Wydanie: MWM 11/2013

W hołdzie futurystom

Article_more
Rok 1913 w historii muzyki zapamiętany został przede wszystkim z powodu skandalu wokół premiery Święta wiosny Igora Strawińskiego, która miała miejsce w paryskim Théâtre des Champs-Elysées 29 maja. Tymczasem dokładnie 3 grudnia tego samego roku odbyło się przedstawienie o charakterze znacznie bardziej radykalnym – w Petersburgu rosyjscy futuryści pokazali swoją operę Zwycięstwo nad słońcem. Było to wspólne dzieło kompozytora Michaiła Wasiljewicza Matiuszyna i poety Aleksieja Jelisiejewicza Kruczonycha, dekoracje i kostiumy przygotował Kazimierz Malewicz, a prolog napisał Wielimir Chlebnikow.

Historia ta ponoć zaczęła się tak: w połowie lipca 1913 roku Malewicz i Kruczonych odwiedzili daczę Matiuszyna, gdzie odbył się pierwszy wszechrosyjski zjazd futurystów. Choć obrady toczyły się w skromnym, trzyosobowym składzie, udało się podjąć ważne decyzje. Futuryści postanowili wówczas założyć własny teatr i nazwać go „Budzietlianin” (od rosyjskiego budzietbędzie), a także zrewolucjonizować wyobrażenia Rosjan o teatrze w ogóle. Ich programowe dzieło, opera Zwycięstwo nad słońcem, miało mieć charakter manifestu wyrażającego „alogizm w słowie, przedstawieniach plastycznych i muzyce”, a Kruczonych w libretcie miał wykorzystać swój język „zaumny”, czyli pozarozumowy. Po lipcowym spotkaniu Matiuszyn zanotował: „Opera ma głęboką wewnętrzną treść i szydzi ze starego romantycznego wielopustosłowia. Zwycięstwo nad słońcem to zwycięstwo nad starym, zwyczajowym wyobrażeniem o słońcu jako pięknie”. Kilka lat później, w 1917 roku w artykule zatytułowanym Teatr Kazimierz Malewicz podkreślał nowatorstwo spektaklu: „Rozsunęła się kurtyna, jednocześnie rozległ się krzyk świadomości starego mózgu, ukazała się przed oczami dzikiego tłumu droga prowadząca i na ziemię, i do nieba. Znaleźliśmy nową drogę dla teatru”. Po premierze w 1913 roku dzieło czekało na kolejne wykonanie aż siedem lat, jako że pokazano je ponownie dopiero w 1920 roku w Witebsku. Potem zapomniano o nim na długo, aż w latach osiemdziesiątych zrekonstruowano je na jednej z uczelni w Berlinie Zachodnim.





W historii kultury ów – przynajmniej z nazwy – utwór muzyczny zapisał się przede wszystkim dzięki dekoracjom i kostiumom Kazimierza Malewicza. Dość wspomnieć, że w piątej scenie pierwszego aktu przed oczami publiczności pojawiał się czarny kwadrat, który – jak pisze jeden z rosyjskich krytyków – „miał być plastycznym wyrazem zwycięstwa aktywnej twórczości człowieka nad pasywną formą przyrody”. Innymi słowy, czarny kwadrat zastąpił słońce.

O ile w bieżącym roku stulecie Święta wiosny fetowane jest na świecie z wielkim rozmachem, to stulecie Zwycięstwa nad słońcem przeszło niemal niezauważone (huczne obchody stulecia Czarnego kwadratu Malewicza moskiewska Galeria Tretiakowska planuje na 2015 rok). Znamienne jest, że ponownie to Berlin jest tym miejscem, w którym dzieło kubofuturystów zostało przypomniane. Na zadaszonym dziedzińcu Martin Gropius Bau od maja do listopada podziwiać można było instalację Anisha Kapoora zatytułowaną Symphony for a Beloved Sun, będącą hołdem dla opery Zwycięstwo nad słońcem.  

Urodzony w Bombaju Anish Kapoor od lat mieszka i pracuje w Londynie. Uważany jest za jednego z najbardziej wpływowych współczesnych rzeźbiarzy. Jak sam pisze, fascynują go „głęboko zakorzenione skrajności metafizyczne, obecność i nieobecność, byt i niebyt, miejsce i nie-miejsce, dotykalne i niedotykalne. […] Prowadząc grę między formą a światłem, pragnie wywoływać doświadczenia wzniosłości odwołujące się do pierwotnych stanów psychicznych i fizycznych”. Jego instalacja, stworzona specjalnie z myślą o wnętrzu Martin Gropius Bau, składa się z czterech pasów transmisyjnych wychodzących z otworów w ścianach. Po skierowanych w stronę słońca pasach powoli suną prostopadłościenne bryły wosku w kolorze krwi tętniczej, by gwałtownie spaść z wysokości na pokrytą linoleum podłogę i donośnie rozbryznąć się niczym ciało samobójcy, który rzucił się z drapacza chmur. Nad pomieszczeniem góruje potężny krąg krwawego słońca. Instalacja silnie oddziałuje na wyobraźnię, zwłaszcza osób łatwo reagujących na nietypowe dźwięki. Anish Kapoor w sposób piękny, jednocześnie w doskonałej zgodzie z własną estetyką przypomina operę rosyjskich futurystów – jego rzeźbo-instalacja subtelnie łączy metaforyczne krwawe obrazy z dźwiękami, a każdy może usłyszeć w nich swą własną muzykę.