Wydanie: MWM 04/2014

Mozaika

Wywiad z Szymonem Bywalcem
Article_more
Od młodych twórców zależeć będzie kształt polskiej muzyki w przyszłości, a także jej miejsce w globalnej kulturze. Muszą być estrady i festiwale, na których zadebiutują, osiągną sukcesy, zdobędą doświadczenie pozwalające doskonalić warsztat; chciałbym, żeby to była także estrada festiwalu Musica Polonica Nova. Pragnąłbym zarazem, żeby nie pokazywać muzyki młodego pokolenia w całkowitym oderwaniu, aby młodzi twórcy mieli świadomość, że Polska w XX wieku była bardzo ważnym ośrodkiem muzycznym.

Krzysztof Kwiatkowski: Czy program festiwalu Musica Polonica Nova odzwierciedla aktualny stan twórczości muzycznej w Polsce? Czy jest wiernym obrazem panujących stylów, tendencji? Czy może jest on raczej odbiciem preferencji organizatorów lub członków komisji programowej? Ktoś mógłby na przykład postawić zarzut, że „awangarda” ma w nim ogromną przewagę nad „tradycją” (by pozostać przy tych niezbyt ścisłych terminach): jeśli w programie znajdzie się Kilar, to jest to Upstairs-Downstairs, nie zaś Missa pro pace

Szymon Bywalec: Nie mogę powstrzymać uśmiechu, ponieważ niedawno słyszałem dokładnie przeciwną opinię o programie: że zachowawczy, że za mało awangardowy, że nie daje równych szans najbardziej nowatorskim nurtom i pomysłom… Wynika z tego, że preferencje są bardzo różne i rozmaite są chyba definicje tego, co jest awangardowe, a co zachowawcze. Z pewnością program jest odbiciem upodobań członków komisji programowej. Dlatego poprosiłem do współpracy w komisji osoby, do których sądów mam zaufanie i które prezentują bardzo szeroki wachlarz poglądów na muzykę nową – niekoniecznie takich jak moje. Spieraliśmy się po to, by program był „mozaiką” – adekwatnym obrazem aktualnej twórczości. Ale czy rzeczywiście tak będzie?

 

W tym roku mamy w programie kilka klasycznych już pozycji nowszej muzyki polskiej, jak Fantasmagoria Serockiego, Koncert fortepianowy Panufnika, Upstairs-Downstairs Kilara – te dwie ostatnie z oczywistych względów „okazjonalnych”. Są utwory Augustyna, Bargielskiego, Kornowicza, Pstrokońskiej-Nawratil, Wieleckiego, jest też muzyka rzadko przypominanych outsiderów: Barbary Buczek i Wojciecha Nowaka. Zdecydowanie jednak przeważają twórcy młodsi. Czy to znaczy, że to oni właśnie dominują w dzisiejszej muzyce polskiej?

Nie wiem, czy dominują. Są na świecie zauważani, nagradzani w najbardziej prestiżowych konkursach i przeglądach, coraz częściej też grywani przez znane zagraniczne zespoły. To właśnie od młodych dzisiaj twórców zależeć będzie kształt polskiej muzyki w przyszłości, a także jej miejsce w globalnej kulturze. Muszą być estrady i festiwale, na których zadebiutują, osiągną sukcesy, zdobędą doświadczenie pozwalające doskonalić warsztat; chciałbym, żeby to była także estrada festiwalu Musica Polonica Nova. Pragnąłbym zarazem, żeby nie pokazywać muzyki młodego pokolenia w całkowitym oderwaniu, aby młodzi twórcy mieli świadomość, że Polska w XX wieku była bardzo ważnym ośrodkiem muzycznym. Że ich poprzednicy zaistnieli w światowej kulturze muzycznej bardzo mocno, że nasza tradycja jest na tym polu wyjątkowo bogata. Chciałbym osiągnąć jakiś stan równowagi…

 

Czy istnieją międzypokoleniowe różnice między muzyką Hendricha, Nepelskiego, Szmytki, Zycha (są to oczywiście bardzo różne osobowości) a twórczością ich starszych kolegów? Inne były wprawdzie doświadczenia, które jednych i drugich kształtowały, ale czy poszukiwanie takich pokoleniowych wyróżników ma sens?

Różnice oczywiście istnieją! Tak, jak ewoluuje świat wokół nas, ewoluują również sztuka i muzyka, która w jakiś sposób próbuje ten świat opisać i do niego się odnieść. Muszą być różnice w rozumieniu świata przez Lutosławskiego, Góreckiego, Pendereckiego, Panufnika, którzy przeżyli wojnę i zmagali się z realiami powojennej socjalistycznej rzeczywistości (czy emigracji) ze wspomnianym pokoleniem, które nie pamięta kolejek i pustych półek w sklepach, albo pamięta je już bardzo słabo. Z drugiej strony przynależność do jakiegoś pokolenia kompozytorskiego nie czyni kompozytora lepszym lub gorszym. Poszukiwanie pokoleniowych wyróżników moim zdaniem nie ma szczególnego sensu. W każdym pokoleniu działają kompozytorzy, którzy potrafią ująć materię muzyczną w sposób tak uniwersalny, że przez następne dziesiątki, a nawet setki lat porusza ona słuchacza i komunikuje się z nim. Może wyróżnik pokoleniowy pokazuje czasem pewne rzeczy wspólne?

