Autor: Ewa Kofin
Wydanie: MWM 08/2013

Brytyjczyk we Wrocławiu

Wratislavia Cantans 2006–2012
Article_more
Zapowiedź dyrektora generalnego festiwalu Wratislavia Cantans, Andrzeja Kosendiaka, z 2006 roku, iż nowym dyrektorem artystycznym tego festiwalu będzie angielski muzykolog i dyrygent – Paul McCreesh – przyjęłam z wielkim zaciekawieniem. Pamiętałam bowiem dobrze jego pierwszy występ na festiwalu w 1997 roku, kiedy to zaprezentował nam swój unikatowy program autorski „Koronacja wenecka, 1595” z muzyką Andrei i Giovanniego Gabrielich. Była to rekonstrukcja oprawy muzycznej mszy koronacyjnej doży Marino Grimaniego, odprawionej w Bazylice św. Marka w Wenecji 27 kwietnia 1595 roku.

Rekonstrukcje wydarzeń muzycznych sprzed wieków nie pojawiały się jeszcze wtedy na festiwalu, toteż spodziewałam się po McCreeshu, że dostarczy nam więcej tak ciekawych atrakcji. I rzeczywiście nie pomyliłam się. W ciągu siedmiu lat prowadzenia festiwalu McCreesh przedstawił nam około dwudziestu oryginalnych programów. Ze względu na tematykę festiwalu przeważała w nich muzyka religijna, ale zdarzały się też programy z muzyką świecką. Dla przykładu przypomnę koncert zatytułowany „William Byrd i spisek prochowy”, opisujący historyczne zdarzenie z 1605 roku w Anglii, kiedy to spiskowcy postanowili wysadzić w powietrze parlament wraz z królem. McCreesh wykorzystał wówczas muzykę Byrda jako znawcy, czy nawet świadka tego wydarzenia, a całą tę historię powierzył opowieści aktora.

 

Autorskie programy McCreesha z muzyką religijną także okazały się nieszablonowe. Weźmy za przykład choćby „Drogę do raju”, złożoną z pieśni pielgrzymów, albo rozczulającą „Różę bez skazy”, poświęconą utworom na cześć Matki Bożej z różnych okresów. Dalej – program „Patronce muzyki”, czyli koncert z odami i hymnem do św. Cecylii, albo „Kantaty rodu Bachów na święto archanioła Michała i Wszystkich Aniołów”. Kolejny program był poświęcony św. Wawrzyńcowi. Poznaliśmy też „Muzykę kaplicy Jagiellonów”, a także muzykę „Z lipskiej empory”. Trzy kolejne koncerty zawierały Lamentacje na Wielki Tydzień.

 

Powrót do korzeni

Jednakże z osobą Paula McCreesha wiązałam przede wszystkim nadzieję na to, że przywróci pierwotną koncepcję festiwalu stworzoną przez Andrzeja Markowskiego, który przecież powołał do życia, jak sam to określił, Wrocławski Festiwal Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej. Koncepcja ta – rzec można – rozmyła się w pomysłach poprzedniej pani dyrektor, Lidii Geringer de Oedenberg, która doprowadziła ją do formuły „muzyka i sztuki piękne”. Był to ciąg koncertów niewątpliwie atrakcyjnych, bo w obsadach obfitujących w światowe sławy, ale stanowił właściwie zupełnie inny festiwal, w którym muzyka oratoryjna wprost tonęła w powodzi imprez innego typu (obok koncertowych także teatralnych, filmowych, plastycznych, a nawet baletowych). Pierwotna zaś koncepcja miała tę wyjątkową zaletę, że był to festiwal o unikatowym w skali Europy profilu programowym i tego nie chcieliśmy stracić.

 

Już wymienione powyżej programy autorskie McCreesha sygnalizują, że udało mu się powrócić do pierwotnej koncepcji festiwalu, co jeszcze bardziej akcentowały wieczorne główne koncerty dnia. Królowały na nich oratoria, msze i inne formy pokrewne, tworzące krąg muzyki oratoryjnej. Wśród tych najbardziej reprezentacyjnych dwie pozycje programu zapracowały na międzynarodową renomę. Największą satysfakcję sprawiła nam – Polakom – kreacja Grande messe des morts Hectora Berlioza. Dzieło to było wykonane bowiem wrocławsko-angielskimi siłami pod dyrekcją Paula McCrresha. Zostało nagrane we wrocławskiej katedrze św. Marii Magdaleny i w tej wersji zdobyło uznanie i nagrodę jury BBC Music Magazine Award. W dodatku recenzenci, dostrzegając same zalety interpretacji McCreesha, szczególnie chwalili Chór Filharmonii Wrocławskiej, co można przeczytać w magazynie, który ukazał się jesienią 2011 roku.

