Wydanie: MWM 10/2013

La Diva Turca

Leyla Gencer
Article_more
Śpiewała dla koronowanych głów – irańskiego szacha Rezy Pahlawiego czy jordańskiego króla Husajna, z zachwytem słuchali jej marszałek Josip Broz Tito, kanclerz Konrad Adenauer oraz prezydenci Harry Truman i Dwight Eisenhower. Trudno jest więc dziś zrozumieć, dlaczego Leyla Gencer należy do najmniej znanych z grona wielkich śpiewaczek dwudziestego wieku.

W rodzinnym Stambule poświęcono jej małe muzeum, gdzie znalazły się meble z mediolańskiego mieszkania śpiewaczki. Ponoć wszystkie sprzęty ustawione są tak, „jak u Leyli w domu”. Tak twierdziła przynajmniej moja przewodniczka, przy okazji starając się wyjaśnić, dlaczego maestra Gencer nie zdobyła takiej sławy jak Maria Callas: „To proste – Gencer spokojnie spędziła życie u boku ukochanego męża, nie było awantur i głośnych romansów, nie było kaprysów, zakupów na pokaz i spektakularnych skandali, no i nie odwoływała przedstawień bez powodu”.

Leyla Gencer urodziła się 10 października 1928 roku. Jej matka była polską katoliczką, ojciec, muzułmanin, zamożnym tureckim biznesmenem. Śpiew studiowała początkowo w stambulskim konserwatorium, później uczyła się u wielkich włoskich śpiewaków – u soprana Gianniny Arangi-Lombardi i barytona Apolla Granforte. Karierę rozpoczęła w Państwowej Operze w Ankarze w 1950 roku partią Santuzzy w Rycerskości wieśniaczej Pietra Mascagniego, zaś trzy lata później debiutowała we Włoszech, wykonując tę samą rolę w neapolitańskim Teatro di San Carlo. Często występowała w Ameryce, nigdy jednak nie zaśpiewała w nowojorskiej Metropolitan Opera. Najświetniejsze chwile przeżyła na deskach mediolańskiej La Scali, w której – jak podaje znawca jej twórczości Bill Parker – wykonała dziewiętnaście różnych partii. W Turcji Leyla Gencer jest postacią kultową, czego dowody znaleźć można w pełnej wzniosłych, poetyckich słów biografii pióra Zeynep Oral. Podczas lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że w roli muzy skłaniającej do puszczania wodzy fantazji Leyla Gencer sprawdza się wprost znakomicie.

Matką śpiewaczki – pisze Oral – „była polska arystokratka Alexandra Angela Minakouska. Jako osoba głęboko religijna co wieczór zapalała świeczkę Przenajświętszej Panience, zaś jako oblubienica w rodzinie muzułmańskiej zakrywała włosy szalem. […] Zawsze była kimś obcym. Była surowa, ale wrażliwa. Grała w domu na fortepianie i dużo czytała. Śpiewała polskie pieśni, akompaniując sobie na gitarze”. Po matce Leyla miała odziedziczyć „dobre maniery, nienaganną, wyprostowaną postawę i oddanie przyjaciołom”. Kluczowym momentem dla rozwoju jej talentu było spotkanie z Gianniną Arangi-Lombardi, słynną Aidą lat dwudziestych i trzydziestych, która po zakończeniu kariery scenicznej przyjechała do Turcji, by pracować jako nauczycielka-repetytorka w ankarskiej operze. Podczas podróży do stolicy włoska diwa zapragnęła zatrzymać się na krótkie wakacje w Stambule, gdzie po długich namowach przesłuchała młodziutka studentkę, Leylę Gencer. Zachwycona głosem, postanowiła wziąć ją pod swoje skrzydła, resztę urlopu poświęciła na lekcje z nową podopieczną, później zabrała ją ze sobą do Ankary.





Historia włoskiego debiutu „tureckiej diwy” w 1953 roku ma wymiar anegdotyczny. Oral pisze o nim tak: „dyrektor neapolitańskiego Teatro di San Carlo, pan Pasquale di Costanzo, zapytał Gencer, czy zna Rycerskość wieśniaczą. Leyla natychmiast potwierdziła. Nie powiedziała jednak całej prawdy. Operę tę znała i śpiewała, ale tylko po turecku”. Tymczasem di Costanzo dał jej pięć dni na przygotowanie się do występu. Nauczyła się partii i odniosła sukces. Do popularności śpiewaczki przyczyniła się sama Ingrid Bergman. Aktorka do łez miała wzruszyć się podczas ostatniej sceny spektaklu Madame Butterfly. „Natychmiast po zakończeniu przedstawienia pobiegła za kulisy, by pogratulować Leyli Gencer wspaniałej interpretacji roli Cio-cio-san. Rozbłysły flesze. Następnego dnia we wszystkich włoskich gazetach pojawiło się to samo zdjęcie z podpisem: „Leyla, sopran, który tak głęboko wzruszył Ingrid Bergman”.

Gencer wielokrotnie występowała w Polsce, w Warszawie, Poznaniu, Łodzi i Krakowie. W 1956 roku, przy okazji warszawskich występów odwiedziła Żelazową Wolę, gdzie poznała Nazima Hikmeta, żyjącego na wygnaniu tureckiego poetę i komunistę o polskich korzeniach. Całe życie miała ponoć żałować, że wówczas nie uścisnęła go serdecznie, a jedynie chłodno podała mu rękę. Rok kolejny, 1957, okazał się być dla jej kariery szczególny, miało wtedy bowiem miejsce kilka wyjątkowych zdarzeń – zastępstwo za Marię Callas w Łucji z Lammermooru w San Francisco, udział w pogrzebie Artura Toscaniniego, gdzie na zaproszenie Vittoria de Sabaty zaśpiewała w Requiem Verdiego w mediolańskiej katedrze oraz wykonała partię Madame Lidoine w premierze Dialogów karmelitanek Francisa Poulenca w La Scali. „Na przyjęciu po premierze Dialogów – pisze Oral – Leyla pojawiła się w pięknej sukni od Diora (niezupełnie, to nie był prawdziwy Dior, ale kopia uszyta w Stambule przez Selmę Rizan)”.

 

Można długo zastanawiać się, które z niezliczonych sukni zgromadzonych w stambulskim muzeum Leyli Gencer są podobnej proweniencji. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, bowiem tu o oryginalności muzealnych artefaktów świadczy tylko to, że należały do tureckiej diwy. Nie ma też sensu, choć byłoby to niezwykle ciekawe, dociekać, kto i w jaki sposób nagrywał jej głos, większość dostępnych dziś zapisów to nagrania nielegalne, pirackie. A nagrywano ją z zapałem, uporem i uwielbieniem. To nie dziwi – w końcu, jak mówi się dziś w Turcji – Leyla Gencer była Królową Piratów.