Wydanie: MWM 03/2014

Wojciech Kilar o sobie

Fragment wywiadu z 2012 roku dla Programu 2 Polskiego Radia
Article_more
Napisałem niewiele muzyki w porównaniu do innych twórców. Nie mówię już o kompozytorach dawnych, bo w porównaniu z minionymi epokami, nasze czasy to era leniuchów. Gdy czasami słyszę – na przykład w Kalendarium Dwójki – że Quantz napisał trzysta koncertów fletowych, to myślę sobie: „Boże, człowiek przez całe życie jeden koncert fletowy jakoś wymęczył!”.

Czy czuje się pan człowiekiem i artystą spełnionym?
Trudne pytanie, ale jeśli mam odpowiadać szczerze, to powiem, że tak. Myślę, że troszkę z tego, co zrobiłem, jakoś żyje, a to jest dla mnie najważniejsze.

Żyje bardzo pięknie, ale czasami w pana wypowiedziach pojawia się duża doza krytycyzmu wobec swojej sztuki. Jest pan ostrym sędzią swoich utworów…
Dlatego unikam właściwie oceniania własnej twórczości. Oczywiście mam pewne preferencje, niektóre kompozycje lubię bardziej, inne mniej. Ale jeśli ktoś chce je grać, ktoś chce ich słuchać, to jest to dla mnie najważniejszy powód do stwierdzenia, że czuję się spełniony. Napisałem niewiele muzyki w porównaniu do innych twórców. Nie mówię już o kompozytorach dawnych, bo w porównaniu z minionymi epokami, nasze czasy to era leniuchów. Gdy czasami słyszę – na przykład w Kalendarium Dwójki – że Quantz napisał trzysta koncertów fletowych, to myślę sobie: „Boże, człowiek przez całe życie jeden koncert fletowy jakoś wymęczył!”. Mam taki swój sportowy ranking (być może jest to głupie i nieprzemyślane), listę medalistów złotych, srebrnych, brązowych i tych „zawodników”, którzy „nie wyszli nawet z grupy”. Poza tym zdaję sobie sprawę, że ocena własnej twórczości jest o tyle ważna, że pozwala być w porządku wobec siebie i wobec ludzi – wykonawców i słuchaczy, którym się swoją muzykę odważam prezentować. Są utwory, które napisałem z wewnętrznej potrzeby – nie chcę mówić z natchnienia, bo to słowo już chyba wyszło z użycia  – ale są i takie, które były wymęczone. Po prostu uważałem, że długo nie piszę, więc trzeba coś skomponować. Powołałbym się na największy autorytet, Witolda Lutosławskiego, który mówił o „twórczości zastępczej”: nawet jeśli się nie jest przekonanym do pomysłu, dobrze jest pisać cokolwiek dla zachowania sprawności ręki. Bardzo się boję, żeby nie wyjść na megalomana, ale znajduję w swojej twórczości utwory, które uważam za dobre. Właściwie nie wiem, jak one powstały, nie potrafię tego przeanalizować, nie potrafię powiedzieć: „chciałem tutaj rozwiązać jakiś problem itp.”. Te kompozycje niejako same się napisały. Do dziś właściwie nie wiem, jak to się stało, że powstał mój Krzesany, nie potrafię zupełnie tego opisać. Czy to było zadanie kompozytorskie, które sobie wyznaczyłem? Nagle przyszło mi do głowy, żeby coś napisać, i ten utwór powstał. Odbyło się to właściwie bez udziału intelektu. Oczywiście trzeba było uważać na te „przyziemne” rzeczy, na to, żeby instrumenty nie grały poniżej czy powyżej swojej skali…


Fragment wywiadu, który Marcin Majchrowski przeprowadził w 2012 roku z Wojciechem Kilarem dla Programu 2 Polskiego Radia z okazji osiemdziesiątych urodzin kompozytora. 

Rozumiem, że to kandydat do „złotego medalu” w pana osobistym rankingu. Jan Krenz powiedział dobitnie, że Krzesany okazał się „świeżym powietrzem wpuszczonym do zatęchłego pokoju muzyki polskiej”!
Ja nie mogę tego potwierdzić (śmiech) – nie potwierdzam i nie zaprzeczam…

W Paryżu pisano o Krzesanym: „manifestacja wolności”…
Myślę, że tak, to chyba jest to. W końcu – dlaczego jedni tak kochają góry a inni – morze? Dlatego, że tam się czują wolni. Pamiętam pewien 1 Maja spędzony w Zakopanem. Ze świętej pamięci Guciem Blochem wybraliśmy się na Gąsienicową i nad Czarny Staw. Siedzieliśmy tam, w zupełnej ciszy górskiej, a gdzieś na dole maszerowali z czerwonymi sztandarami. To jest taka kwintesencja naszej miłości do gór, miłości do przyrody, do jakiegoś odcięcia się od tego, co się dzieje tu, na dole; od różnych przykrych, często paskudnych rzeczy. Przypadkowo spotkani ludzie nagle okazują się serdeczni i wspaniali. Myślę, że zmieniają się, gdy zrzucają swoją „ziemską powłokę”, jakiś „płaszcz” cech przyziemnych, niemiłych i brzydkich. Im wyżej wędrujemy, tym stajemy się lepsi.

 

Fragment wywiadu, który Marcin Majchrowski przeprowadził w 2012 roku z Wojciechem Kilarem dla Programu 2 Polskiego Radia z okazji osiemdziesiątych urodzin kompozytora.