Wydanie: MWM 08/2014

Czterdzieści lat Kronosów

Article_more
Nie jestem zainteresowany graniem muzyki, która nie „magnetyzuje” mnie i innych członków Kronos Quartet, a co za tym idzie, mam nadzieję – również naszej publiczności. Życie jest za krótkie. Angażuję się tylko w te przedsięwzięcia, które całkowicie mnie pochłaniają i popychają do działania. Jeżeli ktoś napisze coś, co nie wywołuje u mnie takich uczuć, to nie mogę tego zagrać.

Andrzej Zieliński: Domyślam się, że odpowiedział pan dziś w rozmowach z wieloma dziennikarzami na setki pytań związanych z czterdziestoleciem kwartetu Kronos. Zacznę przekornie – jakiego pytania panu nie zadawać? Jakiego pytania ma pan już dość?
David Harrington:
(śmiech) Może pan zadać, jakiekolwiek pan chce! Mam w głowie tyle odpowiedzi, że może pan być pewien, iż na każde pytanie odpowiem inaczej niż komukolwiek wcześniej.

Upłynęło czterdzieści lat od powstania zespołu. Czy te cztery dekady minęły w mgnieniu oka?
Zdecydowanie tak! Dla mnie te czterdzieści lat to niezapomniana kolekcja minut, godzin, dni, no i dekad. Może to nieprawdopodobne, ale pamiętam naszą pierwszą próbę w wrześniu 1973 roku. Był to jeszcze ciepły, niedzielny wieczór. Pierwszym utworem, który zagraliśmy, było Sześć bagatel op. 9 Antona Weberna. To naprawdę niesamowity utwór, będę zawsze pamiętać to, jak brzmieliśmy i jak się wtedy czułem. Tak właśnie zaczęła się nasza droga, to był początek Kronos Quartet. Minęło czterdzieści lat, sam nawet nie wiem kiedy…

Pierwsze spotkanie, tak jak pan powiedział, było wyjątkowe, ale ciekawi mnie to, co pan czuje teraz, idąc na próbę.
Wyczekuję z niecierpliwością każdej próby, każdego koncertu. Dla mnie bycie muzykiem, bycie częścią Kronos Quartet to przywilej. Praca, którą wykonujemy, to dobra zabawa przysparzająca nam olbrzymiej przyjemności, ale dzięki niej również przemierzamy niezmierzone przestrzenie ludzkiego doświadczania, ludzkich uczuć. Nie mogę sobie wyobrazić robienia czegokolwiek innego poza graniem w zespole. Marzyłem o tym, odkąd byłem małym chłopcem. Nie mógłbym być szczęśliwszy.

Jeżeli nawet po czterech dekadach praca, którą wykonujecie, to dla was dobra zabawa, to ciekawi mnie, jak udało wam się utrzymać takie relacje? Członkowie kwartetu Amadeus, na przykład, nie utrzymywali ze sobą kontaktu poza trasami i koncertami. Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że najzwyczajniej w świecie mieli siebie dosyć, czy był to po prostu sposób na utrzymanie świeżych relacji. Wasz zespół jest znany z tego, że od tylu lat skład jest praktycznie niezmienny, oczywiście poza wiolonczelą.
Hank Dutt jest z nami od 1977 roku, John Sherba od 1978 roku, a wiolonczelistka Sunny Yang od roku. Myślę, że każdy z nas uważa, że to, co robimy, jest niezwykle interesujące i ciekawe. Istotne jest też to, że ta praca wymaga bardzo dużego zaangażowania zespołowego. Można to porównać do drużyny sportowej – musimy bardzo dbać o zdrowie, dobrze jeść, wysypiać się, odpoczywać, bo później przekłada się to na świat muzyczny, który tworzymy. Za godzinę przychodzi na próbę młody kompozytor z Iranu, skomponował dla nas niezwykle piękny utwór i dzisiejszego ranka usłyszy swoje dzieło po raz pierwszy w życiu. Możliwość bycia zaangażowanym w robienie czegoś takiego daje olbrzymią satysfakcję, nie ma nic lepszego w życiu. Przechowuję w pamięci wspomnienia o każdym z ponad ośmiuset utworów, które zostały dla nas napisane. Ten moment, kiedy kompozytor pierwszy raz słyszy dzieło, które skomponował, to wyjątkowe doświadczenie. Myślę, że właśnie to daje członkom Kronos Quartet energię i chęć do pracy. 

