Wydanie: MWM 11/2014

Alfabet Jazztopadu, czyli co nas czeka na tegorocznym festiwalu

Article_more
Już niedługo we Wrocławiu rozpocznie się jeden z najważniejszych festiwali jazzowych w Polsce - Jazztopad. Festiwal potrwa od 13 do 23 listopada, a koncerty odbędą się m.in. w sali koncertowej Filharmonii Wrocławskiej, w Kinie Nowe Horyzonty oraz Klubokawiarni Mleczarnia. Szczegółowe informacje są dostępne na stronie: www.jazztopad.pl

A jak Azja

Ta bliższa (patrz: T jak Turcja) i ta daleka, czyli ulubiona przez Jazztopad Korea Południowa. Tym razem zabrzmi na festiwalu w wersji, nazwijmy to, nieco bardziej rozrywkowej. MosaiKOREA to połączenie dwóch konwencji i dwóch typów instrumentarium, tradycyjnie jazzowego oraz koreańskiego: bębna janggu, fletu daegeum i znanego już wrocławianom koreańskiego rodzaju cytry geomungo.

 

B jak blues

„Blues jest esencją jazzu” – stwierdził kiedyś legendarny krytyk, Leonard Feather. Od lat nikt już w to nie wierzy. No, może poza Amerykanami. Weźmy tych, którzy wystąpią w listopadzie we Wrocławiu: jednym z najważniejszych doświadczeń dzieciństwa było dla Nate’a Wooleya słuchanie ojca grającego bluesa na saksofonie tenorowym. Od grania w zespołach bluesowych zaczynał urodzony na amerykańskim Południu i starszy od Wooleya o dwa pokolenia Pharoah Sanders, który do dziś mówi, że każda jego nuta przesycona jest bluesem. Wadada Leo Smith wnikliwie studiował muzykę Charliego Pattona i na jej podstawie sformułował teorię „jednostek rytmicznych”, opisującą relacje dźwięku i ciszy. Wyraźne bluesowe ślady znajdziemy nawet w zespole Bonebridge Erika Friedlandera. A może Feather nadal ma rację?

 

C jak ciemność

O wpływie wrażeń wzrokowych – lub ich braku – na percepcję muzyki napisano już bardzo wiele. Kinowe koncerty w ciemnościach to dobra okazja, aby poeksperymentować z własnym odbiorem dźwięków granych na żywo w stanie jeśli nie czystym, to przynajmniej mniej niż zwykle zniekształconym efektami wizualnymi.

 

D jak Dziesięć lat wolności

W oryginale Ten Freedom Summers – jedna z najbardziej zaangażowanych politycznie kompozycji Wadady Leo Smitha, którą wykona na Jazztopadzie ze swoim Golden Quartet. Monumentalna suita poświęcona jest historii ruchu na rzecz równouprawnienia Afroamerykanów – od połowy XIX wieku po zamordowanie Martina Luthera Kinga w 1968 roku. Urodzony w stanie Missisipi trębacz sam doświadczył segregacji i rasizmu, a Ten Freedom Summers jest jego najbardziej osobistym utworem (pisanym zresztą aż przez czterdzieści lat). Cały cykl składa się z dwudziestu dwóch utworów, a ich wykonanie trwa w sumie około dziewięciu godzin. A zatem we Wrocławiu – tylko fragment.

 

E jak Etiopia

Dwadzieścia osiem wolumenów serii Éthiopiques uświadomiło zachodnim miłośnikom muzyki bezmiar ich własnej ignorancji. Dzięki kompilacjom francuskiego wydawnictwa Buda Musique dowiedzieli się o istnieniu niezwykle bogatej, różnorodnej i fantastycznie oryginalnej kultury muzycznej – nie tylko tradycyjnej, lecz także etiopskiego popu czy funku. Również jazzu, który nie tylko w Etiopii istnieje, ale ma swoją ponadpięćdziesięcioletnią historię, okresy wzlotu i momenty upadku oraz całkiem bogatą dokumentację płytową. Do najciekawszych muzyków ethno jazzu należą saksofoniści tenorowi Yared Tefera i Getatchew Mekuria, ale niekwestionowanym królem tego nurtu jest Mulatu Astatke, który we Wrocławiu, w Filharmonii, wystąpi 19 listopada.

