Autor: Jacek Dehnel
Wydanie: MWM 07/2012

Hans-Georg Ritter von Baberhäuser "Liczyrzepka" ("Rübezahl")

Uroczysty dramat sceniczny (Ein Bühnenfestspiel)
Article_more
Szklarz (Der Glaser) Prolog do dramatu muzycznego w jednym akcie i trzech scenach
Libretto kompozytora
Premiera: 20 marca 1870 roku w Teatrze Zdrojowym (Kurtheater) w Cieplicach (Bad Warmbrunn)
 

Streszczenie:

Scena I

Przez 212 pierwszych taktów rozwija się myśl muzyczna oparta na jednym akordzie: to poszum liści w średniowiecznych borach Karkonoszy (Riesengebirge), królestwie górskiego ducha, Liczyrzepki. Przez bory idzie wędrowny szklarz z Giersdorfu (Podgórzyn), Hans (Jan), podśpiewując wesołą piosnkę (Uralte Haine, euer germanischer Geist… – Przedwieczne knieje, wasz duch germański...). Właśnie nakupił  sporo szkła i tak się cieszy z nadchodzącego pracowitego tygodnia (Nichts hat ein Teutone so gern wie seine Hände voll Müh’… – Nic Teutona nie raduje jak roboty pełne ręce…), że nie zauważa nawet walkirii cwałujących z jednego końca Karkonoszy na drugi (Heilali...! Heilala...! – Hajlali...! Hajlala...!). Znużony wędrowaniem, rozgląda się tylko za miejscem, gdzie mógłby przysiąść i zjeść posiłek (Nehm’ ich doch ein Schnittlein Brot… – Niech no dorwę chleba pajdkę... ), tymczasem Liczyrzepka, chcąc mu sprawić figla, przybiera formę małego kopczyka (śpiewając na stronie: Seit Wotan mich aus dem Nichts erschuf… Krach ist mir lieb! – Odkąd Wotan mnie stworzył z nicości... Uwielbiam drakę!). Szklarz przysiada nań ze swoim ładunkiem szkła, po czym pada jak długi, kiedy Liczyrzepka czmycha, przybrawszy swą zwykłą postać. Widząc, że całe szkło się potłukło, Hans wybucha płaczem (kończący scenę przeciągły lament: Völlig zerschmettert, ach, Glas mein: wo ist dein Vorderteil, wo Hintern dein? – Potrzaskane w drobny pył, gdzie wasz przód, ach, gdzież wasz tył?).

 

Scena II

Zza drzewa wychodzi Liczyrzepka w stroju wędrowca i pyta szklarza o przyczyny jego płaczu (Selbst Fafners Herz in Schuppen würd’ vor deinen Tränen beb’n… – Nawet serce Fafnera od łez twych zadrżałoby w łuskach...), a ten opowiada mu o swojej stracie (Acht Taler so schön wie Rheintöchter acht… – Osiem talarów pięknych jak osiem cór Renu...). Dumają przez chwilę nad losem człowieczym, a ciszę przerywa tylko śpiew ptaka i cwał walkirii (Heilali...! Heilala...! – Hajlali...! Hajlala...!). Po tym Liczyrzepka objawia się szklarzowi w swojej mistycznej postaci (monumentalny fragment orkiestrowy, znany jako Gebirgsgeistsvergötterung – Apoteoza Ducha Gór), przyznaje się do figla i obiecuje mu zadośćuczynić za psotę. W tym celu przemienia się w osła (kuplet szklarza: Ach, die Ohren, welch ein Schwanz! – Ale uszy, co za ogon!) i poleca Hansowi, by ten zaprowadził go do pobliskiego młyna i sprzedał tam skąpemu młynarzowi. Ruszają w drogę (przelotnie popularna Bruderseelenreise – Wędrówka Braterskich Dusz).

