Autor: Maria Peryt
Wydanie: MWM 09/2013

Dyskretny urok wirtuozerii

Wywiad z Tadeuszem Domanowskim
Article_more
Muzyka jest albo dobra albo słaba i dotyczy to zarówno klasyki jak i rozrywki. Niedawno grałem koncert w Amfiteatrze w Gorzowie Wielkopolskim z orkiestrą tamtejszej filharmonii. Spotkało mnie niesamowite zaskoczenie. Na widowni było ponad cztery tysiące słuchaczy, a ich reakcja na utwory klasyczne była podobna do tej spotykanej podczas koncertów muzyki pop. Ta spontaniczność i szczerość dodała mi skrzydeł!

W muzyce szukasz…?

Tadeusz Domanowski: Wolności! Interesuje mnie wszystko, co dotyczy muzyki. Nie chciałbym zamknąć się w jakiejkolwiek wykonawczej „szufladzie”. Recitale, koncerty z orkiestrami, kameralistyka, muzyka współczesna… Klasyka jest pełna wyzwań i możliwości, staram się próbować ich wszystkich. Nie ograniczam się też do konkretnego repertuaru. Na płycie nagrałem starsze utwory, ale w Nowym Jorku, gdzie obecnie mieszkam, występuję m.in. w NYU Contemporary Ensemble – zespole muzyki współczesnej, prowadzonym przez Jonathana Haasa, świetnego perkusistę i dyrygenta. Fantastyczny repertuar XX i XXI wieku oraz eksperymenty z technikami stosowanymi przez współczesnych kompozytorów skłania do nowego spojrzenia na interpretację i warsztat pianistyczny.

 

Klasyka umiera?

Nic podobnego. Widać to wyraźnie w Stanach, gdzie bardzo wielu ludzi niezależnie od wieku chadza na koncerty, do opery. Jest to wielka potrzeba obcowania ze sztuką i z emocjami. Muzyka poważna odgrywa dziś wbrew pozorom bardzo ważną rolę. Jest – lub powinna być – dla ludzi wytchnieniem od „wyścigu szczurów”, który zewsząd nas atakuje. Dzięki klasyce możemy nie tylko zatrzymać się, lecz także przeżyć coś odmiennego od wrażeń z którymi spotykamy się w codziennym życiu. W Polsce wciąż jeszcze wyraźnie widać podział wśród słuchaczy. Już samo określenie „muzyka poważna”, jest dla wielu ludzi odstraszające. Obawiają się, że być może nie są wystarczająco przygotowani do pójścia na koncert lub że będzie tylko „poważnie”. Tymczasem muzyka klasyczna niesie ze sobą ogromne emocje które, jeżeli wykonanie jest dobre, będą w stanie odebrać wszyscy słuchacze. Nie tylko ci, którzy są do tego przygotowani. Być może zabrzmi to banalnie, ale uważam że muzyka jest dla wszystkich i nie stosowałbym tutaj podziału na „poważną” i „rozrywkową”, ponieważ to za duże uproszczenie. Muzyka jest albo dobra albo słaba i dotyczy to zarówno klasyki jak i rozrywki. Niedawno grałem koncert w Amfiteatrze w Gorzowie Wielkopolskim z orkiestrą tamtejszej filharmonii. Spotkało mnie niesamowite zaskoczenie. Na widowni było ponad cztery tysiące słuchaczy, a ich reakcja na utwory klasyczne była podobna do tej spotykanej podczas koncertów muzyki pop. Ta spontaniczność i szczerość dodała mi skrzydeł!

 

 

Twoja płyta to bunt, hołd, odbicie poszukiwań artystycznych?

Repertuar, który wybrałem na płytę wiąże się z moimi bardzo wczesnymi fascynacjami. Pamiętam, że jedną z trzech pierwszych płyt które kupiłem jako dziecko był recital Vladimira Horowitza z Moskwy. Była to płyta, której przez wiele lat niemal nie wyciągałem z odtwarzacza. Zwłaszcza Iskierki Maurycego Moszkowskiego, które Horowitz wykonał na bis były dla mnie odkryciem – jego dźwięk, technika, interpretacja... Nie sądziłem, że w ten sposób można grać na fortepianie. Wiele lat później natknąłem się w Internecie na bardzo niedokładne zapisy nutowe transkrypcji Horowitza i postanowiłem potraktować to jako punkt wyjścia. Słuchając nagrań zacząłem poprawiać tekst tak, aby jak najlepiej odtworzyć oryginalną wersję z płyty. Było to bardzo żmudne i pracochłonne zajęcie, ale też bardzo interesujące. Dzięki tej pracy dowiedziałem się wiele o pianistyce Horowitza i jego nowatorskich rozwiązaniach, dzięki którym fortepian brzmi lepiej. Tak powstał pomysł nagrania tych wirtuozowskich utworów – tym bardziej, że przede mną nie udało się to żadnemu polskiemu pianiście. Początkowo chciałem nagrać płytę wyłącznie z jego transkrypcjami, ale z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że lepiej pokazać je w kontekście innych utworów wirtuozowskich, które powstały na przestrzeni wieków. Stąd na płycie są utwory Scarlattiego, Schumanna, Liszta, Prokofiewa. Jest to swoista historia fortepianowej wirtuozerii w pigułce.

Czy w klasyce wyzwolonej widzisz miejsce dla fortepianu? Wielu sądzi, że ten instrument jest już właściwie wyeksploatowany.

W jakim kierunku muzyka będzie się rozwijać? Nie wiem. Mam nadzieję, że fortepian nie będzie instrumentem zepchniętym na dalszy plan. Zawsze bronię twierdzenia, że jest to nadal instrument, który może być źródłem inspiracji dla współczesnych kompozytorów. Jedno jest pewne – jego możliwości nie zostały jeszcze wyczerpane, a ponieważ także pianiści coraz częściej widzą potrzebę wychodzenia poza klasyczny repertuar, myślę, że mamy przed sobą bardzo ciekawy okres w rozwoju fortepianu.