 

F jak free jazz

Pharoah Sanders jest legendą gatunku. Wadada Leo Smith podobnie, a różnice między twórczością obu gigantów pokazują niejednoznaczność, pojemność i w gruncie rzeczy absurdalność pojęcia „free jazz”. Relacje Nate’a Wooleya z jazzową tradycją są nader skomplikowane i od początku kariery przylgnęła do niego etykietka trębacza free. Towarzyszący Sandersowi pianista Joachim Kühn założył w początkach lat sześćdziesiątych jeden z pierwszych (obok Jazz Darings Tomasza Stańki) europejskich zespołów freejazzowych. Udział w awangardowych przedsięwzięciach Ellery’ego Eskelina czy Johna Zorna było dla Erika Friedlandera czymś więcej niż epizodem. Nie da się już grać ciekawego jazzu po prostu rzetelnie po ukończeniu Berklee? Najwyraźniej.

 

H jak hity

The Creator Has a Master Plan, wspólne dzieło Pharoaha Sandersa i wokalisty Leona Thomasa z 1969 roku wykonywały dziesiątki muzyków: funkowych (Brooklyn Funk Essentials), awangardowych (Eugene Chadbourne), rockowych (King Crimson), a nawet – uwaga! – sam Louis Armstrong. Z kolei najpopularniejszy temat Mulatu Astatke, Yegelle Tezeta, sławę zawdzięcza Jimowi Jarmuschowi, który wykorzystał muzykę Etiopczyka w filmie Broken Flowers, przyczyniając się tym znacznie do renesansu kariery muzyka. Nie ma pewności, że te utwory zabrzmią we Wrocławiu, ale nie jest to wykluczone, bo obaj artyści lubią wykonywać je na żywo.

 

I jak intrygujące połączenia

Pharoah Sanders z Trilokiem Gurtu i Joachimem Kühnem? Ekstatyczny amerykański saksofonista, kochający Bacha i Ornette’a Colemana niemiecki pianista i indyjski perkusista z kręgu fusion – nie jest to oczywiste zestawienie. Emanująca zazwyczaj surowym pięknem muzyka Nate’a Wooleya z kwartetem wiolonczelowym i śpiewającą Megan Schubert? Zazwyczaj kameralna estetyka Wadady w oprawie Orkiestry Symfonicznej NFM? Do tych zagadek dodajmy połączenie harfy elektrycznej Rafaelle Rinaudo z gitarą basową Fanny Lasfargues w duecie Five38. Czym byłby festiwal bez odrobiny niewiadomej?

 

J jak jam sessions

Jedno z moich najbardziej wyrazistych – formatywnych, jak się to mówi – wspomnień młodego słuchacza wiąże się z festiwalem Jazz Jamboree. Ale nie z oficjalnymi występami w Kongresowej, tylko z pokoncertowym jam sessions w Remoncie. Nieprzyzwyczajony do nocnego życia resztkami sił walczyłem ze snem, aż na estradę wkroczył, w butach kowbojkach, pewny siebie jak diabli, Tomasz Szukalski. Od tamtej pory wiem, że jam sessions to loteria – możemy mieć pecha i zanudzić się na śmierć, ale przy odrobinie szczęście możemy trafić też na coś, co zapamiętamy do końca życia. Niezarejestrowane, nieoficjalne, po godzinach, tylko dla nas. Podczas Jazztopadu w Klubokawiarni Mleczarnia. 

