Wydanie: MWM 02/2015

Poranki w rytmie pop

Wywiad z Julią Lezhnevą
Article_more
W zeszłym roku powiedziałabym jeszcze, że słucham tylko muzyki poważnej. Dziś natomiast coraz częściej słucham muzyki pop. Wracam do piosenek, które towarzyszyły mi we wczesnym dzieciństwie. Muzyka popularna daje mi dużo energii, przydaje się to szczególnie rano.

Andrzej Zieliński: W grudniu skończyła pani dwadzieścia pięć lat. Osiągnęła pani bardzo wiele w młodym wieku. Czy nie ucierpiało na tym pani życie towarzyskie? Ma pani czas na spotkania ze znajomymi?
Julia Lezhneva:
Zawsze mam czas dla swoich przyjaciół! Nie mam go niestety za wiele, wykorzystuję każdą wolną chwilę. Nie spotykam się ze znajomymi tak często, jak to ma miejsce w przypadku moich rówieśników, dlatego bardzo doceniam każdy czas spędzony z bliskimi. Nie chodzę natomiast na żadne imprezy, co dla ludzi w moim wieku może być dziwne. Po prostu nie lubię imprez. Jednak kto wie, co przyniesie przyszłość….

Podobno z początkami pani fascynacji śpiewem wiąże się dość zabawna historia…
Tak! Miałam wtedy jedenaście lat. Lubiłyśmy z moją koleżanką parodiować śpiew operowy. Pewnego dnia, kiedy wróciłam ze szkoły moja mama oglądała w telewizji występ jakiejś śpiewaczki. Nie wiem dlaczego, ale nagle zaczęłam ją parodiować, głośno śpiewając czy raczej krzycząc. Moja mama wręcz zastygła zaskoczona, mało co nie wypuściła talerza z ręki – była przekonana, że ktoś w tym samym momencie włączył radio czy płytę. Nie mogła uwierzyć, że to po prostu ja się wygłupiam. To był chyba ten moment, kiedy obie zdałyśmy sobie sprawę, że powinnam pójść na indywidualne lekcje śpiewu.

W wielu wywiadach podkreśla pani, jak ważni są dla pani rodzice. W każdej rozmowie z dziennikarzami pada również pytanie o to, czy są muzykami. Nie będę udawać, że nie wiem, iż zajmują się geofizyką. Zastanawia mnie jednak to, czy był jakiś moment przełomowy w pani życiu, kiedy powiedziała sobie pani: „Tak, chcę być śpiewaczką operową”? Jaka była reakcja rodziców, kiedy zdali sobie sprawę, że ich córka nie pójdzie w ich ślady, tak jak sobie tego życzyli?
To może zabrzmieć dziwnie, ale nie przypominam sobie takiego przełomowego momentu, wszystko działo się bardzo naturalnie. Rzeczywiście, rodzice są dla mnie bardzo ważni. Dość szybko zrozumieli zarówno to, że chcę być muzykiem, jak i fakt, że (delikatnie mówiąc) nie jestem najlepsza z matematyki. Na pewno nie było to dla nich proste, ale kocham ich za to, że tak bardzo mnie wspierają. Myślę, że tak naprawdę poczułam, że chcę być śpiewaczką zawodową wtedy, kiedy dostałam się na studia muzyczne do konserwatorium moskiewskiego. Studiowałam zarówno fortepian, jak i śpiew. Ta druga miłość jednak szybko zwyciężyła.

Skończyła pani nie tylko konserwatorium moskiewskie, ale też uczelnię muzyczną w Wielkiej Brytanii. Jaka jest różnica w podejściu do śpiewu w Rosji i Europie Zachodniej?
Szczerze mówiąc, nigdy nie odczułam większej różnicy. Miałam szczęście, bo w konserwatorium moskiewskim trafiłam na znakomitego nauczyciela, który pozwalał mi śpiewać muzykę baroku. Sama dobierałam swój repertuar. Oczywiście szkoła rosyjska i europejska różnią się od siebie pod wieloma względami. Akademia w Cardiff w Wielkiej Brytanii, gdzie uczyłam się u Dennisa O’Neilla, to miejsce naprawdę wyjątkowe. Jest tam bardzo mało studentów na roku i jednocześnie często organizowane są warsztaty, które prowadzą najlepsi profesorowie z zagranicy. Dzięki temu mogłam rozwijać się na gruncie wielu stylów muzycznych i uczyć się od wybitnych artystów. Czułam się tam bardzo zrelaksowana i wolna, ale praca nie była wcale mniej intensywna niż w Rosji. Gdy studiowałam w Moskwie, samo słowo „egzamin” budziło we mnie strach, powodowało wręcz atak paniki. Myślę, że bardzo ważnym czynnikiem jest wiek, w którym wyjeżdża się za granicę. Dla mnie to był idealny czas! W Cardiff, a później w Londynie, poczułam wolność. No i podszkoliłam swój angielski.

