Wydanie: MWM 01/2014

Genialny projekt Hansa Scharouna

Article_more
Od strony Tiergarten, widziana spomiędzy drzew przypomina wielki cyrkowy namiot, którego ściany i dach w niewytłumaczalny sposób, mimo silnego wiatru, trwają w całkowitym bezruchu. Gdy podchodzi się do niej od placu Poczdamskiego, dziś obrośniętego wieżowcami, pośród których za stalą i szybami kryją się ściany starych berlińskich pałaców, zdaje się formą klasyczną, czystą i szlachetną. Od strony Potsdamer Strasse oko najpierw zatrzymuje się na ascetycznej, wywiedzionej z kątów prostych Nowej Galerii Narodowej projektu Miesa van der Rohe, ona zaś dla Galerii stanowi antypody, drugi koniec skali architektonicznej ekspresji. Filharmonia Berlińska jest miejscem magicznym. Historia jej powstania to opowieść o powojennej odbudowie Niemiec, nie tylko w wymiarze architektonicznym, lecz także społecznym.

Gdy w styczniu 1944 roku bomby spadły na starą filharmonię przy Bernburger Strasse, zniszczeniu uległ budynek o legendarnej akustyce, a filharmonicy zostali bez siedziby. Po zakończeniu wojny koncertowali w kinie Titania Palast. Jednak to miejsce nie satysfakcjonowało nader wymagającego dyrygenta Wilhelma Furtwänglera. Maestro marzył o nowej siedzibie. Wkrótce Erik Reger, wydawca poczytnego dziennika „Der Tagesspiegel”, założył Stowarzyszenie Przyjaciół Filharmonii Berlińskiej, jego działalność ogłaszając na łamach dziennika 25 września 1949 roku artykułem zaczynającym się od słów: „Jako instytucja o wspaniałych tradycjach i znaczeniu międzynarodowym orkiestra Filharmoników Berlińskich jest sprawą ważną nie tylko dla Berlina, ale dla serca całych Niemiec”. Do powołanego honorowego komitetu odbudowy dołączyli prominentni politycy i liczne znakomitości. Wielu wybitnych artystów przekazywało swoje honoraria na rzecz nowej siedziby, wśród nich znaleźli się między innymi włoski tenor Beniamino Gigli, kompozytor Paul Hindemith, wiolonczelista Pierre Fournier oraz tancerz i choreograf Harald Kreutzberg.

W 1957 roku konkurs na projekt nowego budynku filharmonii, w którym wzięło udział dziesięć firm architektonicznych, wygrał Hans Scharoun. Scharoun był architektem radykalnym, projektować z reguły zaczynał od wnętrza budynku, a nie jego bryły, tak też postąpił, przystępując do pracy nad budynkiem berlińskiej filharmonii. Na samym początku pracy zaprosił do zespołu Lothara Cremera, wybitnego akustyka związanego z berlińską politechniką. Cremer podszedł do jego projektu dość sceptycznie, bowiem – jak uważał – „Scharoun nie dość czasu poświęcił na namysł nad akustyką, zamiast tego skupiając się na budowaniu nowego społeczeństwa”. Ulokowanie orkiestry w samym środku sali, jak twierdził Cremer, prowadziło do powstania wielu problemów akustycznych. W końcu jednak panom udało się osiągnąć porozumienie i rozpoczęli współpracę.

Akustyka zależna jest od wielu czynników, w tym od rodzaju materiałów użytych do wykończenia wnętrza, od obicia foteli, jednak najważniejsza jest objętość sali. Aby akustyka była dobra, na każdego słuchacza musi przypadać – jak podaje znawca dziejów Filharmonii Berlińskiej Rainer Esche – około dziesięciu metrów sześciennych powietrza. Filharmonię zaprojektowano na dwa tysiące dwieście pięćdziesiąt miejsc. Aby zapewnić komfort słuchania melomanom, muzykom zaś komfort grania, dach trzeba było wynieść dwadzieścia dwa metry ponad poziom estrady, by objętość sali osiągnęła wymagane dwadzieścia sześć tysięcy metrów sześciennych.




Gerwin Zohlen, również badacz historii berlińskiej filharmonii, wiele namysłu poświęca psychologii przestrzeni i sile jej oddziaływania na słuchacza. Jego zdaniem już samo pokonanie drogi prowadzącej z foyer do sali koncertowej jest jak ćwiczenie z psychologii przestrzeni: „W człowieku budzą się narastające oczekiwania, które mają naturę wręcz erotyczną. Przewędrowawszy po schodach, galeriach, balkonach i pomostach, osiąga się spełnienie po wejściu do audytorium”. Szczęśliwie o jakość tego spełnienia dba jedna z najlepszych orkiestr na świecie.

Budynek Filharmonii Berlińskiej stanowi dziś jeden z magnesów przyciągających do Berlina nie tylko melomanów, lecz także wielbicieli architektury. Początkowo jednak budził kontrowersje. Zaraz po rozstrzygnięciu konkursu na projekt w 1957 roku redaktor muzyczny dziennika „Tagesspiegel” Werner Oelman napisał: „Filharmonia nie powinna być tylko salą koncertową przyszłości, ale także przeszłości. [...] Zaproponowana forma architektoniczna właściwa jest dla prezentacji muzyki ludów prymitywnych oraz promenadowych koncertów kapeli wojskowych i orkiestr uzdrowiskowych, zaś przestrzeń Scharouna zagraża orkiestrze filharmonicznej swym romantycznym pojęciem formy, która – czyniąc zadość potrzebie architektonicznej sensacji – nadaje fałszywy kształt prawdziwemu, rozsądnemu propagowaniu muzyki”.  

Dla Hansa Scharouna kształt budynku był jednak jak najbardziej naturalny, o czym wspominał w dniu jego otwarcia 15 października 1963 roku: „Budynek ma przywodzić na myśl skojarzenia z krajobrazem. Sala została pomyślana jako dolina, na której spodzie znajduje się orkiestra, wokół niej zaś niczym tarasy winnicy wznoszą się miejsca dla słuchaczy”.

Tego samego dnia Adolf Arndt, ówczesny berliński Kultursenator, komentował: „Zrezygnowano tu z przeciwstawienia orkiestry i publiczności, aby – poprzez kształt przestrzeni i na przykładzie muzyki – budować wolne i otwarte społeczeństwo”.

Wystarczy dziś odwiedzić Berlin, by się przekonać, że filharmonia od lat wzorowo spełnia swoją funkcję.

Aleksander Laskowski