Wydanie: MWM 06/2013

Powrót do źródeł

Polecamy
Article_more
Materiały IS PAN
Pierwszy stycznia 1858 roku to data przełomowa w historii muzyki polskiej. Halka Stanisława Moniuszki wkroczyła wtedy tryumfalnie na scenę Teatru Wielkiego w Warszawie. Ani wcześniej, ani potem żadna inna polska opera nie spotkała się z tak powszechnym, entuzjastycznym przyjęciem ze strony publiczności. O tym, że trzy lata później ten ogromny sukces zaowocował wydaniem pełnej partytury orkiestrowej Halki, wiedziało dotąd jedynie kilku specjalistów. Na światło dzienne wydobyli ją ostatnio pracownicy Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. We współpracy ze Stowarzyszeniem Liber Pro Arte opublikowali faksymilową reprodukcję owego bibliofilskiego „białego kruka”. Czterotomowa Halka ukazała się pod koniec 2012 roku w serii „Monumenta Musicae in Polonia” poświęconej najważniejszym dziełom muzycznym powstałym na ziemiach polskich.

Współczesna publiczność operowa wersji tej nie zna wcale. W powszechnym obiegu wykonawczym i fonograficznym funkcjonuje bowiem opracowanie Halki dokonane na początku lat 50. przez Kazimierza Sikorskiego (opracowanie muzyczne aktów 1–4), Grzegorza Fitelberga (opracowanie uwertury) i Leona Schillera (autora „marksizującej” redakcji libretta). Tymczasem wydany w 1861 roku w oficynie Gebethnera i Wolffa pierwodruk partytury Halki pozostaje z pewnością do dzisiaj jedyną jej edycją orkiestrową, która uzyskała autoryzację kompozytora.

 

Z Warszawy do Pragi

Od chwili pamiętnej warszawskiej premiery powszechne zainteresowanie dziełem Moniuszki ciągle rosło. Wielu tych, którzy nie mogli zobaczyć spektaklu na scenie, pytało najczęściej o materiały nutowe. Sytuacji usiłowano rzecz jasna sprostać, przygotowując na początek wydanie rozmaitych wyjątków, aranżacji i fantazji na pochodzące z opery tematy. Wkrótce pojawił się także wyciąg fortepianowy Halki (nazywany wówczas z niemiecka Klavierauszugiem). Obejmował wszystkie partie wokalne oraz uproszczoną, fortepianową „redukcję” orkiestrowego akompaniamentu. W stuleciu poprzedzającym wynalazek fonografii Klavierauszug stanowił element istotny i niezbędny w procesie społecznej recepcji dzieła operowego. Sprzyjała temu okoliczność powszechnego wyedukowania ówczesnych elit w zakresie śpiewu i gry na fortepianie. Dlatego też wydanie wyciągu fortepianowego Halki, które nastąpiło niedługo po warszawskiej premierze, przyczyniło się do znacznego powiększenia kręgu jej odbiorców.

 

Zaspokoiło przede wszystkim ciekawość melomanów znacznie oddalonych od polskiej stolicy. Zwłaszcza tych mieszkających za granicą. Wychodząc im naprzeciw, wyciąg zaczęto wkrótce publikować w wersji dwujęzycznej. Opatrzono go dodatkowo włoskim tłumaczeniem tekstu dokonanym przez zaprzyjaźnionego z Moniuszką Włocha, Achillesa Bonoldiego. Dzięki temu Halką zainteresowało się kilku krytyków muzycznych spoza Polski. Takich jak chociażby Hans von Bülow, autor ówcześnie bodaj najbardziej fachowego (choć niestety zawierającego kilka stwierdzeń utrzymanych w duchu rażącego nas dzisiaj, pruskiego szowinizmu) krytycznego omówienia dzieła Moniuszki, opublikowanego w znanym lipskim periodyku muzycznym „Neue Zeitschrift für Musik”.

