Wydanie: MWM 08/2013

Włoskie grand tours polskich królewiczów

Podróże do Włoch
„Nie ma z pewnością miejsca na świecie, dokąd człowiek może podróżować z większą przyjemnością i korzyścią niż Włochy” – twierdził w 1705 roku angielski pisarz Joseph Addison , który przekonanie to uzasadniał wyjątkowym pięknem i bogactwem tamtejszej natury, muzyki, malarstwa, rzeźby, architektury starożytnej i nowożytnej, mnogością gabinetów osobliwości i kolekcji (dziś powiedzielibyśmy muzeów), rozmaitością ustrojów politycznych, sławną i heroiczną historią.

Argumentację jego podzielali inni peregrynanci zza Alp, licznie podążający na Półwysep Apeniński, zarówno wcześniej, jak i później. W każdym razie w XVIII wieku Italia stała się niemal obowiązkowym celem podróży ambitnych zaalpejskich malarzy i muzyków, ciekawych świata arystokratów i intelektualistów, młodzieńców odbywających edukacyjny grand tour, impresariów i agentów operowych, duchownych podążających w interesach do Stolicy Apostolskiej, pielgrzymów, turystów i kolekcjonerów starożytności. Ich czy to publikowane, czy też rękopiśmienne relacje („nieodparty impuls wrażeń z podróży”[1]), sporządzane w postaci rozmaitych pamiętników, dzienników, listów, instrukcji, przewodników etc., swego czasu były chętnie czytane, a dziś stanowią cenny przedmiot badań i źródło naszej wiedzy tak o samej Italii, jak i o kulturze krajów, w której autorzy zapisków wyrośli. Zazwyczaj bowiem swe wrażenia podróżnicy konfrontowali z rzeczywistością wcześniej przez nich doświadczaną i notowali przede wszystkim to, co ich frapowało, było dla nich inne, nieznane. Choć szczycili się też oglądaniem dzieł i bywaniem w miejscach należących do kanonu wiedzy człowieka oświeconego. Muzycy, którzy do Italii jeździli w celu – jak to wówczas określano – wypolerowania swych wcześniej zdobytych umiejętności i zdobycia tam renomy kompozytora operowego (włoska opera seria stała się w XVIII wieku gatunkiem paneuropejskim), nie pozostawiali na ogół innych śladów swej bytności na Półwyspie Apenińskim, jak same ich dzieła tam powstałe. Do najbardziej prominentnych twórców zdobywających ostrogi artystyczne w Italii należą Georg Friedrich Händel, Johann Adolf Hasse, Wolfgang Amadeus Mozart, ale z nadzieją na sukces jechali tam również Johann David Heinichen, Johann Joachim Quantz, Dmitrij Bortnianski, Josef Mysliveček czy też polscy skrzypkowie Leon Sitański i Feliks Janiewicz.

 

Podróże do Włoch, nawet w ograniczeniu do muzycznych doświadczeń peregrynantów, to oczywiście temat na wielotomową monografię (ukazało się już zresztą sporo jego szczegółowych ujęć). Tu zatem przedstawię jedynie włoskie wojaże dwu królewiczów polskich z dynastii Wettinów, których pobyt na Półwyspie Apenińskim wywarł decydujący (przypadek Fryderyka Augusta) lub co najmniej znaczny (casus Fryderyka Krystiana) wpływ na muzyczną kulturę dworów elektorskiego w Dreźnie i królewskiego w Warszawie[2]. Status królewski, nawet jeśli podróże swe obaj odbywali incognito, powodował, że w rozmaitych krajach Italii szykowano im przyjęcia szczególnie okazałe, a najwybitniejsi artyści ubiegali się o ich względy. 

