Wydanie: MWM 09/2014

Muzyka nie służy autoprezentacji

Wywiad z Václavem Luksem
Article_more
Nazywany „katolickim Bachem” lub „czeskim Vivaldim”, Jan Dismas Zelenka znany jest w ostatnim czasie w Europie dzięki działalności Václava Luksa. Ten znawca i interpretator twórczości barokowej broni jednak odrębności Zelenki, bo w końcu muzyka jest zawsze osobistym i pełnym emocji przesłaniem. Czy jednak w dość homogenicznej siedemnasto- i osiemnastowiecznej kulturze wszystko nie będzie albo Bachem, albo Vivaldim, ewentualnie Händlem?

Agnieszka Lakner: Proszę mnie przekonać, że muzyka barokowa nie jest monotonna, że to nie tylko technika koncertująca, basso continuo i jednorodne zespoły wykonawcze.

Świat muzyki barokowej jest nieskończenie barwny i różnorodny. Muzyka była elementem żywej kultury, która bardzo dynamicznie rozwijała się w każdej części Europy. Nie tylko poszczególne kraje miały swoje odmienne muzyczne tradycje, lecz także regiony celowo posługiwały się własnym językiem muzycznym. Dla porównania muzyka w siedemnastowiecznym Rzymie jest bardzo oddalona od weneckiej muzyki z tego okresu. Chociażby dlatego, że strój muzyczny w Rzymie w tym czasie był niższy ­– wynosił około 392 Hz (o cały ton niższy niż obecne 440 Hz), natomiast w Wenecji to było około 465 Hz (o pół tonu wyższy niż dzisiaj). Poza tym w Wenecji istniał ważny fenomen opery, której w Rzymie papież zakazał i której miejsce zajęło tam oratorium. Reprezentatywna dla Rzymu kultura orkiestry zajmowała zaszczytne miejsce dzięki działającemu tam Arcangelowi Corellemu i jego gigantycznej orkiestrowej twórczości. Takie szybkie spojrzenie na geograficzne różnice to tylko skromny przykład różnorodności muzyki barokowej.

 

Zatrzymajmy się w takim razie na chwilę przy operze, w końcu barok to właśnie epoka jej narodzin. Zastanawiam się, czym jeszcze dzieła sceniczne z XVII i XVIII wieku mogą zachwycić współczesnego widza, przy całej różnorodności kultury wizualnej i wykorzystywanej w teatrach technologii.

Rozwój możliwości nowoczesnej technologii scenicznej jest dobrym przykładem tego, jak tzw. postęp nie czyni postępu. Dzięki barokowej maszynerii zmiana scenografii z pola bitwy na pałac następowała na oczach widzów w dziesięć sekund. We współczesnym teatrze, pomimo nowoczesnych technologii, zmiany stanowią duży problem, odbywają się za zasłonami i trwają nawet żenujące pięć minut. Każdy, kto widział barokową scenografię z magią świec i ze złudzeniami optycznymi, zgodzi się ze mną, że nowoczesne technologie cyfrowe nie dają takiego efektu. Fantastyczne środki teatru barokowego pozostają inspiracją dla współczesnego teatru, czy tego chcemy, czy nie.

 

Przyznaję, że zaczyna się robić ciekawie, więc porozmawiajmy o samej muzyce barokowej. Jak słuchać tej dawnej muzyki, wyrafinowanej i niezwykłej dla dzisiejszej publiczności?

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że muzyka w XVII i XVIII wieku to przeważnie nie tylko prace zlecone, ale również dzieła tworzone z myślą o szerszej publiczności. Wysoki poziom artystyczny i utrzymanie stałego zainteresowania publiczności były priorytetem dla kompozytorów tej epoki. To fantastyczne, jak w muzyce artystycznej uwzględniano również oczekiwanie szerokiej dostępności. Naszym zadaniem jako interpretatorów jest ukazanie tej muzyki w najlepszym świetle. Materia muzyki jest wystarczająco dostępna dla każdego słuchacza, jeżeli tylko traktuje się ją z najwyższym szacunkiem. Ludzie się nie zmienili. Na muzykę narzekano trzysta lat temu i zdarza się to również dziś.

Wszystko jednak w ostateczności sprowadza się do Bacha i do niego też wszyscy są porównywani.

W żadnym wypadku, Bach jest „jedynie” szczytowym reprezentantem wśród wielu stylów i nazwisk – na najwyższym poziomie, oczywiście. Nie uważam, aby nazwisko Bacha było miarą wszechrzeczy.

 

Czeskim Bachem nazywany jest Jan Dismas Zelenka. To kompozytor, z którego twórczością zapoznaje pan całą Europę. Czy to przyczepianie określenia nawiązującego do Bacha nie świadczy jednak o kategoryzowaniu muzyki baroku na to, co brzmi jak Bach, i na to, co nie brzmi tak jak muzyka lipskiego kantora? I czy słuchając Zelenki, możemy odnaleźć w takim razie odrębny, czeski duch tej muzyki?

Uważam, że nie należy całej muzyki baroku sprowadzać do Bacha. Każdy może porównywać wartość muzyki Bacha i Zelenki, ale ich twórczość jest naturalnie różna. Świadczą o tym fakty, kościelna katolicka muzyka Zelenki i reprezentatywna dla protestantyzmu muzyka Bacha. Chociaż tych dwóch kompozytorów dzieliło zaledwie sto kilometrów (Bach żył w Lipsku, Zelenka w Dreźnie), ich muzyka różni się całkowicie. Nie powiedziałbym też, że twórczość Zelenki jest reprezentatywna dla stylu czeskiego. To raczej katolicko-kosmopolityczny, modny w tym czasie styl kościelny. Fascynujące jest jednak to, jak muzyka staje się u niego bardzo osobistym i pełnym emocji przesłaniem.

