Wydanie: MWM 04/2013

Nazistowska przeszłość Wagnera

ROK RICHARDA WAGNERA
Article_more
W jaki sposób twórczość i osoba Richarda Wagnera były obecne w życiu III Rzeszy, jakie skutki tej obecności odczuwamy do dziś? W jubileuszowym roku dwusetnej rocznicy urodzin kompozytora dyskusja wokół jego osoby jest niezwykle ożywiona, a powyższe kwestie należą do najczęściej poruszanych.

Amerykański dyrygent Leon Botstein słusznie zauważa, że antysemityzm Wagnera – co do którego nie ma żadnych wątpliwości – jako istotny czynnik kształtujący zbrodniczą politykę hitlerowców jest niezmiennie przedmiotem dyskusji, w której trudno o jednoznaczne wnioski. „Mocno nagłośniony zakaz wykonywania Wagnera w Izraelu – pisze Botstein – ogniskuje uwagę świata na roli, jaką kompozytor ten odegrał we współczesnej historii Europy”. Gdy w 2008 roku David Stern został mianowany dyrektorem Opery Izraelskiej zapowiedział, że będzie przestrzegać zakazu, dopóki wśród żywych będą wciąż ocalali z Holocaustu, z szacunku dla ich uczuć. „Decyzja ta – komentuje Botstein – pokazuje, jak rozpowszechnione jest przekonanie, nie tylko w Izraelu zresztą, iż Wagner był jedną z głównych inspiracji niemieckiego antysemityzmu, wywarł ogromny wpływ na Hitlera, a entuzjazm, jakim Führer darzył jego twórczość, pomógł w usprawiedliwieniu faktu tworzenia obozów zagłady”.

 

Warto zadać sobie pytanie, w jakim stopniu twórczość Richarda Wagnera była zgodna z oficjalną linią NSDAP, na ile zaś jej kult związany był z osobistymi zamiłowaniami niemieckich przywódców, zwłaszcza zaś samego Adolfa Hitlera. Wybitny niemiecki muzykolog Reinhold Brinkmann przypomina w tym kontekście, że pierwsze dekady dwudziestego stulecia zdominował neoklasycyzm, który „nad harmonię i barwę wynosi linearność i kontrapunkt”, dodatkowo wspierane przez lekkość, ironię i zmysł parodii. Wiosną 1933 roku na deskach Städtischen Oper Berlin Georg Vollerthun, który wkrótce miał zostać jednym z ulubieńców nazistowskiego reżimu, wystawia swe dzieło Freikorporal. Prasa ogłasza je „triumfem opery narodowej wolnej od klimatu wagnerowskiego”. Sztuka operowa ma teraz bowiem służyć „człowiekowi śpiewającemu”, kultywowany ma być śpiew, a nie „recytacja orkiestry”. Po 1933 roku najzajadlejszych przeciwników Wagnera znaleźć można było w związkach młodzieżowych, zwłaszcza zaś związkach śpiewaczych. „Ich celem – pisze Brinkmann – było wspólne muzykowanie, wykonywanie pieśni ludowych, na ich ołtarzu stała prostota i właśnie dlatego Wagner był im zdecydowanie obcy”. To nie dziwi, trudno bowiem wyobrazić sobie piwną piwnicę pełną młodzieńców z Hitlerjugend radośnie intonujących razem Śmierć Izoldy.



Nie zmienia to jednak faktu, że osoba i twórczość Richarda Wagnera zostały przez III Rzeszę zawłaszczone i wykorzystane, także dlatego, że zawarte w licznych pismach kompozytora poglądy zdecydowanie to ułatwiały. Festiwal Wagnerowski w Bayreuth stał się ważnym narzędziem hitlerowskiej propagandy, a jednym z jego głównych zadań było przekonywanie świata o kompetencjach nowych włodarzy Niemiec w dziedzinie kultury wysokiej. Miał to być koronny dowód na to, że określanie ich mianem barbarzyńców jest całkowicie niezasłużone. Dzieło Wagnera miało też pełnić funkcję dekoracyjną, być dla ruchu narodowosocjalistycznego swego rodzaju ornamentem, z którego w ważnych chwilach można czerpać siłę i dumę, najmocniej chyba wyrażoną w cytowanym często przez hitlerowskich przywódców chórze ze Śpiewaków norymberskich: „Wach auf!” – „Przebudźcie się!”.

 

Co ciekawe, w hitlerowskich Niemczech właściwie nie zaistnieli poważni kompozytorzy będący estetycznymi spadkobiercami Richarda Wagnera. Wielbiono jego muzykę, ale – jak zauważa Reinhold Brinkmann – uwaga III Rzeszy skupiona była na librettach i licznych pismach kompozytora.

 

Rzecz jasna, w roku dwustulecia urodzin Wagnera wątek nazistowski w Niemczech w dalszym ciągu jest mocno dyskutowany. Często można spotkać się z próbami postawienia osoby Richarda Wagnera w całkiem nowym świetle. Pomóc mogą w tym nowo odkryte, nieznane dotąd materiały. Za najbardziej sensacyjny uznano znaleziony w lutym pamiętnik Alfreda Pringsheima, monachijskiego milionera pochodzenia żydowskiego, który był wielkim wielbicielem twórczości kompozytora. „Czytając wspomnienia Pringsheima, będące zapisem bliskich spotkań z Wagnerem – skomentowała „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – możemy przekonać się, jak serdecznie Richard umiał traktować swoich żydowskich wielbicieli, oczywiście gdy byli mu potrzebni”. To prawda – Alfred Pringsheim był jednym z głównych sponsorów pierwszego Festiwalu w Bayreuth.