Wydanie: MWM 07/2012

Bach po polsku

Rozmowa z Januszem Grzeszkiem i Barbarą Świderską o książce "Bach . Muzyk i uczony" Christopha Wolfa
Article_more
Christoph Wolff podkreśla, że codzienne, zwykłe życie – użeranie się z władzami miejskimi i szkolnymi, trudności materialne związane z koniecznością utrzymania ogromnej rodziny – nie były dla Bacha centrum czy istotą życia. Najważniejsze było dążenie do perfekcji, badania muzyczne oraz tworzenie kolejnych kompendiów. Bach miał podręcznikowe podejście do wszystkiego za co się zabierał.
 

Magdalena Łoś: Skąd brał pan siłę, by pokonać trudności i na przekór wszystkiemu wydać w końcu w Polsce światowy bestseller Christopha Wolffa Bach. Muzyk i uczony?

Janusz Grzeszek: Motorem był chyba brak takiego dzieła na naszym rynku. Książka Wolffa ukazała się w 2000 roku, w ciągu następnych 2–3 lat opublikowano kilka przekładów na różne języki. W 2003 roku, przy okazji organizowania koncertów muzyki dawnej w Pałacu Paca, postanowiliśmy z Jerzym Żakiem ustalić podstawowy kanon lektur dla ludzi zajmujących się popularyzacją i nauczaniem muzyki dawnej, a może przede wszystkim dla tych, którzy jej słuchają. Powstała lista zawierająca co najmniej dziesięć pozycji, na pierwszym miejscu była właśnie ta książka. Zadzwoniłem do Polskiego Wydawnictwa Muzycznego do Krakowa i okazało się, że w roku 2003, może nawet w 2004, nie wiedzieli w ogóle o jakiej książce mówię. Dzwoniłem później jeszcze raz, nawet pojechałem i namawiałem osobiście, niestety, nic z tego nie wyszło. W końcu, w 2005 roku, sam napisałem do wydawnictwa W.W. Norton & Company. Po kilku miesiącach dostałem odpowiedź – skierowano mnie do Agencji Literackiej Graal. Po roku uzgodnień, w styczniu 2006 roku podpisaliśmy umowę i tak się zaczęło. Wszelkie koszta – od finansowych po osobiste – poniosła moja żona, Katarzyna Dzierwa, której nadludzkim wysiłkom i cierpliwości zawdzięczam wydanie tej książki. Najpierw te same fragmenty tekstu wysłaliśmy do różnych tłumaczy, pani Basia Świderska przełożyła je perfekcyjnie, nie było żadnych wątpliwości. Zabrała się do pracy, która trwała niewiele ponad rok. Redaktorem naukowym został dr hab. Szymon Paczkowski. Kiedy przyszedł czas na prace redakcyjne, był już właściwie początek 2011 roku. I wtedy, ponad 10 lat od powstania książki, udało nam się namówić autora, by napisał specjalny wstęp do polskiego przekładu, który zawierał aż 15 dodatkowych stron uzupełnień! To stan badań aktualny w połowie 2011 roku.

Jest pani czynnym muzykiem i zarazem pracownikiem Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Myślę, że ten „rok z Bachem” był bardzo przyjemny.

