Wydanie: MWM 05/2015

Lenin był grzybem

Article_more
„Siergiej był piękny jak Bóg. Siergiej był piękny jak Modigliani” – pisali o Kuriochinie przyjaciele we wspominkowych tekstach. Jak to możliwe, że był wirtuozem i anarchistą, dysydentem i bolszewikiem, mistykiem, komikiem i prowokatorem jednocześnie?

Urodził się 16 czerwca 1954 roku w Murmańsku jako syn oficera Armii Czerwonej i nauczycielki matematyki. Lekcje gry na fortepianie rozpoczął w wieku czterech lat, zaskakując nauczycieli słuchem i pamięcią. W 1971 roku dostał się do Szkoły Muzycznej im. Modesta Musorgskiego przy Konserwatorium Leningradzkim – skąd wyrzucono go po pół roku, bo nie pojawiał się na zajęciach. Nieprzeciętnie utalentowanego nastolatka szybko pochłonęło barwne życie leningradzkiej bohemy, koncentrujące się w legendarnej kawiarni Sajgon. Zaczął grywać jako pianista w grupach avant-rockowych, na czele z najsłynniejszym zespołem radzieckiego undergroundu tamtych lat, grupą Akwarium.


Wkrótce rock przestał mu wystarczać. Jazz zainteresował go – który to już taki przypadek? – kiedy usłyszał Johna Coltrane’a w audycji Voice of America Willisa Conovera. Podziwiał Cecila Taylora, McCoya Tynera, Anthony’ego Braxtona i Erica Dolphy’ego, nudził go Oscar Peterson, Sun Ra i Charles Mingus. W 1978 roku na festiwalu w Kujbyszewie zadebiutował w roli jazzmana w zespole saksofonisty Anatolija Wapirowa, jednej z najważniejszych postaci radzieckiego jazzu.

Dziwaczny status, jakim cieszyła się w ZSRR muzyka awangardowa (łaskawie tolerowana, lecz bez oficjalnej aprobaty), pozwalał muzykom występować, ale niekoniecznie nagrywać i wydawać. Pierwsza legalnie opublikowanaw Związku Radzieckim płyta Kuriochina (Polynesia, Introduction To The History) ukazała się nakładem Miełodii dopiero w 1989 roku. Pierwszą w ogóle, The Ways of Freedom, wydała angielska wytwórnia Leo Records w 1981roku – nagrano ją na przesłanych Kuriochinowi z Zachodu taśmach, nielegalnie wywiezionych potem z Rosji do Londynu. Aby oszczędzić artyście problemów, płytę opatrzono zastrzeżeniem, że muzyk nie ponosi odpowiedzialności za wydanie albumu. Ale sam tytuł nagrania, podobnie zresztą jak tytuły utworów – The Wall, No Exit, a przede wszystkim Archipelago – musiały budzić w latach osiemdziesiątych w ZSRR niebezpieczne skojarzenia. Takie skojarzenia pojawiały się również w przypadku drugiej z kolei pozycji w dyskografii artysty: płyty Sentenced to Silence (Skazany na ciszę, Leo Records 1983), wspólnego dzieła Kuriochina i Wapirowa z kompozycjami saksofonisty powstałymi podczas jego pobytu w sowieckim więzieniu.


Ale nawet freejazzowa wolność była za ciasna dla błyskawicznie rozwijającego skrzydła Kuriochina. Po latach wspominał, że jedyną rzeczą, na którą miał ochotę w kulminacyjnych momentach każdej z nastrojowych i dramatycznych kompozycji Wapirowa, było założenie czerwonego nosa klauna i rozpoczęcie wygłupów. „Powaga oznaczała dla niego nudę – śmiertelnego wroga sztuki” – pisał o nim Alex Kan.



Po wydaniu na Zachodzie pierwszych płyt, w recenzji których porównywano go to do Cecila Taylora, to do Conlona Nancarrowa, pozycja Kuriochina stale się wzmacniała. Grywał coraz więcej (godne polecenia są nagrania z Władimirem Czekasinem), coraz częściej jako lider, aż wreszcie w 1984 roku mógł sobie pozwolić na zrealizowanie swojego najdzikszego pomysłu – sformowanie nietrwałej w składzie, stałej w scenicznym szaleństwie orkiestry Pop Mechanika. Gigantyczne i ekscentryczne happeningi nie miały odpowiednika nie tylko w Związku Radzieckim, ale w całym bloku wschodnim. Przy ekstrawagancjach Kuriochina „skandaliczne” popisy polskich młodych gniewnych lat osiemdziesiątych w orkiestrze Young Power wyglądają jak przedstawienia dla grzecznych dzieci.

