Wydanie: MWM 09/2012

Bach. Naukowiec i eksperymentator

Rozmowa z Christophem Wolfem o jego książce "Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony"
Article_more
Pozycja Bacha w Lipsku, fakt, że posiadał tytuł nadwornego kompozytora króla polskiego i elektora saskiego, dawały mu swobodę w relacjach z władzami miejskimi i teologami. W pewien sposób był ponad nimi – to sprawiało, że zachowywał się tak, jak żaden inni muzyk w XVIII wieku. Był przekonany, że zasługuje na specjalne traktowanie. Być może z naszego punktu widzenia był arogancki w stosunkach z ludźmi, którzy nie byli muzykami. Sądzę jednak, że był po prostu geniuszem w każdym calu i potrafił sprawić, że otoczenie mogło go tak odbierać.
 

Marcin Majchrowski: W Polsce pana książka Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony ukazała się w ubiegłym roku. Jej pierwotna, angielska wersja w roku jubileuszowym – 2000. Wiem, że dla naukowca, który większość swojej zawodowej aktywności poświęcił Bachowi, będzie to pytanie naiwne, ale gdyby pan spróbował odpowiedzieć: jakie były pańskie motywy zmierzenia się z tym tematem?  

Christoph Wolff: Nie miała to być współczesna biografia Bacha. Do tej pory wydano całą masę książek poświęconych Bachowi. Pierwsza, podstawowa, akademicka biografia Bacha została napisana przez Filipa Spittę pod koniec XIX wieku. Nieco później ukazała się książka Alberta Schweitzera, która, moim zdaniem, jest chyba najczęściej czytywaną biografią Bacha. Jest ogromnie ważna, natomiast nie wniosła nic nowego pod względem naukowym do naszej wiedzy o Bachu. Pod tym względem praca Schweitzera nie jest bardzo istotna, ale jest niezwykle wartościowa, ponieważ pomaga w zrozumieniu muzyki Bacha. Od czasów Spitty nie było biografii, która podsumowywałaby wyniki badań przeprowadzonych w ciągu ostatnich stu lat. Dlatego odczuwano potrzebę stworzenia nowej książki. A ja w swojej pracy nie chciałem analizować jednocześnie życia i twórczości, ponieważ byłoby to zbyt skomplikowane przedsięwzięcie. Skupiłem się więc przede wszystkim na życiu. W swojej książce zebrałem wszystko, co wiemy na temat życia Bacha. Współczesny czytelnik może w jednym miejscu znaleźć wszystkie najświeższe odkrycia naukowe. Prolog i epilog mojej książki skupiają się na roli Bacha jako muzyka, który – określmy to w ten sposób – miał umysł naukowca i jednocześnie był człowiekiem reprezentującym oświecenie, czerpiącym z odkryć naukowych końca XVII stulecia. Jego muzyka w pewien sposób wpisuje się w ten wzorzec intelektualny. I to właśnie próbowałem przedstawić.

Książkę rozpoczyna pan od wspomnienia o zbiorze swoich artykułów na temat życia i twórczości Bacha, które nazywa pan „pracą o książce, do której napisania autor nie czuje się jeszcze gotowy”. Bach to przytłaczający temat?
Uważałem, że nie tylko dla mnie, ale i dla innych trudnym będzie poskładać wszystkie elementy tak, żeby wyszła z tego nowoczesna biografia Johanna Sebastiana Bacha. Opublikowałem wcześniej wiele artykułów poświęconych szczegółowym aspektom, co już było bardzo trudne. Nie czułem się na siłach, aby napisać pełnowymiarową biografię Bacha, dopóki mój dobry przyjaciel, pracownik Biblioteki w Harvardzie, gdzie wykładałem przez wiele lat, został powołany na stanowisko redaktora muzycznego w wydawnictwie New York Publishing House. I on powiedział: „ty to możesz zrobić”. Powiedziałem, że nie mogę, ale on obstawał przy swoim. Ostatecznie postanowiłem spróbować. I zdecydowałem, że napiszę książkę, która w kształcie i układzie bardzo różni się od wszystkiego, co zostało opublikowane do tej pory na temat Bacha.