Barbara Świderska: Tak, to była ogromna przyjemność. Ta książka bardzo poszerzyła moje horyzonty. To praca historyczna. Wolff napisał, że być może w przyszłości stworzy jeszcze drugą część poświęconą samej twórczości i jej analizie. Ta pierwsza, ściśle biograficzna, jest niezwykle ważna przez samo podejście do tematu. Żadna wcześniejsza biografia nie pokazuje Bacha w kontekście kulturalnego i naukowego życia w Lipsku. Wolff bardzo precyzyjnie przedstawia jego kontakty z naukowcami, z kolegami z uniwersytetu i ze szkoły św. Tomasza, pokazuje całe ówczesne życie edytorskie. Dotychczas brakowało też tego, co stanowi główną tezę książki – ukazania Bacha jako naukowca. Tytuł angielski w dosłownym przekładzie to „Bach: uczony muzyk”, co po polsku brzmi trochę niezręcznie, chodzi bowiem o naukowe podejście do muzyki. Ta teza jest dowodzona właściwie przez całą książkę, począwszy od lektur Bacha prześledzonych od wczesnego dzieciństwa do końca jego życia. Przedstawiony jest także świat kontaktów Bacha, który w naukowym środowisku Lipska był równoprawnym badaczem i partnerem, tyle tylko, że nie zajmował się fizyką, astronomią czy filozofią, lecz muzyką. Wolff podkreśla, że to codzienne, zwykłe życie – użeranie się z władzami miejskimi i szkolnymi, trudności materialne związane z koniecznością utrzymania ogromnej rodziny – nie były dla Bacha centrum czy istotą życia. Najważniejsze było dążenie do perfekcji, badania muzyczne oraz tworzenie kolejnych kompendiów. Bach miał podręcznikowe podejście do wszystkiego za co się zabierał. Począwszy od wydawania zbiorów Inwencji, Sinfonii po Kunst der Fuge, zawsze starał się zawrzeć swoją gigantyczną wiedzę w taki sposób, by nauczać współczesnych i potomnych.

JG: Bach był autorytetem nie tylko jako kompozytor i wykonawca, był także najwyższym specjalistą w dziedzinie konstrukcji organów, zapraszanym do wielu niemieckich miast. Miał umysł z jednej strony bardzo ścisły, z drugiej – obdarzony niezwykłą wyobraźnią, skoro potrafił doradzać budowniczym, jak poprawić konstrukcję instrumentu. Silbermann po jakiejś  uwadze nie mógł dojść do siebie przez półtora roku! Przeżył załamanie, w końcu stwierdził, że Bach ma rację.

: Tak, skrytykowany przestał sprzedawać fortepiany. Trwało to dość długo – dopóki nie zaradził niedoskonałościom wytkniętym przez Bacha. W książce widzimy Bacha poprzez zdarzenia z jego życia. Począwszy od małego, zdolnego chłopczyka, który kończy szkołę dużo wcześniej niż pozostali uczniowie (zgodnie z zasadami zostawało się w klasie aż do opanowania przewidzianego dla niej materiału). Bach kilka klas przeszedł jak burza i to z jedną z najwyższych lokat. Był prymusem, skończył szkołę jako jeden z najmłodszych. Potem przedstawione są kolejne etapy jego nauki, aż do momentu, kiedy zaczął interesować się bardzo szerokim spektrum nauk – filozofią, teologią… To był niezwykle i wszechstronnie utalentowany człowiek.

Gdyby udało się opublikować książkę trzy lata wcześniej, to ukazałaby się w 100. rocznicę wydania słynnej pracy Schweitzera, na której chyba wszyscy się wychowywaliśmy. Dlaczego tak długo trzeba było czekać na porównywalnej wagi dzieło?

JG: To są dwie różne książki. Pani Basia Świderska świetnie przetłumaczyła książkę Wolffa, którą czyta się właściwie jak kryminał wzbogacony dodatkowo o teksty źródłowe i przypisy dla tych, którzy chcą lepiej poznać kontekst historyczny i muzyczny tych czasów. Książka Schweitzera jest osobnym dziełem literackim, napisanym przez człowieka zafascynowanego twórczością Bacha…

