Wydanie: MWM 06/2013

Centrum muzyczne chrześcijańskiego świata

Papieże i muzyka
Article_more
Początek historii papieskiego Rzymu wyznacza męczeńska śmierć św. Piotra. Apostoła ukrzyżowano w cyrku szalonego cesarza Nerona na Wzgórzach Watykańskich. Tam też św. Piotr został pochowany, a jego grób otoczono tajemnicą i czcią. W miejscu tym niecałe trzysta lat później z rozkazu cesarza Konstantyna Wielkiego wznosić się będzie pierwsza bazylika pod wezwaniem św. Piotra. Stanie się ona symbolem władzy papieży i panowania religii chrześcijańskiej, a także centrum muzycznym Rzymu. Już w epoce renesansu, na jej zgliszczach, powstanie znana dzisiaj każdemu turyście Bazylika św. Piotra – najpotężniejsza i najwspanialsza rzymska świątynia.
Wieczne Miasto dość szybko pokryje się gęstą siecią miejsc kultu, do których będą podróżować tłumy pielgrzymów z całej Europy. Do 1870 roku, czyli do momentu zjednoczenia Włoch, kulturalne życie stolicy chrześcijaństwa, w tym muzyczny obraz Rzymu i losy jego artystów, zależeć będą od decyzji kolejnych papieży, ich pochodzenia, wykształcenia, moralności, fascynacji, osobistego stosunku do sztuki i interesów politycznych. Milczenie kobiet Niewiele wiemy o najwcześniejszej muzyce wykonywanej najpierw w domach bogatych rzymian, którzy przechodząc na chrześcijaństwo, udostępniali swoje rezydencje na spotkania współwyznawców, w tym odprawianie mszy, czy w powstających kościołach, ale można śmiało przypuszczać, że śpiewano wówczas psalmy, litanie, antyfony w opracowaniu jednogłosowym. Co ciekawe, na początku, a dokładnie przez pierwsze cztery wieki rozwoju nowej religii mężczyźni i kobiety śpiewali wspólnie. Stopniowo jednak, gdy Kościół rósł w potęgę, postawił na profesjonalne chóry chłopców i mężczyzn. Kobietom zakazano wówczas aktywnego uczestniczenia w nabożeństwach (dekret Didascalia 318 autorstwa ojców Kościoła), nakazano im milczenie, na ich niekorzyść interpretując słowa św. Pawła – „kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje” (1 List do Koryntian 14,34). Niewiasty mogły odtąd chwalić Boga muzyką tylko w zakonach lub w zaciszu domowym. W takim nieprzychylnym kobietom klimacie zaczęły powstawać męskie chóry kościelne. Około VII wieku zainaugurowała swoją działalność słynna Schola Cantorum przy bazylice św. Piotra, złożona z kilkunastu profesjonalnych śpiewaków, których głosy prawie do końca XIV wieku miały ozdabiać msze papieskie. Na Bożą cześć Renesans – mimo licznych wojen, które prowadzili kolejni papieże jako głowy Państwa Kościelnego, i wystąpienia Marcina Lutra (1517) – to okres epatowania w Rzymie przepychem, bogactwem, potęgą. Renesansowi papieże przeszli do historii jako władcy żądni władzy za wszelką cenę, działający wedle zasady „cel uświęca środki”, amoralni mistrzowie politycznej manipulacji, miłośnicy zemsty, wyznawcy nepotyzmu, a przy tym wrażliwi na piękno znawcy sztuki i mecenasi wielu wybitnych twórców. Z oddaniem zaczęli dbać o wygląd miasta, odnawiając stare budynki i wznosząc nowe (Ich zapał przejęli papieże kolejnej epoki). Nie bacząc na koszty, urządzali wspaniałe uroczystości w świątyniach i na miejskich placach, paradowali w pięknych strojach w barwnych procesjach. A wszystko po to, aby olśnić gapiów potęgą i bogactwem wiary chrześcijańskiej i konsekwentnie budować własną pozycję na arenie europejskiej. Do Rzymu w tym okresie masowo napływali uzdolnieni artyści, aby czynić życie papieży bardziej wyrafinowanym, a miasto piękniejszym. W tym właśnie czasie powstał m.in. chór