 

 

Musica Polonica Nova – jaka muzyka mieści się w przymiotniku „nowa”: czy są to tylko utwory z ostatnich lat? Chyba nie, bo przecież jest tu miejsce na twórczość sprzed paru dziesiątków lat. Zdarza się, że odkrywa się rzeczy zapomniane. Na przykład na Festiwalu w 2010 roku spore zainteresowanie wzbudziła Symfonia olimpijska Zbigniewa Turskiego – mało kto dziś o tym kompozytorze pamięta. Czy twoim zdaniem w archiwach nowszej muzyki polskiej dużo jest jeszcze do odkrycia lub do przypomnienia?

Sądzę, że tak. Wciąż odkrywam nowe fascynujące pozycje w archiwach Polskiego Radia i „przepastnych szafach” Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Wiele utworów od czasu prawykonania zyskało już całkiem inny kontekst i w naszej rzeczywistości brzmią świeżo, intrygująco. Wiele z nich po jednorazowym lub kilkukrotnym wykonaniu poszło w niepamięć. Potrzeba jednak dużej wiedzy i wyczucia, by umieć z obszernych polskich archiwów wyłonić owe „perły z lamusa”. Nie chciałbym, aby Festiwal stał się okazją do odkurzenia wszystkich półek biblioteki muzycznej i wykonania dziesiątków utworów tylko dlatego, że już dawno nikt ich nie wykonywał.

 

Pomówmy też o wykonawcach – nie tylko o kompozytorach, którzy zawsze są na pierwszym planie – oraz o rzeczach wydawałoby się oczywistych, choć nie zawsze przecież takimi są dla szerszych rzesz melomanów, a także (niestety) dla organizatorów życia muzycznego. Czego wymaga i czym różni się praca muzyka specjalizującego się w nowej muzyce od pracy solisty, kameralisty lub muzyka orkiestrowego, który z rzadka i często nie z własnej woli sięga po muzykę technicznie nowszą od, powiedzmy, Szymanowskiego?

Dziękuję za to pytanie – odpowiedź na nie zajęłaby następny wywiad. Niewielu ludzi rozumie badania prowadzone obecnie w dziedzinie fizyki, chemii, biologii molekularnej itd. Zagadnienia, którymi zajmują się naukowcy, są dla zwykłego człowieka często tak abstrakcyjne i tak dalekie od świata, w jakim żyją, że zupełnie ich nie pojmują. Wszyscy korzystamy jednak z technologii i z urządzeń, które mają źródło w takich właśnie pionierskich badaniach. Nie wyobrażamy sobie życia bez telefonu komórkowego, Internetu, komputera, choć zarazem nie do końca rozumiemy zasady ich działania.

 

Muzycy specjalizujący się w wykonawstwie muzyki nowej często odkrywają nieznane obszary. Tak jak w laboratorium nierzadko potrzebne są dziesiątki eksperymentów i prób, aby znaleźć właściwe proporcje składników. Mając do czynienia z materią całkowicie nową, wykonawcy często sami muszą wypracować technikę, zrozumieć sens utworów, ich formę, przebieg napięciowy, poszukać klucza do interpretacji – to wymaga czasu, samozaparcia i wytrwałości. Stopień trudności wykonawczych jest nierzadko bardzo wysoki, a wielokroć bywa tak, że wysiłek kilku miesięcy pracy zostaje przedstawiony tylko raz – w postaci jednego koncertu, jednego wykonania, którego z rozmaitych przyczyn długo nie będzie można powtórzyć. Często zatem wykonawcy – mając do wyboru ciężką, żmudną laboratoryjną pracę, której efektów nie są do końca pewni – wolą zagrać kilka koncertów ze sprawdzonym klasyczno-romantycznym programem. Aspekt finansowy również gra w tym niebagatelną rolę.

 

Zaletą dla słuchacza jest jednak to, że koncerty nowej muzyki są w większości wydarzeniami spektakularnymi, niepowtarzalnymi. Rzadko dostępne są nagrania nowych utworów (prawykonania to przecież absolutna niewiadoma), inaczej niż w przypadku repertuaru klasycznego. Udział w koncercie jest zatem często jedyną i wyjątkową okazją do kontaktu z nową muzyką i przeżyciem szczególnego rodzaju.

 

Nie wszystkie projekty udaje się zrealizować: pewne, od dawna zamierzone, przekraczały jak dotąd możliwości Festiwalu, jak choćby wykonanie Audycji V Andrzeja Krzanowskiego, do której od dawna przymierzałeś się z Orkiestrą Muzyki Nowej. Pewnie masz jeszcze inne ambitne plany dotyczące tego, co powinno się znaleźć w programach w następnych latach.

Do wykonania Audycji V Krzanowskiego przymierzam się już co najmniej sześć lat. Jest to jednak tak złożone i kosztowne przedsięwzięcie, że już co najmniej dwa razy zawracałem z drogi. Może kiedyś… Jest kilka innych projektów wartych zrealizowania, które leżą u mnie w szufladzie. Gdyby nie było marzeń i planów, a także wiary, że się kiedyś urzeczywistnią – życie przestałoby mieć sens…