L jak Leo

Wadada Leo Smith oczywiście. Wybitne jazzowe nagrania Golden Quartet z Jackiem DeJohnettem, śmiałe eksperymenty brzmieniowe i formalne na Luminous Axis czy Tao-Njia dla Tzadika Johna Zorna, oryginalne New Age na Kultur Jazz dla ECM-u, ostre improv z Peterem Kowaldem i innymi kolosami europejskiej estrady – czego jeszcze trzeba, żeby móc bez obszernego tłumaczenia nazwać Smitha jedną z najwszechstronniejszych, najbardziej twórczych i niespokojnych legend współczesnego jazzu? Jeszcze niedawno jego nazwisko znane było wyłącznie wtajemniczonym. Przełom przyniosły płyty – wcale nie najwybitniejsze w jego dyskografii – z interpretacjami muzyki z „okresu elektrycznego” Milesa Davisa, Yo Miles! i kolejne. Naprawdę musiał Wadada czekać na docenienie aż do sześćdziesiątki?

 

M jak mieszkania

Czyli miejsca, gdzie raz do roku, we Wrocławiu, można posłuchać koncertu jazzowego. Nie trzeba mówić, jak domowa oprawa wpływa na atmosferę występu. Ważne jest nie tylko miejsce, ale i pora: umysł siłą przyzwyczajenia kojarzący koncerty z wieczorem i nocą dźwięki słuchane za dnia postrzega – że tak powiem – w zupełnie innym świetle.

 

N jak Nate

Błyskotliwy technicznie muzyczny erudyta, zakorzeniony tak w wielkiej jazzowej klasyce, jak swobodnej improwizacji i muzyce współczesnej, przesuwający do niemożliwości granice tego, co da się zagrać na swoim instrumencie – te słowa pasują do trzech amerykańskich trębaczy: Nate’a Wooleya, Petera Evansa i Taylora Ho Bynuma. Kiedy wydawało się, że po syntezie tradycji i awangardy w wykonaniu takich muzyków jak Dave Douglas czy Herb Robertson historia jazzowej trąbki doszła niemal do ściany, na scenie pojawili się młodsi, którzy na wykorzystanie instrumentu Armstronga i Davisa w improwizacji mieli jeszcze inne pomysły. Wooley w tym roku kończy już czterdzieści lat, ma dojrzałą koncepcję swojej muzyki, nieposkromioną wyobraźnię i umiejętności pozwalające na realizację najdzikszych pomysłów. I jest w szczytowej formie.

 

O jak orkiestra

Pisane na zamówienie utwory wykorzystujące klasyczną orkiestrę stają się powoli specjalnością Jazztopadu. Tacy muzycy jak Terje Rypdal, William Parker, a teraz Wadada Leo Smith dostają możliwość – nie tak znów częstą z powodów finansowych – na eksperyment z dużym składem. Eksperyment, który jest bardzo kuszący, ale i bardzo ryzykowny. „Komponuję na różne składy – mówi na ten temat Wadada – klasyczne, japońskie, chińskie i afrykańskie. Ale pisząc muzykę dla nich, nigdy nie próbuję udawać, że to muzyka klasyczna, afrykańska czy chińska. Każda moja kompozycja tego typu jest eksperymentem, bo mój muzyczny język zderza się z zespołem reprezentującym inną tradycję, odmienną estetykę i praktykę wykonawczą. Ale to nie znaczy, że z takiego połączenia nie może narodzić się piękna muzyka”.

 

P jak Pharoah

„John Coltrane to Ojciec, Pharoah Sanders to Syn, a ja jestem Duchem Świętym” – tak, niezwykle skromnie, przedstawiał świętą trójcę free jazzu Albert Ayler. Do niesienia coltrane’owskiego płomienia przyznaje się wielu, ale nikt nie był tak jednoznacznie naznaczony i przygotowywany do bycia następcą przez samego Trane’a jak Pharoah Sanders. I chociaż saksofonista stworzył, bardzo szybko, swoją własną wizję freejazzowych uniesień, to duchowi swojego mentora pozostał wierny nawet w zmierzających niebezpiecznie ku komercji przedsięwzięciach. Wszystko jedno co i jak zagra, to ostatni z Wielkich.