 

Opery, koncerty i bale

Fryderyk August, jedyny legalny syn króla Polski Augusta II i elektora Saksonii Fryderyka Augusta I, później zaś król Polski August III i elektor Saksonii Fryderyk August II, podróżował po Europie (Niemcy, Francja, Włochy) w latach 1711–1719. W Italii, w związku z widokami na polską dlań koronę, doszło do jego potajemnej konwersji na katolicyzm (Bolonia, 27 listopada 1712 roku), co znacząco wpłynęło na układ sił politycznych w Europie. We Włoszech też pokochał Fryderyk August bezgranicznie muzykę włoską i pozostał jej wierny do końca życia. W podróży, którą odbywał jako hrabia de Lusace (hrabia Łużycki), mentorem był mu wojewoda inflancki Józef Kos. Już podczas pierwszego swego pobytu w Wenecji, od 2 lutego do 17 marca 1712 roku, królewicz podczas karnawału codziennie bywał w trzech działających tam wówczas teatrach operowych – San Giovanni Grisostomo, San Cassiano i Sant’Angelo. Uczestniczył też w koncertach organizowanych na jego cześć, a podczas jednego z nich, 12 marca 1712 roku w pałacu Mocenigów, doszło do legendarnego pojedynku dwu wielkich skrzypków – Giuseppego Tartiniego i zwycięskiego w tej konfrontacji Francesca Marii Veraciniego. Z pewnością już wtedy królewicz korzystał z muzycznej oferty czterech słynnych ospedali – della Pieta’, degli Incurabili, degli Mendicanti czy Ospedaletto. W pierwszym z nich mógł nawiązać owocne w przyszłości kontakty z Antoniem Vivaldim. Po pobycie w Mediolanie, Bolonii i Florencji, gdzie podejmowano go licznymi komediami, operami, koncertami i balami, Fryderyk August powrócił do Wenecji w końcu maja 1713 roku, by uczestniczyć w spektakularnie tam obchodzonych świętach Wniebowstąpienia i zaślubin miasta z morzem.



[1]           A. Mączak, Peregrynacje. Wojaże. Turystyka, Warszawa 1984, s. 6.

[2]              Więcej na ten temat w: A. Żórawska-Witkowska, Muzyczne podróże królewiczów polskich, Warszawa 1992.

 





Powolny rozkazom ojca, opuścił jednak Wenecję w połowie października (tuż przed jesiennym sezonem operowym, którego utraty ogromnie żałował) i podążył do Niemiec i Francji. W Wersalu rozczarowała go jednak zmierzchająca już muzyczna świetność dworu Ludwika XIV, którą tak bardzo zachwycił się niegdyś August II, gdy jako młodszy syn elektora saskiego Jana Jerzego III bawił tam w latach 1687 i 1688[1]. Muzykę francuską preferował August II na swych dworach w Dreźnie i Warszawie przez cały okres swego panowania, natomiast królewicz Fryderyk August wykazał się ogromną determinacją, by na ojcowskim dworze orędować na rzecz muzyki włoskiej. Wymógł więc zgodę na kolejny pobyt w Wenecji, który tym razem trwał aż półtora roku – od karnawału 1716 roku do sierpnia 1717 roku. W działających wówczas czterech teatrach – S. Giovanni Grisostomo, S. Angelo, S. Moisè i S. Fantin – mógł obejrzeć co najmniej piętnaście oper, niektóre z nich wielokrotnie, musiał zatem być też świadkiem weneckiego debiutu Faustiny Bordoni, jednej z najwybitniejszych śpiewaczek epoki i później – niewątpliwie za jego sprawą – primadonny w kapeli królewsko-elektorskiej.

 

Z Wenecji do Drezna

W kwietniu 1716 roku przybyli doń do Wenecji czterej najlepsi muzycy z królewsko-elektorskiej kapeli – skrzypek Johann Georg Pisendel, oboista Johann Christian Richter, organista Christian Petzold oraz kontrabasista Jan Dismas Zelenka. Zadaniem ich było nie tylko służyć królewiczowi w Wenecji, lecz także rozwijać przy okazji swe umiejętności. Pisendel doskonalił je u Antonia Vivaldiego, który zadedykował zarówno jemu, jak i królewiczowi oraz kapeli drezdeńskiej szereg swych utworów, zapewne hojnie wynagrodzonych przez Fryderyka Augusta. Również mazurowe rytmy obecne w oratorium Vivaldiego Juditha triumphans (Wenecja 1716, cz. II, nr 38) są niewątpliwie echem stosunków kompozytora z muzykami dworu polsko-saskiego.

