Wydanie: MWM 07/2012

Człowiek uniwersum

Rozmowa z Tomaszem Dobrzańskim, dyrektorem artystycznym festiwalu Forum Musicum
Article_more
Moja droga zaczęła się od, nazwijmy to, „przaśnego średniowiecza”, trochę przez muzykę ludową, na którą na początku trafiłem. Potem, gdy zacząłem uczyć się formalnie, w szkole, był barok i dojrzały renesans, muzyka wielogłosowa. Dalej ruszyłem już sam, drogą poszukiwań, eksperymentów.
 

Anna Michalczuk: Pierwsze pytanie, jakie chciałabym panu zadać – po lekturze informacji na temat Forum Musicum, ale i pana działalności jako muzyka – czy jest pan człowiekiem średniowiecza czy renesansu?
Tomasz Dobrzański
: Chyba renesansu. Trudno określić to jednym słowem, to wszystko ewoluuje, na początku byłem bardziej człowiekiem średniowiecza, potem renesansu, a teraz może bardziej – baroku? Klasycyzmu?

Zbliża się więc pan powoli do czasów współczesnych.
Tak, zajmowałem się już muzyką współczesną, gram przecież na flecie prostym. Może najmniej zajmuję się wiekiem XIX, choć i tego nie wykluczam.

Czy któraś z tych epok jest panu najbliższa? Pytam o muzykę, ale i o styl życia, o „ducha” danej epoki, który dociera do nas poprzez jej dzieła.
To ciekawe pytanie, sam się zacząłem nad tym zastanawiać. Tak, jest taka epoka, która najbardziej mnie do siebie przyciąga – XV wiek. Był to okres bardzo ciekawy muzycznie, wielu wpływów, wielu zmian; okres bardzo jeszcze podatny na eksperyment w dzisiejszym wykonawstwie historycznym. Im późniejsza bowiem muzyka, tym bardziej udokumentowana, a także bliższa naszej, współczesnej wrażliwości muzycznej. Kanony wykonawcze stają się bardziej oczywiste, lepiej wyjaśnione. Natomiast muzyka połowy XV wieku, choć również posiada dużą dokumentację i w źródłach pisanych, i w ikonografii, ma w sobie wciąż tak wiele różnych, ścierających się ze sobą prądów, że tworzy wyjątkowy, otwarty na poszukiwania tygiel.

A ukochani artyści ulubionej pana epoki? Których mistrzów by pan przywołał?
Na pewno Guillaume’a de Machaut, choć jest to postać bardzo sztandarowa, i z XIV wieku. Bardzo ciekawa jest też muzyka Mikołaja z Radomia (XV wiek), dość jeszcze nieznana. Dlatego staramy się często ją wykonywać i w pewnych kręgach już „się spodobała”, choć na ogół wciąż jest jeszcze niestety „mumią”. Poza tym jest dużo postaci nurtu ars subtilior: Johannes Ciconia, Antonio Zacara da Teramo – bardzo ciekawi kompozytorzy, wyjątkowo wyrafinowana muzyka.

Jaka była pana droga dochodzenia do tej właśnie „ukochanej” epoki?
Nie była to prosta droga; nie jest to także epoka łatwo dostępna np. w nagraniach. Muzyka tego czasu jest skomplikowana, można powiedzieć ezoteryczna brzmieniowo, formalnie, melodycznie – że nie tak prędko zyskuje się do niej dostęp, nawet jeśli ktoś do tego dąży. Moja droga zaczęła się od, nazwijmy to, „przaśnego średniowiecza”, trochę przez muzykę ludową, na którą na początku trafiłem. Potem, gdy zacząłem uczyć się formalnie, w szkole, był barok i dojrzały renesans, muzyka wielogłosowa. Dalej ruszyłem już sam, drogą poszukiwań, eksperymentów.

Jak można dojść do muzyki średniowiecznej poprzez muzykę ludową? Znam odwrotne przypadki.
Wiele lat temu grałem w zespole Jedliniok na Akademii Rolniczej. Co muzyka ludowa ma wspólnego ze średniowieczną? Może tyle, że jest to muzykowanie bez nut, to granie z pamięci, to improwizacja – a jest to charakterystyczne właśnie dla muzyki średniowiecznej. Nie chodzi tu o kwestie stylistyczne, ale bardziej o stosunek do grania.

I jest to także muzyka użytkowa. Na przykład do tańca.
Tak, to nigdy nie jest muzyka abstrakcyjna, lecz zawsze istnieje w kontekście społecznym, wszystko ma w niej swój sens, nic tam nie jest „przekombinowane” – sytuacja społeczna i muzyka współgrają ze sobą. Sztuka muzyczna wynika z życiowej potrzeby. Nie jest to coś, co się kupuje na nośniku i biernie odbiera lub przychodzi na koncert, siada i słucha, lecz są to sytuacje społeczne; każdy w jakiś sposób bierze w nich udział. Jest to sztuka związana z życiem, a nie taka, którą się wyłącznie konsumuje.

