Autor: Jacek Dehnel
Wydanie: MWM 05/2014

Sitar. Amer, lato 1721 roku

Mały pitawal przestępstw dokonanych za pomocą instrumentów muzycznych
Article_more
Kwestie dziedziczenia w rodzinie maharadżów Ameru zazwyczaj były skomplikowane: teoretycznie władza przechodziła na pierworodnego potomka płci męskiej, ale wiele zmieniała mnogość żon i konkubin, knujących, jak by tu pozbawić życia wszystkich konkurentów i osadzić na tronie akurat swojego syna; w ruch szły sztylety i zatrute zabawki, chłopcy ginęli za sprawą podejrzanych upadków z dachu, przyduszeni ciężkimi poduszkami, utopieni w wannach ze zbyt gorącą wodą. Jeśli złoczyńców złapano na gorącym uczynku, torturowano ich tak długo, aż wydali swoją mocodawczynię, a wtedy karano śmiercią nie tylko ambitną matkę, lecz także jej kompletnie niewinne dziecko. Niekiedy trwająca przez lata w haremie „wojna za jedwabnymi zasłonami” była tak wyniszczająca, że dorosłego wieku nie dożywał nikt z potomków maharadży, a na tronie ostatecznie zasiadał adoptowany naprędce kuzyn czy bratanek.

Jednak na początku XVIII wieku przyszłość rodu zdawała się świetlana. Maharadża Singh, wybitny wódz i zarazem miłośnik muzyki, spłodził dwóch ledwie synów, i to bliźniaków: Dżaja i Nahara. Obaj wdali się w ojca, przy czym Dżaj, ten odrobinę starszy z nich, od dziecka interesował się wszystkim, co związane z rzemiosłem wojennym, począwszy od gry w szachy i polo, przez myślistwo, a na machinach oblężniczych kończąc; odrobinę zaś młodszy, Nahar, celował w grze na sitarze, kaligrafii, układaniu wierszy i tęsknych pieśni.

 

Harem był spokojny; pierwsza maharani cieszyła się powszechnym szacunkiem nie tylko dlatego, że była z pewnością matką przyszłego władcy, lecz także ze względu na wrodzoną łagodność charakteru i pewną trudną do uchwycenia słodycz, czy raczej: pogodną rezygnację. Nawet uliczni żebracy wiedzieli bowiem, że maharadża odnosił się do spraw płci bez entuzjazmu, a synów spłodził z największym wysiłkiem, by nie powiedzieć – z niechęcią. To, że ciąża była bliźniacza, było, jak się wówczas zdawało, prawdziwym zrządzeniem losu.

 

Pozostałe żony, zaślubione ze względu na męski prestiż lub ważny sojusz z Mewarem albo Mogołami, rezydowały w niezliczonych pokojach Pałacu Cienistych Platanów, wzniesionym przez poprzedniego władcę, słynnego z kolei ze swej jurności (to dla niego wokół dziedzińca przeprowadzono kryty korytarz, którym mógł się dostać do komnaty pożądanej akurat żony czy konkubiny, niewidziany przez jej konkurentki). Ich pan i władca odwiedzał je z rzadka i jedynie dla zachowania pozorów; głęboka, acz daleka od namiętności więź łączyła go wyłącznie z pierwszą żoną, z którą nie tylko chętnie śpiewał w duecie, przygrywając sobie na sitarze, lecz także konsultował bitewne strategie.

 

Dżaj i Nahar, kształtni i ładni, podobni do siebie jak dwa płatki – a może i kolce – jednej róży, wzrastali więc w poczuciu bezpieczeństwa. Z dawna postanowiono, że tron odziedziczy waleczny Dżaj, a rozmiłowany w muzyce Nahar dołączy do długiego szeregu książąt krwi, którzy wsławili się jako opiekunowie sztuk i łagodni myśliciele. Przydzieleni im preceptorzy starannie przestrzegali więc podziału zajęć: dwóch generałów na zmianę spędzało czas z Dżajem, wykładając mu rzemiosło wojenne, sprawdzone sposoby walki ze słoniami i obrony stromych wąwozów; fechmistrz wprawiał go w walce czterema rodzajami broni białej; mistrz strzelecki doprowadził do tego, że Dżaj potrafił jednym nabojem ustrzelić dwa ptaki lecące po bezchmurnym niebie. Nahar natomiast odbierał wykształcenie równie staranne, acz całkowicie inne: pod okiem poetów i świątobliwych sufickich mędrców uczył się dawnych pieśni i czytał prowadzące do oświecenia księgi, doskonalił grę na sitarze, zgłębiał astronomię oraz sztukę iluminacji.

Obaj chłopcy różnili się więc we wszystkim prócz jednego: nachodziły ich równocześnie dni niesłychanej gnuśności i osłabienia sił. Pałacowi medycy i astrolodzy nie mogli się nadziwić temu fenomenowi, który przypisywali czy to dotkliwemu wichrowi, który wiał w noc poczęcia książąt, czy to wpływowi pewnej złośliwej konstelacji, czy innym jeszcze przyczynom. Spierano się o to bez końca i bez rezultatu zarazem: ot, chłopców, którzy zazwyczaj znakomicie sobie radzili ze wszystkimi zadaniami, opadała słabość. Jeden mylił nuty i zapominał kompletnie wierszy, które jeszcze wczoraj pamiętał na wyrywki, drugi spadał z konia albo przyjmował ciosy, jakie nauczył się parować bez najmniejszego wysiłku. Przez jakiś czas maharadża martwił się tym niepomiernie, wyczuwając w tych napadach zagrożenie dla całej dynastii, z czasem jednak, w miarę dojrzewania, przypadłości te stopniowo minęły, tak że kiedy obaj osiągnęli wiek lat dwudziestu, opowiadano o tym jedynie jako o medycznym fenomenie z zamierzchłej przeszłości.

