Wydanie: MWM 04/2012

Kontrabas wiedeński i czeski bas

Wywiad ze Zbigniewem Pilchem
Article_more
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej posiada instrumenty współczesne, ale do tego także historyczne trąbki, rogi i kotły, a Janusz Musiał – historyczny kontrabas wiedeński. I już to powoduje ogromną zmianę brzmienia i jest według mnie bardzo udanym kompromisem we współczesnych warunkach filharmonicznych.

Anna Michalczuk: W centrum pana koncertu z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Wrocławskiej znalazł się Mozart – ikona muzyki klasycznej. Usłyszymy również dzieła Johanna Wilhelma Wilmsa oraz Johannesa Spergera, kompozytorów już o wiele mniej znanych. Czy tę trójkę coś łączy? Kontrabasista Sperger kształcił się w Wiedniu, był niemal równolatkiem Mozarta, mogli się więc znać. Lecz już organista Wilms, o wiele od Mozarta młodszy, mieszkał w Amsterdamie – prawdopodobnie nigdy się nie spotkali.
Zbigniew Pilch
: Tylko na pierwszy rzut oka wydaje się, że program koncertu zbudowany jest wokół Mozarta. Moją myślą przewodnią w doborze repertuaru były… ciemne kolory, bardzo ciemne barwy. Usłyszymy dwóch solistów, Tomaša Krála – bas oraz Janusza Musiała, który gra na kontrabasie wiedeńskim. Oczywiście, Mozart jest ikoną, jest kompozytorem, który powinien pojawiać się jak najczęściej i to w różnych odsłonach. Na koniec koncertu zagramy jego najsłynniejszą Symfonię g-moll KV 550, ale już na przykład aria Per questa bella mano KV 612 na bas koncertujący z kontrabasem jest bardzo rzadko wykonywana, właśnie z racji doboru instrumentu. Spergera prawdopodobnie Mozart znał, ale tę arię napisał nie dla niego, lecz dla innego świetnego kontrabasisty, Friedricha Pischlbergera. Natomiast Johann Wilhelm Wilms, kompozytor holenderski, może rzeczywiście nie spotkał się nigdy z Mozartem, chociaż…

…grał w amsterdamskich premierach jego koncertów?

Tak. Twórczość nieco późniejszego Wilmsa należy również łączyć bardziej ze stylem Beethovena. Dzisiaj muzyka Wilmsa jest właściwie nieznana, a przecież VI Symfonia d-moll, którą zagramy, jest niemal druzgocząca w swoim pięknie, w swoim zamyśle. I dlatego właśnie chcę przedstawić utwory kompozytorów mniej znanych w towarzystwie tych słynnych, chwytliwych, jak Symfonia g-moll Mozarta. 

Mozart, Beethoven i inni „wielcy” funkcjonowali przecież w pewnym środowisku; w kontekście i całym spektrum muzyki swoich czasów.
I niech Mozart będzie przewodnikiem, który wprowadzi nas w muzykę innych kompozytorów.

Powrócę jeszcze do wspomnianych ciemnych kolorów – w doborze programu kierował się pan więc przede wszystkim zasadą estetyczną?
Tak, mamy tu albo tonacje molowe, tak jak w VI Symfonii d-moll Wilmsa i Symfonii g-moll Mozarta, albo ciemny koloryt solistów – basu i niezwykłego instrumentu, kontrabasu wiedeńskiego. Janusz Musiał, koncertmistrz w grupie kontrabasów Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Wrocławskiej, jest jednym z bardzo niewielu muzyków na świecie, którzy grają na kontrabasie wiedeńskim.

