. Dziarsko piecze baby i sprasza gości na wielkanocne przyjęcie. Po czasie okazuje się jednak, iż biesiadnicy na tych muzyczno-kulinarnych szachrajstwach Pchły wcale dobrze nie wyszli, gdyż „im potem tydzień cały kiszki głośno marsza grały”. I nawet fakt, że był to arcypopularny i doprawdy arcyudany marsz Czajkowskiego, nie stanowił dla nich zapewne żadnego pocieszenia. Ich kiszki były bowiem tylko z pozoru pełne (bo jak przekonuje narrator – „po długim poście, wszystkie baby zjedli goście. Do ostatniej okruszynki”), ale jednak stale nienasycone. Czyżby to były owe słynne puste kalorie?

 

            Tak czy owak, do galerii popularnych typów osobowych dołączmy niniejszym, tuż obok chudego literata oraz mitycznego Tantala, również i głodnego melomana.

 

.