Wydanie: MWM 05/2015

Muzyka naszych czasów

Elżbieta Sikora - wywiad
Article_more
Muzyka elektroakustyczna jest piękna, to znaczy godna uwagi. Nie mam na myśli – ładna. Choć i taka może być. Obraz abstrakcyjny może być piękny, bo jest cały czarny. Muzyka współczesna jest poruszająca, inna, niezwykła. Odzwierciedla naszą epokę.

Joanna Michalska: Zaczyna się trzecia edycja Musica Electronica Nova pod pani kierunkiem. Czy festiwal rozwija się tak, jak sobie pani tego życzyła?
Elżbieta Sikora (Dyrektor Artystyczny MEN):
Od początku chciałam wprowadzić muzykę elektroakustyczną, elektroniczną do sal koncertowych, pokazać, że nie jest wyłącznie sztuką odtwarzaną z głośników, słuchaną przez wąskie grono odbiorców. Na obu poprzednich festiwalach były koncerty symfoniczne, w tym roku będą aż dwa. Mamy koncerty chóralne kameralne.

W Europie Zachodniej publiczność jest bardziej otwarta na nową muzykę niż w Polsce?
I tutaj, i na Zachodzie muzyka współczesna poza festiwalami pojawia się rzadko. W filharmoniach w całej Europie słyszę tłumaczenie: mieliśmy raz koncert, na którym był „taki jeden utwór”. Pamiętajmy, że wykonywanie najnowszej muzyki jest drogie. Kryzys przeszedł przez cały kontynent, trudności mają wszystkie instytucje, wszystkie festiwale, muzycy na całym świecie. Uważam, że w Polsce pod względem kultury dzieje się bardzo dobrze. Na pierwszy prowadzony przeze mnie festiwal Musica Electronica Nova zaprosiłam jako kompozytora rezydenta Pierre’a Jodlowskiego i… został we Wrocławiu na stałe! Jest żywym dowodem, że w Polsce jest pięknie.

Co oznacza podtytuł tegorocznego festiwalu: „Elektro-Vision”?
W tej edycji pokazujemy związki muzyki z obrazem. Wybraliśmy na kompozytora rezydenta Thierry’ego De Meya, bo jest jednocześnie twórcą dźwięku i obrazu – reżyseruje filmy pokazujące taniec, sam jest tancerzem, pisze muzykę. Łączenie wielu dziedzin sztuki to teraz bardzo ważna tendencja. Twórczość De Meya pokażemy w sześciu różnych odsłonach: będą instalacje, spektakle, polski zespół Hashtag Ensemble wykona jego utwór. Zobaczymy filmy o tańcu, które reżyserował, a więc formy łączące ruch, elementy wizualne i muzykę.

Liczne w tym roku wydarzenia związane z filmem nie będą się odbywać w salach koncertowych?
Seanse organizujemy we współpracy z wrocławskim kinem Nowe Horyzonty, miejscem, które przyciąga na własny festiwal filmowy. Zależy nam na wymieszaniu naszych publiczności. Bywalców Nowych Horyzontów chcielibyśmy zainteresować muzyką powiązaną z filmem, żeby ludzie uczęszczający do kina zaczęli przychodzić także na koncerty.

Pani bywa w kinie?
Oczywiście, choć rzadziej niż kiedyś. Kino fascynowało mnie zawsze, jako studentka reżyserii dźwięku napisałam pracę magisterską na temat „Związki obrazu z dźwiękiem w filmach eksperymentalnych”. Mam więc sentymentalne podejście do festiwalowego cyklu „Kino dźwięku”.

Jakie filmy oprócz twórczości Thierry’ego De Meya zobaczymy w tym cyklu?
Pokażemy całe serie eksperymentalnych filmów animowanych, zainicjowanych przez Pierre’a Schaeffera, który praktykował sztukę audiowizualną, kiedy była jeszcze mało rozpowszechniona. Poza nim muzykę do tych animacji pisali François Bayle, Ivo Malec, Bernard Parmegiani, a wśród twórców warstwy wizualnej znalazł się Polak, Piotr Kamler, fantastyczny reżyser, który działał w Paryżu. Wyświetlimy też w Nowych Horyzontach filmy z muzyką na żywo: w trakcie projekcji Strajku Siergieja Eisensteina zabrzmi twórczość Pierre’a Jodlowskiego, a na pokazie Człowieka z kamerą Dżigi Wiertowa usłyszmy muzykę Pierre’a Henry’ego, którą wykona jego asystent.

