Wydanie: MWM 06/2013

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Fragment książki Anety Markuszewskiej „Festa i muzyka na dworze Marii Kazimiery Sobieskiej w Rzymie"
Article_more
Niemile widziana w przybranej ojczyźnie, po uporządkowaniu spraw majątkowych postanowiła opuścić Rzeczpospolitą. Na miejsce pobytu wybrała Rzym, stolicę Kościoła i Mondo Cristiano. Potrzebowała wyciszenia, aby z nowymi siłami zaangażować się w walkę o pamięć o Janie III Sobieskim, obrońcy chrześcijaństwa; w walkę, która miała usankcjonować jej status królowej bez korony. Pisała, że wyjeżdża do Rzymu z pragnieniem znalezienia pocieszenia duchowego dzięki wizytom w świętych miejscach, a także z nadzieją na spędzenie reszty życia w większym spokoju i odpoczynku ciała i ducha. Realizacji tego pragnienia sprzyjał zbliżający się rok 1700, ogłoszony przez papieża jubileuszowym, zresztą oficjalny powód jej wyjazdu z Rzeczpospolitej.

Podróż do Rzymu rozpoczęła się 2 października 1698 roku. Z Warszawy Maria Kazimiera dotarła do Krakowa. Tu z upodobaniem przysłuchiwała się arii śpiewanej z niezwykłą delikatnością przez hrabinę Malakowską, a następnie zaprezentowała goszczącym ją krakowianom umiejętność swojego musico della Camera – Giuseppe Lupariniego, śpiewaka-kastrata, podróżującego w jej licznej świcie do Rzymu. Wieczór umilały gospodarzom piękne panny honorowe Marysieńki.

 

Baletti w Weronie

Z Krakowa trasa królowej wiodła przez Śląsk i Morawy. Do Wiednia przybyła 25 listopada i zatrzymała się tu na dziewięć dni. 3 stycznia 1699 była już w Tyrolu, następnie przez Trydent dotarła do Werony, gdzie wieczorem 8 stycznia uhonorowano ją una bell’Opera in musica, w której prologu sławiono przymioty jej męża, co – jak podawał Bassani – wywołało ogromne wzruszenie królowej. Podczas tego wykonania zdarzył się jednak mały wypadek. Przy dźwiękach wysławiających niezwyciężonego Sarmatę, gdy zebranym ukazał się wizerunek Jana III, zapaliła się część dekoracji i elementy kostiumów śpiewaków, którzy wcielali się w postaci niebiańskich bóstw. Po wygaszeniu płomieni i uspokojeniu publiczności zaprezentowano jeszcze komedię, która wzbudziła powszechne zadowolenie. Przygotowane atrakcje wprawiły królową w znakomity humor, zarówno ze względu na „słodycz głosów i instrumentów, jak też ze względu na inne urocze okoliczności”. Kolejne dni w Weronie, podobnie jak w poprzednich ośrodkach, przebiegały Marii Kazimierze na przyjmowaniu i składaniu wizyt lokalnej arystokracji, słuchaniu komplementów pod adresem swoim i zmarłego męża, a także na modlitwie i zwiedzaniu. 9 stycznia, po obejrzeniu cudów miasta, w tym Anfiteatro dell’Arena, zorganizowano dla niej wspaniały bal z udziałem prawie dwustu dam i jeszcze większej liczby znakomitych kawalerów. „Królowa poprosiła swoje damy honorowe i kawalerów z Polski, aby zaprezentowali kilka tańców alla Rutena, które wyszły dość wytwornie, ale nie aż tak jak się spodziewano, ponieważ instrumenty nigdy nie pozwalały zrozumieć melodii granych baletti: dopiero jak zatańczyły damy i kawalerowie werońscy, dały się [one] usłyszeć jako miłe i słodkie, co nie udało się, jak już zostało powiedziane, [gdy tańczyły] osoby odmiennej nacji”. To pierwszy w relacji Bassaniego fragment dowodzący, że królowa odwdzięczała się goszczącym ją arystokratom prezentacją polskich tańców i muzyki. Przykład ten ilustruje także, jak znaczące były różnice w rozumieniu muzyki przez tancerzy reprezentujących różne narodowości.





