Autor: Jacek Dehnel
Wydanie: MWM 04/2013

Ansuino Grisignani Nimfa forliańska – opera w dwóch aktach

Mały przewodnik po operach zapomnianych i nieistniejących
Article_more
Ansuino Grisignani Nimfa forliańska – opera w dwóch aktach libretto: Ansuino Grisignani premiera: Padwa, 1619

Zanim wiek XX przyniósł zainteresowanie czarną legendą Carla Gesualda, księcia Venosy, autora wyrafinowanych madrygałów (i zarazem okrutnego mordercy własnej żony, Marii d’Avalos, córki markiza Pescary, i jej kochanka, Fabrizia Carafy, księcia Andrii), romantycy wielbili innego „kompozytora przeklętego”: Ansuina Grisignaniego. W długiej galerii łajdaków i złoczyńców, zaludniających Włochy renesansu i baroku, Grisignani należał do najniegodziwszych i zarazem do nielicznych, którzy za swoje odrażające zbrodnie zostali osądzeni i skazani. To właśnie jego historia miała stanowić inspirację dla Marszu na miejsce stracenia z Symfonii fantastycznej Berlioza, Meyerbeer naszkicował (niezachowany) I akt opery Diabeł padewski, a Schumann rozważał w jednym z listów, czy Eichendorff zgodziłby się napisać na jego zamówienie cykl wierszy poświęconych Grisignaniemu.

Ansuino, urodzony około 1580 roku, był dworzaninem Odoarda Ordelaffiego – możnego pana, wywodzącego się z rodziny przez wiele lat władającej miastem Forlì. Owi Ordelaffi, między którymi było kilku znanych kondotierów, byli co jakiś czas pozbawiani swojej domeny, a następnie próbowali ją odzyskać – po raz ostatni na początku XVI wieku, kiedy na krótko odbili ją Cesaremu Borgii. Sto lat później Odoardo II, wciąż tytułujący się księciem Forlì (należącego podówczas do papieża), żył na wygnaniu w Padwie, gdzie sprawował urząd podesty, namiestnika z ramienia Republiki Weneckiej. Prowadził dwór niewielki, po pierwsze z racji skromnych środków, którymi dysponował, po drugie z powodu swojej mizantropii. Odoardo II, jedyny syn Pina IV, od dziecka cierpiał bowiem na ciężką chorobę, dziś identyfikowaną przez lekarzy jako pyknodysostoza (tzw. zespół Toulouse-Lautreca) lub wrodzona łamliwość kości: był karłem, nieustannie dręczonym trudnymi do wytrzymania bólami.


Jego kalectwo i niewielkie widoki na odzyskanie Forlì sprawiły, że nie mógł liczyć na znakomity ożenek – przekonany przez matkę, że trzeba za wszelką cenę dbać o koligacje, które w odpowiednim momencie pozwolą może odbić dawne posiadłości, zgodził się jednak w 1619 roku poślubić Isabellę Gonzagę, kaleką córkę Vincenza I, księcia Mantui: znakomicie wyedukowaną, władającą kilkoma językami, układającą wiersze po łacinie, ale garbatą i cierpiącą na choroby skórne. Mawiano o niej złośliwie, że „tylko lewą stopę ma gładką, ale i ta szpotawa”. A także, że wraz z jej przeprowadzką będzie ładniej zarówno w pałacu matuańskim, jak i padewskim, Odoardo bowiem znany był z brzydoty. Właśnie z okazji ożenku powstała dwuaktowa opera La Ninfa forliana, najbardziej znane dzieło Ansuina Grisignaniego – i zarazem jego dzieło ostatnie, ponieważ został stracony w miesiąc po uroczystości książęcych zaślubin.

 

Grisignaniego oskarżono o tak wiele przestępstw, że łatwiej byłoby chyba wymienić występki, których mu nie zarzucano. Jako wielokrotny morderca i gwałciciel dzieci płci obojga, zakamieniały sodomita, czarownik oraz spiskowiec, czający się na życie podesty, został w błyskawicznym tempie skazany na śmierć, a wyrok ten wykonano zanim wieść o nim zdołała dotrzeć do Wenecji. Z nieszczęsnego kompozytora – i librecisty – darto pasy skóry, łamano go kołem, a na koniec ścięto, ciało zaś utopiono w falach Brenty; jego nazwisko zaś wymazano z większości istniejących dokumentów, by „złoczyńca tej miary na zawsze został objęty czarnym obłokiem niepamięci”.

 

Nic bardziej błędnego. To właśnie straszliwa śmierć Grisignaniego sprawiła, że zainteresował się nim osiemnastowieczny meloman i bibliotekarz Józefa II, patron Haydna, Mozarta i Beethovena oraz wynalazca fiszki bibliotecznej, baron Gottfried van Swieten. Natrafiwszy w pewnej padewskiej kronice na wzmiankę o Grisignanim i jego Nimfie forliańskiej, van Swieten przeprowadził szeroko zakrojone poszukiwania kompozycji niesławnego złoczyńcy, natrafił jednak tylko na kilka nieszczególnie udanych madrygałów, które zdecydowanie – o czym wiemy z listu do Mozarta – nie przypadły mu do gustu. To jednak wystarczyło, by w późniejszym okresie wzbudzić wśród romantyków zainteresowanie czarną legendą padewskiego twórcy.

