Wydanie: MWM 02/2015

Händel – kompozytor brytyjski

Wywiad z Paulem McCreeshem
Article_more
Pedagog niezwykle zaangażowany w krzewienie edukacji kulturalnej wśród młodzieży, a zarazem dyrygent aktywny na wielu estradach Europy – w ostatnim czasie także Azji, ponadto menadżer i dyrektor artystyczny festiwali muzycznych. Te wszystkie funkcje łączy Paul McCreesh, który powraca zarówno do Wrocławia, jak i do… muzyki dawnej.

Agnieszka Lakner: Od pożegnania z Wrocławiem, gdzie pełnił pan funkcję dyrektora artystycznego festiwalu Wratislavia Cantans, minęły dwa lata. Co zmieniło się od tego czasu?

Paul McCreesh: Nie zdążyłem jeszcze właściwie poczuć, że opuściłem Wrocław, ponieważ jestem stale zapracowany. Pracuję obecnie jako dyrektor artystyczny Gulbenkian Orchestra w Lizbonie, co jest bardzo interesującym, ale i trudnym wyzwaniem. Nad tym głównie koncentruję się w swojej pracy, wiele również podróżuję dookoła świata jako dyrygent gościnny. Ostatnio odwiedziłem Tokio. Japonia jest fascynującym krajem, a tamtejsza orkiestra okazała się nadzwyczaj dobra. Charakter tego zespołu jest niesamowity – to wspaniałe dyrygować tak fantastycznie zdyscyplinowaną orkiestrą [śmiech]. Chociaż jednocześnie jako dyrygent musiałem pracować ciężej, aby wyzwolić pewną swobodę grania.

 

Czy w pracy z tak różnymi orkiestrami, jak np. japońska The Tokyo Metropolitan Symphony Orchestra, portugalska Gulbenkian Orchestra, brytyjska Gabrieli Consort, polska Orkiestra NFM, zauważa pan różnice w interpretowaniu i w praktyce wykonawczej zespołów w zależności od kultury, narodowości?

Zaletą dyrygowania na żywo jest to, że żadna orkiestra nigdy nie brzmi identycznie. Chociaż w każdej w pewnym stopniu słyszalne są narodowe cechy, to jednak obecne składy wielu orkiestr są międzynarodowe. Dla przykładu, moją orkiestrę w Lizbonie tylko w połowie tworzą Portugalczycy. Myślę, że to dobrze, bo każda orkiestra to nowe wyzwanie, inne słabości lub zalety. Jako dyrygent podróżujący od kraju do kraju za każdym razem pracuję przyjmując inny zestaw priorytetów i preferencji. Czasem dotyczą one spraw technicznych, innym razem – nawet bardzo często – są to też kwestie psychologiczne. Praca w Portugalii jest dla mnie dużym wyzwaniem, ponieważ Portugalczycy – chociaż są bardzo miłymi ludźmi – nie są łatwymi współpracownikami. Muszę znaleźć sposób, by do nich dotrzeć, a dodatkowo dochodzi tu sprawa języka. Czasami orkiestry i dyrygenci oczekują za dużo od siebie nawzajem. Chcemy wspólnie stworzyć spektakularny koncert, mając na przygotowanie zaledwie trzy dni. We wczesnych latach mojej współpracy z Orkiestrą NFM (Filharmonii Wrocławskiej) i z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia nie rozumieliśmy się na tyle, aby tak jak teraz, kiedy wracam do Wrocławia, nie tylko wiedzieć, czego oczekuje orkiestra, ale i lepiej rozumieć, co ja chcę wydobyć z muzyki. Potrzebne jest wielokrotne wspólne próbowanie i granie, aby zacząć instynktownie reagować. Szkoda, że zwykle nie mamy więcej czasu na budowanie wzajemnych relacji, by znaleźć wspólny sposób na muzykę.

 

A jaki jest sposób na muzykę w Wielkiej Brytanii?

Jak każdy kraj mamy tradycje wykonawcze. W Wielkiej Brytanii jest to silna tradycja chóralna. Mamy również reputację niebywale szybkich. Myślę, że jest ona słuszna, bo pracujemy bardzo, bardzo szybko. Głównie dlatego, że musimy, ponieważ nikt nam nie płaci za próby. Nie zawsze jest to dobra droga. Niebezpieczeństwem brytyjskiej tradycji jest jej powierzchowność. Umiemy grać na bardzo wysokim poziomie technicznym, ale nie zawsze rozumiemy dogłębnie interpretację granych utworów. Myślę, że dotyczy to zwłaszcza muzyki dawnej i dyrygujących tym repertuarem, co do których jestem bardzo krytyczny. Czasami należy np. wręcz pchnąć muzyków do tego, aby w swojej bardzo dobrej technicznie grze trochę się rozluźnili. Zaobserwowałem podczas współpracy Gabrieli Consort z Chórem NFM, jak polscy śpiewacy uczą się od angielskich, w jaki sposób wyrażać muzykę z większą pasją i ekspresją. Ten przepływ umiejętności jest bardzo ekscytujący, na tym właśnie powinna polegać wymiana pomiędzy kulturami.