Opera na lagunie

Około 19 stycznia Marysieńka dotarła do Wenecji. Tu zapragnęła spotkać kapucyna Marca d’Aviano, jednego z bohaterów odsieczy wiedeńskiej. Na terenie Serenissimy, podobnie jak w innych miastach włoskich, została przyjęta z wszystkimi godnymi jej osoby honorami. Zaproszono ją do Senatu i obdarowano 150 kryształowymi misami, zawierającymi m.in. wosk, cukier, świece, konfitury, owoce, wino. Uczestniczyła także w uroczystościach kościelnych i prywatnych, spotykając się z ambasadorami, miejscową arystokracją, wysłannikami papieża. Odwiedziła też sławne na całą Europę weneckie teatry operowe. Już 19 stycznia damy, panienki i inne osoby jej dworu udały się do Teatro di S. Luca. Dziełem, które prawdopodobnie zostało wówczas wysłuchane, był dramma per musica Il duello d’amore e di vendetta, z muzyką przypisywaną dzisiaj Marc’Antonio Zianiemu do libretta Francesca Silvaniego (niestety, z opery Silvaniego–Zianiego zachowały się do dzisiaj tylko pojedyncze arie). Tego wieczoru królowa postanowiła odpocząć, ale już następnego w towarzystwie nuncjusza apostolskiego i swojego dworu udała się do tego samego teatru. 21 stycznia zaszczyciła swoja obecnością Teatro SS. Giovanni e Paolo, oglądając operę, której tytułu nie znamy, a 22 stycznia udała się do najwytworniejszego teatru Wenecji – Teatro S. Giovanni Grisostomo, gdzie wystawiano operę Pollarola Lucio Vero na podstawie libretta Apostola Zeno. W sumie Bassani podawał, że aż pięć oper granych wówczas w Wenecji, nie licząc wielu wspaniałych, niezwykłych przedstawień, w sposób aluzyjny odnosiło się do królowej. Wydaje się, że Marii Kazimierze szczególnie przypadł do gustu repertuar wykonywany w Teatro San Cassiano. Eleanor Selfridge-Field sugerowała, że z myślą o pobycie królowej w Wenecji w teatrze tym przygotowano wykonanie opery Teodosio z muzyką Zianiego do libretta nieznanego dzisiaj poety, natomiast towarzyszących jej w podróży młodszych synów, Aleksandra i Konstantego Sobieskich, widziano 30 stycznia w Teatro di S. Giovanni Grisostomo na operze Il colore fa la regina do libretta Matteo Norisa, z muzyką przypisywaną Pollarolo, bardzo popularnemu wówczas w Wenecji.

 

W sumie w mieście na lagunie królowa spędziła 20 dni. Na początku lutego wkroczyła już w granice Państwa Kościelnego. Z Ferrary, która podjęła ją balem, udała się do Bolonii. Tam na jej powitanie czekało sto powozów z najznakomitszymi obywatelami miasta, którzy zorganizowali dla niej varij divertimenti. Marysieńka z przyjemnością pozostała w Bolonii dłużej, niż zamierzała. Podczas jednego z balów, na których grała ogromna orkiestra, ponownie zorganizowała ballo alla Polaccha w wykonaniu swoich panien honorowych. Niestety, z powodu wielu bliżej niesprecyzowanych obowiązków królowa musiała zrezygnować z obejrzenia opery przygotowanej dla niej w prywatnym teatrze hrabiego Silvia Montecuccoli. W mieście tym spędziła okres karnawału, zasmucona jednak wiadomością o śmierci w Monachium swego wnuka, pierworodnego syna córki Teresy Kunegundy i jej męża, elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela. Z Bolonii trasa królowej wiodła przez Faenzę, Cesenę, Rimini, Fano, Senigallię, Anconę. 16 marca dotarła do Loreto, gdzie zatrzymała się, aby podziwiać sanktuarium.

