Wydanie: MWM 03/2015

O dialektyce Części i Całości

Article_more
Jean-Baptiste Lully, nadworny kompozytor Ludwika XIV, w roku 1687 podczas dyrygowania orkiestrą – zdenerwowany, jak głoszą niektórzy, z powodu błędów muzyków – przebił sobie batutą palec u stopy. Wkrótce zmarł w wyniku zakażenia rany. Ten nietuzinkowy epizod nieraz stawał się przyczynkiem do prowadzenia naszych dialogów filomuzoficznych.

– A dlaczego Lully nie dał sobie odciąć palca? – pyta mała Zo. – Przecież to uratowałoby mu życie.

A ja tłumaczę:

– Być może uznał, że bez tej Części nie byłby już sobą, Całością siebie (a z kolei: taki odcięty palec – czy jest jeszcze Częścią?). Chyba Lully i w życiu, i w sztuce wyznawał zasadę „wszystko, albo nic”. Przecież podobno nie mógł ścierpieć jako dyrygent, że zespół psuje jakąś Część doskonałej Całości jego dzieła i niweczy Całościowość muzyki. Taka śmiertelna gra o doskonałość…

– Ale przecież tak trudno nie pomylić chociaż jednego dźwięku – wzdycha Zo.

– Prawda?

– Ale żeby tak od razu od tego umierać!

– A widzisz, wiele lat później znalazł się kompozytor, który temu poniekąd zaradził. Stworzył utwór będący Całością zamkniętą, ale pustą w środku, Całością jak gdyby bez Części.

I opowiadam o 4'33'' Johna Cage’a.

– Widzisz, ten pianista nie mógł pomylić ani jednego dźwięku – kończę moją tyradę.

– Ale nadal mógł sobie przytrzasnąć klapą palce!

– Tak, ale przecież od tego się nie umiera.

Temu nie mogła zaprzeczyć.

.