Wydanie: MWM 03/2015

Utwór na trąbkę i historię

Article_more
Hejnał to muzyczna wizytówka miasta. Łódź ma Prząśniczkę, w Ostrzeszowie grają Ostrzeszowskie tango. A we Wrocławiu „na rynecku stojóm wojocy” i o dziewuchach myślą. Sodoma z Gomorą.

Najkrótsze polskie hejnały trwają około piętnastu sekund – tyle ma inowrocławski, najdłuższe mają ponad minutę, rekordzistą jest hejnał z Żyrardowa. Większość z nich powstała w XX wieku. Wprowadzano je najczęściej wtedy, gdy odradzało się poczucie lokalnej tożsamości, po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku i po odrodzeniu samorządów w latach dziewięćdziesiątych.

 

Hejnał Płocka skomponował w 1938 roku ks. Henryk Starościński. Ówczesna prasa pisała, że „jest on sielski jak nasza rolnicza dzielnica i ludowy jak ten lud, co ją zamieszkuje”. Z kolei  hejnał katowicki jest (jak wyjaśniał autor: osiemnastoletni flecista amator, Adam Biernacki) „optymistyczny, oparty na melodiach ludowych i narodowych”. Biernacki skomponował go w 2002 roku, pokonując stu siedemnastu profesjonalnych kompozytorów.

 

Efekty romantyczne i katastroficzne

Wyczyn godny podziwu, bo – jak wyznał Jan Kanty Pawluśkiewicz, autor hejnału dolnośląskich Polkowic – to niezwykle trudne zadanie, w kilkudziesięciu sekundach trzeba zawrzeć maksimum muzycznej treści. Oraz, dodajmy, spełnić żądania mieszkańców miasta, żeby w hejnale znalazł się dźwięk, który oddałby grozę wstrząsów wywoływanych pracami górniczymi. „Korzystałem z różnych materiałów, słuchałem, oglądałem filmy o trzęsieniach ziemi, z różnymi efektami katastroficznymi. Aż wreszcie znalazłem odpowiedni huk i umieściłem go w środkowej części utworu. Starałem się także wydobyć efekt drżących szklanek, o którym opowiadają wszyscy mieszkańcy” – opowiadał kompozytor „Gazecie Lubuskiej”.

 

Cóż, nie każdy ma takie szczęście, jak mieszkańcy Krakowa, którym hejnał zaaranżował tatarski łucznik, posyłając strzałę w gardło trębacza, dzięki czemu melodia efektownie się teraz urywa. Ale wrocławski hejnał też jest interesujący, szczególnie w warstwie tekstowej. Romantyczny, a  nawet lekko erotyczny, choć przygnębiający. Idzie to tak: mężczyźni – sami rycerze i junacy, sto procent testosteronu – szykują się na wojnę, a Jasinek z nimi. Kasia ma zostać i wiernie (to ważne dla dramaturgii wydarzeń) czekać, aż on za pośrednictwem rybki przyśle wiadomość – krasne piórko. Ale piórka nie ma, za to zegary smutno biją, że Jasinkowi „łodmawiają miłą”. Wygląda na to, że tę drugą (bo pierwsza wciąż stoi na moście). Jasinek się jednak nie smuci, bo „jak przyjdzie godzina, łożyni się” z córką sąsiada (tą trzecią?), choć matka uważa, że jest za biedna.

 

Nie wiemy wprawdzie, czy ta godzina nadeszła, ale i tak pieśń We Wrocławiu na rynecku, zapisana w  okolicy Międzyborza przez niejakiego Bocka, opublikowana w 1864 roku w kalendarzu dla prowincji poznańskiej, nie może mieć happy endu. Bo – jak tłumaczył Sokrates proszony o rozstrzygnięcie dylematu „żenić się, czy się nie żenić” – jakkolwiek postąpisz, będziesz żałować.  

 

Zagraj to z wieży
Nie wystarczy jednak zamówić lub wyszperać utwór nadający się na hejnał, trzeba jeszcze mieć odpowiednią scenę do jego wykonywania. Najbardziej efektowną ma Kraków, to wieża bazyliki Mariackiej, zwana hejnalicą. Co godzinę z wysokości pięćdziesięciu czterech metrów nad rynkiem rozlega się hejnał grany na cztery strony świata. Ale nie trzeba ani tak często, ani na cztery strony. Hejnał Zamościa jest grany z ratusza na trzy. Jak bowiem głosi tradycja, właściciel miasta, Jan Zamoyski, nienawidząc Krakowa, zabronił trąbienia hejnału w jego stronę. A hejnał Lublina, który powstał w 1685 roku i był wzorowany na mariackim, grywany jest tylko w południe i – jak głosi plotka – członkowie zarządu miasta zamykają wtedy okna. Podobno hejnał nie pozwala im się skupić.