W 2005 roku we Frankfurcie ukazało się nowe, niemieckie wydanie pana książki (na nim oparta jest część nowych przypisów w polskim wydaniu). Uzupełnień i fascynujących odkryć jest bardzo wiele. W jakim stopniu udało się panu uwzględnić wszystko to, co zostało opublikowane w badaniach nad życiem i twórczością Bacha?
Starałem się wziąć pod uwagę wszystkie materiały, które udało mi się zdobyć – pod tym względem polska wersja jest najpełniejszym wydaniem mojej książki, znacznie dokładniejszym niż angielskie czy niemieckie. Stało się tak nie bez przyczyny. Książkę kończyłem w 1999 roku, zaś ukazała się ona rok później. W 2001 roku zaproponowano mi stanowisko dyrektora Archiwum Bachowskiego w Lipsku. Moją pracę zacząłem już po ukończeniu biografii. Wtedy uświadomiłem sobie, jak niewiele wiadomo było o niektórych aspektach życia Bacha. Rozpocząłem więc w Lipsku projekt badawczy pod nazwą „Systematyczna analiza materiałów archiwalnych bibliotek i archiwów Centralnych Niemiec”. Chodziło o te archiwalia, które nie były dostępne w czasach rządów komunistycznych. W ciągu pierwszych pięciu lat nasz zespół zidentyfikował ponad 150 nowych dokumentów i nadal znajdujemy następne. Nie wszystkie są istotne, ale jest to układanka, którą ciągle uzupełniamy brakującymi do niedawna faktami z życia i twórczości rodziny Bachów. Moja praca, studia nad biografią stały się podstawą tego projektu badawczego, który ciągle się rozwija.

Rodzi się więc pytanie o nowe odkrycia związane z działalnością Johanna Sebastiana Bacha i jego rodziny.
Czekam na nowe odkrycia, nie wiem, co znajdziemy – to zawsze jest niespodzianka. Ostatnie takie odkrycie, z początku bieżącego roku, nie zostało włączone do polskiego wydania książki. Mój były student – Michael Maul – zidentyfikował dokument w lipskim archiwum miejskim, który po prostu stał na niewłaściwej półce prawdopodobnie od 60 lat. Jeśli w dużej bibliotece przestawi się książkę, to tak jakby była stracona. Książka, którą odnalazł, jest niezwykle cennym rękopisem – to spis uczniów szkoły św. Tomasza, w którym każdy z uczniów wpisywał swoje nazwisko i krótką notkę o sobie. Rejestr ten obejmuje setki uczniów, którzy studiowali tam w XVIII wieku, w tym również w okresie od 1723 do 1750 roku, gdy kantorem u św. Tomasza był Bach. A zatem mamy informacje o wszystkich jego studentach! Ich charakter pisma pozwoli na zidentyfikowanie tych, którzy byli kopistami i pomagali Bachowi w przygotowywaniu materiałów nutowych.

Czy takie odkrycia zależą wyłącznie od szczęścia, przypadku, zbiegu okoliczności, czy może bardziej od systematycznych poszukiwań?
Myślę, że to system naczyń połączonych. Można stworzyć projekt badawczy w oparciu o istniejące informacje, ale nie wiadomo, czy materiały, których się poszukuje, jeszcze istnieją. Wiele z nich przez wieki uległo przecież zniszczeniu, wiele zaginęło. Niekoniecznie jest to rezultat wojen albo pożarów. Także bibliotekarze od czasu do czasu czyszczą zbiory i decydują o tym, co jest dla nich cenne, a co nie. W wielu przypadkach okazuje się, że archiwiści przechowują jednak pojedyncze kartki, na których ważni twórcy, tacy jak Bach czy Goethe coś zanotowali. Ale gubią przy tym kontekst. Przechowują wyizolowane dokumenty, wyjęte z historycznego kontekstu, który potem musimy odtwarzać, co często jest trudne.

Który z realizowanych obecnie projektów badawczych Archiwum Bachowskiego w Lipsku jest najważniejszy?
Być może najważniejszym jest ten, który nazwaliśmy „Expedizion Bach”, skupiający się na poszukiwaniu w archiwach Centralnych Niemiec materiałów z XVII, XVIII i XIX wieku, dotyczących rodziny Bachów. Drugim, równie ważnym, a nawet istotniejszym z praktycznego punktu widzenia muzyków, jest projekt „Bach Digital”. W jego ramach źródła muzyki Bacha będą udostępnione on-line za darmo. Do tej pory udało nam się wprowadzić do sieci ponad 20 tysięcy stron oryginalnych rękopisów Bacha. W głównej mierze znajdują się w posiadaniu bibliotek niemieckich – nie tylko Lipska i Berlina, lecz także Drezna i innych ośrodków. Na razie udostępniliśmy około 90 procent wszystkich istniejących materiałów. To daje muzykom i miłośnikom muzyki z całego świata dostęp do oryginalnych źródeł, co jest równie istotne jak nowe naukowe opracowania, ponieważ umożliwia zapoznanie się ze szczegółowymi aspektami wykonawczymi. Wielu ludzi interesuje się obecnie nie tylko współczesnymi wydaniami, poszukują także oryginalnego zapisu. Nawet współcześni pianiści, tacy jak András Schiff, który nagrywa Das Wohltemperierte Klavier już po raz drugi, zbierają informacje o dawnej notacji, które mówią im wiele o frazowaniu czy artykulacji. To wiele zmienia w rozumieniu muzyki.