Cieszy się pani bardzo dużą popularnością w Europie. Czy w Rosji jest podobnie?
Nigdy o tym nie myślałam! W Rosji ostatnimi czasy dużo się zmienia. Muzyka barokowa jest coraz popularniejsza. W tym roku razem z moim przyjacielem Emmanuelem Cenčićem miałam okazję otworzyć sezon filharmoniczny koncertowym wykonaniem Alessandra Georga Friedricha Händla. Wystąpiłam również na festiwalu barokowym w Teatrze Bolszoj. Był to dla mnie bardzo duży krok w karierze. Zawsze cieszę się, kiedy mam okazję śpiewać w Rosji. Zdarza się to zdecydowanie rzadziej niż w Europie, jednak mam ciekawe plany koncertowe związane z moim krajem.

W jednym z wywiadów wspomniała pani, że to niedobrze kiedy śpiewak bierze udział w zbyt dużej liczbie konkursów. Czy może to być hamulcem dla kariery?
Tak, zdecydowanie. Konkursy nie zawsze są dobrym rozwiązaniem. Wszystko zależy od osobowości. Dla mnie były zawsze zachętą do działania, dawały mi więcej pewności siebie. Starałam się wyciągać wnioski z porażek, chociaż nie każdy to potrafi. W moim przypadku były kolejnym krokiem naprzód. Wszystko zależy jednak od psychiki artysty. Konkursy przynoszą też oczywiste korzyści – są motywacją do nauki nowego repertuaru, przygotowują do poważnych występów i, co najważniejsze, pozwalają nawiązywać nowe kontakty.

Właśnie dzięki konkursowi zaczęła pani współpracę z Markiem Minkowskim…
Tak, to prawda! W pewnym sensie konkurs im. Eleny Obraztsovej w 2007 roku zmienił moje życie. Tuż po jego zakończeniu mój kolega zamieścił w internecie nagranie z finałowej rundy konkursu, kiedy wykonywałam arię Rossiniego. Ten film zobaczył Marc Minkowski. Kilka dni później jego agent skontaktował się ze mną i zaprosił na przesłuchanie. To był niezwykły zbieg okoliczności, ponieważ Marc jest bardzo rzadko w Rosji, akurat wtedy dyrygował Peleasem i Melizandą w Teatrze Strawińskiego. Na spotkaniu zaśpiewałam wiele arii z różnego repertuaru, od Bacha po Rossiniego. Marc Minkowski był wręcz zachwycony! Od razu zaproponował mi nagranie partii drugiego sopranu w Mszy h-moll Bacha następnego lata. W tym momencie moje marzenie się spełniło. Bardzo polubiliśmy się z Markiem, jest on moim muzycznym „ojcem chrzestnym”.

Bardzo ważną dla pani osobą jest również Giovanni Antonini.
Giovanni wraz ze swoim zespołem Il Giardino Armonico zmienili całkowicie moją wrażliwość i wizję muzyki. Pierwszy raz spotkałam go na przesłuchaniach w grudniu 2009 roku. Wydawał mi się wtedy bardzo wymagający. Jednak prawdziwa praca zaczęła się przy próbach do opery Ottone in Villa Antonia Vivaldiego. Giovanni przeniósł mnie do zupełnie innego świata. Wytłumaczył mi, jak przekładać słowa na frazy w recytatywach. Przekazał mi bezcenną wiedzę, z której czerpię do dzisiaj. Każdego dnia, gdy śpiewam, przypominam sobie to niezwykłe uczucie, które towarzyszyło mi podczas pracy z Giovannim Antoninim. Ma w sobie niespożyte pokłady energii, którą zaraża wszystkich dookoła. Jestem niezwykle szczęśliwa, że miałam szansę spotkać tak wyjątkowego muzyka i osobę.