 

Tymczasem Moniuszko od początku zdawał sobie sprawę z tego, że dopiero powielenie pełnego materiału nutowego Halki stworzyć mu może realną szansę na szybkie wprowadzanie jej na kolejne sceny. Nie tylko krajowe, lecz także zagraniczne. Utwierdzać go w tym musiał pomyślny rozwój wypadków. O Halkę dopytywano się nie tylko ze Lwowa i innych wiodących ówcześnie polskich centrów kultury, lecz także z czeskiej Pragi, skąd już w 1860 roku „zażądano” partytury dzieła. Zaraz potem materiał nutowy powędrował do praskiego teatru Stavovské Divadlo. I chociaż moment praskiej premiery Halki nadejść miał dopiero siedem lat później, ówczesne zabiegi posiadały bez wątpienia ogromne znaczenie. Przygotowały podatny grunt dla recepcji twórczości Moniuszki u naszych południowych sąsiadów. Jednak konieczność wypożyczania w podobnych okolicznościach teatralnego, rękopiśmiennego egzemplarza partytury, musiała w niekorzystny sposób odbijać się na funkcjonowaniu dzieła na warszawskiej scenie.





Eskapada do Paryża i…

Jeszcze bardziej niż Praga kusił Moniuszkę Paryż, ówczesna mekka kompozytorów operowych. Polski twórca trafił tam po raz pierwszy w 1858 roku, kilka miesięcy po warszawskiej premierze. I choć nie osiągnął wówczas żadnych wymiernych sukcesów artystycznych, w 1861 roku postanowił raz jeszcze powrócić nad Sekwanę. Za dobrą wróżbę wziął wówczas przejaw kurtuazyjnej uprzejmości ze strony Rossiniego, któremu posłał do Paryża wyciąg fortepianowy Halki. W zamian otrzymał fotografię włoskiego mistrza z jego autografem i wyrazami uznania.

 

Dodatkowym magnesem, który u progu lat 60. ciągnąć musiał Moniuszkę do francuskiej stolicy, stało się też zapewne pojawienie się na tamtejszym operowym widnokręgu dwóch polskich nazwisk. Na początku marca 1860 roku na scenie Cesarskiego Teatru Opery wykonano bowiem z powodzeniem operę Pierre de Médicis księcia Józefa Poniatowskiego, kompozytora, polityka i dyplomaty spokrewnionego z ostatnim królem Polski. Ponadto pod koniec listopada 1860 roku hrabia Alexandre Colonna Walewski, syn naturalny Napoleona i znanej polskiej arystokratki, objął zaszczytne stanowisko ministra stanu (funkcja ta czyniła go także bezpośrednim zwierzchnikiem dyrektora paryskiej opery). Być może autor Halki żywił nadzieję, że uda mu się w jakiś sposób zbliżyć do tych dwóch dość wpływowych w paryskim środowisku operowym postaci i zyskać ich sympatię, a może nawet wsparcie dla swojej sprawy.

 

Ale mit Paryża jako „stolicy XIX wieku” (jak celnie to swego czasu określił Walter Benjamin) – zarówno wcześniej, jak i później – mamił swym czarem nie tylko Moniuszkę. Przybywały tu całe tłumy mniej lub bardziej znanych twórców, przyciąganych magią tego szczególnego miejsca i złudnym mirażem rychłego osiągnięcia europejskiego rozgłosu. To prawda, że niektórzy genialni kompozytorzy właśnie tam zdobywali upragnioną nieśmiertelną sławę (Rossini, Bellini, Donizetti, później Verdi). Innym wszakże – nie mniej genialnym –Paryż przynosił gorzkie rozczarowania (Wagner), nie mówiąc o całych rzeszach tych zdolnych i wybitnych jednostek, które przeszły przez paryskie bulwary zupełnie niezauważone.

 

Rzecz jasna, Moniuszko miał, tak jak każdy, prawo do złudzeń. Snując marzenia o stanięciu oko w oko z publicznością operową Drugiego Cesarstwa tłumnie zaludniającą widownie Grand Opéra, Opéra Comique czy Théâtre Lyrique, rozumiał przecież doskonale, że aby myśleć poważnie o podjęciu jakichkolwiek kroków w tym kierunku, należało mieć w zanadrzu co najmniej jedną wydrukowaną partyturę, którą można by pokazywać w gronie francuskich kolegów muzyków lub pochwalić się przed kierownictwem poszczególnych teatrów. Gdy w grudniu 1861 roku Moniuszko po raz drugi udawał się w drogę do Francji, partytura była już gotowa i można się domyślać, że ją ze sobą zabrał. Widniał w niej co prawda tylko tekst polski. Kompozytor zakładał zapewne, że w przypadku zainteresowania dziełem tłumaczenie libretta na francuski łatwiej będzie zamówić w Paryżu niż w Warszawie, potem zaś można je będzie wpisać odręcznie pod nutami. Stronę tytułową zredagowano jednak po francusku: HALKA, OPÉRA EN 4 ACTES, Musique de STANISLAS MONIUSZKO, paroles de Vladimir Wolski, PARTITION D’ORCHESTRE.

