Wydanie: MWM 06/2013

Festiwal bez hochsztaplerów

Forum Musicum 2013
Cała współczesna sztuka poddana jest presji komercyjnej atrakcyjności, dlatego zdarzają się artyści, którzy wybierają drogę na skróty. Tymczasem kompozycji nieodkrytych jest jeszcze tak dużo, że można być oryginalnym przez sam wybór repertuaru. Nie trzeba grać Czterech pór roku Vivaldiego z różnymi piskami czy zgrzytami.

Joanna Michalska: Sarband, grupa, która zagra koncert inauguracyjny Forum Musicum, jest dość kontrowersyjna. Czy to nie ryzykowny wybór na początek festiwalu?

Tomasz Dobrzański: Dorobek tego zespołu z Niemiec, który po raz pierwszy przyjedzie do Wrocławia, to amalgamat autentycznej muzyki dawnej i kompilacji różnych stylów muzyki tradycyjnej ze Wschodu. W latach 90. ubiegłego wieku uważano, że „stara” muzyka musi być trochę wschodnia. Grupy muzyki dawnej działające w tamtych czasach były jak kramy z instrumentami na bazarach w Maroku. Natomiast Sarband świadomie łączy tradycje Wschodu i Zachodu, bo przecież kultury te przenikały się.

Oczywiście, posługując się słowem „autentyzm”, upraszczam, bo muzyka dawna nie jest na tyle zbadana, żeby ktoś mógł wyrokować o autentyzmie wykonawczym. Z całą pewnością mogę za to potwierdzić tureckie pochodzenie czwórki muzyków Sarbandu, którzy przyjadą na festiwal i w turecki sposób będą śpiewać muzykę europejską z psałterza hugenockiego.

Co jest ciekawego w postaci Wojciecha Bobowskiego – Alego Ufkiego?

Żyjący w XVII wieku Bobowski został w młodości wzięty do niewoli tureckiej i nieoczekiwanie zrobił karierę na dworze sułtana Murada IV w Istambule. Był muzykiem, nauczycielem, kompozytorem i poważnym kolekcjonerem rękopisów – a to rzadkie hobby w jego czasach. Jako pierwszy przełożył Psalmy na język turecki. Znał osiemnaście języków.

Czy nie był zmuszony zmienić wyznania na islam?

Tak, został muzułmaninem i właśnie ten religijno-kulturowy tygiel jest w jego muzyce ciekawy.

Przywołał pan temat autentyzmu w muzyce dawnej. Jaki jest pana stosunek do tej kwestii?

Badam, co się da, i gram to, co z badań wynika. Nie popieram dodawania do muzyki dawnej sztuczek, które mają ją uatrakcyjnić. Kiedyś była to sztuka niezbadana, ale teraz mamy wykształcone pewne idiomy, na przykład idiom muzyki barokowej – można nauczyć się w szkole techniki messa di voce, właściwej dla baroku artykulacji, dowiedzieć się, czym jest sarabanda, a czym menuet.

I bywa, że wykonawcy barokowi na nic nowego nie są już otwarci.

Dla urozmaicenia dodają do muzyki różne fajerwerki wzięte czasami „z chmur”. To zupełnie niepotrzebne, bo kompozycji nieodkrytych jest jeszcze tak dużo, że można być oryginalnym przez wybór repertuaru. Nie trzeba grać Czterech pór roku Vivaldiego z różnymi piskami czy zgrzytami.

Zatem pojawiający się w programie Forum Musicum Vivaldi będzie poprawnie wykonany?

To z kolei brzmi zbyt akademicko. Nie jesteśmy sztywniackim festiwalem, mamy potańcówkę! A koncerty barokowe, owszem, będą zagrane zgodnie z regułami sztuki. Tego spodziewam się po kontratenorze Piotrze Olechu, który wystąpi wraz z Consortium Sedinum ze Szczecina w koncercie „Il canto d'amore”.

Ja sam gustuję we wcześniejszej muzyce, ale na festiwalu nie może zabraknąć baroku. Melomanów przyciągają takie nazwiska jak Scarlatti czy Monteverdi, którego motety wykona Capella Viridimontana. Barok usłyszymy też na koncercie zespołu Alla Polacca z Kolonii, którego głównym bohaterem będzie trąbka – bardzo lubiany przez publiczność instrument.





Usłyszymy więc sporo kompozytorów włoskich, a chwilę po Forum Musicum rozpocznie się Wratislavia Cantans pod hasłem „Podróż do Włoch”. Nie za dużo tej Italii?