papieski przy Kaplicy Sykstyńskiej, od której wziął swoją nazwę. Śpiewali w nim dorośli mężczyźni wykonujący muzykę a cappella, czyli bez towarzyszenia instrumentów. Msze i motety komponowali dla chóru tak wybitni muzycy, jak m.in. Dufay, Ockeghem, Josquin des Prés, Palestrina i wielu, wielu innych. Co interesujące, partie sopranowe w chórze wykonywali najpierw falseciści, a od połowy XVI wieku – głównie kastraci. Oficjalnie Kościół potępiał kastrację, ale zamiłowanie do głosów wysokich przy zakazie występowania w kościołach kobiet spowodowało, że to właśnie Rzym stał się głównym ośrodkiem kształcącym kastratów. Pochodzących zazwyczaj z ubogich rodzin, ale utalentowanych chłopców okaleczano ad honorem Dei, a w rzeczywistości dla zmysłowej przyjemności papieży i ich świty. I praktyki te trwały aż do początku XX wieku! Zabawmy się! Jednym z najbardziej interesujących i kontrowersyjnych renesansowych papieży melomanów był z pewnością Leon X (1513–1521). Pochodził z rodziny Medyceuszy i jak większość papieży tego okresu najbardziej dbał o dobra swojej rodziny. Uwielbiał też otaczać się pięknymi przedmiotami i dziełami sztuki, rozkoszował się widokiem młodych mężczyzn i kontaktami seksualnymi z nimi (jednym z jego kochanków był śpiewak Solimando, wnuk sułtana), nie pogardził też pięknymi kobietami. Gustował w egzotycznych potrawach podawanych w drogocennych naczyniach i w dźwiękach wydawanych przez zespoły składające się z wielu, różnej specjalności instrumentalistów, zabawiał się też polowaniami. Był prawdziwym hedonistą. Po wyborze na papieża miał podobno powiedzieć: „Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!”. Plan szybko wcielił w życie, w zawrotnym tempie opróżniając skarbiec papieski dla swoich licznych przyjemności. Jedną z jego największych namiętności była muzyka. Leon X zatrudniał wielu muzyków (cantores et musici secreti) i trzeba przyznać, był dla nich bardzo hojny. Wenecki ambasador Marino Giorgi w swojej relacji z dworu papieskiego pisał: „Papież jest wspaniałym muzykiem i kiedy śpiewa z kimś, daje mu sto dukatów albo i więcej”. Leon X wydawał wystawne obiady i kolacje, na których śpiewano polifoniczne kompozycje. Na jednej z takich uroczystości, 24 czerwca, z okazji święta patronów miasta, po mszy i kolacji w Zamku św. Anioła zarządził wykonanie kompozycji realizowanej przez osiem głosów wokalnych, osiem lironi, siedem fletów i puzon. To spory zestaw, ciekawe i równocześnie zaskakujące połączenie instrumentów jak na ówczesne czasy. Marcantonio Michiel, inny wenecki patrycjusz, który dwa lata przebywał w Rzymie w okresie rządów Leona X, w prowadzonym przez siebie diariuszu odnotował kilka uroczystości zorganizowanych przez papieża. Jedna wydaje się szczególnie interesująca. 27 września z okazji święta św. św. Kosmy i Damiana (patronów rodzinnej Florencji papieża), po mszy w Kaplicy Sykstyńskiej papież zarządził bankiet, a następnie słuchanie muzyki w wykonaniu około pięćdziesięciu śpiewaków i instrumentalistów grających na różnych instrumentach, przebranych w stroje medyków, którym przewodzili maestro papieża i aktor przypominający jego medyka. Na zmianę śpiewali oni i grali różne utwory, w tym satyryczne pieśni o lekarzach, co jakiś czas żartami doprowadzając zebranych do radosnych wybuchów śmiechu. Po części muzycznej w pobliskim pokoju wykonano komedię w języku włoskim, i to nie byle jaką, bo najprawdopodobniej Mandragorę Machiavellego, pierwszą włoską komedię, która wkrótce stała się teatralnym hitem w całej Italii.
