Wydanie: MWM 03/2013

Diable eliksiry kapelmistrza Kreislera

E. T. A. Hoffmann
Article_more
Jego pomysły muzyczne zainspirowały Carla Marię von Webera do napisania Wolnego strzelca, a Ryszarda Wagnera – do stworzenia koncepcji dramatu muzycznego. Beethoven wylewnie dziękował mu za pierwsze w historii, entuzjastyczne recenzje swoich dzieł, między innymi V Symfonii. I choć uczynił to tylko korespondencyjnie, podobno nie omieszkał do listu dołączyć skrzynki dobrego wina. Jego duchowym spadkobiercą czuł się Robert Schumann. Na podstawie jego prozy genialną operę stworzył Jacques Offenbach, zaś Piotr Czajkowski – jeden z najpopularniejszych baletów wszechczasów. Powieść Diable eliksiry i opowiadanie Piaskun analizował i cytował Zygmunt Freud.

O ile jego książki od czasu do czasu są wznawiane, również w Polsce (czy jednak są też czytane?), o tyle twórczość muzyczna uległa niemal całkowitemu zapomnieniu. Dlaczego twórca Braci serafiońskich pozostaje jedynie postacią z podręczników do historii muzyki, wzbudzającym wśród studentów niejakie zakłopotanie „Etą Hoffmannem”? I czy jego muzyka zasłużyła na taki los?

 

Prawda marzenia

Ernst Theodor Amadeus Hoffmann cierpiał na rozdwojenie osobowości, nękała go mania prześladowcza, trapił ustawiczny lęk przed własnym sobowtórem i utratą cienia. Wszędzie widział zjawy, na każdym kroku czuł obecność diabła, nieustannie mieszającego się we wszystkie sprawy jego krótkiego życia. Zmienne koleje losu, hulaszczy tryb życia i nieodwzajemniona miłość doprowadziły jego wrodzoną nerwowość do stanu chorobliwego. To nie tylko ciekawostki z biografii twórcy Dziadka do orzechów. To przede wszystkim klucz do zrozumienia jego sztuki, również tej muzycznej. Cała twórczość Hoffmanna bowiem jest wyjątkowo spójna. To, co zawarł w dziełach literackich, ma swój odpowiednik w dokonaniach kompozytorskich.

 

Był umierającym z nudów, choć niezwykle sumiennym, urzędnikiem sądowym, bystrym obserwatorem świata i ludzi, wnikliwym krytykiem muzycznym i organizatorem życia muzycznego, kompozytorem, dyrygentem, śpiewakiem, pianistą, harfistą, malarzem, karykaturzystą, pisarzem, poetą… Żył w co najmniej dwóch światach – tym realnym i tym fantastycznym, który sam kreował. Albo inaczej – ten wewnętrzny był dla niego jednocześnie tym zewnętrznym. Lub na odwrót. Piotr Lachmann: „Pisarz nie uznaje »czystej fantazji«, niezakotwiczonej w świecie realnym. Jednak, w opozycji do dewizy Hegla »wszystko, co rzeczywiste, jest rozumne«, każdym swoim tekstem mówi: nierozumne, albo uchodzące za takież, jest jak najbardziej rzeczywiste. »Prawda marzenia« – jak napisała lapidarnie Maria Janion w Projekcie krytyki fantazmatycznej”.

 

 

 

 

 

Całość artykułu można przeczytać w papierowym wydaniu kwietniowego numeru "Muzyki w Mieście".