Wydanie: MWM 10/2014

Fiewronia kontra święty Walenty

Article_more
To był piękny lipcowy wieczór. Na Newie zrobił się korek. Turyści niezmordowanie fotografowali siebie na tle Pałacu Zimowego i na tle innych turystów, którzy tego wieczora nazbyt licznie wybrali się na wycieczki po rzece. Kiedy przed Pałacem Zimowym pojawili się pierwsi goście, przez tłum przebiegł szmer. Turyści zaczęli fotografować ze zdwojonym zapałem – nowo przybyłych, Pałac Zimowy i Newę, i statki. Nagle wszystkim udzieliła się odświętna atmosfera wydarzenia.

Goście musieli przeciskać się przez zgęstniały tłum, by dostać się do pałacu. Odgłosy wrzawy ucichły dopiero w Teatrze Ermitażowym. To właśnie tu zaplanowano ceremonię wręczenia nagród II Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego imienia św. Romana Pieśniarza. Sala zapełniła się, miejsca w pierwszych rzędach zajęli laureaci. Jednak dla zaproszonych do Petersburga zagranicznych dziennikarzy najbardziej interesująca okazała się nie sama uroczystość ani nawet wieńczący ją koncert muzyki cerkiewnej. Najciekawszym punktem wieczoru okazał się komunikat na temat kolejnej edycji konkursu. Ogłoszono, że zadaniem kompozytorów przystępujących do mającej się odbyć w 2016 roku trzeciej edycji Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego imienia św. Romana Pieśniarza jest skomponowanie opery do libretta Ludmiły Razumowskiej pod tytułem Opowieść o Piotrze i Fiewronii Muromskich.

 

Przygotowane na potrzeby konkursu libretto Razumowskiej wiernie opowiada historię spisaną w XVI wieku przez patriarchę Moskwy Hermogena: „W mieście Murom wraz ze swą piękną żoną mieszka książę Paweł. Pewnego dnia podczas przechadzki po ogrodzie urodziwa księżna spotyka węża. Ten jest nią zauroczony tak bardzo, że pragnie mieć ją tylko dla siebie. Chcąc ją zdobyć, zaczyna zatruwać jej myśli, jednak odważna księżna mu nie ulega. Wraz ze swoim mężem zaczyna szukać sposobu, w jaki można by było pozbyć się niebezpiecznego gada. Okazuje się, że zgładzić może go tylko mężczyzna o imieniu Piotr. Książęcej parze szczęśliwie udaje się znaleźć śmiałka, który może tego dokonać. Niestety w walce sam pada ofiarą węża. Aby wyleczyć rany, dzielny Piotr udaje się do Riazania, miasta słynącego ze znakomitych znachorów. Tam poznaje Fiewronię, rozumną, acz prostą niewiastę, która obiecuje uzdrowić go pod warunkiem, że ją poślubi. Ranny Piotr przyjmuje ten warunek, jednak gdy odzyskuje zdrowie, nie dotrzymuje słowa i zrywa umowę. Za swoje wiarołomstwo zostaje natychmiast ukarany, zapada na kolejną, jeszcze cięższą chorobę. Widząc swój błąd, skruszony błaga Fiewronię o przebaczenie. Ona zgadza się zaufać mu jeszcze raz, uzdrawia Piotra po raz kolejny i zostaje jego żoną. Po śmierci księcia i księżniczki Piotr i Fiewronia przejmują władzę, kochają się, rządy sprawują mądrze, a w ich życiu zdarza się wiele cudów. W późnej starości oboje składają śluby zakonne i przyjmują imiona Dawid i Eufrozyna. Czując zbliżającą się śmierć, przygotowują jeden grób, pragną, aby ich ciała złożono obok siebie. Umierają w tej samej chwili. Obywatele Muromu sprzeciwiają się wspólnemu pochówkowi, uważają, że nie przystoi, by zakonnik i zakonnica leżeli w tym samym grobie, chowają ich więc oddzielnie. Kolejnego dnia zastają oba groby puste, a Piotr i Fiewronia leżą razem w mogile, którą wspólnie dla siebie przygotowali. W ten oto sposób Piotr i Fiewronia stali się symbolem małżeńskiej miłości i wierności, a dziewczęta i chłopcy modlą się do nich w intencji szczęśliwego małżeństwa”.

Podczas krótkiego spotkania, które odbyło się po uroczystości wręczenia nagród i ogłoszeniu tematu prac konkursowych, Ludmiła Razumowska w pełen zaangażowania sposób opowiadała o swojej pracy. Zapytana przez dziennikarzy o to, dlaczego właśnie taką historię wybrała na kanwę libretta, odpowiedziała wprost: „Chodzi mi o to, żeby ludzie zaczęli dbać o prawdziwe wartości, a nie zachwycali się tym, co przychodzi do nas z Zachodu”. Na pytanie bardziej konkretne o to, co według niej jest tym przychodzącym z Zachodu zagrożeniem, Razumowska oświadczyła kategorycznie, coraz bardziej zdumionym europejskim dziennikarzom: „Czas skończyć z walentynkami. Zapomnieliśmy o naszych świętych i świętach, ich miejsce zajęły skomercjalizowane zachodnie zwyczaje. Zachłysnęliśmy się zepsuciem, zamiast pielęgnować rodzime tradycje. Musimy to zmienić, a opera może nam w tym pomóc”.

 

Gdy wychodziliśmy z Pałacu Zimowego, słońce było jeszcze wysoko, mimo późnej pory. Ruch na Newie nie zmalał, tylko miejsce fotografujących turystów zajęły na statkach zakochane pary. „Dzięki naszej nowej operze te dzieci zrozumieją, jaki jest sens życia, jakie kłamstwo kryją w sobie walentynki, jakie szczęście mogą przynieść Fiewronia i Piotr – rozmarzyła się jedna z organizatorek konkursu – żeby tylko nasi zdolni prawosławni kompozytorzy napisali muzykę, która ludzi porwie, przemówi do ich duszy!”. Zadanie to nie będzie łatwe – na kołyszących się na Newie statkach królowała głośna, dudniąca rytmicznie muzyka. Moja rozmówczyni zdawała się jednak jej nie zauważać.