Wydanie: MWM 06/2014

Galanteria skórzana. Nieznany epizod z życia wielkiego Carusa

Article_more
Zdarzyło się to ponad sto lat temu w Nowym Jorku, w sklepie z galanterią skórzaną prowadzonym przez sycylijskiego emigranta. Pewnego dnia przed wystawą tegoż sklepu zatrzymała się elegancka limuzyna potężnych rozmiarów. Wysiadł z niej szofer w wytwornej liberii i otworzył tylne drzwi, uprzednio zdjąwszy kapelusz w geście szacunku. „Wówczas – wspomina Roberto Alagna – pradziadek Jimmy zobaczył wielki cień. To sam Enrico Caruso wysiadł z auta i skierował się w stronę sklepu. Jako wielki miłośnik opery, pradziadek rozpoznał go natychmiast. Maestro chciał kupić skórzane portfele, którymi zamierzał obdarować personel Metropolitan Opera z okazji świąt Bożego Narodzenia”.

Ponoć Jimmy nie znał strachu – jak głosi rodzinna legenda, nie było to bez znaczenia w kontrolowanej przez mafię włoskiej dzielnicy, samo prowadzenie sklepu nie mogło być przecież jego głównym źródłem utrzymania – więc kłaniając się, zwrócił się do Enrica Carusa tymi słowy: „Pragnę panu powiedzieć, Commendatore, że uwielbiam pański głos. A także, że ja też śpiewam”. Caruso, zamiast się obrazić, uśmiechnął się serdecznie, niezbyt zresztą dziwiąc się słowom swego rodaka, i zaproponował: „Śpiewaj. Posłucham cię”. Jimmy zamknął drzwi sklepu na klucz i kazał przynieść krzesło dla Carusa. Gdy słynny tenor usiadł wygodnie, Jimmy rozpoczął występ. Zaśpiewał swoją ulubioną arię Ernesta z II aktu opery Don Pasquale Gaetano Donizettiego – Cercherò lontana terra. „Nikt w sklepie nie śmiał się poruszyć – czytamy we wspomnieniach Alagni – a gdy Jimmy skończył, Caruso przez dłuższą chwilę siedział w bezruchu. Wszyscy obawiali się, że przesłuchanie okazało się całkowitą porażką. Tymczasem Caruso zaczął bić brawo swymi odzianymi w skórzane rękawiczki dłońmi, a następnie gorąco uściskał Jimmy’ego”. W swojej autobiografii Je ne suis pas le fruit du hasard Alagna zastanawia się, czy jego przodek rzeczywiście miał piękny głos. Wiele na to wskazuje, bowiem Caruso zaproponował pradziadkowi Jimmy’emu, by przyszedł do Metropolitan Opera na przesłuchanie dla chórzystów. Zmieszany pradziadek podziękował jednak i oferty nie przyjął, wolał bowiem zajmować się swoim sklepem, w którym zresztą Caruso zapomniał kupić portfele, po które przyjechał. Niestety – jak konkluduje Roberto Alagna – Jimmy nie wykorzystał swojej szansy.

Postać Enrica Carusa w historii rodzinnej Alagni odgrywa znaczącą rolę, dla niego samego była zaś niezwykle ważnym źródłem inspiracji. W przywołanych już, wydanych we Francji wspomnieniach pojawia się wielokrotnie. Oprócz niezwykłej historii pradziadka Jimmy’ego można znaleźć jeszcze jedną interesującą opowieść. Alagna, jeden z najsłynniejszych na świecie tenorów, zaczynał karierę – o czym zapewne niewiele osób dziś pamięta – od śpiewania w pizzeriach na przedmieściach Paryża, gdzie mieszkali niezamożni włoscy imigranci. Później przez kilka lat występował w znanych paryskich kabaretach. W 1985 roku jako „Roberto” nagrał singiel Embresse-Moi, który ukazał się na małym czarnym krążku nakładem wytwórni francuskiego producenta Eddiego Barclaya. Piosenka spodobała się dziennikarzom muzycznym, przez pewien czas była nawet dość popularna, co zaowocowało tym, że młody Alagna został zaproszony na wywiad do radia. Słysząc na antenie swój „szlagier”, Roberto, jak wspomina, nie był zachwycony, marzył bowiem o wykonywaniu muzyki w zupełnie innym gatunku. Zaczęła się rozmowa. Dziennikarz pytał o wykonawców, którzy wywarli na niego największy wpływ. „Wygłosiłem wtedy płomienną tyradę na temat Enrica Carusa – wspomina Alagna – tymczasem coraz bardziej zdenerwowany dziennikarz dopytywał się o innych wokalistów. Może Johnny Hallyday? Gdy wywiad dobiegł końca i mikrofony zostały wyłączone, dziennikarz odetchnął z ulgą”. Poza anteną zapytał zaś: „Kto to jest ten Caruso? Ja go w życiu nie słyszałem!”. Wkrótce potem za namową przyjaciół Roberto Alagna zdobył się na odwagę i zerwał kontrakt z legendarnym Eddiem Barclayem. Więcej tego rodzaju singli nie nagrał, ale – w przeciwieństwie do swojego pradziadka Jimmy’ego – swojej szansy na karierę operową nie zmarnował.