A jakie filmy obejrzą dzieci?
Dzieła Charliego Chaplina, do których na żywo grać będzie młody wrocławski kompozytor, Adam Porębski. Zabrzmi muzyka elektroniczna i skrzypce. Pokażemy też Les Shadoks – serię komicznych animacji, które kiedyś francuska telewizja pokazywała przed wieczornymi wiadomościami. To nie są filmy stricte dla dzieci, są raczej skierowane do publiczności w różnym wieku. Przykuwają uwagę abstrakcyjnym humorem i nieprawdopodobną animacją oraz muzyką elektroakustyczną. Są przezabawne.

Inicjatywy dla dzieci były pani pomysłem?
Były pomysłem wspólnym, całego grona pracującego nad festiwalem. Osobiście zawsze chciałam, żeby Musica Electronica Nova przyciągała młodą publiczność, i dążyłam do tego, by akcje edukacyjne były prowadzone już przed festiwalem. W tym roku udało się i w dwóch wybranych szkołach będziemy przybliżać uczniom muzykę elektroakustyczną już od kwietnia.

Francuskie kino eksperymentalne to ciekawy zabytek. Czy dzisiejszej publiczności także wyda się awangardowe?
Na pewno zainteresuje widzów, bo operuje całkowicie odmienną od współczesnej estetyką i oczywiście inną techniką – teraz animacje robi się komputerowo. Te filmy od czasów, gdy powstawały, prawie nie były wyświetlane. Warto je obejrzeć i przekonać się, jak odkrywcze i poetyckie są animacje sprzed kilkudziesięciu lat.

Wspominała pani o prezentacjach tańca na festiwalu: muzycy klasyczni czasami postrzegają współpracę z tancerzami jako w pewien sposób ograniczającą, choćby przez konieczność ścisłego trzymania się rytmu.
Dziś tak się nie myśli. Już John Cage i współpracująca z nim choreografka, Merce Cunningham, uważali, że muzyka powinna rozwijać się swoją drogą, a treść wizualna swoją i dopiero z połączenia tych niezależnych działań powstaje trzecia wartość – czasem przewidywalna, czasem nie. Na festiwalu będą pokazy improwizacji tanecznych, ale także filmy z tańcem, do których muzyka będzie grana na żywo. Na taki seans zamówiliśmy u Franciszka Araszkiewicza utwór na kwartet wiolonczelowy.

Koncerty z tancerzami mają urok niepowtarzalności – nawet jeśli dany utwór ma konkretną choreografię, wykonanie jej zależy od interpretacji i techniki, ale także od warunków fizycznych tancerza, pomieszczenia, w którym występuje.
Widziała pani kiedyś partytury tańca współczesnego? Istnieją takowe – nie wszystkie detale da się wyłapać z nagrań video! Sama nie wiem, jak będzie wyglądał występ Saski Hölbling, która przyjedzie ze spektaklem do muzyki Wolfganga Mitterera. Premiera Assemblage humain odbyła się niedawno i jeszcze tego spektaklu nie widziałam, ale znam inne realizacje Hölbling, są bardzo ciekawe.

Czym jest tytułowy Lodołamacz z koncertu inauguracyjnego?
To przedsięwzięcie to archeologia dźwięku. Pięćdziesiąt lat temu grupa artystów pojechała na lodołamacz, aby z elementów, które tam zostaną nagrane, opisane, sfilmowane, stworzyć dzieło sztuki. Kompozycja medialna Brise-Glace została wykonana tylko raz w latach sześćdziesiątych i zarejestrowana na taśmie. Wówczas wystąpiła orkiestra i recytatorka. Na inauguracji festiwalu zagra Orkiestra Symfoniczna NFM, Anne Sée będzie recytować teksty, a warstwę video – z fragmentów nagrania realizacji Brise-Glace z lat sześćdziesiątych – będą tworzyć na żywo artyści z Centrum Sztuki Wro. Zabrzmi element Brise-Glace, utwór Luca Ferrariego Et si tout entière maintenant. W tym roku mija dziesięć lat od śmierci kompozytora, więc chcemy go przywołać. Projekt Brise-Glace miał być kontynuowany w różnych wersjach, ale nie doszło do tego ze względów finansowych.