Jako zespół jesteście przyjaciółmi, rodziną, znajomymi?
Wszystkim naraz! Oczywiście, każdy z nas potrzebuje czasu tylko dla siebie, każdy ma swój dom, męża, żonę, życie prywatne. Jednak tworząc taki kolektyw, staliśmy się rodziną. Kronos Quartet nie składa się tylko z naszej czwórki, zatrudniamy jedenastu pracowników, więc tak naprawdę zespół tworzy piętnaście osób (śmiech). Tylu właśnie ludzi potrzeba, żeby w 2014 roku stworzyć kwartet! Na to wszystko składają się też setki kompozytorów piszących muzykę, setki dziennikarzy, takich jak pan, wytwórnie płytowe, wydawcy, w końcu ludzie, którzy słuchają naszej muzyki na całym świecie. Tak więc wszyscy tworzymy jedną wielką rodzinę!

W takim razie jak wygląda przyszłość kwartetu? Czy ten całkowicie wam obcy typ konserwatywnych muzyków we frakach grających w filharmoniach ma jeszcze szansę przetrwać?
Oczywiście – tak długo, jak na te koncerty będzie przychodzić publiczność. Tu nie chodzi o to, w czym, jak, gdzie i co się gra; nieważne czy w filharmonii, czy w klubie. Kiedy ludzie są razem i słuchają muzyki, dzieje się coś naprawdę niezwykłego. Choć wydaje nam się, że słyszymy to samo, tak naprawdę każdy z nas odbiera muzykę zupełnie inaczej, ponieważ nasze doświadczenia ze światem muzyki są zupełnie różne. I kiedy setki ludzi razem słuchają muzyki, to jest w tym coś pięknego. Myślę, że zawsze będzie to część ludzkiej kultury, ludzkiego życia.

Od lat siedemdziesiątych gracie muzykę polską. Co zafascynowało was w naszej kulturze muzycznej?
Odwaga. Ta niesamowita odwaga, którą Penderecki, Górecki czy Lutosławski mieli w latach sześćdziesiątych. Jedną z pierwszych kompozycji, którą graliśmy, był I Kwartet smyczkowy Krzysztofa Pendereckiego. Historia zatoczyła koło, gdyż ostatnio znów go wykonywaliśmy. To wciąż zadziwiający, nadzwyczajnie napisany utwór.

Mieliśmy zaszczyt pracować również z Henrykiem Mikołajem Góreckim pod koniec lat osiemdziesiątych. Współpracowaliśmy z wieloma młodymi kompozytorami, takimi jak Paweł Mykietyn czy Hanna Kulenty. Uważam, że w Polsce macie niesłychaną kulturę muzyczną. Staram się na bieżąco śledzić to, co się u was dzieje, i mam nadzieję, że będziemy współpracować jeszcze wielokrotnie z polskimi artystami.

Pracowaliście też z Lutosławskim…
O tak! Współpraca z nim to dla Kronos Quartet wyjątkowo ważny czas. Mocno zapadło mi w pamięć to, jak energicznie wpadł na próbę. Nigdy nie zapomnę otwierającego utwór sola skrzypiec w jego kwartecie. Poprzez swój język ciała pokazał mi dokładnie, jak miało brzmieć. To było prawie jak oglądanie teatru lalek – jego ruchy, gesty były bardzo teatralne. Pamiętam, że wtedy poczułem dokładnie te same uczucia, jakimi Witold Lutosławski obdarzał te kilka nut. To była dla nas bardzo ważna próba, doświadczenie, które w jakiś sposób nas ukształtowało.

Jednak wśród polskich kompozytorów to Henryk Mikołaj Górecki był osobą, z którą łączyła pana niecodzienna więź.
Tak, Górecki… Był jak olbrzymia sekwoja. Słyszał pan kiedyś o sekwojach kanadyjskich? To niewiarygodnie wielkie drzewa, które potrafią żyć nawet dwa tysiące lat – Górecki był jak jedno z takich drzew. Tęsknię za nim bardzo mocno… Podczas naszego ostatniego spotkania powiedział mi, że chciałby pewnego dnia zrozumieć, jak działa muzyka. Dziś to jest również moje marzenie. Na razie zupełnie tego nie rozumiem, jest to dla mnie niepojęte.

