Wydanie: MWM 05/2014

Największa inwestycja teatralna od czasu upadku caratu, czyli Maryjski II

Article_more
Na początku kwietnia 2012 roku w Petersburgu panował bardzo dotkliwy mróz, a na ulicach wciąż leżało sporo śniegu. Śnieg pokrywał także betonowy szkielet Teatru Maryjskiego II, stojący nad Kanałem Kriukowa, który łączy rzeki Mojkę i Fontankę.

W ten mroźny dzień oglądałem ów szkielet wraz z grupą niemieckich dziennikarzy, którzy koniecznie chcieli się dowiedzieć, kiedy inwestycja zostanie ukończona. „W maju przyszłego roku”, powiedziała beznamiętnie rzeczniczka teatru. „To niemożliwe – zgodnym chórem wykrzyknęli Niemcy – przecież tu jest tylko beton, a ma być nowoczesny teatr!”. Niewzruszona ostentacyjnymi oznakami braku wiary rzecznika odrzekła tonem bardziej jeszcze beznamiętnym: „Maestro powiedział, że będzie. A to znaczy, że będzie”. I rzeczywiście teatr był gotowy na czas. Jego uroczyste otwarcie odbyło się 2 maja 2013 roku z udziałem prezydenta Władimira Putina, niezliczonych notabli na widowni i z plejadą gwiazd – z Anną Netrebko i Plácidem Domingiem – na scenie. Jak słusznie zauważył Jack Diamond z kanadyjskiej firmy Diamond Schmitt Architects, która zaprojektowała teatr Maryjski II, „jest to pierwsza duża opera zbudowana w Rosji od czasu zniesienia caratu”.

Przypomnijmy, że budowie tej od samego początku towarzyszyły poważne kontrowersje. W pierwszym konkursie architektonicznym zwyciężył – jak ujęła to rosyjska prasa – „francuski postmodernista” Dominique Perrault. Władimir Putin „anulował” jednak jego projekt jako zbyt kosztowny i nakazał rozpisać kolejny konkurs. Wygrali Kanadyjczycy i zbudowali teatr za niemal trzysta milionów euro. Przeciwko ich koncepcji w Petersburgu pojawiły się głośne protesty, rozgorzała też publiczna debata z udziałem znanych ludzi kultury. Petersburżanie pytali, czy do centrum ich zabytkowego miasta pasuje nowoczesny, przeszklony budynek przypominający wyglądem podmiejskie centrum handlowe. 

Podobnie jak niejedno centrum handlowe Maryjski II jest znacznie ciekawszy w środku niż na zewnątrz. Wchodzącego do teatru widza oszałamia feeria świateł – z góry sypią się iskry z zaprojektowanych specjalnie na potrzeby tej przestrzeni potężnych żyrandoli wykonanych z kryształków Swarovskiego, a przytulne, kominkowe światło bije od tylnej ściany audytorium, która (a jest to kilkaset metrów kwadratowych!) wykonana jest z żółtego onyksu. Podłogę wyłożono marmurem emperador, a ściany – beżowym wapieniem. Na trzecim piętrze foyer płynnie przechodzi w amfiteatrzyk połączony z kawiarnią. W przerwie spektaklu Śnieżynki Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, który miałem tam okazję oglądać, publiczność pogryzała kanapki z kawiorem, popijała szampana i słuchała ludowych melodii w wykonaniu orkiestry bałałajek. Jak zapewnili mnie rosyjscy przyjaciele, była to wyjątkowa okazja, ponieważ koncertujący bałałajkarze pojawiają się tylko od święta.

Jednak melomanów powinna przede wszystkim zainteresować widownia teatru, także bardzo nowoczesna, w porównaniu z foyer jednak zaskakująco skromna, bo wyłożona jasnym drewnem, głównie brzozą, bez żadnych ozdób. Tu wrażenie ma robić akustyka. Aby była jak najlepsza, salę skonstruowano zgodnie z regułami, wedle których wznoszono słynne teatry w XIX wieku – audytorium okalają trzy poziomy balkonów kształtem przypominających podkowę, a kubatura sali wynosi osiemnaście tysięcy metrów sześciennych. Scena – jak twierdzą przedstawiciele teatru – została wyposażona w najnowszy i najlepszy dostępny dziś na świecie sprzęt. Nie to jest jednak najważniejsze. Najbardziej liczy się to, że scenę – przy użyciu specjalnych, ruchomych, dźwiękoszczelnych ścian – można podzielić w taki sposób, żeby jednocześnie mogły odbywać się i próba, i spektakl. I zapewne nikt nie zdziwi się, słysząc, że znany ze swej smykałki do dokonywania rzeczy niemożliwych maestro Walerij Giergiew pracuje na dwóch częściach sceny jednocześnie. Pozostaje pytanie, czy w tym samym czasie udałoby mu się dodatkowo poprowadzić także koncert w ulokowanym na dachu, a przeznaczonym dla około dwustu osób amfiteatrze, z którego roztacza się wspaniały widok na panoramę Petersburga. Na szczęście amfiteatr ma być używany tylko latem, podczas „Białych nocy”, czyli ukochanego festiwalu Walerija Abisałowicza. Śniegu, który tak przestraszył niemieckich dziennikarzy, na pewno tam wówczas nie będzie.