 

W Wenecji Fryderyk August przyjął na swą muzyczną służbę skrzypka Veraciniego, bawiącego tam od dłuższego czasu niemieckiego kompozytora Johanna Davida Heinichena oraz dwoje śpiewaków – Giuseppego Marię Boschiego i Marię Giusti. Co jednak najważniejsze, z ogromną determinacją przystąpił wówczas do kompletowania włoskiego zespołu operowego na potrzeby frankofilskiego dotąd dworu ojca. Czynił to z największym znawstwem i zaangażował doń najwybitniejszych artystów. Byli to między innymi Johann David Heinichen (kapelmistrz), Antonio Lotti (kompozytor), Santa Stella Lotti (prima donna), kastrat Francesco Bernardi, zwany Senesino (primo uomo). Skompletował zespół tak świetny, że kiedy Georg Friedrich Händel został w 1719 roku wysłany na kontynent przez londyńską Royal Academy of Music w celu zorganizowania na jej potrzeby najznakomitszego zespołu opery włoskiej, to wcale nie fatygował się do Italii, lecz udał się bezpośrednio do Drezna. Tam udało mu się pozyskać dla Londynu niemal wszystkich śpiewaków Augusta II, zapewne nie bez cichego przyzwolenia monarchy. Mimo tej straty Fryderyk August i jego świeżo poślubiona (1719) żona – arcyksiężniczka Maria Józefa Habsburżanka – pozostali niezmordowanymi orędownikami muzyki włoskiej, przyczyniając się na dworze Augusta II do zasadniczych zmian w jego estetycznej orientacji. Zbiegło się to przy tym z początkiem stylistycznego przełomu między dwiema wielkimi epokami – barokiem i klasycyzmem (zrodzony w Italii styl galant).

Drugi hrabia de Lusace

Fryderyk Krystian, najstarszy syn króla polskiego Augusta III i jednocześnie elektora saskiego Fryderyka Augusta II, we Włoszech bawił w latach 1738–40. Nie musiał już walczyć – jak jego ojciec – o obecność muzyki włoskiej na rodzimym dworze, mógł jednak wzbogacić kapelę królewsko-elektorską o nowych i do tego najwyższej klasy artystów. Przewidywany na pretendenta do korony polskiej, w chwili podjęcia podróży Fryderyk Krystian miał szesnaście lat i w drogę do Włoch wyruszył jako opiekun swej niespełna czternastoletniej siostry Marii Amalii, która poślubiwszy per procura króla Obojga Sycylii Karola III, jechała do męża do Neapolu. Fryderyk Krystian odbywał przy tej okazji rodzaj kawalerskiego grand tour, ograniczonego tym razem – co znamienne – do samej Italii. Podobnie jak jego dziad i ojciec, Fryderyk Krystian podróżował incognito pod nazwiskiem hrabiego de Lusace (di Lusazia). Towarzyszyli mu między innymi: szambelan Adolph von Brühl – brat saskiego ministra Heinricha von Brühla, a przy tym amator muzyki; dwaj muzycy z kapeli ministra – kapelmistrz Gottlob Harrer i koncertmistrz Christian Friedrich Horn; trzej paziowie królewicza, obdarzeni talentami muzycznymi – Józef Wilkowski (flecista), Antoni Głowacki (skrzypek) i Dominicus Ehrlinger (brak specyfikacji instrumentu).

 

Po drodze do Neapolu Fryderyk Krystian i Maria Amalia zatrzymywali się w Padwie, Ferrarze i Aversie, podejmowani tam operami i koncertami. Neapol przyjął swą nową władczynię z pełnym przepychem, organizując dla niej opery, serenaty, koncerty. Ich poziom nie zawsze satysfakcjonował królewicza, który za lepsze uznawał produkcje drezdeńskie. Fryderyk Krystian nie tylko absorbował kulturę włoską, lecz także przyczyniał się do propagowania muzyki polskiej. Tak więc na przykład 5 lipca 1738 roku w Neapolu na dworze królewskim odbył się bal, zakończony mazurem (!) i jest to pierwsze jak dotąd świadectwo użytkowego zastosowania tego tańca, w dodatku w Italii. Królewicz przebywał też jakiś czas na Ischii, gdzie poddany kuracji zdrowotnej, delektował się też muzyką w wykonaniu najlepszych artystów dworu neapolitańskiego – między innymi śpiewaka Angela Amorevoliego i oboisty Antonia Besozziego, którzy zostali przyjęci następnie do kapeli królewsko-elektorskiej. Swymi umiejętnościami muzycznymi popisywali się nadto wysoko urodzeni amatorzy – markiz Malaspina, szambelan Brühl i wspomniani paziowie królewiczowscy (kierował nimi Horn), a 31 lipca 1738 roku wystąpił polski kastrat Stefan Jaroszewicz (w latach 1727–28 należał do kapeli hetmana Stanisława Mateusza Rzewuskiego), który na Ischię przybył via Neapol z Rzymu. Niewątpliwie rekomendacji królewicza zawdzięczał Jaroszewicz posadę w polskiej kapeli Augusta III (1740–57). 