Oprócz zaprawionej w bojach freejazzowej braci (Wapirow, Wołkow, Ponomariewa, Tarasow) do udziału w przedstawieniach Pop Mechaniki (bo przecież nie były to zwykłe koncerty) Kuriochin zapraszał młodych muzyków, których nawracał na awangardę, ulicznych grajków, zaprzyjaźnione grupy rocka progresywnego, zespoły przedszkolaków, cyrkowców, punków i orkiestry cygańskie. W trakcie grupowych improwizacji sterowanych (ale bez przesadnego dążenia do absolutnej kontroli) przez Kuriochina odbywały się projekcje filmowe, pokazy mody i tańce erotyczne, po scenie wędrowały olbrzymie dekoracje, balet następował po industrialu, mimimalizm po operetce, siermiężna sowiecka estetyka sąsiadowała z blichtrem i blaskiem. Podczas koncertu Pop Mechaniki w Szwecji na estradzie pojawił się czołg, pięćdziesięcioosobowy zespół wojskowy, stado owiec i gęsi, czerwone sztandary i chór leningradzkich anarchistów śpiewający komunistyczne pieśni; Kuriochin przecinał piłą fortepian na pół, nakazał gitarzyście rockowemu ściągnąć spodnie i improwizować wspólnie z klasyczną orkiestrą kameralną, a bogu ducha winnemu kozłowi fundował przechadzkę w asyście jazgoczącej sekcji saksofonów (kozioł podobno uciekł).

Subtelne nawiązania do rosyjskiej klasyki przerywane były głupawymi zabawami w ganianego (oczywiście przeprowadzanymi przy jednoczesnym graniu na instrumentach), na estradę wjeżdżały wojskowe ciężarówki, zdarzył się nawet (jakim cudem?!) gościnny występ zespołu reprezentacyjnego Armii Czerwonej. Kwartety smyczkowe mierzyły się z freejazzową anarchią, zespoły folkowe – z muzyką atonalną i teatrem absurdu, obecność krów, koni, świń, tygrysów i pytonów była wręcz standardem. A nad wszystkim unosiła się naczelna dewiza Kuriochina, która nakazywała wprowadzanie „elementu idiotyzmu”. Jego osobistej charyzmie nie oparły się gwiazdy oficjalnej radzieckiej rozrywki, wykonujące podczas prowokacyjnych przedstawień Pop Mechaniki swoje popisowe numery (między innymi Kola Beldy, Borys Sztokołow czy Edward Chil, który zgodził się zostać zawinięty w przezroczystą folię i wniesiony na estradę). Źródła różnią się co do maksymalnej liczby osób zgromadzonych przez Kuriochina na estradzie podczas jednego występu – najczęściej mówi się o trzystu, ale w niektórych przypadkach szacunki dochodzą do czterystu sześćdziesięciu (wliczając zwierzęta).

Jegor Ligaczow, niechętny Gorbaczowowi naczelny ideolog Partii, w drugiej połowie lat osiemdziesiątych uważany za drugą osobę w państwie, po obejrzeniu dokumentu o Pop Mechanice ostro zaatakował w przemówieniu Kuriochina, nazywając jego muzykę „ideologicznym i artystycznym pomieszaniem” i grzmiąc, że „dzięki Pieriestrojce wypłynęły również szumowiny i śmieci”. Na szczęście nie były to lata pięćdziesiąte – po przedrukowaniu przemówienia w prasie Kuriochin został wprost zasypany propozycjami współpracy. Po latach pianista nazywał Ligaczowa jednym z duchowych ojców swojej orkiestry. A kiedy w Leningradzie w 1988 roku doszło do słynnego spotkania radzieckich artystów z Johnem Cage’em i Kuriochin usłyszał od niego słowa o „równouprawnieniu wszystkich dźwięków”, mogło go to tylko utwierdzić o słuszności własnych pomysłów.

Nierzadko całość dadaistycznych występów ujęta była w luźne formy fabularne – jeszcze przed Pop Mechaniką powstała opera Subway Culture, traktująca o oblężeniu nielicznych wysp ludzkiej cywilizacji przez armię postatomowych mutantów; w trzecim akcie opery uwięziony przez potwory bohater, Igor Dostojewski, usiłuje skontaktować się z pobratymcami za pomocą heroicznych, freejazzowych improwizacji na saksofonie tenorowym (podobny pomysł mógł powstać tylko w autohalucynogennej wyobraźni Kuriochina). Promotorzy wspominają też koncerty solowe pianisty, podczas których nie zbliżał się nawet do fortepianu, a zamiast tego raczył zaskoczonych słuchaczy improwizowanymi opowieściami fantastycznymi. Umiał kupić sobie każdego – organizatorzy wpadali w przerażenie, ale publiczność była zachwycona.

A jak było z tytułowym Leninem? O tym za miesiąc.