Wydanie: MWM 12/2014

Z wizytą w Estońskiej Operze Narodowej

Article_more
Kilkupiętrowy dom stojący w Tallinnie przy ulicy Kaarli pod numerem 5 nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest brzydki i ponury. Położony nieopodal zadbanej kolorowej hanzeatyckiej starówki jest jedną ze smutnych pamiątek po czasach, gdy Estonia była republiką radziecką. Nad drzwiami wejściowymi prowadzącymi do klatki schodowej umieszczono szarą tablicę z napisem „W domu tym mieszkał narodowy artysta ZSRR Georg Ots”.

Baryton Georg Ots jest do dziś najbardziej rozpoznawalnym estońskim śpiewakiem operowym, chociaż o jego nagrania niezwykle trudno. Ich ciekawy wybór można znaleźć w sklepiku Estońskiej Opery Narodowej. W budynku opery stoi też tchnące najwyższą powagą popiersie Otsa, którego współcześnie w Estonii wiele osób zna przede wszystkim z filmowej superprodukcji Georg w reżyserii Peetera Simma z Marko Matvere w roli tytułowej. Ten nakręcony w 2007 roku film w melodramatyczny sposób ukazuje losy wybitnego artysty zmuszonego przez NKWD do podpisania deklaracji współpracy, jednocześnie opowiadając o bolesnej historii kraju.

 

„W historii Estonii opera odgrywa niezwykle ważną rolę” – tak swoją opowieść rozpoczyna kierownik działu promocji Estońskiej Opery Narodowej Ülla Veerg. Gdy zwiedzając budynek, mijamy kolejne popiersia w pomalowanym w narodowe niebiesko-białe barwy foyer, Ülla Veerg opowiada historię powstania teatru. „Nieopodal budynku, w którym się obecnie znajdujemy, stał niegdyś teatr niemiecki. Pewnego dnia ludzie w Estonii poczuli, że chcą zbudować w Tallinnie własny teatr. Większy i piękniejszy od niemieckiego. Skrzyknęli się więc i rozpoczęli zbiórkę pieniędzy”. Ogłoszono międzynarodowy konkurs architektoniczny, w którym zwyciężyli Finowie Armas Lindgren i Wivi Lönn. Pod ich kierunkiem zbudowano potężny, secesyjno-klasycystyczny gmach, który otwarto 24 sierpnia 1913 roku. Rzeźbiarz August Weizenberg podarował wówczas teatrowi dwie wspaniałe marmurowe rzeźby, „Koik” i „Hämarik”, czyli „Świt” i „Zmierzch”, które ustawiono w nieistniejącej już dziś reprezentacyjnej sali czerwonej. Teatr zaczął żyć.

 

Podczas pierwszej wojny światowej w budynku mieścił się szpital wojskowy, zaś w części sali koncertowej urządzono cerkiew. Jednocześnie grano spektakle dramatyczne. Tuż po wojnie, 23 kwietnia 1919 roku, w teatrze zebrał się estoński parlament. „W ten sposób zaczęła się nowa era – komentuje Ülla Veerg – nie tylko dla budynku, lecz także dla całego kraju”. Jednak na pierwszy estoński tytuł operowy trzeba było poczekać aż do 1928 roku, kiedy wystawiono tu dzieło Evalda Aava zatytułowane Vikerlased

Kolejna era nadeszła wraz z drugą wojną światową, gdy budynek został niemal całkowicie zniszczony podczas radzieckiego nalotu 9 marca 1944 roku. Po wojnie teatr odbudowano bardzo szybko, w drugiej połowie lat czterdziestych, tyle że w zupełnie innej estetyce. W miejsce secesji pojawiła się bowiem szczególna mieszanka stylów, przez niektórych sarkastycznie określana jako „stalinowski empire”. Z oryginału została tylko fasada. Niegdyś biały sufit nad widownią pokryło potężne socrealistyczne malowidło, na którym obok artystów tłumnie przedstawieni zostali żołnierze, rolnicy i robotnicy. Wśród sportretowanych inteligencja jest zdecydowanie mniej liczna. Monumentalne dzieło malarskie zrealizowało trzech młodych artystów estońskich: Richard Sagrits, Evald Okas i Elmar Kits. „Elmar lubił żartować – mówi mi z uśmiechem Ülla Veerg – na malowidle ukrył więc w tłumie swój portret, pokazał siebie pijącego piwo. Ponoć jest tam też gdzieś schowana żona Georga Otsa, która w naszym teatrze była tancerką. Ale najzabawniejsze jest to, że wszyscy żołnierze Armii Czerwonej mają tę samą twarz. Malując ich, nasi artyści korzystali z tego samego modela. Oczywiście z poziomu widza nikt nie jest w stanie tego zauważyć”.

 

Tuż koło wejścia na widownię stoi duża szklana gablota, w której na manekinie wystawiono starą wełnianą kurtkę. Jak objaśnia mi Ülla Veerg, wystawiono ją, by przypominała ludziom o najpiękniejszej legendzie związanej z powstaniem budynku Estońskiej Opery Narodowej. Gdy trwały już prace budowlane, swoją składkę chciał dołożyć największy estoński poeta Juhan Liiv. „Tyle że nie miał on ani grosza, był genialny, ale bardzo biedny. Podszedł więc do robotników, zdjął kurtkę i zaproponował, by ją sprzedali, a zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczyli jako datek na budowę”. Gablota z oryginalną kurtką z epoki (niestety jednak nie tą, którą Liiv podarował) została ustawiona, gdy w 2013 roku świętowano stulecie Estońskiej Opery Narodowej.