Finanse niezmiennie są główna zaporą dla sztuki współczesnej?
Nie powiedziałabym zaporą – w końcu festiwal się odbywa i jest finansowy przez miasto oraz poprzez zamówienia Ministerstwa Kultury. Oczywiście mamy coraz większy apetyt, chcielibyśmy rozbudowywać MEN, żeby był jeszcze atrakcyjniejszy dla publiczności – a nowa muzyka jest kosztowna, potrzebuje aparatury, odpowiednich sal. Bardzo się cieszę, że następna edycja odbędzie się w obiekcie Narodowego Forum Muzyki. Wspaniale, że nie będziemy na kolejny festiwal czekać przez dwa lata, bo Musica Electronica Nova została włączona w program Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Rozwój techniczny upraszcza tworzenie nowej muzyki?
Jest dziś niewielu kompozytorów, którzy by nie używali do pracy komputera, niezależnie od tego, jaką muzyką się zajmują. Komponowanie na komputerze weszło nam w krew, przestało być trudne, jest wręcz za łatwe.

Kiedyś tak nie było, pani wspomina lata osiemdziesiąte jako etap „zatrzymania” dla siebie i większości twórców. Znalazła się pani we francuskim IRCAM-ie (Centrum Badawczo-Koordynacyjne Akustyki i Muzyki), gdzie stały ogromne komputery i, aby komponować, trzeba było nauczyć się programowania. Muzyk musiał wytłumaczyć, o co mu chodzi, inżynierowi, który umiałby to zrealizować?
Do tej pory kompozytorzy współpracują z informatykami. Ja się nie nauczyłam najnowszych programów i już nie mam zamiaru ich zgłębiać, bo mam teraz inne cele. Ale wiem, co chcę uzyskać. Najczęściej pracuję z asystentem, któremu opowiadam, o jaki efekt mi chodzi. On potem wpisuje moje myśli w program dużo szybciej, niż ja bym to zrobiła. Jednak wciąż zdarza mi się spędzać tygodnie w studiu, wtedy mam czas i mogę spokojnie komponować. Uczę się błyskawicznie, bo mam podstawy, dlatego opanowanie nowego programu trwa krótko.

Czeka nas muzyka tworzona na żywo na koncercie za pomocą iPoda, telefonu?
To już się dzieje. Marek Moniewski potrafi komponować cuda na iPodzie, wykonywać muzykę za pomocą telefonu komórkowego. Tylko trzeba się zastanowić, gdzie jest granica. Moim studentom zawsze mówiłam: uważajcie, maszyny to jedno, ale ich zastosowanie to inna sprawa. Jeśli coś jest za łatwe, wtedy nasza myśl nie nadąża i za szybko akceptujemy to, co nam maszyna proponuje. Wówczas tworzymy w sposób osiągalny dla wszystkich – każdy może ten sam dźwięk wykonać w taki sam sposób. Trzeba trochę maszyny ujarzmić, wytresować na swój indywidualny sposób, żeby robiły to, czego konkretnie ja chcę. Ja, jako kompozytor. Aby twórczość miała osobiste piętno. Tymczasem coraz częściej dźwięki są do siebie za bardzo podobne.

Pokusi się pani o przewidzenie przyszłości muzyki?
Na pewno współpraca sztuki z techniką będzie się rozwijać, bo narzędzi do tworzenia muzyki wciąż przybywa, stają się bardziej przystępne, ale nigdy nie odejdziemy od instrumentów. Jakość dźwięku instrumentalnego granego na żywo nie została jeszcze osiągnięta żadnym innym sposobem. I nie o to chodzi. Chcemy nowej muzyki, czyli inaczej tworzonej, za pomocą nowego instrumentarium. Od dawna współistnieją muzyka instrumentalna, wokalna, perkusyjna – i tak samo swoje miejsce ma muzyka elektroniczna.

