Wydanie: MWM 12/2014

Nagroda geniuszy

Article_more
Steve Coleman - zwycięzca MacArthur Fellowship 2014
Grudzień. Jedni może mają już śnieg, inni wyglądają go z nadzieją lub niepokojem. Prędzej czy później spadnie. Puch i pierze opadły po wielkiej bitwie na poduszki poprzedzającej tegoroczny finał nagrody literackiej Nike. Jedni może liżą rany, inni wyglądają – z nadzieją lub niepokojem – edycji przyszłorocznej. A o co tyle hałasu? O sto tysięcy złotych. Jaki kraj, tacy krezusi – chciałoby się powiedzieć.

I dalej: jacy krezusi, takie nagrody. Jakie nagrody, takie emocje. A gdybym tak Państwu powiedział, że w Stanach Zjednoczonych jest fundacja, która od ponad trzydziestu lat rok w rok rozdaje co najmniej dziesięć milionów dolarów? I że każdy z laureatów wychodzi z gali bogatszy o co najmniej pół miliona?

 

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku John D. MacArthur, jeden z najbogatszych Amerykanów, założył fundację firmowaną imieniem żony i własnym. W momencie śmierci MacArthura (1978) jego majątek był szacowany na miliard dolarów, z czego dziewięćdziesiąt dwa procent trafiło na konto fundacji. Trzy lata później po raz pierwszy przyznano granty zwane MacArthur Fellowship osobom, których dokonania są warte docenienia, jednak równie ważne były (i są nadal) perspektywy rozwoju i rozszerzenia działalności, która ma służyć budowaniu bardziej kreatywnych, sprawiedliwych, pokojowo nastawionych i ekologicznie świadomych społeczeństw. Dodajmy, że nagrody nie są przyznawane wyłącznie artystom. Laureatami bywali w historii prawnicy, ekonomiści, położne, architekci, uczeni przeróżnych specjalności, literaci (a jakże, w pierwszej edycji między innymi Josif Brodski i Cormac McCarthy) oraz – rzecz jasna – muzycy.

 

Pierwszym pełnokrwistym muzykiem jazzowym wyróżnionym tą nagrodą był Max Roach (1988), wtedy już żywa legenda, perkusista równie ważny dla rozwoju bebopu i dla walki o prawa obywatelskie Afroamerykanów. Po otrzymaniu „grantu geniuszy” perkusista zdążył jeszcze zrealizować dwa ambitne projekty: łamiący międzygatunkowe granice album To The Max! (Enja 1991) oraz płytę z orkiestrą symfoniczną z Bostonu i kwintetem dętym. W tym samym 1988 roku nagrodę otrzymał również Ran Blake, pianista i kompozytor z pogranicza jazzu i muzyki klasycznej, co możemy traktować jako początek serii, bowiem następnymi wyróżnionymi jazzmanami byli giganci trzeciego nurtu: George Russell (1989) i Gunther Schuller (1991).

 

Na co wydał swoje pół miliona Cecil Taylor (1991), trudno dociec. Steve’a Lacy’ego (1992) grant skłonił może do powrotu na amerykańską ziemię po latach wygnania w Europie, kto wie? Anthony Braxton (1994) pewnie zainwestował grant we własną Fundację Trójcentryczną, może też napisał jakąś trójcentryczną operę, ewentualnie inny utwór na trójcentryczny duet lub kwartet. Ornette Coleman (1994)? Nie wiadomo. Z pewnością jednak ci, którzy czekali na nowe Skies Of America lub inne dzieło wymagające ogromnego nakładu sił i środków, mogli poczuć się rozczarowani.

