Wydanie: MWM 06/2015

Nocny lot

Article_more
To nie była jedyna książka o lotnictwie, którą zapamiętał Włodek Szomański. To była jedna z wielu, którą przeczytał jako syn lotnika. Może miłość do lotnictwa zaszczepił mu ojciec, a może lotnictwo stało się wyrazem jego bujnej wyobraźni, której nie przekładał wprawdzie na loty w chmurach. Przelewał ją na papier nutowy. Nocny lot to książka napisana w 1931 roku przez Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Autor był pilotem, pisarzem, a przede wszystkim – poetą. Podczas wojny brał czynny udział w lotach zwiadowczych nad Francją. W czasie jednej z takich misji zginął. Może dlatego jego Nocny lot jest tak prawdziwą, a zarazem romantyczną opowieścią o heroizmie człowieka i pięknie lotniczych zmagań. Lotnictwo tamtych dawnych czasów uzależnione było od człowieka, jego mądrości i na swój sposób – fantazji. Było obcowaniem ze zwykłą maszyną, ale jakże uduchowioną, bliską i przypominającą żywą istotę. Nad nią pilot nie musiał mieć władzy, wystarczyło, że doskonale ją rozumiał. Ona zaś odwdzięczała mu się posłuszeństwem i „duszą”. Lot nad miastami, polami, nocą czy w dzień był prawdziwą, ciekawą przygodą, pełną obserwacji, pięknych widoków i jarzących się nocą – w pejzaże wyobraźni – świateł. Dla każdego wrażliwego człowieka taka podróż to zrealizowanie marzeń o byciu ptakiem, lataniu na baśniowym dywanie bądź bujaniu w obłokach marzeń. Dzisiaj, kiedy loty samolotami stały się czymś codziennym, możliwością pokonywania w szybkim czasie kilometrów potrzebnych do zarabiania pieniędzy, tamte podniebne wyczyny jawią się jako romantyczna przygoda. Nocny lot to kolejna książka odsunięta na boczną półkę, choć zawiera piękne przesłanie mówiące o życiu nie tylko w kontekście bycia pilotem. Autor w powieści pisze: „Człowiek odkrywa samego siebie, gdy mierzy się z przeszkodą”. Może dlatego Włodek Szomański często do niej wracał, a ja tak gorąco ją Państwu polecam.

W godzinę później radiotelegrafista samolotu pocztowego lecącego z Patagonii uczuł, jakby go czyjeś ramię lekko uniosło w górę. Obejrzał się wokoło: ciężkie chmury przesłaniały gwiazdy. Nachylił się ku ziemi szukając światełek osiedli ludzkich, podobnych do robaczków świętojańskich ukrytych w trawie, ale nic nie lśniło w tej czarnej trawie.

Sposępniał przewidując ciężką noc – loty naprzód i z powrotem, zdobywanie przestrzeni i utratę jej. Nie rozumiał taktyki pilota; zdawało mu się, że gdzieś dalej natknął się na gęstwę nocy jak na mur.

Teraz dostrzegł na przedzie, tuż nad horyzontem, słabe migotania, niby odblask pieców hutniczych.

Dotknął ramienia Fabiena, ale ten się nie poruszył.

Pierwsze podmuchy dalekiej burzy dosięgły samolotu. Radiotelegrafista uczuł na swym ciele parcie od spodu masy metalu, łagodnie podrzucone j w górę, a potem parcie to znikło, stajało i przez kilka sekund zdawało mu się, że się unosi i płynie sam pośród nocy. 

Wówczas chwycił się oburącz stalowej podłużnicy.

A że z całego świata widział już tylko czerwoną żarówkę w kabinie, przeszył go dreszcz zgrozy na myśl, że pogrąża się w samo jądro ciemności, bezradny, pod jedyną ochroną małej lampki. Nie śmiał niepokoić pilota pytaniem, jakie są jego zamiary, więc zacisnął tylko mocniej ręce na stali i pochylony naprzód, wpatrywał się w ciemny kark przed sobą.

W słabej poświacie zarysowały się jedynie głowa i nieruchome barki. Cała postać była tylko ciemną bryłą, pochyloną nieco na lewo, z twarzą zwróconą ku burzy, obmywaną zapewne przez jej błyski. Ale radiotelegrafista nie widział tej twarzy ani też gry uczuć – to woli sprężonej, to gniewu – które się na niej skupiły, by stawiać czoło nawałnicy. Nie widział walki odsłaniającej się w nagłych, krótkich błyskawicach, walki, która się rozgrywała pomiędzy daleką burzą a bladą twarzą pilota.

W nieruchomości jednak tego cienia przed sobą odgadywał skupioną moc i czuł dla niej tkliwość. Niosła go ta moc ku burzy, ale zarazem osłaniała go przed nią. Te ręce, dzierżące mocno ster w zaciśniętych dłoniach, zdawały się już ujarzmiać burzę, niby kark zwierza, ale tchnące siłą ramiona pozostawały nieruchome i czuć w tym było powściągliwą pewność.

„Ostatecznie pilot jest odpowiedzialny za wszystko” – pomyślał.

Antoine de Saint-Exupéry, Nocny lot, przełożyli Maria Czapska i Stanisław Stempowski, Warszawa 1967.