 

Do pracy we Wrocławiu powraca pan za sprawą Akademii Händlowskiej, podczas której zadyryguje pan Wrocławską Orkiestrą Barokową i Chórem NFM. Czego możemy spodziewać się po tym wieczorze?

Trochę żałuję, że minęło już parę lat, od kiedy ostatnio pracowałem z Wrocławską Orkiestrą Barokową, bo w przeszłości bardzo ceniłem sobie współpracę z tym zespołem. W orkiestrze ujawnia się bardzo pozytywna energia, to też bardzo dobrzy muzycy, więc cieszę się, że możemy odnowić współpracę. Z wielką przyjemnością będę także pracować z Chórem NFM, który stale darzę wielkim uczuciem. Długo dyskutowaliśmy o tym, czy powinniśmy wykonać Mesjasza. Starałem się przekonać i zachęcić wykonawców, aby byli odważni, abyśmy spróbowali wystawić Salomona, który jest absolutnie wspaniałym arcydziełem. Niestety nie jest on dobrze znany, pomimo że jest chyba nawet lepszy od Mesjasza. To wielka szkoda, że pozostałe oratoria Händla nie są dobrze znane, ponieważ są to z reguły prawdziwe arcydzieła. Händel zapisał w partyturze Salomona najlepsze chóry, moim zdaniem znacznie lepsze niż te w Mesjaszu, orkiestracja jest tu też niezwykle bogata, zwłaszcza partie trąbek. Nadaje to dziełu podniosły, uroczysty nastrój. To powinien być bardzo ekscytujący koncert.

Händel znaczną część swojego życia związał z Anglią. Czy w pewnym sensie możemy go uznać za brytyjskiego kompozytora?

Händel stał się znaczącą osobą w osiemnastowiecznej Anglii nie tylko dlatego, że był kompozytorem, który większość swojego życia tworzył w tym kraju, lecz także przez to, że brał bardzo duży udział w kulturze brytyjskiej, chociażby współpracując z librecistami. Nie możemy oddzielać człowieka od jego środowiska. W tym sensie tak, Händel jest całkowicie brytyjskim kompozytorem.

 

To w dużej mierze od dyrygenta zależy, jak zabrzmi dzieło podczas koncertu. Jaki wobec tego jest pański pomysł na interpretację i kierowanie zespołem wykonującym muzykę czasów Händla?

Swoją karierę rozpoczynałem, jako „barokista”. Obecnie, co jest dość dziwne, pracuję nad tym repertuarem bardzo rzadko. Właściwie albumu z muzyką barokową nie nagrałem od dobrych dziesięciu lat! W dziełach oratoryjnych zawsze najtrudniejsze i jednocześnie najważniejsze jest libretto, zrozumienie tekstu, słów, od których bardzo dużo zależy. Słyszałem opinie, że, gdy dyryguję utworami barokowymi, nie wydają się one tak długie, jakie w rzeczywistości są. Nauczyłem się wyczuwać właściwy timing, czyli nadawać poszczególnym częściom utworu odpowiednie tempo. Wydaje mi się, że zawsze instynktownie wyczuwałem, w jaki sposób utrzymać strukturę utworu, co – nie ukrywam – jest niezwykle trudne w tym repertuarze. W pracy dyrygenta ważne jest również to, aby wiedzieć, kiedy można muzykę potraktować nieco swobodniej.

 

Pracę muzyka i dyrygenta poszerza pan dodatkowo o zaangażowanie w edukację muzyczną i kulturalną, darząc wyjątkową uwagą młodych ludzi. Skąd w panu ta pasja do pracy z młodzieżą?