Na jakim instrumencie grał pan w tym zespole?
Na klarnecie. Graliśmy muzykę z Żywca, z Beskidu, z Krakowa. Wtedy, jeszcze w czasach komunizmu był to chyba nawet znany zespół, można powiedzieć „sztandarowy”.

Tak zwane wykonawstwo historyczne jest już Polsce praktyką okrzepłą i cenioną. Pan zajmuje się tym już od ponad 20 lat.
Tak naprawdę wykonawstwo historyczne zaczęło się już bardzo dawno temu, właściwie jeszcze w XIX wieku. Były to wówczas dość lokalne trendy, określone towarzystwa, początkowo, można powiedzieć, „zabawy pięknoduchów”. Natomiast rozwój praktyki historycznej, która wtopiła się w życie muzyczne, datuje się na Zachodzie od lat powojennych. W Polsce też dość wcześnie się to zaczęło, lecz istniało oczywiście w izolacji, aczkolwiek komuna powiewała i tym kulturalnym sztandarem. Był np. zespół Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses pod kierownictwem Kazimierza Piwkowskiego (który niedawno zmarł) – w latach sześćdziesiątych bardzo aktywna formacja, koncertująca na całym świecie. Nie wiem, czy można kwalifikować ją stricte jako historyczną praktykę muzyczną, wszystko się dopiero tworzyło. Teraz jest inaczej.

Teraz to już norma: mamy koncerty, festiwale muzyki dawnej, wyspecjalizowanych artystów i zespoły…
Tak, wtedy Kazimierz Piwkowski sam budował dęte instrumenty, jednocześnie pracował jako fagocista w filharmonii, a przecież nakłady czasu na taką działalność musiały być ogromne! Pod koniec lat osiemdziesiątych pojawił się zespół Fiori Musicali z Krakowa, pierwsza polska formacja barokowa grająca na dawnych instrumentach. Gdy zacząłem grać tutaj, w Polsce w 1992, 1993 roku było już kilka zespołów. Więc nie jesteśmy aż tak opóźnieni.

Ludzie z zewnątrz poznają muzykę dawną chyba najczęściej poprzez festiwale. Słynny Starosądecki Festiwal Muzyki Dawnej, także festiwal Pieśń Naszych Korzeni w Jarosławiu, organizowana w Paradyżu Muzyka w Raju…
Tak, lecz jest to specyfika polska. Koncerty są głównie na festiwalach, niezbyt wiele powstaje wydawnictw fonograficznych. Na Zachodzie więcej jest koncertów poza dużymi imprezami festiwalowymi. Działa rynek, marketing firm fonograficznych, wyspecjalizowany impresariat. Z tym u nas do dziś jest bardzo skromnie. Wynika to z przypadkowości i nieprzewidywalności finansów w tej dziedzinie. Na takich zasadach poświęcić się mogą temu jedynie zapaleńcy.


Czyli festiwale muzyki dawnej są nam niezbędne.
Tak, mamy jeszcze Maj z Muzyką Dawną we Wrocławiu, Muzykę w Starym Krakowie, w Warszawie przechodzący ostatnio transformację Festiwal Muzyki Dawnej na Zamku Królewskim, którym wiele lat kierował Jacek Urbaniak, bardzo ciekawy festiwal Pieśń Naszych Korzeni w Jarosławiu i wciąż jeszcze młody, istniejący od 2003 roku, festiwal Forum Musicum we Wrocławiu…

…który jak najbardziej chce się wpisać w tradycję festiwali wykonawstwa historycznego.
Tak! Choć dziennikarze atakowali nazwę Forum Musicum, jako mało mówiącą czy nawet mylącą. Lecz to właśnie ma być festiwal o formule otwartej, zdarzało się, że np. instrumenty barokowe grają u nas muzykę… współczesną. Trzy lata temu z mojej inicjatywy odbył się na festiwalu koncert muzyki współczesnej w wykonaniu zespołu instrumentów dawnych Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, czyli Ars Nova pod kierunkiem Jacka Urbaniaka, i na pewno coś takiego jeszcze się wydarzy. Jako dyrektor artystyczny pragnę zachować otwartość tej formuły, bo wykonawstwo historyczne nie powinno stanowić getta. Zdarzają się festiwale, a zwłaszcza – nawet w Polsce – cykle muzyczne, które przeplatają tradycyjnie wykonywaną muzykę z „historycznie poinformowaną”. Najważniejsze są przecież muzyczne treści, a nie medium, które jedynie je przekazuje.