Operomania W okresie soboru trydenckiego (1545–1563) pojawili się na tronie Piotrowym papieże odmienni od Leona – Paweł III, Juliusz III czy Marceli II. Ten ostatni rządził tylko dwadzieścia dwa dni, ale zdążył zainicjować pewne zmiany. Na stałe do historii muzyki przeszedł jednak dzięki mszy Missa Papae Marcelli autorstwa Giovanniego Pierluigiego da Palestriny, kompozytora, którego zarówno współcześni, jak i potomni uważali za najwybitniejszego twórcę muzyki religijnej. Wedle chętnie powtarzanej legendy, utrwalonej przez A. Agazzariego na początku baroku, Palestrina miał uratować polifonię dla Kościoła. Nowe techniki, nowy styl i nowe gatunki utożsamiane z epoką baroku – monodia akompaniowana, basso continuo, styl koncertujący, oratorium, kantata i opera – nie mogły pozostać bez wpływu na kształt muzyki kościelnej komponowanej i wykonywanej w Rzymie, chociaż tu, w zakresie muzyki religijnej, muzycznym autorytetem i punktem odniesienia przez dziesięciolecia pozostawał Palestrina. Kościół potrzebował jednak siły muzyki w kontrreformacyjnej walce z heretykami (jak określał przedstawicieli reformacji). Jednak pewien gatunek sprawił papieżom ogromny kłopot już od początku swojego powstania. Była nim opera. Wielu z papieży uważało, że teatr muzyczny demoralizuje widzów, a muzyka tu płynąca jest zbyt zmysłowa, czyni ze słuchaczy niewolników pięknego śpiewu i śpiewaków, sieje spustoszenie w ich umysłach ze względu na absurdalność przedstawianych sytuacji i nadmierne epatowanie emocjami. Co gorsza, wszyscy z chęcią popadali w jej niewolę – i niewykształceni widzowie, i wyrafinowani arystokraci czy intelektualiści. Dla społecznego porządku najgroźniejsze wydawało się to, że słodkie tony operowych arii czyniły mężczyzn zniewieściałymi, stąd w teoretycznej myśli XVII i XVIII wieku na temat teatru muzycznego wielokrotnie pojawia się słowo effeminato (zniewieściały właśnie). Poważni obywatele pod wpływem opery zachowywali się jak słabe, nierozumne, rozhisteryzowane kobiety. Papieże nie mogli spokojnie przyglądać się tej demoralizacji i na różne sposoby usiłowali walczyć z operową manią. Prywatna inicjatywa Po pierwsze podtrzymywali obowiązujący w Rzymie zakaz występowania kobiet w teatrach publicznych (edykt Sykstusa V z 1588 roku). Oglądanie ich na scenie narażało przecież (i tak wątłe) morale mężczyzn na zbyt wielkie wyzwanie, jak też uwłaczało bogobojnym chrześcijankom przybywającym do teatru. Urban VIII, papież wywodzący się z rodu Barberinich, i jego kuzyni kardynałowie próbowali zaadaptować nowy gatunek w celach polityczno-religijnej propagandy, stąd w ich teatrze prywatnym przedstawiano na scenie głównie świętych i fabuły pokazujące wzorce moralne godne naśladowania. Licząc się ze zmiennymi gustami kolejnych papieży, Rzym wyspecjalizował się w działalności prywatnych teatrów operowych, które prowadzili kardynałowie, świeccy przedstawiciele znakomitych arystokratycznych rodzin rzymskich, obcokrajowcy czy ambasadorzy rezydujący w Wiecznym Mieście. W drugiej połowie XVII wieku, kiedy działali tu najznakomitsi kompozytorzy utożsamiani z włoskim i rzymskim barokiem – Alessandro Scarlatti, Bernardo Pasquini, Saverio de Luca, Francesco Gasparini, Arcangelo Corelli i inni – ich talenty wspierali liczni prywatni mecenasi. Sytuacja pogorszyła się jednak znacząco, gdy papieżem został ogłoszony Innocenty XII (1691–1700), który tylko szukał pretekstu, aby ukrócić swawolę rzymian, ich zamiłowanie do świętowania, muzycznych rozrywek czy karnawałowych szaleństw. W 1697 roku z jego rozkazu został zburzony teatr operowy Tor di Nona, a rok 1700 papież ogłosił jubileuszowym i zakazał organizowania innych, poza religijnymi, uroczystości. Sytuacja ta zmusiła wielu znakomitych muzyków do opuszczenia miasta – Bononcini wyjechał do Wiednia, Gasparini – do Wenecji. Pierwsze lata nowego stulecia już pod przewodnictwem