 

Jak pokazała przyszłość, snute przez przyjaciół Moniuszki ambitne plany wypromowania jego twórczości w stolicy Francji okazały się koniec końców nierealne. Druga podróż do Paryża, którą polski kompozytor odbył na przełomie 1861 i 1862 roku, była pod tym względem niemal bezowocna. Znad Sekwany przywiózł swoje partytury z powrotem. Zarówno litografowaną Halkę, jak i rękopisy Hrabiny oraz Verbum nobile, na temat których toczył podobno rozmowy z dyrektorami Opery Komicznej i Teatru Lirycznego. Nie znalazłszy dla nich w oczach Francuzów należytego uznania, wracał do Warszawy targanej coraz silniejszymi politycznymi niepokojami.

 

…na słowiańskie sceny

Można by oczywiście zapytać, ile w rzeczywistości włożył wówczas Moniuszko wysiłku i ile podjął niezbędnych kroków, by dać się Francuzom poznać. Poza oficjalnymi spotkaniami z władzami muzycznych teatrów złożył co prawda kilka kurtuazyjnych wizyt, między innymi Rossiniemu, Auberowi, Gounodowi, a także – co przeoczono w dotychczasowych monografiach Moniuszki – wspomnianemu wcześniej księciu Józefowi Poniatowskiemu. Było to jednak za mało. Na podstawie korespondencji kompozytora i relacji jego biografów odnieść można wrażenie, że to, co czynił, robił nieudolnie i najczęściej bez wcześniejszego przygotowania, a także bez niezbędnego, skutecznego wsparcia ze strony wpływowych osobistości. Bardzo dużo do myślenia daje tu zwłaszcza okoliczność, że zarówno paryska prasa codzienna, jak i tamtejsze periodyki kulturalne, ba – nawet czasopiśmiennictwo muzyczne – niemal nie zauważyły jego obydwu pobytów nad Sekwaną.

 

Tak czy owak Halkę zaczęto z czasem oklaskiwać także poza granicami trzech zaborów. Niezauważony na Zachodzie ówczesnej Europy, Moniuszko wkrótce zdobył uznanie w krajach słowiańskich. Jeszcze za życia kompozytora podziwiano jego operę w Pradze (1868), Moskwie (1869) i w Petersburgu (1870), niedługo po jego śmierci również w Kijowie (1874). Należy mieć na uwadze fakt, że premiery te nie doszłyby z pewnością do skutku, gdyby nie inicjatywa wydawnicza z 1861 roku.

 

To właśnie edycja partytury orkiestrowej Halki – wydanej w czterech tomach o łącznej objętości blisko tysiąca stron dużego formatu – zaspokajała zapotrzebowanie na większą ilość egzemplarzy dzieła i umożliwiła jego przemarsz po słowiańskich scenach. Jak się z czasem okazało, edycja ta królowała niepodzielnie na pulpitach dyrygenckich przez ponad czterdzieści lat, aż do 1904 roku, kiedy ukazało się wreszcie – dzięki finansowemu wsparciu Leopolda barona Kronenberga – starannie przygotowane wydanie jubileuszowe partytury orkiestrowej Halki zredagowane tym razem przez świetnego dyrygenta Emila Młynarskiego i Konrada Zawiłowskiego, znanego śpiewaka i muzykologa.

 

Rara avis alba

W 1861 roku do powielenia partytury Halki użyto metody tzw. Umdrucku, określanej też mianem „przedruku” albo „autolitografii”. Był to rodzaj uproszczonej techniki litograficznej, polegającej na powielaniu stronic partytury z matrycy zapisanej odpowiednim, wolno schnącym tuszem, nazywanym przez Moniuszkę „atramentem chemicznym”. Charakteryzująca tę prymitywną metodę drukarską swoista prostota technologiczna pozwalała co prawda uniknąć wysokich kosztów i wielu uciążliwości związanych z tworzeniem sztychu. Jej wadą była jednak wyjątkowo mała wydajność.