Pani fascynacja muzyką elektroakustyczną to efekt studiów na reżyserii dźwięku?
Studia bardzo mi pomogły, choć nie myślałam wtedy o tworzeniu muzyki. Jednak uczelnia przygotowała mnie do tego technicznie.

Zamierzała pani być reżyserem dźwięku?
Tak. Potem życie potoczyło się inaczej i może dwa, trzy razy pracowałam w tym zawodzie.

Skąd więc zamiłowanie do pracy z maszynami?
To nie jest fascynacja maszynami, tylko dźwiękiem! Maszyna jest jedynie instrumentem, który ten dźwięk wykona. Zawsze chciałam rozszerzyć barwę dźwiękową o coś innego, nowego.

Podobno notuje pani na bieżąco inspirujące dźwięki codzienności?
Nagrywam albo zapisuję, po prostu obserwuję. Wszędzie można znaleźć inspirację – ktoś w kawiarni stuka szklanką w ciekawym rytmie i mogę tego rytmu użyć w innym kontekście. Wiele utworów elektronicznych lub instrumentalno-elektronicznych skomponowałam w oparciu o dźwięki realne, które nagrałam w mieście, na przykład Lizbona, tramwaj 28 bazuje w większej części na konkretnych dźwiękach zarejestrowanych w Lizbonie. Chicago al fresco to dźwięki nagrane w Chicago. Stale trzymam się dźwięku konkretnego, zalążkiem moich utworów jest zawsze dźwięk istniejący. Napisałam niewiele muzyki, która pochodziła od syntezy dźwięku, czyli od prądu elektrycznego.

Ten elektroniczno-kompozytorski świat chyba nie był do niedawna przystępny dla kobiet?
Kiedy zaczynałam w Polsce zajmować się tworzeniem muzyki, miałam wiele koleżanek studiujących kompozycję i zajmujących się tworzeniem muzyki zawodowo. Z pytaniem o bycie kompozytorką kobietą zetknęłam się dopiero we Francji i to w nieprzyjemny sposób. Paradoksalnie w tamtych czasach kwestia płci była większym problemem na Zachodzie niż u nas. Zawsze uparcie obstawałam przy stanowisku, że nieważne, czy kompozytor jest mężczyzną, czy kobietą, ważne, że tworzy dobrą muzykę.

A jak się współcześnie ocenia muzykę? Kategoria piękna już chyba nie obowiązuje?
Nie potrzeba przekonywać publiczności, że muzyka elektroniczna jest piękna. Nasze czasy niekoniecznie są piękne. Muzyka jest materią żywą i stale powstaje na nowo. Dlaczego to, co jest robione dzisiaj, miałoby być mniej godne uwagi od tego, co powstawało kiedyś? Wówczas to też było dzisiaj. Każda muzyka jest poruszająca i prawdziwa, tylko musi trafić na odbiorcę, który odczyta przekaz. Komponowanie jest wewnętrznym sposobem komunikacji, ekspresji, nawet jeśli pozostaje abstrakcyjne. Muzyka elektroakustyczna jest piękna, to znaczy godna uwagi. Nie mam na myśli – ładna. Choć i taka może być. Obraz abstrakcyjny może być piękny, bo jest cały czarny. Muzyka współczesna jest poruszająca, inna, niezwykła. Odzwierciedla naszą epokę.

 

Elżbieta Sikora – ukończyła reżyserię dźwięku i kompozycję w Warszawie. Studiowała muzykę elektroakustyczną i muzykę komputerową w Paryżu i w Stanfort. Realizowała utwory w znanych ośrodkach: IRCAM, INA/GRM, IMEB, SEPR. Należała do awangardowej grupy kompozytorskiej KEW. Otrzymała wiele prestiżowych nagród i odznaczeń. Od 1981 roku mieszka we Francji, lecz pozostała zawodowo związana także z Polską. Lista jej utworów obejmuje ponad sześćdziesiąt kompozycji. W swojej twórczości łączy często nowe technologie z muzyką instrumentalną. Jej ostatnia opera  Madame Curie odniosła sukces sceniczny i została doceniona przez krytykę. Utwory Elżbiety Sikory wydawane przez PWM, Chant du Monde i Ariadne Verlag są wykonywane na całym świecie. Wiele z nich ukazało się na płytach.