Czy wciąż istnieje szansa na odnalezienie zaginionych dzieł Bacha?
Sądzę, że istnieje taka możliwość. Nie jestem jednak pewien, ile straconych utworów można odzyskać. Przykładem może być Pasja wg św. Marka. Z drukowanego libretta z 1731 roku wiemy, że Bach ją skomponował. Ale musiałaby to być duża, gruba księga. Trudno byłoby coś takiego zgubić. Ktoś, kto by ją miał, byłby bardzo dumny z tego faktu i na pewno by się tym pochwalił. Dlatego też nie sądzę, żeby dzieło tego rozmiaru mogło być odzyskane. Mogło zaginąć sto, dwieście lat temu z powodu, którego raczej nie poznamy. Ale podejrzewam, że drobniejsze utwory, dajmy na to concerto albo nawet kantata, mogły zostać przez kogoś skopiowane.

A jak wygląda sytuacja w archiwach i bibliotekach rosyjskich? Czy zachodni naukowcy mają do nich dostęp? Czy wiadomo, co skrywają?
Problem polega na tym, że zbiory wielu państwowych i prywatnych bibliotek w Niemczech Wschodnich pod koniec II wojny światowej ze względów bezpieczeństwa zostały objęte ochroną i przeniesione do magazynów. Wiele z nich wywiozła Armia Czerwona, po czym zostały podzielone i przekazane do rozmaitych bibliotek na terenie całego byłego Związku Radzieckiego! Istnieją pewne możliwości odnalezienia czegoś ciekawego – nawet w Moskwie, gdzie istnieją przecież wielkie zbiory, traktowane jako trofea wojenne. Jestem przekonany, że są tam przechowywane bardzo ważne materiały i możemy tylko mieć nadzieję, że w przyszłości zostaną one udostępnione.

Czy to polityka decyduje o dostępności tych zbiorów?
Powody polityczne są istotne. Jako Niemiec muszę przyznać, że gdyby rząd niemiecki nie popełnił wielu poważnych błędów, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Podam przykład – wiadomo, że tutaj, w Polsce, w Bibliotece Jagiellońskiej, przechowywane są liczne muzykalia Bacha, Mozarta, Beethovena i innych. Stanowisko rządu niemieckiego w tej sprawie jest takie: „Te zbiory należą do Niemiec i ich przetrzymywanie w Polsce jest niezgodne z prawem”. Uważam, że to błędne politycznie podejście, ponieważ to Niemcy wywołały II wojnę światową, która spowodowała tak wiele strat ludzkich i materialnych, że nie widzę powodu, ani politycznego, ani moralnego, by obstawać przy zwrocie tych zbiorów Niemcom. Poza tym uważam, że mamy tu do czynienia ze światowym dziedzictwem kultury. Nie jest istotne, kto jest jego właścicielem, bo są one wspólną własnością. I dlatego tak trudno jest zrozumieć powody, dla których władze rosyjskie nadal nie udostępniają materiałów będących w ich posiadaniu. W bibliotece watykańskiej znajdują się materiały pochodzące z Niemiec, o których zwrot nikt się nie upomina. Tak długo, jak rękopisy Bacha przechowywane w Japonii są dostępne, nikt nie zastanawia się, jak się tam znalazły. Co ważne, Biblioteka Jagiellońska swoje zbiory również udostępnia. Wszyscy – zarówno Polacy, jak i Niemcy – odnoszą z tego faktu korzyści.

Czy kantor z Lipska Johann Sebastian Bach jest dziś postacią szeroko znaną i rozpoznawalną? Czy jest ikoną kultury zachodniej?
Bach stał się ikoną kultury, ale uważam, że jest ikoną dosyć abstrakcyjną, ponieważ postrzega się go niemal jak istotę półboską, która nie była człowiekiem. Natomiast obce jest wyobrażenie o Bachu, jako o człowieku takim samym, jak my, który musiał borykać się z licznymi problemami codzienności. Tak więc ikoniczne wyobrażenie o Bachu jest mylące.

