Wydanie: MWM 10/2013

Wiedeń Berga

Article_more
Książka ta jest pierwszą częścią planowanego i częściowo zrealizowanego przedsięwzięcia, jakim miało być opisanie życia i twórczości Albana Berga. Publikacja ma na celu udokumentowanie wstępnych i wczesnych utworów kompozytora (tj. z lat 1900–1913). Co ważne, Andrzej Chłopecki nie poprzestał na pokazaniu wybranych przykładów muzycznych z tego okresu. W każdym z rozdziałów opisał też życie kompozytora, ujawnił szczegóły dotyczące jego kondycji psychicznej i osobowościowej, ukazał go w relacjach ze środowiskiem, w którym istniał. Zdaniem autora „chronologia twórczości Albana Berga ściśle związana jest z chronologią jego życia [...]. Życie staje się nierozerwalnym kontekstem twórczości, twórczość – nierozerwalnym składnikiem życia”. Tak integralny opis muzyki Berga w kontekście jego drogi życia nie jest powszechny – pod tym względem książka Andrzeja Chłopeckiego jest publikacją niestandardową. Ponadto wyróżnia się na tle bogatej bibliografii bergowskiej koncentracją na życiu i twórczości kompozytora z czasów młodości. Ukazała się nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego 23 września.

Pod koniec 1872 roku Joanna i Konrad Bergowie zamieszkali w domu przy Tuchlauben

8, w pohrabiowskim pałacu Wisendów, usytuowanym nieopodal placu św. Piotra, tuż przy głównej ulicy handlowej i towarzyskiej – Graben, około dwustu metrów od katedry św. Szczepana. Obszerne, barokowe, narożne gmaszysko, od którego frontu wiodły w głąb dwa skrzydła, zwane było „domem przy pięknej studni”, jako że przed nim, na małym trójkątnym placyku stała wczesnobarokowa jeszcze, bogato zdobiona, kopułką nakryta studnia. Bogato ornamentowana fasada czteropiętrowej okazałej kamienicy nie ustrzegła się w połowie wieku akcji częściowego „odbarokowania”. Na dole znajdował się sklep z galanterią papierniczą Franza i Maxa Stiasnych, dwa piętra zajmowało Wiedeńskie Towarzystwo Artystyczne, w pobliżu znajdowała się siedziba Wiedeńskich Filharmoników i księgarnia muzyczna Haslingera, wydawcy wielu wielkich, z Beethovenem i Schubertem na czele. Przy placu św. Piotra, w domu „Pod Bożym Okiem”, Wolfgang Amadeusz Mozart poznał był kiedyś Konstancję…

 

Bergowie zajęli połowę trzeciego piętra. Rozłożyste, kamienne schody wiodły jeszcze na piętro czwarte i ostatnie. Zajmowała je osoba z rodziną blisko zaprzyjaźniona, której życzliwość pomocna okaże się w perypetiach życiowych młodego Albana Berga. Będzie ją pamiętał już jako wdowę po baronie Albanie von Salzberger, mieszkającą ze swymi dwoma studiującymi synami. Baron, namiestnik dworu, był chrzestnym ojcem Albana, on to imię chłopca zaproponował. Zmarł jednak niebawem i pozostała baronowa Maria – kobieta z gatunku wiecznie młodych, smukłych i wysokich, wytwornych dam. Nieodmiennie jasny, kremowy kolor jej strojów harmonizował z ostrzyżonymi „na Małgosię” włosami blond, co z daleka czyniło ją łudząco podobną do cesarzowej Elżbiety, podziwianej i kochanej. Bardzo skromna i niewymagająca, pogodna zarazem i gościnna, aranżowała towarzyskie podwieczorki. Później swoim staraniem, a za pieniądze zaprzyjaźnionych artystów założyła dom dla wdów i sierot – Dom Cesarzowej Elżbiety.





Na trzecim więc piętrze tej kamienicy, 9 lutego 1885 na świat przyszedł trzeci syn państwa Bergów ochrzczony w kościele farnym św. Piotra 1 marca jako Albano Maria Johannes. Włoska forma imienia miała upamiętniać ku Wenecji prowadzące koligacje rodziny Braunów. Najstarszy z braci, Hermann, urodził się 16 września 1872 roku, następny – Karl Bernhard, zwany w rodzinie Charlym – po dłuższej przerwie, bo dopiero 5 maja 1881, po Albanie zaś na świat przyszła jeszcze 5 września 1886 roku Smaragda.

 

Na tradycję domu wpływ miała przede wszystkim linia matki – jej rodziców, siostry, dalszych krewnych, przyjaciół i znajomych; nie równoważyły jej kontakty z rodzeństwem ojca: braćmi Veitem i Kasprem, norymberskim fabrykantami, i siostrą Bavettą Schröder, żoną monachijskiego kupca. Najstarszego Hermanna przeznaczył ojciec w pierwszym rzędzie na tego, który kupiecką drogę jego życia będzie kontynuował i znalazł w nim wykonawcę swej woli zdolnego i pełnego zapału. Już jako czternastolatka wysłał go do Nowego Jorku, do znanego mu od lat i zaprzyjaźnionego Georga Borgfeldta, którego komisarzem wiedeńskim Konrad Berg został po sześciu latach. Zapewne przyczyniło się do tego dobre wrażenie, jakie na amerykańskim handlowcu wywarł inteligentny i energiczny chłopak, robiący u Borgfeldta błyskotliwą karierę od praktykanta poprzez posadę kierownika działu po jedno z dyrektorskich stanowisk, na którym zaskoczyła go przedwczesna, bo w czterdziestym dziewiątym roku życia, śmierć na zawał serca. W rodzinie zwany „Amerykaninem”, bywał w Europie zazwyczaj dwa razy do roku, przy okazji załatwiania handlowych interesów odwiedzając rodzinę i oddychając atmosferą „starej, dobrej Europy”, za którą, choć przyjął amerykańskie obywatelstwo, najwyraźniej tęsknił. Bardziej interesował go sport niż sztuki piękne czy muzyka i jedynie w pasji fotograficznej upatrywać można jakichś jego artystycznych skłonności.

