Wydanie: MWM 03/2014

O Wojciechu Kilarze opowiada Adam Sławiński

Article_more
Przeglądałem zapowiedzi wykonań dzieł nieodżałowanego Pana Wojciecha w Polsce i na świecie. Rekordy powodzenia bije Orawa, czemu się nie dziwię, bo to utwór wyjątkowej muzycznej czystości, promieniujący radosną energią, tak rzadką w muzyce i sztuce współczesnej.

Na twórczość Wojciecha Kilara zwróciłem uwagę już podczas pierwszych Warszawskich Jesieni. Zapamiętałem zwłaszcza premierę Riffu 62. Tytuł utworu wzięty jest z jazzowej terminologii. Interesowałem się wtedy jazzem. Słuchałem więc uważnie i poczułem się nieco zawiedziony, bo Riff niewiele ma wspólnego z muzyką synkopowaną. Wydawał się bezspornie interesujący, ale trochę mnie zaskoczyło, że publiczność zażądała bisowania. Słuchacze mieli rację: gdy ostatnio usłyszałem utwór w radiowej Dwójce, pojąłem wreszcie, że utwór jest świetny, nadal błyszczy pełnią swej sonorystycznej urody, nic się nie zestarzał.

 

Najsilniej jednak zapisało mi się w pamięci pierwsze wykonanie Exodusu. Byłem zaszokowany prostotą środków – prawie same konsonanse! Choć nigdy nie polubiłem cytowanej tam i powtarzanej melodyjki, zbyt dla mnie trywialnej, podszedłem do Autora, by mu pogratulować próby wykreowania nowego języka dźwiękowego.

 

Tak jak wielu, najwyżej cenię Kilarowe utwory inspirowane muzyką i urodą naszych gór i Podhala. Góralszczyzna wyrażona językiem „nowej prostoty” okazała się całkowicie nową, oryginalną postacią stylizacji folkloru, a Krzesany i Orawa – przebojami współczesnej muzyki polskiej. Profesjonaliści oraz melomani, jak wiadomo, wysoko cenią także Kościelec 1909 i Siwą mgłę

Przeglądałem zapowiedzi wykonań dzieł nieodżałowanego Pana Wojciecha w Polsce i na świecie. Jest ich tego roku niemało. Rekordy powodzenia bije Orawa, czemu się nie dziwię, bo to utwór wyjątkowej muzycznej czystości, promieniujący radosną energią, tak rzadką w muzyce i sztuce współczesnej.

 

W 2010 roku ociemniałej studentce Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i jej niedowidzącemu mężowi urodziła się córeczka z ciężką wadą serca. W pierwszych dniach życia Zuzia miała dwie operacje, po których nastąpiły powikłania i pojawiło się widmo kolejnych interwencji chirurgicznych. Po półrocznej kuracji szpitalnej rodzice dowiedzieli się, że dziecko można skutecznie wyleczyć, zawierzając skalpelowi profesora Edwarda Malca, Polaka pracującego w Monachium. Koszty leczenia w Niemczech znacznie przekraczały możliwości rodziny. W Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi założono więc specjalne konto. Dobrzy ludzie wpłacali na nie datki stosownie do swych możliwości. Koledzy rodziców Zuzi, wśród nich moja córka, organizowali koncerty, z których dochód przeznaczano na pokrycie kosztów operacji i kuracji. Kiedy zebrana kwota sięgała około ćwierci spodziewanych wydatków, zwróciłem się do kilku zamożnych kompozytorów z prośbą o pomoc. Dwóch z nich odpowiedziało pozytywnie, a pierwszym był Wojciech Kilar, który niezwłocznie wpłacił znaczną kwotę. Operacja w Niemczech przebiegła pomyślnie. Zuzia nie jest jeszcze okazem zdrowia, ale chodzi do przedszkola, rozwija się i pięknie śpiewa. 5 stycznia po raz pierwszy wystąpiła publicznie, wykonując przy akompaniamencie mamy kolędy w kościele św. Mikołaja w Gdańsku.