 

Jak wypada się domyślać, kilka, może kilkanaście powielonych metodą Umdrucku egzemplarzy partytury orkiestrowej Halki trafiło w epoce bezpośrednio do teatrów operowych, gdzie przez dziesięciolecia wykorzystywano je jako materiał wykonawczy. W trakcie wieloletniej eksploatacji większość z nich uległa całkowitemu lub częściowemu zaczytaniu. Taki przynajmniej bieg wydarzeń zdaje się sugerować okoliczność dotrwania do naszych czasów w różnych kolekcjach bibliotecznych jedynie kilku pojedynczych tomów pochodzących z tego wydania i jednego tylko egzemplarza kompletnego, obejmującego wszystkie cztery woluminy. O istnieniu tego bibliofilskiego „białego kruka” nie wiedział Krzysztof Mazur, niekwestionowany ekspert w dziedzinie moniuszkowskich pierwodruków, który odnotował przed laty istnienie jedynie pierwszych trzech tomów pierwodruku partytury.

 

Warto zauważyć, że w latach 60. XIX stulecia egzemplarzem Umdrucku partytury Halki posługiwał się w swojej praktyce dyrygenckiej sam Moniuszko. Do 1944 roku przechowywano go w Bibliotece Muzycznej w Teatrze Wielkim w Warszawie. Zawierał on nanoszone sukcesywnie przez Moniuszkę odręczne poprawki, ale podzielił niestety losy licznych warszawskich archiwaliów i zabytków. Spłonął w trakcie drugiej wojny światowej w wyniku barbarzyńskich działań wojsk niemieckich, które okazały się zgubne dla jakże wielu bezcennych pomników naszej narodowej kultury.

 

Ze Lwowa na Śląsk

Unikat pierwodruku partytury orkiestrowej Halki, stanowiący podstawę przygotowanej w Instytucie Sztuki PAN edycji faksymilowej, jest obecnie przechowywany w zbiorach Biblioteki Materiałów Orkiestrowych Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Warszawie (dawniej Centralnej Biblioteki Nutowej PWM). Jak świadczą o tym widniejące na jego kartach pieczęcie, stanowił on wcześniej własność Biblioteki Opery Śląskiej w Bytomiu. W jaki jednak sposób ta ostatnia wejść mogła w jego posiadanie? Od początku uzasadnione wydawało się przypuszczenie, że trafił on na Śląsk po wojnie wraz z kolekcją lwowskich teatraliów, której znaczna część przechowywana jest dzisiaj w Bibliotece Śląskiej w Katowicach. Lwowską proweniencję tego egzemplarza potwierdza zarówno widniejąca na stronie tytułowej pierwszego tomu pieczątka księgarni Karola Wilda, przez którą został sprowadzony i sprzedany, jak i pieczęć lwowskiego zakładu introligatorskiego Jana Kostjuka, który dokonał jego pierwszej oprawy. Katowickie zbiory „polwowskie” obejmują jednak przede wszystkim teksty, to jest rękopiśmienne (a niekiedy także przepisane na maszynie) kopie sztuk teatralnych i librett operowych. Nieznany pozostaje tymczasem los należących do lwowskiej kolekcji druków i rękopisów muzycznych, których sowieckie władze nie pozwoliły zabrać „ewakuowanemu” na Śląsk zespołowi Opery Lwowskiej.

 

Zagadka została ostatecznie wyjaśniona dopiero po dokładniejszych oględzinach reprodukowanego w ramach faksymilowej edycji Halki egzemplarza pierwodruku partytury. W jego trzecim tomie odnaleziona została jedyna zachowana pieczęć zawierająca napis „DYREKCYA TEATRU HRABIEGO SKARBKA WE LWOWIE”. Poświadcza to niegdysiejszą przynależność tego egzemplarza do księgozbioru Biblioteki Teatru Lwowskiego. Fakt ten potwierdzają zresztą także pieczołowicie wydobyte przez konserwatorów z wnętrza wtórnej – jak się okazało – oprawy poszczególnych tomów charakterystyczne naklejki z odręcznie wpisanym tytułem dzieła (były one częścią oprawy pierwotnej). Podobne znaleźć można na oprawach innych tomów wchodzących w skład „polwowskiej” kolekcji teatraliów.