 

Tymczasem pięcioletni Alban Berg pomaszerował do powszechnej, pięcioletniej szkoły podstawowej, zaś jesienią 1895 roku stanął na progu gimnazjum przy Schottenbastei. Uczęszczać zaczął do masowej, około sześćdziesięciu uczniów liczącej klasy B. Rok szkolny podzielony był na dwa semestry: zimowy trwał nieodmiennie od 10 września do 15 lutego, letni od 19 lutego do 2 czerwca. Przez pierwsze dwie klasy przeszedł jako uczeń dobry, nawet – w historii i fizyce – wyróżniający się. W programie nie figurował żaden z muzyką związany przedmiot, choćby śpiew czy forma wychowania muzycznego, stąd więc żadnych muzycznych impulsów szkoła mu nie dała. Niezdana na koniec pierwszego semestru trzeciej klasy geometria mogłaby być traktowana jako przypadkowe niepowodzenie, gdyby nie szkolne losy chłopca od klasy piątej – od początku 1900 roku, od kiedy to szkoła stała się dlań zmorą.

 

W pierwszym semestrze klasy pierwszej (rok szkolny 1895/1896) został sklasyfikowany w sposób następujący: zachowanie „chwalebne”, pilność „wystarczająca”, religia, francuski, matematyka, geografia i przyroda „chwalebne”, niemiecki „zadowalający”; w drugim semestrze geografia i przyroda ocenione zostały jako „wyborne”. Na koniec drugiego semestru trzeciej klasy jest już przewaga ocen jedynie „wystarczających”, ocena „niewystarczająca” z geometrii zostaje poprawiona na egzaminie poprawkowym na „wystarczającą”. Oceny „niewystarczające” zostają Bergowi wystawione w pierwszym semestrze V klasy za język niemiecki, w drugim za geometrię, w pierwszym semestrze VI klasy (rok szkolny 1900/1901) za język angielski. Po nieprzystąpieniu do końcowej sesji egzaminacyjnej, VI klasę Berg powtarzał w roku 1901/1902. VII klasę w 1903 roku zakończył ocenami „niewystarczającymi” z języka niemieckiego i matematyki,

w związku z czym klasę maturalną powtarzał w roku szkolnym 1903/1904. Z gimnastyki został zwolniony. Na świadectwie maturalnym otrzymał następujące oceny: zachowanie i religia „chwalebne”, język francuski, angielski, chemia, geometria i prace ręczne „zadowalające”, język niemiecki, historia, matematyka, przyroda i fizyka „wystarczające”.

 

Przyszedł do tej szkoły jako dziesięciolatek „wyglądający jak »pączek w maśle«, o pyzatych policzkach i niemal pulchny. Od trzynastego roku życia zaczął szybko rosnąć, stał się bardziej niż szczupły, lecz kipiał zdrowiem. Był przy tym najbardziej autentycznym chłopcem z owalną twarzą, z której na świat filuternie spozierały jasne oczy”. W 1900 roku staje się aż nadto subtelny i wrażliwy. Marzycielski, skłonny do melancholii, nieodporny na niepowodzenia, poddaje się zmiennym nastrojom. Miasto jest dlań pełne powabów, zainteresowany jest pulsem metropolii – pierwszych elektrycznych tramwajów, wojskowych parad i pełnych rozmachu obchodów święta Bożego Ciała, podczas których należny szacunek wzbudzał w nim cesarz Franz Josef i huzarzy Monarchii. Nad gwar miasta przekładał jednakże pejzaż wiejski i łono przyrody, toteż zakup wiejskiej posiadłości rodzinnej w Karyntii nad jeziorem Ossiach – nazwanej Berghofem – powitał w 1894 roku z entuzjazmem.

 

Jeśli Joanna Bergowa, posiadająca niewątpliwie dobry smak artystyczny, przekazała synowi pociąg do sztuk pięknych, zaś ojciec, Konrad Berg, kompletujący pokaźną i wartościową bibliotekę domową, zaszczepił weń zapał do pochłaniania literatury, tym, który najbardziej być może zasłużył się do rozbudzenia w kilkuletnim chłopcu zainteresowań nie tylko do rysunków i malarstwa, ale i do muzyki, był najprawdopodobniej dziadek Franz – zapalony meloman, stały bywalec sal koncertowych i spektakli operowych. Być może to on właśnie jako pierwszy szarpnął, przegrywając na fortepianie którąś z zasłyszanych operowych arii, strunę, lecz wpływ jego był krótki: zmarł 17 lipca 1896 roku. Babka, Maria Izabella, po śmierci męża przeniosła się do domu przy Tuchlauben, by umrzeć tam w roku następnym – 3 grudnia.