 

Rzymianie tańczą poloneza

Po niemal pięciu miesiącach pobytu w Królestwie Obojga Sycylii Fryderyk Krystian udał się do Rzymu. Tam systematycznie oglądał zabytki, muzea i galerie, gorliwie uczestniczył w codziennych nabożeństwach, prowadził rozległe życie towarzyskie, nie zaniedbywał też nauki. Papież Klemens XII udzielił mu audiencji, a Accademia degl’Arcadi przyjęła go na swego członka. Organizował też w swej rezydencji koncerty, a w karnawale 1739 roku uczęszczał oczywiście na spektakle operowe. Występowali w nich dwaj znakomici kastraci z kapeli polsko-saskiej – Domenico Annibali i Giovanni Bindi. Wśród wykonawców znalazł się też tenor Filippo Giorgi, którego później, wraz z żoną Cateriną, przyjęto do kapeli Augusta III. W karnawale 1740 roku Fryderyk Krystian wysłuchał czterech kantat na swą cześć, wykonanych w jezuickim Seminario Romano przez śpiewaków z kapeli papieskiej. Kompozytor Nicola Porpora, którego królewicz poznał niewątpliwie już w Neapolu, przysłał mu wtedy szereg swych partytur i w kilka lat później został zaangażowany w Dreźnie.

 

Także okres postu dostarczał w Rzymie okazji do delektowania się stosowną muzyką. Środę, czwartek i piątek Wielkiego Tygodnia spędził królewicz – ponoć zwyczajem cudzoziemców – w Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie słuchał słynnego Miserere Gregoria Allegriego w wykonaniu zespołu papieskiego. W maju za to królewicz przebywał we Frascati, gdzie koncertowali muzycy mu towarzyszący, a pobyt zakończył się balem, podczas którego rzymskie damy uczyły się tańczyć poloneza. To kolejne, choć nie ostatnie polonicum. Po powrocie do Rzymu Fryderyk Krystian uczestniczył bowiem w oprawianych muzyką uroczystościach ku czci św. Stanisława Kostki, które miały miejsce w polskim kościele św. Stanisława i zorganizowane zostały przez protektora narodu polskiego, kardynała St. Clementa.

 

W luksusowej loży

14 października 1739 roku, żegnany stosownymi sonetami arkadyjczyków, Fryderyk Krystian wyruszył w drogę na północ. We Florencji dwukrotnie słuchał Veraciniego, którego talent nie zrobił na nim – w przeciwieństwie do ojca – większego wrażenia (widać gust muzyczny znacznie się zmienił). W Bolonii zachwyciło go za to intermezzo La serva padrona Giovanniego Battisty Pergolesiego (w Dreźnie wykonane w 1740  roku i niedługo potem zaprezentowane w Warszawie). W Modenie i Parmie podejmowany był koncertami. W Mediolanie słuchał słynnego śpiewaka Felicego Salimbeniego (zatrudnionego następnie w Dreźnie), zdumiały go tam również nadzwyczajne talenty sióstr Agnesi – oratorski Marii Gaetany i muzyczny Marii Teresy. 

 