 

W drugiej połowie ostatniej dekady XX wieku nastąpiły cztery lata chude – bez obdarowanych jazzmanów. Po tej przerwie fundacja postanawia wyróżnić najmłodszego w historii muzyka jazzowego – w momencie ogłoszenia decyzji (1999) Ken Vandermark miał zaledwie trzydzieści pięć lat. Dość dobrze pamiętam kontrowersje i dyskusje: te głośniejsze (że za młody) i te cichsze (że biały). Spory ucichły dość nagle, kiedy stało się jasne, jak Vandermark zamierza spożytkować swój grant. Otóż za połowę (mniej więcej) wypłaconej kwoty chicagowski saksofonista założył dużą orkiestrę Territory Band złożoną z muzyków z różnych stron świata i łączącą (zgodnie z zamysłem Vandermarka – kompozytora) jazz, swobodną improwizację, muzykę współczesną i – momentami – noise. Territory Band działał przez kilka lat i nagrał sześć płyt. Ale to nie wszystko. Zapytają Państwo, co się stało z pozostałą częścią pieniędzy. Ken Vandermark de facto przekazał ją artyście, który nigdy nie zostałby macarthurowskim geniuszem, ponieważ jest obywatelem niemieckim. [Pewnie trochę przesadzam, bo nagrody MacArthura są przyznawane obywatelom i rezydentom Stanów Zjednoczonych – Kołakowskiemu (1983) i Grotowskiemu (1991) jakoś się udało].

 

Tym Niemcem jest twórca płyty Machine Gun, zwany Rzeźnikiem z Wuppertalu (oto działalność na rzecz bardziej pokojowo nastawionych i ekologicznie świadomych społeczeństw!) – Peter Brötzmann. Ken Vandermark sprowadził go do Chicago i pomógł rozkręcić Brötzmannowską maszynerię pod nazwą Chicago Tentet, dzięki czemu nieco zapomniany guru europejskiego free jazzu powrócił na duże sceny festiwali całego świata, a tego nowego rozpędu dla kariery Brötzmanna wystarcza do dziś. Sam zainteresowany z właściwą sobie powściągliwością, ale też z pewnym wzruszeniem mówił nam, że dobrze mieć po swojej stronie kogoś takiego jak Ken Vandermark.

 

W XXI wieku Fundacja Johna D. i Catherine T. MacArthurów wyróżniła dziewięcioro muzyków jazzowych: wspaniałego puzonistę George’a Lewisa (2002), twórcę postawionych na głowie ragtime’ów Reginalda Robinsona (2004), Johna Zorna (2006) i skrzypaczkę Reginę Carter (2006), która dzięki otrzymanym funduszom zrealizowała ambitny projekt oparty na różnych gatunkach muzycznych uprawianych przez członków afrykańskiej diaspory (Reverse Thread, 2010).

 

Trudno powiedzieć, czym zaskoczą nas laureaci z ostatnich kilku lat: Miguel Zenón (2007) czy też Dafnis Prieto (2011), którego – bardzo ciekawa! – najnowsza płyta Proverb Trio raczej nie wymagała gigantycznych nakładów finansowych, skoro została wyimprowizowana i nagrana w całości podczas sześciogodzinnej sesji w studiu. Za to pracowity Jason Moran (2010) zdążył już przygotować w dziewięcioosobowym składzie album poświęcony pamięci Fatsa Wallera (All Rise: A Joyful Elegy for Fats Waller, Blue Note 2014), zaś Vijay Iyer (2013) doprowadził do wykonania, rejestracji i wydania swoich kompozycji na smyczki, fortepian i elektronikę (Mutations, ECM 2014). Steve’owi Colemanowi, który w tym roku dołączył do elitarnej drużyny MacArthura, pozostaje gratulować i życzyć widocznych (a raczej słyszalnych) efektów.

 

Na koniec zaś chciałbym – zgodnie z przesłaniem MacArthura – życzyć polskim łowcom grantów i nominowanym do wszelkich nagród, żeby nie zapominali o tym, iż każda działalność zakładająca istnienie odbiorcy ma w sobie coś ze służby. A służba nigdy nie chadza w parze z arogancją.