 

Ale nie koniec na tym, bo rok później utrwalona na płycie kreacja oratorium Eliasz Mendelssohna, dokonana również w polsko-angielskim składzie pod batutą McCreesha, zyskała nagrodę „Gramophone” – Editor’s Choice. Ta sama płyta doczekała się jeszcze w 2013 roku prestiżowego wyróżnienia Diapason d’Or francuskiego magazynu „Diapason”. Już te trzy zagraniczne reakcje na wrocławskie dokonania świadczą dobitnie o wysokim poziomie naszego festiwalu. Zawdzięczamy go wymaganiom stawianym przez dyrektora artystycznego, który był bardzo wybredny podczas angażowania zagranicznych wykonawców i doceniał przy tym nasze siły lokalne.




Śpiewający Wrocław

Zaznaczyć trzeba, że do programów koncertów oratoryjnych McCreesh wybierał nie tylko arcydzieła tak sławne, jak na przykład Mesjasz Händla czy Stworzenie świata Haydna, lecz także utwory w Polsce znacznie mniej znane, choćby Il sacrificio di Abele Melaniego, Gesù al Calvario Zelenki czy też Sen Geroncjusza Elgara. Podobnie MCreesh wybierał msze, bo obok owych „koronnych”, jak Wielka Msza h-moll Bacha, Wielka Msza c-moll Mozarta, Missa Solemnis Beethovena czy też Vespro della Beata Vergine Monteverdiego, wprowadził do programu między innymi msze polskich kompozytorów, w tym dwie Moniuszki (Piotrowińską i Łacińską), Missa Triumphalis Mielczewskiego i Missa brevis Świdra, a ponadto Jutrznię Pendereckiego. Szczególnym wydarzeniem stawały się każdorazowo prezentacje najwspanialszych mszy żałobnych: Mozarta, Berlioza, Brahmsa i Brittena. Równie doniosłymi dokonaniami były dla nas kreacje pasji: Janowej i Mateuszowej Bacha, Pasji wg Brockersa Händla, La Passione di Gesù Christo Caldary, a już szczególnie – zamówionej dla Wratislavia Cantans przez miasto Wrocław kompozycji Pawła Mykietyna – Pasji wg św. Marka, która wywołała wielkie zainteresowanie, jak i szczery podziw.

 

Oprócz wielkich form oratoryjnych regularnie pojawiały się również należące do tego gatunku formy mniejszych rozmiarów, jak przede wszystkim kantaty, poza tym Stabat Mater, Ave Maria, Magnificat, Litania, Pater Noster, Całonocne czuwanie, Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzyżu itd., oraz tak oryginalne, jak Dwadzieścia spojrzeń na dzieciątko Jezus, Lagrime di San Pietro czy też dramat liturgiczny Ludus Danielis.

 

Przy całym swym skupieniu na muzyce oratoryjnej, McCreesh jak najbardziej brał też pod uwagę oryginalny podtytuł festiwalu – Wratislavia Cantans, uważając, że owo „cantans” zobowiązuje go do nasycenia programów muzyką wokalną. Reguły tej przestrzegał do tego stopnia, że udało mu się nawet stworzyć taki festiwal (w 2008 roku), w którym nie było ani jednego koncertu bez śpiewu, mimo że zawierał kwartety smyczkowe i symfonie. Zatem – jakim cudem? Ano takim, że wybrał dwa kwartety smyczkowe z udziałem śpiewu barytonowego pióra Roxanny Panufnik (Private Joe) i Samuela Barbera (Dover Beach), a koncert z symfoniami zaplanował tak zmyślnie, że w Haydnowski cykl trzech symfonii – Poranek, Południe i Wieczór – wprowadził przerywniki w postaci pieśni szkockich opracowanych, co istotnie, właśnie przez Haydna.

 

Rule, Britannia!

Owa niezwykła Wratislavia miała jeszcze inną swoistą cechę – okazała się w swym programie festiwalem brytyjskim. I tu dotykamy sprawy mającej wydźwięk zatrącający o zarzut, gdyż dało się słyszeć wśród publiczności „ciche szemranie”, że McCreesh wykorzystuje polski festiwal dla propagowania twórczości angielskiej. Wspominam o tym, aby zaprotestować przeciw takiemu narzekaniu, bo wystarczy pomyśleć, jak my, Polacy, traktujemy naszych artystów, gdy wykonują polskie utwory za granicą. Wszak zawsze w takich przypadkach chwalimy ich za to, że sławią naszą muzykę w świecie. Więc dlaczego krytykujemy tę praktykę u zagranicznych artystów? Nawiasem mówiąc, nowy dyrektor artystyczny Wratislavia Cantans, Włoch Giovanni Antonini, postanowił, że mottem jego pierwszej edycji festiwalu będzie hasło„Podróż do Włoch”. Mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez „szemrania”. Ujmujące jest stanowisko samego McCreesha w tej sprawie, bo we wstępie do książki programowej 43. edycji festiwalu przyznaje, że „muzykę Wielkiej Brytanii nazbyt często traktowano z lekceważeniem jako dziwaczną czy po prostu jak sztukę drugiej kategorii”. A pisze to po to, by zaprzeczyć tej opinii, wymieniając proponowane nam dzieła z czasów, kiedy to „muzyczna spuścizna Albionu nie ustępowała pod względem jakości żadnej innej”. I rzeczywiście, przekonywał nas o tym już od pierwszego koncertu ze wspaniałym oratorium Elgara Sen Geroncjusza. Podziękowanie za przedstawienie nam tak wielu nieznanych, a wysoce wartościowych dzieł brytyjskich, usłyszałam tylko z ust dyrektora naczelnego festiwalu – Andrzeja Kosendiaka.