Powiedziała pani kiedyś, że muzyka barokowa daje pani wolność. Właśnie dlatego jest dla pani tak wyjątkowa?
Muzyka baroku daje olbrzymie możliwości. Jest z jednej strony bardzo rytmiczna, a z drugiej ma charakter improwizacyjny. Może dlatego młodzi ludzie tak bardzo sobie ją upodobali. Przypomina im w pewnym stopniu jazz czy inne współczesne gatunki muzyczne. Mnie najbardziej porusza jej ciągła aktualność, świeżość i motoryka. Moje życie bez muzyki baroku nie miałoby sensu, stała się częścią mojej duszy, częścią mnie.

Skoro muzyka dawna i nowa są do siebie podobne, może myślała pani kiedyś o wykonywaniu dzieł współczesnych?
Nigdy nie przyszło mi to do głowy. Nie pociąga mnie muzyka współczesna, chociaż ostatnio brałam udział w wykonaniu Requiem Johna Tavenera. Ta muzyka była wyjątkowo poruszająca i bardzo mi się spodobała. Wykonywałam ją razem z cudownymi członkami zespołu The Tallis Scholars pod dyrekcją Petera Philipsa. Było to dla mnie wielkim zaszczytem.

Czytałem, że pani babcia była Polką, to prawda? Wspomniała pani kiedyś w wywiadzie, że Polska to pani drugi dom.
Tak, to prawda, moja babcia miała polsko-litewskie pochodzenie. Nazywała się Idalija Antonowna Stankiewicz. Była cudowną osobą… Nie wiem dlaczego, ale zawsze gdy odwiedzam Polskę (a zdarza się to dość często), czuję się tu jak w moim drugim domu. To bardzo uduchowiony kraj, pełen wrażliwych, dobrych ludzi. Z dumą mogę powiedzieć, że widziałam prawie każdy zakątek Polski. Chciałabym móc powiedzieć to samo o mojej ojczyźnie…

Niedługo znów nas pani odwiedzi. W lutym przyjeżdża pani do Wrocławia na Akademię Händlowską.
Tak bardzo się cieszę na ten koncert! Uwielbiam Wrocław, to przepiękne miasto. Występ we wrześniu 2013 roku był dla mnie niezwykle ważny, publiczność wzruszyła mnie wtedy do łez. W lutym zaprezentuję program, z którym ostatnio wyruszyłam w tournée. Jest on poświęcony podróży Händla do Włoch. Ten okres w jego twórczości wydaje mi się bardzo wyjątkowy. Miał wtedy kilkanaście lat, przyjechał do Włoch na cztery lata i stworzył tam mnóstwo naprawdę genialnych kompozycji. Od dzieł sakralnych – psalmów, antyfon, motetów, poprzez świeckie kantaty, oratoria, aż po opery. W mojej opinii, ten okres był dla jego późniejszej, dojrzałej twórczości pewną bazą, do której ciągle nawiązywał. Był punktem odniesienia. Ta muzyka jest niesłychanie świeża i innowacyjna. Wystarczy posłuchać tej harmonii i melodyki – coś niesamowitego! Händel świetnie rozumiał specyfikę głosu ludzkiego – wszystkie partie wokalne w jego kompozycjach są prowadzone bardzo naturalnie. Śpiewając jego muzykę, można poczuć ten olbrzymi pietyzm, z jakim tworzył swoje dzieła. Bardzo porusza mnie jego muzyka i niezwykle się cieszę, że już niedługo będę mogła się nią podzielić z wrocławską publicznością!

Czy to właśnie jest muzyka, której słucha pani na co dzień? Zastanawiam się, co rozbrzmiewa w domu Julii Lezhnevy.
W zeszłym roku powiedziałabym jeszcze, że słucham tylko muzyki poważnej. Głównie Johanna Sebastiana Bacha, jego dzieł sakralnych i klawesynowych w wykonaniu Glenna Goulda czy Grigorija Sokołowa. Dziś natomiast coraz częściej słucham muzyki pop. Wracam do piosenek, które towarzyszyły mi we wczesnym dzieciństwie. Muzyka popularna daje mi dużo energii, przydaje się to szczególnie rano.

Rozmawiał Andrzej Zieliński

Julia Lezhneva – rosyjska śpiewaczka, największa sensacja w świecie wokalistyki ostatnich lat. Zachwyca barwą głosu, techniką śpiewania i niezwykłą muzykalnością. Jest rozchwytywana przez najsłynniejsze teatry operowe, występuje na najbardziej prestiżowych estradach koncertowych i festiwalach na całym świecie.