nowego papieża Klemensa XI nie przyniosły, niestety, oczekiwanych zmian. Rzym od 1701 roku odczuwał skutki wybuchu wojny o sukcesję hiszpańską, a także doświadczył kilku katastrof naturalnych, trzęsienia ziemi i wylewów Tybru. Alessandro Scarlatti smutno pisał wówczas, że muzyka żebrze w Rzymie. Dopiero w 1709 roku, po pięciu latach zakazów przywrócono prawo świętowania karnawału, a z nim – organizowania spektakli operowych. Okazało się, że opery nie da się usunąć z życia muzycznego, nie pomagały ostre słowa krytyki ani nawet zburzenie teatru. Co prawda stosunek papieży do opery nie zmienił się znacząco, ale samo to, że niektórzy z nich przymykali na nią swoje władcze oko, sprawnie wykorzystywali energiczni rzymianie, inaugurując w Rzymie działalność kolejnych scen operowych w XVIII i XIX wieku. Potrzeba reform Walki z operą nie pozostawały bez wpływu na muzykę religijną, która stawała się coraz bardziej teatralna. Nowe style i zmieniające się mody muzyczne docierały do kościołów – koncert, symfonia, wirtuozeria i melodyjność operowych arii zaczęły przenikać utwory religijne. Stopniowo też muzyka ta wyszła poza przestrzeń sakralną. Nic więc dziwnego, że w drugiej połowie XIX wieku inicjatorzy ruchu cecyliańskiego (1880) ponownie postulowali potrzebę zreformowania muzyki, zalecając jej twórcom umiar, komponowanie dzieł charakteryzujących się powagą i skromnością, a także optując za ograniczeniem roli instrumentów i popisu śpiewaków. W tym czasie w Watykanie triumfy święcić będzie muzyka Lorenza Perosiego, dyrektora muzycznego w Kaplicy Sykstyńskiej i autora kilkunastu oratoriów i mszy, Agostina Doniniego, Franca Vittadiniego, Giuseppe Martucciego czy Giovanniego Sgambatiego, twórcy najsłynniejszego włoskiego Requiem. Największe zmiany w kształcie i brzmieniu muzyki religijnej przyniósł jednak sobór watykański II (1962–65). Po jego obradach chorał gregoriański nadal figuruje jako oficjalny śpiew Kościoła, jednak cel soboru – przejście Kościoła katolickiego do czasów współczesnych – w zakresie muzyki oznaczał sprowadzenie jej do naiwnych, infantylnych piosenek śpiewanych w językach narodowych przy akompaniamencie gitar. Proces ten oznaczał niewiarygodne zubożenie liturgii. Najważniejszym źródłem muzyki w Kościele jest Biblia. Sztuka dźwięków stanowi znaczący element rzeczywistości bohaterów Pisma. Powiązana najczęściej ze świętami, bankietami przy stołach lub z ważnymi dla danej społeczności momentami poświadcza harmonijny porządek świata, który pozostaje w zgodzie z prawem Bożym. Jej brak oznacza smutek, zapowiada nieuchronne nieszczęścia. Papieże rozumieli, że przy pomocy muzyki można wielbić Boga i wzmacniać wiarę zarówno w prostych, jak i w wyrafinowanych umysłach, ale niepokoiła ich jej zmysłowa natura. Niepokój ten (który nurtował ich przez stulecia) dość wcześnie wyraził św. Augustyn, pisząc w Wyznaniach, że z jednej strony muzyka posiada moc łączenia duszy z Bogiem, z drugiej jednak strony jej piękne tony zbyt często odrywają wiernych od modlitwy, wiodąc ich myśli w niewłaściwe rejony. Stąd wypływa źródło jej kontrolowania, nieufność w stosunku do niej i ponawiane próby jej reformowania. Pod koniec XX wieku Jan Paweł II w Liście do artystów (1999), odwołując się do wspaniałej tradycji rzymskiego Kościoła, zachęcał artystów do współpracy, do tworzenia muzyki, która współczesnym językiem miałaby chwalić Boga i zapraszać wiernych do Kościoła. Benedykt XVI nie krył się ze swoją miłością do Mozarta i muzyki klasycznej. Nowy papież Franciszek głosi potrzebę zreformowania Kościoła. Reformy bez wątpienia potrzebuje także muzyka, chociaż wydaje się, że dzisiejszy Kościół nie poszukuje współczesnego Mozarta. Jednak tak jak smutek gości wśród biblijnych bohaterów pozbawionych muzyki, tak niezmiernie smutny jest Kościół z muzyką tak brzydką jak ta, której możemy doświadczać dzisiaj w kościołach.