: …no i luterańskiego teologa. To było dzieło przełomowe. Schweitzer pokazał Francuzom, jakie treści w ogóle mogą kryć się w muzyce Bacha – stan niewiedzy ilustrować może fakt, iż wielu myślało, że to Bach jest autorem melodii chorałów. A książkę Wolffa czyta się bardzo dobrze również dlatego, że zawiera wiele rozmaitych zestawień. Można sobie zrobić przegląd działalności Bacha w wielu dziedzinach, przeanalizować choćby wszystkie jego organmistrzowskie podróże. Jest w niej też obszerny rozdział o rocznikach kantat, także zapisy dotyczące codziennych spraw, jak choćby wielkości i rozkładu mieszkania czy cen i kosztów utrzymania. Dzięki temu możemy ocenić, jak wysokie było honorarium Bacha za daną ekspertyzę czy rachunek z hotelu. Rozbawiła mnie taryfa kar za błędy podczas wykonywania muzyki. Za umyślny i złośliwy błąd członek orkiestry czy chóru płacił równowartość sześciu kwart piwa, za którą Bach kupował potem nuty dla swojego zespołu.

Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na polskie wydanie tak genialnej książki? Czemu żadna powołana do tego instytucja nie była nią zainteresowana? Autor jest przecież finalistą nagrody Pulitzera. Wydawałoby się, że ktoś powinien państwa uprzedzić!

: Nie rozumiem tego. Można by sądzić, że duże wydawnictwa powinny mieć ludzi śledzących nowości, orientujących się, co w danej dziedzinie jest ważne, myślących o tym, jak wypełnić luki na polskim rynku. Mają kolosalne zasoby, ścieżki prowadzące do zdobycia licencji. Nie udaje się ich zainteresować ciekawszą, nową i ważną literaturą. Książki istotne i ważne publikują heroicznym, ogromnym wysiłkiem wydawnictwa właściwie jednoosobowe.

JG: W agencji Graal dostaliśmy takie same szanse, jak duże wydawnictwa, dlatego wszystko skończyło się dobrze. Z małymi wydawnictwami jest jednak taki problem, że nie mają siły przebicia w staraniach o dotację. Ubiegałem się o nią dwa razy. Miałem perfekcyjnie wypełnione wnioski i nie dostałem nic. Pisałem i dzwoniłem do ministerstwa, chcieliśmy poznać skład rozpatrującej wnioski komisji i pytać o przyczynę. Okazało się, że chociaż zgodnie z regulaminem nie jest on tajny, to jednak nie zostanie nam przedstawiony. Nie chodziło o jakąś wielką sumę, lecz wsparcie książki, która jest potrzebna, która spełnia funkcję popularyzatorską. Bach to uniwersalne zjawisko, ale także nadworny kompozytor króla polskiego, co zostało w tej książce wypunktowane!

Polskie wydanie jest bogatsze od pierwowzoru.

JG: Oprócz wspomnianego specjalnego wstępu autora dodaliśmy 50 ilustracji. Możemy chlubić się związkami Bacha z polskim królem, postanowiłem więc podkreślić polskie wątki w życiu Bacha. Na okładce widnieje linoryt barwny Janiny Kraupe-Świderskiej z 1965 roku zatytułowany Koncert Jana Sebastiana Bacha. Polski akcent otwiera zatem spis ilustracji, a zamyka go zbiór prac z działu grafiki Muzeum Narodowego w Warszawie oraz z Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Udało nam się znaleźć bardzo ciekawą ikonografię, m.in. ważny w skali europejskiej portret przyszłego króla Augusta III, wcześniej elektora saskiego, przyjmującego hołd lenny w kościele św. Mikołaja w Lipsku. To portret władcy w loży, rzecz niezmiernie rzadka. Mamy również elekcję jesienną z 1733 roku, bardzo dużo rycin Belotta, który tworzył wówczas na dworze drezdeńskim. I jeszcze cenny dodatek – tekst Jakuba Sity August Mocny, August III i ich ministrowie – promotorami sztuki architektury i sztuki w osiemnastowiecznej Warszawie – pokazujący polski kontekst w muzyce i sztuce czasów Jana Sebastiana Bacha. Warto zwrócić szczególną uwagę na te ilustracje, bo to właśnie polski czytelnik otrzymuje dużo więcej niż czytelnicy pozostałych wydań książki Wolffa na świecie.

Rozmawiała Magdalena Łoś (Program 2 Polskiego Radia)