W Wielkiej Brytanii mamy te same problemy z edukacją kulturalną, co w Polsce czy w innych krajach. Nie wszyscy mają dostęp do muzyki klasycznej. Chciałbym, aby edukacja muzyczna i dostęp młodych ludzi do kultury brany był poważniej. To ogólnoświatowy problem. Wszędzie mamy izolowane przykłady tego, co można osiągnąć – wspaniałe chóry, orkiestry czy przedsięwzięcia prowadzone przez inspirujących nauczycieli, ale to nie wystarcza. Nie do zaakceptowania jest powiedzenie czy myślenie: „Och, nie rozumiem tego, więc nie muszę nic na ten temat wiedzieć”. Kultura jest tym, co czyni nas ludźmi, takimi, jakimi jesteśmy, jest nam niezbędna do zrozumienia naszej historii i nas samych. Okradanie młodych ludzi z dostępu do kultury to dla mnie – jako muzyka i dyrygenta – koszmarna dewastacja. Musimy to zatrzymać, musimy być bardziej zaangażowani w sprawę, w przyprowadzanie ludzi do sztuki. Jest wiele komercyjnych powodów, przez które ludzie ignorują kulturę. Spędzamy całe nasze życie przy telefonach, na Twitterze, Skypie, Facebooku. To rozprasza, dlatego przestajemy czytać, słuchać muzyki, a nawet spotykać się z przyjaciółmi. Zaczynamy się izolować i wpadamy w obsesję na punkcie gadżetów. Kultura i doświadczanie publicznych wykonań jest niezastępowalną korzyścią, to najbardziej społeczny sposób działania, potrzebujemy go więcej w naszym życiu. Gdybym posiadał nieograniczony  budżet, na pewno realizowałbym więcej projektów edukacyjnych, trudno jednak te potrzeby uświadomić innym. Powinniśmy również pozwalać młodym ludziom wykonywać wielkie dzieła, nie traktujmy młodzieży protekcjonalnie, jest w pełni gotowa i pełna pasji by poradzić sobie z arcydziełami.

 

Mogę chyba powiedzieć, że jest pan nie tylko dyrygentem, muzykiem i pedagogiem, lecz także menadżerem muzycznym.

Zawsze byłem aktywnie zaangażowany w zarządzanie muzyką, głównie dlatego, że Gabrieli Consort od początku jest orkiestrą, która musi przetrwać jako instytucja komercyjna. To sprawiło, że nabyłem pewnych umiejętności biznesowych.

 

Oczekuję w takim razie wskazówek i porad, jaka idea powinna przyświecać współczesnym organizatorom i animatorom życia kulturalnego, zwłaszcza muzycznego, aby mogli osiągnąć sukces.

Myślę, że tego typu zarządzanie musi być bardzo kreatywne. Jeżeli nie zarządza się dobrze, nie sposób osiągnąć tego, czego inwestycja najbardziej wymaga. Musimy być bardzo zdyscyplinowani i dokładni w operowaniu środkami, jakie posiadamy. Nie można powiedzieć: „Cóż, jestem artystą, kochanie”. Trzeba być świadomym tego, w jaki sposób wydaje się publiczne pieniądze, które mogą zostać przeznaczone na szkoły czy szpitale, kto i w jaki sposób nam płaci. Mam nadzieję, że nikt nie odbierze tego źle, bardzo ważę słowa, ale, gdy angażowałem się w festiwal Wratislavia Cantans, chciałem, by był on kierowany w profesjonalny i bardziej praktyczny sposób. Mam nadzieję, że na tym polu pozostawiłem po sobie jakąś schedę. Teraz organizacja festiwalu jest dużo lepsza i mam nadzieję, że w jakimś stopniu przyczyniłem się do tego.

 

W naszej rozmowie powraca temat Wrocławia i Wratislavii Cantans. Wydaje się, że to ważne miejsce i doświadczenie w pana karierze.

Uważam się za szczęściarza, bo dzięki temu, że mogłem pracować we Wrocławiu, dano mi szansę by stworzyć fantastyczne przedsięwzięcie. I jestem głęboko za to wdzięczny. Osiągnęliśmy coś niemożliwego i musimy to zdobywanie kontynuować, inaczej nie ma to sensu. Nie można nigdy zaczynać od powiedzenia sobie: „to się nie może udać, nie ma takiej możliwości”. To nie jest dobry początek. Można sobie za to powiedzieć: „osiągnę to, nawet, jeśli mnie to zabije” [śmiech]. A to już jest pewna wizja.

 

Rozmawiała Agnieszka Lakner

 

Paul McCreesh – brytyjski dyrygent, założyciel Gabrieli Consort & Players, dyrektor artystyczny festiwali Wratislavia Cantans i Brinkburn Festival. Jego liczne nagrania dla Deutsche Grammophone doczekały się wielu nagród, w tym nominacji do nagrody Grammy za A Spotless Rose w 2009 roku. Jako gościnny dyrygent współpracuje z wieloma orkiestrami na całym świecie, w tym m.in. z Leipzig Gewandhaus, Hong Kong Philharmonic Orchestra, Sydney Symphony Orchestra.