 

Nikomu z nauczycieli nie przyszło bowiem do głowy rozwiązanie najprostsze z możliwych: że chłopcy, wzrastając we wzajemnym podziwie dla swoich nadzwyczajnych umiejętności, postanowili zamieniać się miejscami; o świcie mały poeta przywdziewał kirys, a mały wojownik – cienkie, haftowane szaty, po czym przez cały dzień doskonalili się w tym, do czego, jak się zdawało, nie zostali powołani. Z czasem więc jeden nabrał obcej sobie wcześniej ogłady i wyrafinowania, a drugi – krzepy i zapalczywości, nigdy jednak i przed nikim nie zdradzali się z tym sekretem.

 

Latem 1721 roku, w dzień dwudziestych urodzin, Dżaj miał przed całym dworem stoczyć szereg pojedynków, a Nahar – wykonać układaną od wielu miesięcy pieśń, a właściwie poetycki traktat o duszy, wyśpiewywany do wtóru słodkich dźwięków sitaru; nikt jednak nie wiedział, że w marmurowym pawilonie, na haftowanej poduszce zasiadł nie Nahar, a przebrany w jego szaty Dżaj.

 

Poemat, rozpoczynający się niespiesznie i niespiesznie postępujący przez meandry retorycznych figur, opowiadał o królu Umyśle, który zaślubił dwie żony, Namiętność i Powściągliwość. Każda z nich powiła mu syna, odpowiednio Rozmiłowanie i Surowość, po czym rozpoczęły walczyć o to, który z książąt zostanie następcą tronu. Przez dłuższy czas – a pod określeniem „dłuższy czas” rozumieć należy nie tylko czas upływający w poemacie, lecz także czas rzeczywisty, bowiem poemat wlókł się niemiłosiernie – wydawało się, że zwycięży Namiętność, której syn był bardziej powabny i zdobył serce swego ojca. Wraz jednak z upływem lat w królestwie Umysłu – i kolejnych kwadransów na dziedzińcu pałacowym w Amerze – szala zaczęła się przechylać w drugą stronę. Książę Rozmiłowanie spłodził bowiem liczne dzieci: Pożądanie, Zmysłowość, Chciwość, Pychę i Przemoc, ale przychylność umysłu zdobyło raczej potomstwo Surowości: Inteligencja, Współczucie, Pokój, Wiara, Bogactwo i Zadowolenie. Pomiędzy dwoma rodami wywiązała się krwawa bratobójcza walka, w której brała górę to jedna, to druga strona, i wtedy to spłodzono czwarte pokolenie... zaś prawdziwy Nahar, przebrany w szaty Dżaja, podszedł do brata, wyrwał mu z ręki sitar i jednym ciosem instrumentu – nauka walki wręcz nie poszła na marne – położył go trupem.

 

W jednej chwili stojący najbliżej dworzanie rzucili się na księcia z wyciągniętymi sztyletami, ale żaden z nich nie miał śmiałości, by zadać cios jako pierwszy – książę władał bronią nadzwyczaj sprawnie i nawet sitarem zdołałby pozbawić życia kilku napastników, a poza tym wszyscy obawiali się gniewu władcy, więc spojrzeli nań tylko, wyczekując sygnału. Maharadża, skamieniały z bólu, nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa, jedynie lekkim gestem od napięstka kazał im pochować sztylety w pochwach sadzonych szmaragdami z Gudżaratu.

 

Księcia zamknięto w wieży, gdzie czekać miał na ojcowski wyrok; po dwóch dniach siedzenia w niewielkiej celi zażądał pergaminu, piór i farb, po czym napisał, zilustrował i przesłał maharadży sławny później Traktat o Braterstwie, w którym w mistrzowski sposób przeprowadził obronę swego czynu. Dowodził, że ciąża bliźniacza była boską pomyłką, a matka tak naprawdę powiła jednego syna w dwóch ciałach, z których jedno okazało się zbędne; przez dwadzieścia lat dwaj bliźniacy upodobnili się do siebie tak dalece, że stali się sobie współistotni, umówili się więc, że jeden z nich uśmierci drugiego, przez co ostatecznie scalą się w jedność.

 

Wywód, nawet jeśli nie do końca przekonał kochającego ojca, był błyskotliwy – maharadża Singh miał zresztą niewielkie pole manewru. Jeśli skazałby Nahara na śmierć czy banicję, królestwo musiałoby przejść w ręce jednego z niemrawych braci władcy: posępnych, przedwcześnie postarzałych typów, których trzymano z dala od tronu, karmiąc ich stale opium i pojąc alkoholem, przez co nie trzeźwieli całymi miesiącami.

 

Nahar został więc uwolniony i ostatecznie objął tron, przyjąwszy imię Dżajnahar. Okazał się władcą długowiecznym i oświeconym, słynnym wojownikiem i poetą. Pod koniec życia miał powiedzieć: „Dżaj nie miał za grosz talentu do śpiewu; nigdy nie pojmę, jak byłem w stanie dotrwać w słuchaniu jego pieśni o potomstwie króla aż do czwartego pokolenia…”.