 

Ośmiokonna karoca

Jej pobyt w mieście został utrwalony w relacji wydanej przez Luca Antonia Chracasa, w związku z czym znany był także poza granicami Państwa Kościelnego. Trzy dni później wyruszyła w dalszą drogę do Rzymu przez Maceratę, Tolentino, Foligno, Spoleto i Narni. 23 marca 1699 roku, po ponad półrocznej podróży, dotarła do bram Rzymu. Pierwotnie na życzenie królowej jej wjazd do miasta miał się odbyć incognito. Jako argument podawała długą, męczącą podróż. Ostatecznie jednak papież rozporządził prawdziwie triumfalne powitanie, porównywalne tylko z wjazdem jej poprzedniczki, Krystyny szwedzkiej. Po nocy spędzonej w pałacu barona Giovanniego Battisty Scarlattiego, Maria Kazimiera przeniosła się ze swoją świtą do długo dla niej przygotowywanego pałacu przy Piazza dei SS. Apostoli, należącego do księcia Odescalchiego, spokrewnionego z papieżem Innocentym XI, który był jeszcze jednym bohaterem odsieczy wiedeńskiej. Antonio Bassani, podróżujący w świcie Marii Kazimiery, pozostawił – oprócz relacji z podróży, triumfalnego wjazdu do Rzymu, audiencji u papieża, a także tzw. audiencji publicznej zorganizowanej dla rzymian – szczegółowy opis komnat, które Odescalchi przygotował dla królowej. Wynika z nich, że wprawiły one Marysieńkę i towarzyszący jej dwór w nieskrywany zachwyt.

 

Przez kolejne dni królowa przyjmowała wizyty rzymskiej arystokracji, członków Świętego Kolegium, w tym protektora Rzeczpospolitej kardynała Carla Barberiniego, który przesłał jej wspaniałe rinfreschi (przekąski). Przez cały ten czas ona sama i jej otoczenie pilnie przygotowywali się do najważniejszego spotkania – oficjalnego powitania przez papieża. W „Foglio di Foligno” tak opisywano to wydarzenie: „Dwudziestego pierwszego [czerwca] Jej Majestat Królowa pokazała się publicznie i udała się pocałować stopę Naszego Pana, poprzedzana przez bogatą, sześciokonną karocę di riserva vota, dwie inne [karety] również sześciokonne, z kawalerami i szlachcicami, potem następowała karoca z Jej Majestatem, ośmiokonna, w towarzystwie wielkiej liczby konnych, paziów i gwardii złożonej z Polaków, za nią podążała inna [kareta] sześciokonna z damami. Została powitana przy wysiadaniu przez księcia Contiego, jako pierwszego koniuszego Naszego Pana, który oferował jej ramię, pieszo do schodów towarzyszył jej Pan Colonna Majordomus, w obecności biskupów i służących, do połowy schodów prowadził ją maestro di camera Pan Acquaviva, z szambelanami tajnymi i honorowymi, i została przez nich zaprowadzona do Naszego Pana, który wydał dla niej wspaniałe rinfresco”.

 

Spotkanie to, charakteryzujące się jak wszystkie tego typu precyzyjnie opracowanym ceremoniałem, miało jasny wydźwięk polityczny – uznanie rangi Marii Kazimiery. W ten sposób królowa rozpoczęła swój prawie piętnastoletni pobyt nad Tybrem.

 

Aneta Markuszewska

 

Tytuł i śródtytuły od redakcji „

 

Fragment książki Anety Markuszewskiej Festa i muzyka na dworze Marii Kazimiery Sobieskiej w Rzymie

Wydawca: Muzeum Pałac w Wilanowie 2012

ISBN 978-83-60959-83-1

Szczegóły na: www.wilanow-palac.pl

 

W marcu tego roku książka została wyróżniona Nagrodą im. Ks. Prof. Hieronima Feichta, przyznawaną przez Sekcję Muzykologów Związku Kompozytorów Polskich.