Wratislavia to odrębny festiwal, ja się zajmuję Forum Musicum. Odpowiadając poważnie, Włosi przodowali w dokonaniach muzycznych od zawsze, więc nie moglibyśmy w programie skupionym wokół Morza Śródziemnego pominąć kompozytorów z Półwyspu Apenińskiego.

Natomiast finałem festiwalu będą pieśni francuskie, ale z dworu cypryjskiego.

Tych pieśni słuchali królowie francuscy, którzy panowali na Cyprze w późnym średniowieczu. Zaśpiewa szwajcarska grupa La Morra – rzetelny zespół, żadnych sztuczek. Bo muzyka dawna bywa fałszowana.

To wynika z ignorancji?

Hochsztaplerzy są w każdym zawodzie, wśród muzyków też. Cała współczesna sztuka poddana jest presji komercyjnej atrakcyjności, dlatego zdarzają się artyści, którzy wybierają drogę na skróty.

Hochsztaplerom muzyki chodzi o sprzedanie płyt? Pójście na łatwiznę?

Chcą jakoś się pokazać. Ułatwić sobie pracę. „Nic nie wiadomo, więc gramy, jak chcemy”. A jednak dość sporo wiadomo, zatem od razu widać, kto próbuje nabrać słuchaczy. Pięknym przykładem rzetelnie przygotowanego programu „starej” muzyki będzie festiwalowy koncert pieśni sefardyjskich w wykonaniu krakowskiego zespołu Sonoritá.

Kim byli Sefardyjczycy?

To Żydzi niegdyś mieszkający na terenie dzisiejszej Hiszpanii. Wytworzyli specyficzną kulturę i własny język ladino, w którym śpiewane będą pieśni na festiwalu. Ich tematyka jest wszelaka – usłyszymy utwory o miłości, przyrodzie, Panu Bogu. Bardzo interesujące są wpływy hiszpańskie, szczególnie w warstwie rytmicznej. Muzyka sefardyjska to intrygujące zjawisko wyrosłe poza wielkimi centrami średniowiecznej kultury. Zresztą muzyka dawna to jest zawsze muzyka „od”, a nie „do”.

To znaczy?

Peryferie są bardziej interesujące niż główne ośrodki kulturowe. Mamy skłonność, żeby szukać najważniejszych miejsc rozwoju kultury, dominujących zjawisk, takich jak na przykład organum paryskie, świetnie udokumentowane w bogatych, zdobionych i najważniejsze – kompletnych rękopisach i traktatach teoretycznych. Ale z obrzeży dokumentów już nie mamy – czy to oznacza, że niczego tam nie było? Nagle okazuje się, że peryferie są ciekawsze, bo te najważniejsze rękopisy to tylko wierzchołek góry lodowej.

Zgłębianie oddalonej od nas w czasie muzyki jest trudniejsze, bo trzeba nad nią „posiedzieć”. Na przykład twórczość Salamone Rossiego – włoskie madrygały i sonaty, jak również muzyka synagogalna, ciekawe zjawisko z pogranicza światów – była już wielokrotnie nagrywana. To są nudne płyty. Wpadły mi w ręce utwory Rossiego wydane przez pewną gminę żydowską w Paryżu na początku XX wieku – było w nich mnóstwo komentarzy dynamicznych, artykulacyjnych, związanych z tekstem – i okazuje się, że ta muzyka zaczyna nagle „działać”. Trzeba poznać ją od podszewki, wiedzieć, co znaczą hebrajskie słowa, zrozumieć stylistykę. Tymczasem muzykologiczne wydania Rossiego dają nam obraz czysto użytkowych kompozycji bez polotu, służących tylko wypowiedzeniu tekstu.

Tak jest ze „starą” muzyką – nie ma jednej odpowiedzi i to jest najciekawsze. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego repertuar w szkołach muzycznych to wiecznie ci sami kompozytorzy, te same utwory? A jest tyle muzyki, zwłaszcza przedbarokowej, nieodkrytej. Tylko trzeba się przebić przez rękopis, znaleźć kontekst.

Dotrzeć do rękopisu.

Za parę lat powinno być już wszystko dostępne w Internecie. Ale po przebrnięciu przez zapis nutowy zaczynają się kolejne wyzwania – dobór środków wykonawczych i instrumentów, dynamika, barwa głosu. Praca nad jednym programem trwa latami.

Pan jest wykonawcą, badaczem, a także pedagogiem. Co skłoniło pana, żeby zająć się jeszcze prowadzeniem Forum Musicum?