21 grudnia 1739 roku Fryderyk Krystian rozpoczął swój niemal półroczny pobyt w Wenecji. W wigilię Bożego Narodzenia i w pierwszy dzień świąt słuchał muzyki w wykonaniu dziewcząt z Ospedale della Pietà, drugiego dnia świąt, który otwierał w Wenecji sezon karnawałowy, królewicz rzucił się w wir uciech świeckich. Oglądał opery w teatrach S. Giovanni Grisostomo (trzydzieści siedem razy) i Sant’Angelo (trzy spektakle premierowe), bywał też w teatrach komediowych – S. Samuele i S. Luca. W Teatro S. Giovanni Grisostomo jako najwybitniejszy wtedy gość Wenecji otrzymał luksusową lożę, w której przyjmował licznych gości. Skrupulatnie odnotowywał ich nazwiska, nie podając za to tytułu opery czy nazwisk jej twórców. Nieraz też podkreślał, że nie był w stanie słyszeć muzyki, a to z powodu nadmiernego hałasu na widowni. Także w doniesieniach rozmaitych innych podróżników czytamy, iż w Italii uczęszczano do teatrów operowych nie po to, by obejrzeć spektakl czy też posłuchać towarzyszącej mu muzyki, ale by prowadzić tam ożywione życie towarzyskie. Tak więc zajmowano się w lożach konwersacją, grą w karty, spożywaniem posiłków, amorami etc. W zapustny wtorek Republika Wenecka podjęła królewicza podczas opery w Teatro San Giovanni Grisostomo wystawną kolacją, podobnie jak niegdyś uczyniła to wobec jego ojca, Augusta III.

 

 

Karnawał i post

Fryderyk Krystian podczas trwającego sześćdziesiąt siedem dni karnawału aż czterdzieści wieczorów spędził w weneckich teatrach, bywając wielokrotnie na spektaklu tej samej opery, choć nie był w stanie jej zobaczyć czy usłyszeć. Zawierał natomiast w teatrze cenne znajomości towarzyskie i kontakty te troskliwie pielęgnował. Okres postu był z kolei okazją do co najmniej siedemnastu wizyt Fryderyka Krystiana w weneckich konserwatoriach, w tym jedenastu w Ospedale degli Incurabili (na jeden z koncertów zaproszono dwa tysiące dystyngowanych słuchaczy). Witano w nich królewicza bardzo uroczyście, przygotowując specjalnie dlań skomponowane kantaty. W Ospedale della Pietà dziewczęta wykonały też cztery instrumentalne kompozycje Antonia Vivaldiego i były to ostatnie weneckie dzieła mistrza. Ich piękny rękopis, dedykowany królewiczowi, stanowi dziś chlubę Sächsische Landesbibliothek – Staats- und Universitätsbibliothek Dresden.

 

W swej weneckiej rezydencji królewicz rzadko organizował koncerty. Dwa z nich wszakże zasługują na szczególną uwagę, wziął w nich bowiem udział Giuseppe Tartini. Fryderyk Krystian uznał go – inaczej niż niegdyś August III – za skrzypka bezsprzecznie najwybitniejszego. Podczas jednego z koncertów doszło do swego rodzaju konkursu wiolinistycznego, w którym do rywalizacji z Tartinim stanęło dwu niemieckich skrzypków – pewien uczeń Tartiniego oraz Horn, uczeń turyńskiego mistrza Giovanniego Battisty Somisa. Dwór Augusta III przez wiele lat podtrzymywał z Tartinim kontakty i wysyłał doń do Padwy swych najbardziej obiecujących skrzypków.

 

Pobyt Fryderyka Krystiana w Wenecji dobiegł końca 11 czerwca 1740 roku, wieńcząc dwuletni pobyt królewicza w Italii. W drodze powrotnej zatrzymał się on jeszcze na dłużej w Wiedniu i tam cesarz Karol VI dokładnie przepytał go o muzyczne wrażenia z Włoch.

 