Czym wyróżnia się kontrabas wiedeński?
Jest to instrument pięciostrunowy, który wygląda podobnie jak kontrabas współczesny, lecz posiada progi – jak viola da gamba. Stosowane w epoce klasycyzmu i romantyzmu kontrabasy cztero- czy trzystrunowe także nie posiadały progów, miał je wyłącznie kontrabas wiedeński. Najważniejszą rzeczą, która determinuje koloryt i idiomatykę tego instrumentu, jest jego system strojenia. Kontrabas wiedeński strojony jest według dźwięków akordu D-dur: najniższa struna to D1, potem mamy A1, D, Fis, A. Z pustą struną Fis, co jest ciekawostką, ponieważ Oda do radości Beethovena, jak mówi Janusz Musiał, zaczyna się w kontrabasach „od pustego Fis”. Kontrabas wiedeński w epoce klasycyzmu, szczególnie w południowych Niemczech i w Austrii, był stosowany naprawdę powszechnie. Wszystkie koncerty, na przykład Karla Dittersa von Dittersdorfa, Johannesa Spergera czy Johanna Baptisty Vanhala i wielu innych ówczesnych kompozytorów, a nawet arie, jak Per questa bella mano Mozarta, były pisane właśnie na ten strój i przy zastosowaniu kontrabasu współczesnego partie solowe są w tych utworach często nie do zagrania. Trzeba je wówczas przerabiać, muzycy mają znacznie więcej problemów do pokonania i partie te ostatecznie brzmią nienaturalnie. Jeszcze jeden dobry przykład – trzy wczesne symfonie Haydna, Poranek, Południe i Wieczór zawierają jak zwykle symfoniach tamtego okresu Menuet wraz z przypisanym mu Trio. I właśnie w każdym z triów Haydn umieścił solo na kontrabas, skomponowany bardzo idiomatycznie, z wykorzystaniem akordów idealnie leżących i łatwych do wykonania na wiedeńskim kontrabasie a wymagających sporych zmian czy wręcz transkrypcji przy wykonaniu na zwykłym instrumencie.

Kontrabas wiedeński będzie największą atrakcją kwietniowego koncertu?
Myślę, że tak. To będzie bardzo ciekawe zestawienie – arie Per questa bella mano Mozarta i Selene, del tuo fuoco non mi parlar Spergera na ten sam skład, czyli na bas solo i właśnie kontrabas wiedeński.

Melomani będą mogli je porównać. I nauczyć się brzmienia nowego instrumentu.
Bardzo pięknego brzmienia… Kontrabas wiedeński jest wielkim instrumentem, który jednakże gra wysoko; gra partie bardzo wysoko napisane. Żeby wszystko wykonać Janusz sięga palcami do końca gryfu lub nawet poza gryf.

Czy często w Filharmonii Wrocławskiej można usłyszeć ten kontrabas?
Zdaje się, że jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie ten instrument dość często się pojawia, zazwyczaj na koncertach Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, w której gra Janusz. Możemy poczuć się więc bardzo wyróżnieni.

Drugim solistą koncertu będzie występujący gościnnie Tomaš Král z Czech. Czy stało się to już dobrą tradycją, że muzyczny Wrocław współpracuje z Czechami? W marcu Wrocławska Orkiestra Barokowa grała kompozycje Jana Dismasa Zelenki.
Tomaš Král to mój dobry przyjaciel i świetny śpiewak. W Polsce mamy wielu doskonałych śpiewaków basów, ale o takim kolorycie i takiej kulturze śpiewu… Bardzo lubię sposób śpiewania Tomaša, współpracujemy z nim już od dawna i bardzo chciałem zaprosić go na ten koncert. Szczególnie dlatego, że jest basem, lecz ma bardzo elastyczny, operowy głos. Tomaš nie tylko pięknie śpiewa oratoria czy kantaty i pasje Bachowskie, lecz jest także znakomitym wykonawcą stylu buffo, i to jest bardzo piękne połączenie. Poza tym to wysoki, przystojny chłopak i dobrze się prezentuje.