W swojej książce podkreśla pan, że Bach był muzykiem-naukowcem, że jego wykształcenie różniło się od wykształcenia innych muzyków z jego otoczenia. Skąd u chłopca, który od 10 roku życia był sierotą i mieszkał u brata, wzięła się świadomość potrzeby ukończenia szkoły łacińskiej, czyli pełnego średniego wykształcenia?
Bach był bardzo dobrym uczniem i był tego świadom. Nie wiemy, czy miał nauczycieli, którzy nakłonili go do ukończenia szkoły zamiast zajęcia się uprawianiem muzyki jako rzemiosła, co stało się udziałem jego braci. Oni odchodzili ze szkoły w połowie nauki, w wieku mniej więcej 15 lat. Decyzja, którą podjął Bach, była bardzo ważna, ponieważ dawała mu możliwość wstąpieniu na uniwersytet na studia prawnicze, medyczne, teologiczne czy jakiekolwiek inne. Po ukończeniu szkoły łacińskiej mógł wybrać dowolną karierę akademicką. Zdecydował się poświęcić muzyce, co było świadomym wyborem, ale nadal miał większe możliwości. Ważne było to, że on sam zdawał sobie z tego sprawę. I chociaż nigdy nie rozpoczął studiów uniwersyteckich, pamiętał o tym, że istnieją inne dziedziny życia, niezwiązane z praktycznym wykonywaniem muzyki. Podejście Bacha do komponowania wskazuje na to, że traktował je jak możliwość rozwoju intelektualnego. To właśnie czyni jego muzykę tak różną od tej, którą pisali inni.

Z niektórych fragmentów pana książki przebija fascynacja zdolnościami Bacha – muzyka grającego na instrumentach klawiszowych. Kładzie pan wielki nacisk na to, jakim był kompozytorem dzieł organowych, ale i jakim znawcą budowy instrumentów. Czy to perspektywa pana własnego wykształcenia muzycznego kazała panu tak wnikliwie opisać Bacha-organistę?
Myślę, że miały na to wpływ moje własne doświadczenia. Zainteresowałem się organami już jako dziecko i pobierałem lekcje gry na organach tym instrumencie. Potem podjąłem studia organowe w Akademii Muzycznej w Berlinie. Stąd też wiem, że w XVII wieku organy były najbardziej skomplikowanym technicznie instrumentem. Na zajęciach ze studentami lubię porównywać organy do komputera, który współcześnie jest najpowszechniejszym i najbardziej skomplikowanym narzędziem pracy wielu milionów ludzi. Pan jako zwykły użytkownik komputera nie wie, jak jest zbudowany, co znajduje się między klawiaturą a monitorem, jak funkcjonują elementy elektromagnetyczne i programy. Ludzie, którzy chodzą do kościoła widzą szereg piszczałek i prospekt. Czasami nawet organista jest niewidoczny zza stołu gry, więc ludzie nie mają pojęcia, co kryje się za fasadą. Słyszą wspaniałą muzyką, ale nie wiedzą, w jaki sposób ona powstaje. Bach znał ten instrument na wylot od najmłodszych lat. Jego ukochany wujek był organistą w Eisenach. Bach prawdopodobnie pomagał mu stroić instrument i registrował go. Później stał się cenionym doradcą budowniczych instrumentów muzycznych, takich jak fortepiano, obój d’amore i innych. Był głęboko zainteresowany technologią budowy instrumentów muzycznych. To bardzo ważne także dla jego sposobu wykorzystywania instrumentów. Pod tym względem różnił się od, powiedzmy, Haendla i Vivaldiego. Dowodem na to są choćby Koncerty brandenburskie, w których używa i łączy instrumenty jak nikt inny, ponieważ „pociąga za dźwignie” jak organista. Na przykład w II Koncercie brandenburskim łączy ze sobą skrzypce, wiolonczelę, flet prosty i obój – takiego zestawienia nie znajdziemy u żadnego innego kompozytora. W VI Koncercie brandenburskim połączone zostają wszystkie nisko brzmiące instrumenty smyczkowe – te nowoczesne, viole i wiolonczele, z ówcześnie staromodnymi już gambą i violone. Ten rodzaj eksperymentowania z dźwiękiem jest charakterystyczny dla Bacha, który osiąga niespotykane kolorystyczne efekty. Dlatego lubię takie porównanie: Bach przy organach to Bach w swoim laboratorium, jak naukowiec-eksperymentator. Instrument daje mu możliwość zbadania możliwości technicznych aspektów gry, a także „technologii” produkcji dźwięku, poprzez różne rodzaje połączeń rejestrowych, dzięki którym uzyskuje różne brzmienia. Jest to dla niego ważne z tej przyczyny, że ostatecznym celem jego pracy było znalezienie sposobów oddania treści muzycznej, muzycznego wyrazu.