Opracowanie programu festiwalu także jest kreacją i przynosi satysfakcję twórczą. Daje możliwość przedstawienia publiczności czegoś nieznanego.

W tegorocznym programie znalazł się też nietypowy koncert, wspomniana już potańcówka. W zeszłym roku przedwojenny dansing okazał się sukcesem, uczestnicy ledwo zmieścili się w klubokawiarni Mleczarnia. Kto tym razem będzie przygrywał do tańca?

Čači Vorba, polski zespół wykonujący muzykę bałkańską, węgierską, akustyczny folk – nie stricte tradycyjny, ale bardzo energetyczny, porywający do tańca.

Czy będzie wodzirej?

Kiedyś myślałem, że animator tańców jest potrzebny, ale okazało się, że ludzie wychodzili na parkiet spontanicznie.

Wieczorne tańce przywodzą na myśl jarosławski festiwal Pieśń Naszych Korzeni, podczas którego odbywają się biesiady, ale też warsztaty wokalne i pokoncertowe seminaria. Czy Forum Musicum mogłoby poszerzyć się o takie elementy?

Nie przewiduję na razie wykładów, natomiast zależy mi na wartościowych informacjach w książeczkach programowych. Na Zachodzie, gdzie jest więcej koncertów, przychodzi na nie dużo przypadkowych ludzi – lubią muzykę, są w weekend w jakimś ładnym miejscu, jest koncert, no to sobie na niego pójdą, czemu nie? I dla nich przygotowuje się notatki programowe w stylu: „A to taka stara muzyka, proszę państwa, w tych dawnych wiekach już w ogóle grano na instrumentach” albo „Fidel to takie dawne skrzypce”. Natomiast publiczności, która zna festiwal, czasem specjalnie na niego przyjeżdża, potrzebne są teksty na poziomie. Na przykład my w tym roku musimy opisać, czym był ów francuski dwór na Cyprze.

Chyba większość wykonawców muzyki dawnej w Polsce to młodzi ludzie? I często ich poczynania są dalekie od autentyzmu, o którym rozmawialiśmy na początku. Ktoś gdzieś coś zasłyszy, zdobędzie nuty i próbuje grać na takim instrumencie, jaki ma, czyli współczesnym albo ludowym, lub zrobi sobie flecik z rurki PVC. Żywe wykonawstwo muzyki dawnej zwykle jest pomieszane z folkiem.

Tak, uśredniając, wygląda ruch amatorski muzyki dawnej, ale są amatorzy prezentujący naprawdę wysoki poziom. Chociaż w Polsce profesjonalne wykonawstwo historyczne ciągle jest podziemiem. Mimo że gry na instrumentach dawnych uczy się już na akademiach muzycznych.

Podziemiem? Przecież mamy sporo festiwali muzyki dawnej lub takich, na których ona się pojawia – Misteria Paschalia, Pieśń Naszych Korzeni, Sacrum Profanum, Festiwal Gorczyckiego, Wratislavia Cantans, Forum Musicum.

Festiwali jest sporo, a więc istnieje zapotrzebowania na tego rodzaju muzykę. Jednak trudno o ciekawe koncepcje programowe. Niektóre festiwale mają wielkie budżety, więc zapraszają czołówkę znanych wykonawców. Stać ich na trzy topowe nazwiska typu Jordi Savall, który jest wspaniałym artystą, jednak dla pieniędzy robi z muzyką rzeczy, jakich nie akceptuję. Mnóstwo ludzi przychodzi na jego koncerty, ale istnieją przecież inni dobrzy wykonawcy, tylko bez speców od marketingu.

Czyli gdyby Forum Musicum miało kiedyś nieograniczone możliwości finansowe, nie stanie się listą najpopularniejszych wykonawców muzyki dawnej?

Nie, również dlatego, że ci najsławniejsi wykonawcy są do bólu przewidywalni. Sporo koncertują, więc nie mają czasu na artystyczne poszukiwania. A ja chcę, żeby Forum Musicum odkrywało nieznane światy muzyki.

 

Tomasz Dobrzański – klarnecista i flecista, pedagog, popularyzator muzyki dawnej, rekonstruktor instrumentów. W zespołach muzyki dawnej gra na renesansowych instrumentach stroikowych, fletach jednoręcznych, dudach oraz mandorze, opracowuje muzycznie spektakle taneczne i teatralne. Jest szefem zespołu Ars Cantus i od 2009 roku dyrektorem artystycznym festiwalu Forum Musicum.