Mówił pan o ciemnych kolorach, a tu usłyszymy specyficzny głos basu w buffo. Intrygujące zestawienie.
Tak. Bas, a śpiewa partię koloraturową w stylu buffo. Do tego niski instrument, kontrabas, a gra wysokie partie solo. Zaś współpraca z Czechami… Do Pragi z Wrocławia jest w linii prostej około dwustu kilometrów, bliżej niż do Krakowa. Wrocław do lat sześćdziesiątych XVIII wieku przynależał do monarchii habsburskiej i był połączony z Czechami. Jest to więc naturalna kontynuacja pewnej tradycji kulturowej. Praga jest blisko, jest to miasto o niezwykłej kulturze muzycznej. Od bardzo wielu lat współpracujemy z muzykami czeskimi; zazwyczaj gra u nas na flecie Jana Semerádová, śpiewa Tomaš Král, mamy wielu innych gości z Czech.

Może mało istotna, ale intrygująca mnie, jako filologa, kwestia. W jakim języku rozmawiają wtedy państwo na próbach? Po polsku, po czesku?
Coraz częściej mówimy w języku… tzw. „slaviska”. To tak samo, gdy spotkają się Duńczyk, Szwed i Norweg – mówią niby każdy w swoim języku, ale zmieniają pewne słowa, aby wszyscy się rozumieli. Jeszcze dwadzieścia lat temu, gdy granice były zamknięte, nasze języki wydawały się bardzo odległe, a teraz okazuje się, że coraz łatwiej przychodzi nam porozumienie.

Dla filologa fascynujące byłoby nagranie i przeanalizowanie rozmów na takich próbach! Spytam jeszcze o pana metodę pracy jako dyrygenta. Łączy pan wykonawstwo historyczne ze współczesną orkiestrą symfoniczną. Nie będzie pan jednak na koncercie dyrygentem batutowym?
Do dyrygowania nigdy nie używam batuty, lecz skrzypiec. Jest to więc dokładnie ta sama praktyka, jaką najczęściej stosowali muzycy prowadzący koncerty pod koniec XVIII wieku. Dyrygowano wówczas częściej od skrzypiec, niż na przykład od klawesynu czy fortepianu. Zachował się zapis mówiący o tym, że gdy pod koniec XVIII wieku Johann Peter Salomon zaprosił Haydna do napisania tzw. Symfonii londyńskich, podczas ich wykonania orkiestra grała, Salomon dyrygował od skrzypiec, a Haydn „rezydował” przy fortepianie, czyli prawdopodobnie grał continuo. Haydn był obecny, był „gwiazdą”, lecz dyrygował – skrzypek Salomon. Na naszym koncercie będzie to więc ścisłe nawiązanie do praktyki historycznej. Jeśli natomiast chodzi o instrumentarium – Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej posiada instrumenty współczesne, ale do tego także historyczne trąbki, rogi i kotły, a Janusz Musiał – historyczny kontrabas wiedeński. I już to powoduje ogromną zmianę brzmienia i jest według mnie bardzo udanym kompromisem we współczesnych warunkach filharmonicznych. Staramy się również grać w sposób, jak to się modnie nazywa, „historycznie poinformowany”, który do Polski dotarł jednak nieco później niż do innych krajów. Lecz tu, we Wrocławiu zdecydowanie obecna jest wola i chęć, aby łączyć te dwa światy; zauważalna jest obecność środowiska muzyki dawnej, która bardzo wiele zmieniła w mentalności muzyków „współczesnych”. A przy okazji – nie możemy też zapominać, że Mozart i jemu współcześni grali przecież na instrumentach… nowych!

Rozmawiała Anna Michalczuk

Zbigniew Pilch – jeden z najwybitniejszych skrzypków barokowych, dyrygent. Współpracuje zarówno z zespołami muzyki dawnej, jak i z orkiestrami grającymi na instrumentach współczesnych (z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Wrocławskiej nagrał Symfonie nr 103 i 104 Josepha Haydna). Kierownik artystyczny orkiestry Accademia dell’Arcadia, koncertmistrz Wrocławskiej Orkiestry Barokowej. Prowadzi klasę skrzypiec i altówki barokowej na akademiach muzycznych we Wrocławiu i Krakowie. Dokonał nagrania wirtuozowskich Koncertów skrzypcowych Feliksa Janiewicza.