 

S jak sideman

Cóż, sideman z braku w polszczyźnie zgrabnego określenia członka zespołu, który przecież nie jest „akompaniatorem”. Warto na Jazztopadzie zwrócić uwagę na muzyków drugiego planu, z których nazwisk można by ułożyć program całkiem dobrego festiwalu. Harris Eisenstadt ze swoją wyrafinowaną brzmieniowo i aranżacyjnie minimalistyczną wizją jazzu zagra na perkusji z Nate’em Wooleyem. U boku Pharoaha Sandersa, jak gdyby nigdy nic, wystąpi Joachim Kühn. Nawet w składzie Steps Ahead z Mulatu Astatke znajdzie się wybitny reprezentant angielskiej sceny swobodnej improwizacji i free jazzu, kontrabasista John Edwards (w Polsce znany między innymi ze współpracy z Mikołajem Trzaską). Z Wadadą Leo Smithem na kontrabasie zagrają John Lindberg, założyciel słynnego String Trio of New York, i przede wszystkim Anthony Davis – kompozytor oper, nauczyciel z Yale i Harvardu, wyśmienity pianista, twórca najbardziej udanych i najbardziej niedocenianych koncepcji łączących muzykę współczesną z improwizacją. Może za rok powrócą we własnych składach?

 

T jak Turcja

O ile bogactwo tureckiej muzyki klasycznej, ludowej i religijnej – jeśli go nie znaliśmy – mogliśmy przynajmniej przeczuwać, o tyle jazz nigdy nie był muzyczną wizytówką Turcji. Ale jak w futbolu „nie ma już słabych”, tak na jazzowej mapie świata prawie nie ma już białych plam i z pewnością tureccy muzycy nie należą do anonimowych. Najwięcej ze współczesnym nurtem muzyki improwizowanej łączy znakomity, grający swoiste free-ethno jazz zespół Konstrukt, mający na koncie udaną współpracę z Peterem Brötzmannem i Marshallem Allenem. Nieco bardziej tradycyjny będzie solowy występ oszałamiającego wirtuozerią mistrza darbuki Misirliego Ahmeta. Ciekawie może zabrzmieć też trio Uzaktaki Müzik, mające inklinacje do muzyki znaczniej bardziej refleksyjnej, wręcz kontemplacyjnej.

 

W jak wiolonczela

Wszyscy kochają wiolonczelę. Ponieważ jednak w Nowym Orleanie ten instrument należał do innej sfery towarzyskiej, a i na parady niespecjalnie się nadawał, przez lata rolę wiolonczeli w jazzie spełniał puzon. Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych za sprawą Oscara Pettiforda i Raya Browna wiolonczela wróciła, choć niespecjalnie jeszcze potrafiono wtedy wydobyć jej – przede wszystkim brzmieniowe – zalety. Dziś ten instrument ma swoje jazzowe gwiazdy: Abdula Waduda, Freda Lonberga-Holma, Hanka Robertsa, Ernsta Reijsegera i – być może grającego najprzystępniejszą z nich wszystkich muzykę – występującego we Wrocławiu Erika Friedlandera. Oprócz niego wiolonczela zabrzmi na koncercie Nate’a Wooleya (Festival Cello Ensemble) oraz Mulatu Astatke z Steps Ahead Band (Danny Keane).

 

Z jak zdjęcia

Każdy fan jazzu rozpoznaje fotografie Raya Charlesa i Charlesa Mingusa ze znanych albumów dla wytwórni Atlantic. Zdjęcia Milesa Davisa z okładki In A Silent Way i słynny kadr Johna Coltrane’a z żabiej perspektywy, wykorzystany na okładce Giant Steps, stały się wręcz jazzowymi ikonami. Ich autorem był Lee Friedlander, wybitny twórca fotografii artystycznej i reportażowej, między innymi znakomitego zbioru America By Car ­– owocu dziesięciu lat podróży po USA. Po latach syn artysty, Erik, składa hołd ojcu, wykorzystując zdjęcia rodziców, Lee i Marii (długoletniej modelki fotografa), w multimedialnym programie Block Ice & Prolane.