Imponujące zdobycze

Jak już swego czasu pisałam, efekty kawalerskiej tury Fryderyka Krystiana są imponujące. Jego pobyt w Neapolu, Rzymie i Wenecji, ośrodkach kształtujących styl muzyczny nie tylko Italii, ale niemal całej ówczesnej Europy, zaowocował wielorako. Słyszał najwybitniejszych śpiewaków – między innymi Angela Amorevoliego, Antonia Marię Bernacchiego, Gaetana Majorana zw. Caffarellim, Antona Raafa, Felicego Salimbeniego – najznakomitszych instrumentalistów i kompozytorów – między innymi Francesca Marię Veraciniego, Giuseppego Tartiniego, Antonia Vivaldiego, Nicolę Porporę, Baldassarego Galuppiego. Kontaktów z nim szukali najpierwsi dramaturdzy – Apostolo Zeno, Carlo Goldoni, Scipione Maffei, Pietro Metastasio (w Wiedniu). Bilans dwuletniego pobytu Fryderyka Krystiana w Italii obejmuje osiemnaście premier operowych na scenach czołowych tamtejszych teatrów – S. Carlo w Neapolu, Argentina i d’Alibert w Rzymie, S. Giovanni Grisostomo, S. Angelo, S. Samuele i S. Luca w Wenecji, Formagliari w Bolonii, degli Obizzi w Padwie. Królewicz studiował też architekturę innych słynnych teatrów – Arena i Teatro Filarmonico w Weronie, Teatro Olimpico w Vicenzy, Teatro Farnese w Parmie, Teatro della Pergola we Florencji. Poznał repertuar scen szkolnych w Rzymie – Seminario Romano, Collegio Nazareno, Collegio Clementino, Collegio Germanico i Collegio Salviati, kolegiów szlacheckich w Bolonii, Modenie, Parmie, Wenecji. Był adresatem co najmniej dziesięciu kantat skomponowanych „z miłości” do niego przez takich kompozytorów, jak Francesco Ciampi, Giuseppe Carcani, Gaetano Latilla, Benedetto Micheli, Gennaro Alessandro, Baldassare Galuppi. Swe ostatnie włoskie kompozycje poświęcił mu Antonio Vivaldi. Do Drezna Fryderyk August wiózł liczne libretta i partytury – między innymi Benedetta Marcella, Porpory, Latilly, Galuppiego, Somisa, Vivaldiego. W wyniku jego rekomendacji i pośrednictwa August III przyjął na swą służbę licznych artystów spotkanych przez Fryderyka Krystiana w Italii. To śpiewacy: Jaroszewicz, Amorevoli, Carestini, Salimbeni, Angelo Maria Monticelli, Giorgi; oboista Besozzi; tancerka Caterina San Giorgio-André; kompozytor Porpora. W długoletnich i zażyłych stosunkach z dworem polsko-saskim pozostawali Tartini i Maria Teresa Agnesi, a sztuki Goldoniego bardzo wcześnie pojawiły się w repertuarze teatrów drezdeńskiego i warszawskiego. Towarzyszący królewiczowi muzycy ministra Brühla, którzy współpracowali z polską kapelą Augusta III – Horn i Harrer – doskonalili umiejętności u włoskich mistrzów. Tak więc Fryderyk Krystian dzięki swej podróży wydatnie wsparł mecenasowskie działania ojca, pasjonata muzyki włoskiej.

 

W tym samym mniej więcej czasie w Italii bawili dwaj inni melomani – Francuz Charles De Brosses, przewodniczący parlamentu burgundzkiego[2], oraz młody szlachcic holenderski Jan Teding van Berkhout[3]. Choć ich obserwacje są czasami bardziej wnikliwe niż Fryderyka Krystiana (człowieka bardzo jeszcze młodego), to jednak jego pozycja społeczna dawała mu znacznie większe możliwości zaistnienia w muzycznym życiu tak Włoch, jak i rodzimego dworu.

 

Tytuł i śródtytuły od redakcji

 

Alina Żórawska-Witkowska (Uniwersytet Warszawski)

 



[1]              Zob. A. Żórawska-Witkowska, Kawalerska tura Augusta II w świetle doświadczeń muzyczn o-teatralnych 1687-1689, w: Arx felicitatis. Księga ku czci profesora Andrzeja Rootermunda, Warszawa 2001.

[2]              Zob. Uwagi o muzyce i widowiskach oglądanych w Rzymie w 1740. Charles De Brosses do Jean-Louisa de Malateste, oprac. i tłum. A. Szweykowska, „Muzyka” 1987, nr 2.

[3]              Zob. Kees Vlaardingerbroek, “The promised land of music”: Jan Teding van Berkhout in Italy, 1739–1741, “Recercare” nr 1–2, 2012.

[4]           Zob. A. Żórawska-Witkowska, Kawalerska tura Augusta II w świetle doświadczeń muzyczn o-teatralnych 1687-1689, w: Arx felicitatis. Księga ku czci profesora Andrzeja Rootermunda, Warszawa 2001.

[5]              Zob. Uwagi o muzyce i widowiskach oglądanych w Rzymie w 1740. Charles De Brosses do Jean-Louisa de Malateste, oprac. i tłum. A. Szweykowska, „Muzyka” 1987, nr 2.

[6]              Zob. Kees Vlaardingerbroek, “The promised land of music”: Jan Teding van Berkhout in Italy, 1739–1741, “Recercare” nr 1–2, 2012.