Jak to się stało, że u progu swojej kariery Bach mógł liczyć na lepsze traktowanie niż inni muzycy? Tak było w Arnstadt, gdzie dostał wyższą pensję niż jego poprzednik na stanowisku organisty w Nowym Kościele, tak było również w Mühlhausen.
Można tylko snuć przypuszczenia, ale wydaje się pewne, że jego przełożeni – burmistrz Arnstadt i superintendent kościoła w Mühlhausen – zdali sobie sprawę, że był wyjątkowym muzykiem. Bach nie był jedynym organistą w mieście, ale był po prostu najlepszy. Bardzo chcieli go zatrzymać. To, co najbardziej zaskakujące, to fakt, że miał 18 lat, gdy poproszono go, by ocenił organy świeżo wybudowane przez Friedricha Wendera, podówczas człowieka ponad 50-letniego. Sądzę, że budowniczemu organów nieszczególnie odpowiadało, że będzie recenzowany przez nastoletniego chłopaczka. Ale najciekawsze jest to, że obaj się zaprzyjaźnili. I to Wender namówił Bacha do wyjazdu do Mühlhausen. Tak więc między starym organmistrzem i młodym organistą bardzo wcześnie zadzierzgnęła się przyjaźń, co tylko potwierdza opinię o Bachu jako wybitnym muzyku.

Dla pana Bach był człowiekiem świadomym wagi swoich dokonań, kimś, kto, jak pan podkreśla we wstępie do polskiego wydania monografii, „nie miał żadnych oporów, by w swym otoczeniu i w kręgu swoich uczniów kazać się podziwiać”. Czy to zmiana sposobu patrzenia na Bacha – już nie skromnego, „biednego” lipskiego kantora, który nie obracał się w tak światowych kręgach jak Georg Friedrich Haendel?
Bacha nie dawało się porównać z Haendlem, który był postacią wymiaru światowego, który obracał się w międzynarodowych kręgach, który mieszkał w Londynie. W tym samym czasie Bach był bardzo niepewny siebie i swojego muzycznego autorytetu. Zmieniało się to jednak w miarę upływu czasu dzięki temu, jak postrzegali go inni, w jaki sposób się do niego odnosili. Fakt, że uczniowie go szanowali, jest dość oczywisty. Ale podziwiali go też koledzy po fachu – wiemy to ze sposobu, w jaki Telemann czy Quantz zareagowali na wiadomość o jego śmierci. Oni wiedzieli, że odszedł jeden z największych kompozytorów wszech czasów. Ten szacunek Bach zapewne odczuwał przez całe życie. Jego pozycja w Lipsku, fakt, że posiadał tytuł nadwornego kompozytora króla polskiego i elektora saskiego, dawały mu swobodę w relacjach z władzami miejskimi i teologami. W pewien sposób był ponad nimi – to dało mu siłę i sprawiało, że zachowywał się tak, jak żaden inni muzyk w XVIII wieku. Był przekonany, że zasługuje na specjalne traktowanie. Być może z naszego punktu widzenia był arogancki w stosunkach z ludźmi, którzy nie byli muzykami. Sądzę jednak, że był po prostu geniuszem w każdym calu i potrafił sprawić, że otoczenie mogło go tak odbierać.

Rozmawiał Marcin Majchrowski (Program 2 Polskiego Radia)

Wywiad był emitowany na antenie Programu 2 Polskiego Radia i nie jest autoryzowany


Christoph Wolff jest profesorem muzykologii na Uniwersytecie Harvarda w Cambridge (Massachusetts, USA) oraz honorowym profesorem na Uniwersytecie Alberta i Ludwika we Fryburgu Bryzgowijskim (Niemcy). Pełni również funkcję dyrektora Archiwum Bachowskiego w Lipsku. Pracował m.in. na uniwersytetach w Berlinie, Erlangen, Toronto, Nowym Jorku i Princeton. Prof. Wolff jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego, Amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk, Saskiej Akademii Nauk w Lipsku. Jest również członkiem honorowym Fundacji Mozarteum w Salzburgu, a także prezesem Répertoire des Sources Musicales. Jego najważniejsza książka, "Johann Sebastian Bach: The Learned Musician" ("Johann Sebastian Bach. Muzyk i uczony"), opublikowana w 250. rocznicę śmierci Bacha, nominowana była do prestiżowej nagrody Pulitzera i została wydana w kilkunastu językach. W 2011 roku ukazało się jej polskie tłumaczenie.