Wydanie: MWM 04/2013

Mecenas zawsze wygrywa

Article_more
Bogusław Beszłej
„Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie”. Biskup wrocławski Jan Turzo chyba wziął do serca to biblijne pouczenie, bo posiał tak hojnie, że dziś nikt mu nie wypomina światowego życia i braku pobożności, za to wszyscy podziwiają mecenat artystyczny.

To on wybudował zamek w Javorniku (na Janowej Górze, dziś Czechy), który stał się śląskim Castel Gandolfo, oraz wrocławski dom kapitulny z archiwum i biblioteką. Ufundował kaplicę św. Jana Chrzciciela w katedrze, gdzie został pochowany, a także renesansowy portal wejścia do zakrystii. Jest na nim uwieczniony. Patrzy na kata trzymającego głowę św. Jana Chrzciciela. Za chwilę spadnie ona na talerz i zostanie wręczona Salome w nagrodę za piękny taniec przed Herodem. Ta scena rozgrywa się już od prawie pięciuset lat i od pięciuset lat Jan Turzo przypomina o sobie wrocławianom.

 

Talent do interesów

Pochodził z rodziny kupców, wywodzących swój ród z węgierskiego Spiszu. Jego ojciec, także Jan, został obywatelem Krakowa w 1465 roku. Miał niebywały wprost talent do interesów – prowadził na wielką skalę handel miedzią, srebrem i ołowiem, inwestował w górnictwo i hutnictwo, był wierzycielem i dostawcą polskiego dworu królewskiego. Przyszły biskup został przeznaczony do stanu duchownego, bo nie czuł podobno pociągu do rodzinnego biznesu, choć – jak pokazała historia – górnictwem zajął się z dużym talentem i pieniądze umiał mnożyć. W biskupich kopalniach na Śląsku zatrudnił absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kaspra Bera, zdolnego kupca, administratora, inżyniera, racjonalizatora. To on, znając się na sztuce oddzielania kruszców, pobudował tak „wspaniałe i tak sztuczne piece, jakich jeszcze w tych kopalniach nie widziano”. I przysparzał Turzonowi majątku.



Kłopoty ze związkami partnerskimi

Turzo do grodu nad Odrą przyjechał w 1502 roku, zamieniając scholasterię gnieźnieńską na godność dziekana wrocławskiej kapituły katedralnej. Cztery lata później został biskupem. Diecezję swą widział ogromną – 1328 parafii, 1200 księży, ok. 1000 kleryków i ponad sto klasztorów. A jeszcze więcej w niej było problemów. Z kanonikami, którzy zbytnio afiszowali się z uczuciami do niewiast i związki partnerskie popierali. Z proboszczem, który chłopu uwiódł córkę. Z księdzem, który siódmego przykazania szanować nie chciał i do bandy rabusiów przystał. Z zakonnikami, co wesołe uczty w jeszcze weselszym towarzystwie przedkładali nad ascezę pustelników. Z augustianami, którzy zafundowali sobie w kościele św. Doroty obraz maryjny płaczący prawdziwymi łzami. Turzo, owszem, światowy był, jednak zaczął walczyć o poprawę obyczajów oraz podniesienie poziomu intelektualnego śląskiego duchowieństwa, zwołując kolejne synody w latach 1509 i 1511. Nie wiadomo, czy nakazy, „aby kobiet w domu nie trzymać, do karczem nie chodzić, nie pić, w karty i kości nie grać, nie nosić szat kusych, pstrokatych, bez zapięcia, guzików, klamer, czy rozmaitych fałdowanych ze srebrem i złotem”, odnosiły jakiś skutek, ale płaczący obraz ze św. Doroty został usunięty. Nie bez protestów.

 

Kanonicy mają głos  

Wrocław, 1511 rok. W pałacu na Ostrowie Tumskim panuje nerwowa atmosfera. Biskup Jan Turzo czyta pismo wystosowane przez wrocławską kapitułę. Kanonicy radzą mu, aby od siebie zaczął „reformatio morum” (poprawę obyczajów). Twarda ta mowa, choć Turzo rzeczywiście żyje po świecku, z szerokim gestem. Jego dwór we Wrocławiu i w Nysie jest zawsze pełen uczonych, malarzy, rzeźbiarzy i muzyków szukających wsparcia materialnego. Do protegowanych biskupa należy między innymi Caspar Ursinus Velius, jeden z najwybitniejszych śląskich poetów renesansowych. Turzo nie żałuje także pieniędzy na dzieła sztuki i książki – kupuje obrazy Dürera i Cranacha, kolekcjonuje monety antyczne, w jego bibliotece leżą dzieła Cycerona, Seneki, Wergiliusza i Horacego. Nie na pokaz. Biskup koresponduje z Erazmem z Rotterdamu, a nawet próbuje swoich sił w poezji. Dba o utalentowaną młodzież, wysyłając ją na swój koszt na uniwersytet w Wittenberdze.   

 

Prawdą jest, że w biskupie Turzonie więcej było z księcia Kościoła niż z następcy apostołów. Poza tym jego prywatny majątek mógł spokojnie uchodzić za książęcy, a jego bracia kontrolowali szmat Europy Środkowej. I chyba na tym dzisiaj korzystamy, choć wciąż się o ocenę biskupa toczą spory. Co przeważa: mecenat artystyczny, wspaniałe fundacje czy religijna bierność. Tolerancja czy raczej brak reakcji na rozpoczynający się rozłam w Kościele. Utrzymywał przecież kontakty z Lutrem i Melanchtonem, wspierał materialnie wrocławskich reformatorów, Ambrożego Moibana i Johanna Hessa. To o nim Luter powiedział: najlepszy biskup stulecia. Do końca pozostał jednak wierny Kościołowi. Spoczywa w katedrze, w kaplicy św. Jana Chrzciciela, wzniesionej przez siebie w 1517 roku. Niestety, wspaniały nagrobek Turzona został częściowo zniszczony w czasie pożaru, który dwa wieki później strawił świątynię. Ale jego wielkie dzieła – zamek w Javorniku, budynek kapituły na Ostrowie Tumskim, portal w katedrze – wciąż cieszą nasze oczy.