 

Scena III

Świt. Szklarz dociera z osłem do młyna, robiąc przerwę na oglądanie kąpiących się w wodach Goldbachu (Złotnej) boginek (Guck doch, wie seine Wade blickt… – Patrz no, jak im łydka błyska...), po czym dobija targu z młynarzem i, dostawszy dziesięć talarów, rusza w swoją drogę, podśpiewując wesoło odmiennie zorkiestrowaną pieśń z I sceny (Uralte Haine, euer germanischer Geist… – Przedwieczne knieje, wasz duch germański...). Do stajni zachodzi pomocnik młynarza i wrzuca do żłobu siano, na co osioł-Liczyrzepka odzywa się ludzkim głosem (brawurowa pieśń: Ich ess’ kein Heu, ich ess’ kein Heu, gekochte Kost nur hab’ ich heut’! – Nie jem siana, nie jem siana, dla mnie strawa gotowana...). Pomocnik wybiega tak przerażony, że nie zauważa cwałujących ponad młynem walkirii (Heilali...! Heilala...! – Hajlali...! Hajlala...!), i leci do młynarza zdać mu relację (Eijeijei, eijeijei!… Der Teufel trübt mit seinen übeln Fingern… – O rety, o rety!... Diabeł mąci paluchami…). Wróciwszy do stajni, zastają ją pustą. Następuje pełna skruchy pieśń młynarza (Dieser Geiz, unziemlich für Teutonen-Seele… – Skąpstwo niegodne duszy Germanina…), podczas gdy z głębin ziemi słychać posępny, cichnący stopniowo śpiew karłów Nibelungów, wykuwających ze złota wyroby jubilerskie (Los und eins… und eins… und zwei… – I raz… i dwa… i raz… i dwa…).

 

*****


Hans-Georg Ritter von Baberhäuser, zwany przez swoich współczesnych „O krok za Wagnerem”, nie miał łatwego życia – ilekroć wpadł na jakiś pomysł i kończył swoje dzieło, okazywało się, że jego główny muzyczny konkurent właśnie wystawiał coś podobnego w Monachium czy Bayreuth. W listach Baberhäuser obwiniał o to niesprawiedliwość losu, która zamiast królewskiego mecenasa (ten przypadł Wagnerowi) dała mu wsparcie jedynie prowincjonalnych hrabiów, Schaffgotschów. Wagner tymczasem w swoich filipikach nazywał go „parchatym beztalenciem” i wywodził, że Baberhäuser, którego praprababka miała być może domieszkę krwi żydowskiej, nie może być kompozytorem zdolnym, a już z pewnością nie wybitnym, bowiem czystość wyrazu narodowego jego muzyki jest nader wątpliwa.

 

Ambicją Baberhäusera było stworzenie wielkiej, opartej na starogermańskich sagach muzycznej trylogii (poprzedzonej prologiem, a zatem właściwie tetralogii: Szklarz – Noga siekierą – Koszyk złota – Rzepowe poletko) co, w jego pojęciu, miało wytrącić Wagnerowi z ręki wszelkie argumenty. Niestety, skazany na mecenat Schaffgotschów, zmuszony był komponować muzykę do lokalnych legend, bowiem zamawiane u niego dzieła wystawiano dla rozrywki kuracjuszy z domu zdrojowego w Cieplicach. Jako że Baberhäuser hołdował teorii Gesamtkunstwerk (wywiedzionej, co podkreślał, nie z esejów Wagnera, a z wcześniejszych pism Trahndorffa) i sam pisał libretta do swoich oper i dramatów muzycznych, usiłował łączyć karkonoski folklor z ukochanymi sagami, co ostatecznie nie przyniosło mu uznania ani u publiczności, ani u Schaffgotschów, którzy go zwolnili ze stanowiska kapelmistrza Kurtheatru w połowie komponowania tetralogii.

 

Straciwszy posadę, wyprowadził się z Cieplic do Miłkowa (Arnsdorf), gdzie otoczyli go opieką hrabiowie Matuschka-Toppoltzan. Niestety, poczucie klęski, niepewność i męki twórcze związane z komponowaniem Koszyka złota („drugiego dnia dramatu”, a zatem – trzeciej części tetralogii) przyczyniły się do jego śmierci w styczniu 1877 roku. Był w Miłkowie lubiany, zatem Matuschka-Toppoltzanowie wraz z miejscową ludnością opłacili przyjazd jeleniogórskiej (Hirschberg) orkiestry, która miała wykonać nad jego grobem jeden z fragmentów Szklarza (być może Apoteozę Ducha Gór), ale, nie mogąc nigdzie dostać nut, odegrała święcący właśnie triumfy Wagnerowski Marsz żałobny Zygfryda ze Zmierzchu bogów.

 

*Dziękuję Szymonowi Żuchowskiemu za przekład incipitów.