Witold Lutosławski powiedział kiedyś, że jeżeli potrafilibyśmy opisać muzykę słowami, przestałaby ona mieć większy sens. Tajemnica by zniknęła…
No właśnie! To, co słowa mogą uczynić, to sprawić, aby ludzie byli ciekawsi świata muzyki. Według mnie olbrzymią odpowiedzialnością dziennikarzy jest to, aby u ludzi obudzić pragnienie spotkania z muzyką. Macie więc jeszcze dużo pracy do zrobienia!

A jakiej muzyki Kronos Quartet nigdy nie zagra? Czy jest jakaś bariera muzyczna, przed którą się zatrzymujecie?
Nie jestem zainteresowany graniem muzyki, która nie „magnetyzuje” mnie i innych członków Kronos Quartet, a co za tym idzie, mam nadzieję – również naszej publiczności. Życie jest za krótkie. Angażuję się tylko w te przedsięwzięcia, które całkowicie mnie pochłaniają i popychają do działania. Jeżeli ktoś napisze coś, co nie wywołuje u mnie takich uczuć, to nie mogę tego zagrać. Nie mam żadnego wyboru, nie mogę tego zrobić (śmiech).

A co jeszcze chcielibyście zrobić?
Nie wiem, czy słyszał pan o Narodowym Stowarzyszeniu Strzeleckim Ameryki (NRA). Jest to jedna z najbardziej wpływowych grup lobbystycznych w Stanach, wspierająca posiadanie broni. To bardzo niebezpieczna grupa, której przyświecają złe idee. Myślę, że nadszedł czas, żeby muzycy przeciwstawili się tej organizacji. Razem z Kronos Quartet zamierzamy to zrobić. W naszym kraju olbrzymia liczba zwłaszcza młodych ludzi ginie każdego dnia od postrzału. Mówi się, że posiadanie broni jest związane z naszą kulturą, że to dobrze, iż każdy może pójść do sklepu i kupić sobie pistolet. Ale to wcale nie jest dobre. Jeżeli chociaż w najmniejszym stopniu możemy pomóc w zwalczaniu tego zjawiska, to musimy to robić. Ważną rzeczą dla mnie i dla członków naszego zespołu jest to, aby wszyscy muzycy występowali w obronie pokoju.

Zapytał pan o to, co chcielibyśmy jeszcze zrobić. Wspomniałem już o NRA, porozmawiajmy o FBI i CIA! (śmiech) Jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, proszę się nie martwić, dopiero się rozkręcamy.

Strach pomyśleć, o czym będziemy rozmawiać następnym razem, ale przez te czterdzieści lat nie zrobiliście wcale mało. Zamówiliście ponad osiemset utworów u kompozytorów z całego świata, wasze zamówienia są wykonywane na całym świecie każdego dnia. Żaden inny kwartet nie zrobił dla literatury kameralnej tyle, co wy.
Tak, to był od samego początku i jest nadal cel nadrzędny Kronos Quartet. Tak jak powiedziałem wcześniej – jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Mógłbym żyć pięćset lat i nie zabrakłoby mi nowych pomysłów. Dla mnie bycie muzykiem nigdy nie ma końca. Trzeba być cały czas gotowym na zmiany. Świat, w którym żyjemy, nasze społeczeństwo, nasza kultura, cały czas się zmieniają. Każdy nowy utwór wpływa na kolejne. Wszyscy kompozytorzy tworzący dla nas są świadomi i otwarci na muzykę, która powstała wcześniej. W tym wszystkim nie chodzi o konkurowanie ze sobą, ale o dostrzeganie naszego dziedzictwa. Dla mnie najbardziej fascynujące jest to, jak muzyka cały czas idzie do przodu, jak rozwija się wraz z otaczającym ją światem.

Rozmawiał Andrzej Zieliński

Kronos Quartet – jeden z najważniejszych kwartetów smyczkowych ostatnich dekad. Zespół specjalizuje się w muzyce XX wieku, w twórczości najnowszej, chętnie współpracuje z artystami z kręgów muzyki rozrywkowej, jazzowej, folkowej. W swoich muzycznych podróżach szczególnie zagląda do Afryki, Azji, Ameryki Południowej. Kwartet występował z takimi gwiazdami, jak: Allen Ginsberg, Tom Waits, David Bowie, Dave Matthews, Asha Bhosle, Pat Metheny, Modern Jazz Quartet, Björk, Astor Piazzolla. Amerykańscy artyści są silnie związani z muzyką polską. Od lat mają w swoim repertuarze dzieła Lutosławskiego, Pendereckiego, Mykietyna. Henryk Mikołaj Górecki napisał swoje trzy kwartety dla Kronos Quartet.