 

Jakie przesłanie towarzyszy zatem działalności Collegium 1704, którego jest pan założycielem i kierownikiem artystycznym?

W 2005 roku zespół muzyki kameralnej został przekształcony w orkiestrę barokową i zespół wokalny. Od początku marzyłem o założeniu w Pradze stałego, aktywnego na arenie międzynarodowej zespołu. W ostatnich latach moje marzenie się spełnia. Szczególnie dumny jestem z tego, że stworzyliśmy własny język muzyczny, który wzbudza zainteresowanie w całej Europie. Nasza działalność jest bardzo szeroka, od projektów kameralnych do wielkich dzieł operowych i oratoryjnych. Rocznie realizujemy siedemdziesiąt, osiemdziesiąt koncertów i spektakli operowych, a każdy z nich jest dla nas równie ważny. Stale najważniejszą dla mnie zasadą jest najwyższa jakość. Zaproszenia do udziału w takich imprezach i do występowania w takich miejscach, jak Salzburg Festival, Luzern Festival, Konzerthaus Wien, Berliner Philharmonie czy Wratislavia Cantans są dla mnie jasnym sygnałem, że nasz wysiłek odbija się głośnym echem.

 

Zdradźmy w takim razie, co kryje się za symboliczną datą 1704, która pojawia się w nazwie zespołu.

Kiedy zakładaliśmy C1704, szukaliśmy nazwy, która symbolizowałaby złoty wiek muzyki barokowej w Czechach. Na początku skoncentrowaliśmy się na twórczości Jana Dismasa Zelenki, który szybko stał się naszym sztandarowym kompozytorem. W 1704 roku Zelenka po raz pierwszy pojawił się na scenie jako kompozytor. W tym roku również powstało jego pierwsze znane i wykonane dzieło (obecnie zaginione) Via laureata. Ten rok stał się symbolem, który umieściliśmy w nazwie zespołu. Dzisiaj nasz repertuar jest oczywiście szerszy, ale pozostaliśmy wierni temu symbolowi.

 

Zajmuje się pan repertuarem z zakresu muzyki dawnej zarówno jako dyrygent, jak i wykonawca z wielką wiedzą teoretyczną i historyczną. Jaka główna idea przyświeca panu podczas interpretacji twórczości barokowej?

Cała wiedza i informacje nie mogą być ograniczeniem, więzieniem. Są dla mnie użyteczną umiejętnością i nie czynią ze mnie niewolnika w pracy. Ostatecznie to nasze zadanie, aby kilkusetletnią dawną muzykę przedstawić publiczności. Należy zachować równowagę pomiędzy wiedzą a dbałością o źródła, doznaniami i żywą swobodą artystyczną.

 

I nie podąża pan ściśle za wskazówkami z traktatów teoretycznych, pozwala pan sobie na swobodę w improwizacji i aranżacji wykonywanych utworów?

Nie ma ogólnych obowiązujących reguł dotyczących tego, jak daleko możemy posunąć się w muzyce z XVII i XVIII wieku. Wiele można było wówczas improwizować przy zachowaniu dużej swobody. Generalnie można powiedzieć, że im muzyka jest starsza, tym jej zapis jest mniej dokładny i wymaga większej inicjatywy wykonawcy. Na przykład w partyturze Monteverdiego widzimy wiele swobody, natomiast w rękopisach Bacha i Zelenki jest już ekstremalna precyzja. Jednak w improwizacji nie możemy zakładać, że mamy nieograniczoną swobodę. Dla mnie ważne jest, aby służyć jako interpretator i nie nadużywać muzyki do autoprezentacji. Ryzyko takiej pokusy jest duże zwłaszcza w improwizacji. Dlatego ważne jest, aby uczyć się z wielu źródeł historycznych, aby sztuka improwizacji ze wszystkimi jej aspektami, takimi jak ozdobniki, diminucje, bas cyfrowany itd., mogła zostać przekazana publiczności w pełnej krasie w zgodzie z intencją kompozytora.

 

Collegium 1704 pod pańskim kierownictwem będzie można usłyszeć podczas festiwalu Wratislavia Cantans. Czy ma pan szczególne oczekiwania w stosunku do tego koncertu?

Rzadko występujemy w Polsce – raz byliśmy w Warszawie i dwa razy w Krakowie. To były niezapomniane koncerty. Polska publiczność jest niewiarygodnie uważna, wykształcona i wrażliwa. Jeżeli we Wrocławiu będzie panować podobna atmosfera, ucieszy mnie to szczególnie.

 

Rozmawiała Agnieszka Lakner

 

Václav Luks – założyciel praskiej orkiestry barokowej Collegium 1704 i zespołu wokalnego Collegium Vocale 1704. Studia muzyczne rozpoczął w Konserwatorium w Pilźnie, następnie kontynuował edukację w Academy of Performing Arts w Pradze w klasie waltorni i klawesynu. Odebrał także wykształcenie w Schola Cantorum Basiliensis w Bazylei (Szwajcaria), gdzie specjalizował się w badaniach nad muzyką dawną, w dziedzinie dawnych instrumentów klawiszowych i historycznej praktyce wykonawczej. Poza Collegium 1704 wspołpracuje także z La Cetra Barockorchester Basel i Dresdner Kammerchor.