 

Dopiero dwudziestowieczne badania w bibliotekach i archiwach Wenecji, Padwy i Mantui pozwoliły rzucić snop światła na tajemnicze skazanie Grisignaniego, którego domniemane zbrodnie były tak liczne, że z trudem tylko można je było powiązać z jedną osobą. Szczególnie pomocny był tu pakiet korespondencji między weneckimi kupcami, braćmi Alfieri, sprzedany na aukcji w Rzymie w marcu 1959 roku. Dowiadujemy się stamtąd, że Grisignani, który był niepoprawnym pochlebcą i wzorcowym wręcz przykładem dworaka, miał nadzieję bardziej jeszcze wkupić się w łaski Ordelaffiego apoteozą „Domu forliańskiego” i szczęśliwych zaślubin z mantuańską księżniczką. Odoardo, nawykły do nadmiernych pochwał, przyjął operę z entuzjazmem, natomiast jego nowo poślubiona żona uznała spektakl, w którym nazywa się ją „ozdobą przeczystą świata całego”, „zwierciadłem urody” i „gwiazdą Mantui, która swym pięknem przyćmiewa księżyc i słońce”, za ohydny wprost paszkwil, ironiczny pamflet, ułożony przez niechętnych jej padewczyków.

 

Używając całej swojej inteligencji, wpływów i pomocy ojca, Isabella zdołała w przeciągu miesiąca przekupić sędziów, sprokurować matki, lejące łzy na wspomnienie zamordowanych córek, oraz służących, którzy na własne oczy widzieli, jak Grisignani współżył z diabłem, po czym z głębokim zadowoleniem obserwowała egzekucję z okien pałacu podesty. Dziesięć miesięcy później zmarła w połogu na febrę. Dziecko również nie przeżyło.

 

 

Streszczenie

Z Nimfy forliańskiej zachowało się bardzo niewiele, po części za sprawą rozproszenia biblioteki Ordelaffich po śmierci Odoarda, po części – za sprawą niszczycielskiej furii Isabelli Gonzagówny, która – jeśli wierzyć Alfierim – kazała wytropić i zniszczyć wszystkie egzemplarze libretta pióra „owego niesławnego szubrawca, którego nazwisko na wieki winno być zmilczane”. Przetrwały głównie fragmenty instrumentalne, zapożyczone przez Grisignaniego z innych dzieł muzycznych, między innymi Monteverdiego – fanfary, które w Nimfie były skocznym Tańcem sylenów i duet miłosny hamadriady, symbolizującej Forlì, z drzewem genealogicznym rodu Ordelaffich (Duo Seraphim z Vespro della Beata Vergine). Liczne rekonstrukcje muzyczne są oparte zatem niemal wyłącznie na domysłach oraz istniejącym materiale z innych oper z epoki, natomiast z korespondencji wspomnianych braci i pewnego prałata z Faenzy znana jest w zarysie treść libretta, które zawiodło Grisignaniego na szafot.

 

Akt pierwszy rozpoczynał się z pewnością lamentem nimfy, opłakującej nieobecność Ordelaffich w Forlì, potem następowała bliżej nieokreślona interakcja pomiędzy nimfami i sylenami, przynoszącymi wieści o ożenku (tu fragment z hamadriadą i drzewem genealogicznym), następnie dramatyczny duet-skarga: Mantui, z której korony wyrwano najcenniejszą perłę, i Padwy, która przeczuwa bliski wyjazd Ordelaffich. Na koniec trzy antyczne boginie i święty Antoni przynosili w zawiniątku następcę tronu, syna Odoarda i Isabelli.

 

Akt drugi był pasmem sukcesów. Olśnieni urodą i mądrością wybranki i małego dziedzica rodu, papież rzymski, cesarz niemiecki i sułtan turecki niczym trzej królowie pielgrzymują do Padwy, gdzie u stóp rodziny panującej składają liczne dary oraz wprzęgają się w złoty wóz, którym dowożą Ordelaffich do zwróconego im Forlì. Następuje przemarsz krain włoskich podług wyobrażeń Cesare Ripy, które pod murami owej „Nowej Jerozolimy” usypują wzgórze ze skarbów. Nie bardzo wiadomo, jaka była treść chóru poetów – według prałata poeci, urzeczeni wierszami Isabelli, łamali pióra i wrzucali je w nurty rzeki, według Alfierego – pisali tyle wierszy na cześć urody i mądrości Isabelli, że tworzyły one prawdziwą rzekę papieru.

 

Na koniec występowała Mantua, która narzekała, że wprawdzie pozbawiono ją najczystszego klejnotu, ale zarzekała się, że światło Isabelli powiększone o światłość Odoarda tak jaśnieją z Padwy, że nadal oświecają Mantuę bardziej niż słońce i księżyc pospołu.

 

Jedyny zachowany fragment oryginalnego dzieła Grisignaniego to początek skargi Mantui z pierwszego aktu: Niestety... – Ohimè...