W tym roku „Uniwersum tańca”.
Ostatnie trzy festiwale miały swój temat przewodni. Rok temu mieliśmy „Ars et Natura”, w 2010 – „More italico”, 2009 – „Od średniowiecza do współczesności”. Czy uniwersum? Rzeczywiście, w starej muzyce taniec jest pewnym „uniwersum”. Taniec miał w niej bardzo ważną pozycję, spajał ją w całość. W czasach baroku olbrzymia część muzyki powstawała na kanwie tańców, a wcześniej tańce były jedynymi niezależnymi formami instrumentalnymi.

I będzie w tym roku co najmniej jeden koncert, na którym zatańczy publiczność.
Oczywiście, powinno się to udać, gdy nie trzeba będzie umieć tańczyć galliardy ani menueta. Niestety, dawniej, aby móc tańczyć, potrzebne było wykształcenie, dziś jest z tym o wiele łatwiej.

Z Olsztyna przyjedzie zespół o intrygującej nazwie Orkiestra Wczorajszego Fasonu.
Tak, będzie to koncert finałowy festiwalu – 26 sierpnia w klubie Mleczarnia. Tańce pojawią się spontanicznie. Na pewno nie będzie to impreza do słuchania i siedzenia…

…lecz przedwojenna potańcówka. To też bardzo ciekawa formacja; muzycy Orkiestry grają przecież w innych składach polską muzykę ludową, a część związana jest z Teatrem Węgajty. Na festiwalu zagrają nam do tańca muzykę międzywojnia – to też wyjście poza sztywną formułę festiwali muzyki dawnej.
Ależ to też jest już dla nas muzyka dawna. Muzyka dawna polega na praktyce, która znajduje się na drugim biegunie praktyki filharmonicznej. Polega ona w dużym stopniu na graniu tego, co nie jest zapisane, czego najczęściej zapisać po prostu nie można. To jest na przykład osobowość wykonawcy, jego własna kreacja, która nadaje muzyce kształt dynamiczny, artykulacyjny itd. Ale najważniejszą sferą tego „niezapisanego” są konwencje, specjalne sposoby wykonywania określonych formuł, rytmów, sposób zestrojenia instrumentów, nie mówiąc o improwizacji w określonym stylu i wiele, wiele innych. To samo jest z muzyką na przedwojennym dansingu. Jego charakter, styl i atmosfera rodzi się głównie z tego, czego w nutach nie ma. Oczywiście, z odtworzeniem takiego grania kłopot jest dużo mniejszy niż w przypadku XV-wiecznych chansons.

Można powiedzieć więc, że Orkiestra Wczorajszego Fasonu to kolejny zespół, który jest „historycznie poinformowany”.
Tak. To zespół muzyki dawnej.

Na festiwal przyjadą również muzycy z Lipska. Ich koncert otworzy tegoroczne Forum Musicum.
Capella de la Torre, zespół, który zajmuje się muzyką XVI i XVII wieku i przedstawia typowy skład tamtej epoki: szałamaje i pomorty (instrumenty podwójnostroikowe), ale i puzon oraz cynk, instrument o zadęciu trąbkowym, posiadający otwory palcowe, oraz najważniejszy instrument renesansu – lutnię.

Oprócz mistrzów na festiwalu usłyszymy młodych laureatów Ogólnopolskiego Festiwalu Zespołów Muzyki Dawnej Schola Cantorum w Kaliszu.
To będą dwa zespoły – Euterpe z Gdyni, grupa grająca muzykę średniowieczną, tańce z XIV wieku oraz pieśni jedno- i wielogłosowe. Zaś Carmen Alacre z Dobroszyc pod Wrocławiem to zespół fletów prostych, który w repertuarze ma taneczne suity barokowe. Bardzo dobre, młode zespoły, łączące młodzieńczą radość muzykowania i zachwycające zaangażowanie ze świetnym warsztatem technicznym. Ze środowiska tych zespołów wychodzi coraz więcej młodych muzyków, którzy myślą o studiowaniu tej dziedziny, choć przyszłość nie maluje się przed nimi niestety w różowych barwach. Na szczęście, jest ten entuzjazm i to na nim głównie, jeśli nie wyłącznie, trzeba będzie polegać.


Rozmawiała Anna Michalczuk


Tomasz Dobrzański – klarnecista i flecista, absolwent Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Centrum Muzyki Dawnej przy Conservatoire Populaire w Genewie oraz Schola Cantorum Basiliensis. W zespołach muzyki dawnej gra na renesansowych instrumentach stroikowych, fletach jednoręcznych, dudach oraz mandorze. Występuje także jako solista, opracowuje muzycznie spektakle taneczne i teatralne. Prowadzi klasę fletu prostego we wrocławskiej Akademii Muzycznej oraz w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia we Wrocławiu. Popularyzuje muzykę dawną, prowadzi zajęcia i wykłady na kursach interpretacji. Zajmuje się również kopiowaniem i rekonstrukcją dawnych instrumentów muzycznych. Jest szefem zespołu Ars Cantus i dyrektorem artystycznym festiwalu Forum Musicum.