 

Ze Śląska do Warszawy

Jesienią 2010 roku, dzięki inicjatywie redakcji „Monumenta Musicae in Polonia” oraz środkom finansowym wyasygnowanym na ten cel przez Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, unikatowa partytura Halki ze zbiorów Biblioteki Materiałów Orkiestrowych Polskiego Wydawnictwa Muzycznego – bezcenny zabytek polskiego drukarstwa muzycznego – została poddana gruntownej renowacji. Prace te zostały zlecone pracownikom Zakładu Konserwacji Zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie. Niedługo potem, na początku 2011 roku, Piotr Jamski z Pracowni Fotograficznej IS PAN wykonał iście benedyktyńską pracę, fotografując blisko tysiąc stron „odświeżonej” przez konserwatorów partytury. Umożliwiło to przygotowanie przez pracowników IS PAN we współpracy ze Stowarzyszeniem Liber Pro Arte jej edycji faksymilowej. Przedsięwzięcie zostało dofinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Bardzo stara jest – skądinąd żywa do dzisiaj – tendencja do „poprawiania” polskiego wieszcza operowego. U jej źródeł tkwi nasza skrywana, podskórna nieufność co do jakości i walorów artystycznych warsztatu kompozytorskiego Moniuszki. Do takiej postawy skłaniało się zarówno wielu reżyserów, jak i dyrygentów – poczynając bodaj od Stanisława Niewiadomskiego (który eksperymentował we Lwowie ze scenicznym układem Halki), poprzez Leona Schillera (który tendencyjnie zaakcentował w Halce „konflikt klasowy” i elementy „rewolucyjne”, czyniąc z niej jeden ze sztandarowych elementów propagandy kulturalnej PRL‑u), na dyrygencie Marcinie Sompolińskim kończąc (ten ostatni dokonał własnej „korekty” partytury dzieła na potrzeby przygotowanej dwanaście lat temu poznańskiej premiery).

 

Faksymilowe wydanie pierwodruku Halki, niewolnego od niezamierzonych błędów i potknięć drukarskich, jest prezentacją wersji warszawskiej w przekazie – i należy to mocno podkreślić – autoryzowanym przez Moniuszkę. Edycja ta ma na celu udostępnienie tego unikatowego i bardzo trudno dostępnego źródła szerszym kręgom muzykologów, muzyków, jak również melomanów z Polski i zagranicy (poprzedzający edycję wstęp, streszczenie libretta oraz wszystkie komentarze zamieszczono w języku polskim i angielskim). W ten sposób słowno-muzyczny tekst Halki w wersji posiadającej imprimatur Moniuszki zostanie zachowany dla przyszłych pokoleń. Jest on wolny od wszelkich późniejszych naleciałości, nie zawsze zgodnych z intencjami kompozytora, i czynionych przez obce ręce nieuzasadnionych ingerencji. To Halka warszawska bez „wygładzeń”, poprawek i „ulepszeń”. Także bez ideologicznych przekłamań, które wniosła epoka PRL-u.

 

Wydawnictwo zawierające ten bezcenny materiał źródłowy adresowane jest zarówno do przedstawicieli środowisk akademickich, jak i do wykonawców. A także tych wszystkich miłośników opery, którzy pragną poznać prawdziwe oblicze Moniuszkowskiej spuścizny. Oby edycja Halki stała się impulsem, który zainicjuje nowe – dochowujące wierności kompozytorskiemu oryginałowi – opracowania i wykonania naszego sztandarowego dzieła operowego. Oby inspirowała także – po latach posuchy w polskich badaniach nad twórczością „ojca opery polskiej” – do nowego, wolnego od kompleksów, uprzedzeń i uwikłania w ideologiczne stereotypy spojrzenia na jego twórczość.

 

Grzegorz Zieziula

 

Stanisław Moniuszko: HALKA. Libretto Włodzimierz Wolski. Partytura orkiestrowa ~ Orchestral Score, (Warszawa 1861), Wydanie faksymilowe ~ Facsimile Edition, Wstęp i komentarze ~ Introduction and Commentaries Grzegorz Zieziula, Warszawa 2012: Instytut Sztuki PAN – Stowarzyszenie Liber Pro Arte, tomy 1–4 (= Monumenta Musicae in Polonia, red. Barbara Przybyszewska-Jarmińska. Seria: „Bibliotheca Antiqua”), ISBN 978-83-63877-12-5, ISBN 978-83-92343-80-6