 

Kolej na jeszcze jedną cechę McCreeshowskich festiwali, mianowicie wyposażenie ich w rodzaj kontrapunktu względem głównego tematu. Mam tu na myśli koncerty już prawie nocne, kiedy to można było usłyszeć sporo dzieł instrumentalnych, na przykład recital wybitnego wiolonczelisty Pietera Wispelweya albo mistrza oboju i rożka angielskiego, Nicholasa Daniela. Słyszeliśmy też wtedy kwartety smyczkowe, madrygały, serenady, kantaty, pieśni wojenne; słowem – były to koncerty różnego rodzaju, w których jednak bynajmniej nie brakowało muzyki oratoryjnej. To właśnie w nocy odbyły się Całonocne czuwanie i Nocna liturgia, Lamentacje, poza tym prawykonanie pięknego dzieła Agaty Zubel nad Pieśniami i kreacja znakomitej Pasji Mykietyna.

 

Wratislavia gwiazd

Skoro padły już nazwiska wykonawców, wypadałoby poświęcić im co najmniej drugie tyle miejsca co programowi; wybitnych solistów bowiem mogłabym wymienić ponad dwudziestu, samych zespołów orkiestralnych i kameralnych – drugie tyle, i tyluż dyrygentów. Muszę więc ograniczyć się do ogólników i stwierdzić, że wszyscy wykonawcy wykazali poziom godny prezentacji na międzynarodowym festiwalu, a znalazły się wśród nich takie sławy, jak Gardiner, Herreweghe, Antonini, Tubéry, Koopman ze swoimi zespołami, obok nich Minkowski, Penderecki i najlepsi dyrygenci polscy z Kaspszykiem, Semkowem, Witem, Chmurą, Kovacicem i Mosiem na czele; pojawiły się też tak znane zespoły, jak Kronos Quartet, The Hilliard Ensemble, Concerto Italiano, The King’s Singers, kilka czołowych grup niemieckich, no i oczywiście zespół McCreesha, Gabrieli Consort & Players, będący stałym rezydentem festiwalu, wielokrotnie w nim obsadzanym. Do grona wykonawców McCreesh wprowadził też najlepsze polskie zespoły, w tym wszystkie zespoły Filharmonii Wrocławskiej, a więc orkiestrę symfoniczną i barokową, chór i kwartet smyczkowy, które zdecydowanie stanęły na wysokości zadania. Wśród licznych solistów niezapomniane stały się kreacje wiolonczelistki Sol Gabetty, wokalistów: Andreasa Scholla, Dietricha Henschela, Marka Padmore’a, Emmy Kirkby i Urszuli Kryger, klawesynisty Gustava Leonhardta, lutnisty Jakoba Lindberga i wielu innych znakomitych artystów.

 

Wspaniały przyjaciel

Dodać trzeba, że McCreesh zachował wszelkie tradycyjne imprezy towarzyszące festiwalowi, a więc konferencje naukowe, występy uczestników Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjno-Kantatowej, a przede wszystkim liczne koncerty wykonawców festiwalu w miastach Dolnego Śląska. Tak to Wratislavia promieniowała na całe województwo. Paul McCreesh włączył się ponadto w akcję „Śpiewająca Polska”, prowadząc składający się z tysiąca osób (to nie pomyłka!) chór uczniowski w repertuarze operowym.

 

Na koniec warto podkreślić jeszcze jedną zasługę Paula McCreesha dla Wrocławia. Otóż oceniając nadzwyczaj wysoko chór wrocławskiej Filharmonii, już w trzecim roku jego istnienia wprowadził go na legendarny festiwal BBC Proms, gdzie na tyle się spodobał, że został zaproszony w następnym roku. Co więcej, McCreesh przedstawił chór także w paryskiej Salle Pleyel, lipskim Gewandhausie i londyńskim Barbican Centre, co znakomicie świadczyło o jego twórczyni i stałej dyrygentce – Agnieszce Franków-Żelazny.

 

W swoich wstępach do programów McCreesh tak mocno chwalił Wrocław i wrocławian, że liczymy na to, iż będzie nadal naszym wspaniałym przyjacielem.