Jedno jest jednak pewne – grać należy z wysoka. We Wrocławiu z miejscem nie ma akurat problemu, bo miasto od średniowiecza szczyciło się mnóstwem wież w swej panoramie. Były najbardziej charakterystycznym elementem jego pejzażu. Dowodem jest choćby najstarszy widok Wrocławia zamieszczony w Kronice świata Hartmanna Schedla z 1493 roku. W oczy rzucają się przede wszystkim wieże kościołów: katedry, kolegiaty Świętego Krzyża, Najświętszej Maryi Panny na Piasku, kościoła Dominikanów i Marii Magdaleny oraz św. Elżbiety. Ale hejnał grany jest z wieży ratuszowej.

 

Już w 1512 roku pochodzący z Brzegu kronikarz, Bartłomiej Stein, pisał: „Z drugiej strony ratusza wystaje wieża, która cały obszar miasta i okoliczne pola ogarnia wzrokiem wszerz i wzdłuż”. Ma sześćdziesiąt sześć metrów wysokości, najniższą część wybudowano około 1300 roku, ale im wyżej, tym jest młodsza. Hełm Andreasa Stellaufa pochodzi z XVI wieku.  

 

Pobudka, wstać!
Na takiej wieży musiał być hejnalista, co potwierdza dr Maciej Łagiewski, dyrektor Muzeum Miejskiego. „Bartłomiej Stein, autor XVI-wiecznego opisu Wrocławia, wspomniał, że w nocy z wieży ratusza stróż-trębacz wygrywał godziny. W dzień natomiast flecista oznajmiał pory… śniadania i kolacji. Ranne granie ma uzasadnienie w nazwie – hejnał pochodzi bowiem od węgierskiego słowa »hajnal«, czyli świt, pobudka” – opowiada dr Łagiewski.  

 

Do dziś na ścianach wieżowej latarni zachowały się wykute nazwiska dwóch XVII-wiecznych miejskich trębaczy, którzy zmarli na służbie – H.B. Schäfera i H.E. Schäfera. Przetrwały także rysunki trąbek i rogów, na których kiedyś wygrywano we Wrocławiu hejnałowe melodie. Hejnaliści mieli przez chwilę mechaniczną konkurencję – zegar grający umieszczony w 1550 roku nad Piwnicą Świdnicką. Ale grał tam tylko osiem lat. Być może bywalcom piwiarni repertuar wydał się niestosowny. Kurant wydzwaniał co pół godziny pieśń Da pacem Domine, a w pełne godziny Veni creator spiritus i Magnificat. Zegar przeniesiony został do komory podatkowej ratusza, gdzie naprawiano go jeszcze w 1779 roku.

 

Nie wiadomo, kiedy miasto zrezygnowało z hejnalistów, ale w czasach pruskich już nikt nie grał z wieży ratusza. Hejnałową tradycję próbowano wskrzesić w polskim Wrocławiu. W 1958 roku ogłoszono konkurs na hejnał, który wygrał Michał Dąbrowski. Melodię oparto na wspomnianej już starej dolnośląskiej pieśni ludowej We Wrocławiu na rynecku. Ten hejnał grywano dość regularnie w latach 1958–1975, również z wieży kościoła św. Elżbiety. Potem rozbrzmiewał tylko przy okazji wielkich uroczystości. 

 

Ale w 2002 roku znowu na wieży ratuszowej zaczął się w niedzielne południe pojawiać trębacz. To Tadeusz Nestorowicz. Musi pokonać 298 schodków (krakowscy hejnaliści tylko 239). Zawsze przychodzi o godz. 11:30, żeby się przygotować. Gdy dzwon zegarowy kończy wybijać dwanaście uderzeń, trębacz wychodzi na balkon i zaczyna grać na cztery strony świata. Najpierw na zachód, w kierunku kościoła św. Elżbiety, potem na północ, na wschód i na południe.

 

A potem Jasinek znów na ryneczku staje i o dziewczynach myśli.