Autor: Anna Gręda
Wydanie: MWM 06/2015

Malarka ludzkiej duszy

Wywiad z Duśką Markowską-Resich i Marcinem Błażewiczem
Article_more
„Mnie się marzy jakieś inne życie. Ja inna jestem. Tu… trzeba wybrać między malowaniem a zwykłym życiem… i to jest dla mnie nie do przyjęcia.” Olga Bo do Izy (fragment sztuki Dwa portrety – rzecz o siostrach Boznańskich)

Anna Gręda: W tym roku obchodzimy sto pięćdziesiątą rocznicę urodzin Olgi Boznańskiej. Państwa pierwsze spotkanie z tą artystką…
Marcin Błażewicz:
Opera Olga Bo [premiera 10 czerwca w Operze Krakowskiej – przyp. red.] jest moim pierwszym spotkaniem z Olgą. Znałem powierzchownie kilka jej płócien, jednak nie miałem świadomości, jakie życie wiodła ich autorka. Historia życia tej malarki i, naturalnie, libretto stały się punktem wyjścia do pracy prekompozytorskiej nad operą.

Duśka Markowska-Resich: Pierwszy raz sięgnęłam do biografii Olgi Boznańskiej, przygotowując scenariusz filmu dokumentalnego. Miał to być film o Oldze Boznańskiej – malarce. Taka historia spaceru po Paryżu, ukochanym mieście artystki, śladami jej życia. Bardzo kocham ten projekt, bo sama spędziłam w tym magicznym mieście ponad dziesięć lat. Później pojawiło się zlecenie na napisanie sztuki. Musiałam przepracować scenariusz, znaleźć jakiś temat z życia Olgi, który byłby naprawdę nośny dramaturgicznie. I tak powstała sztuka Dwa portrety – rzecz o siostrach Boznańskich. Następnie pojawiła się idea połączenia spektaklu z muzyką. Pomyślałam o formie opery kameralnej. Pojawił się kompozytor – Marcin Błażewicz. Napisałam pierwszą wersję libretta na podstawie Dwóch portretów… i mogliśmy zacząć rozmawiać o operze.

Jakie inspiracje można czerpać z historii Olgi Boznańskiej? Co było szczególnie ważne podczas pracy nad operą?
M.B.:
Przede wszystkim, trzeba pamiętać, że opera jako gatunek to nie tylko muzyka. Opera to konwencja. Uważam, że należy podchodzić do jej pisania, mając w sobie dużo wyobraźni psychologicznej. Wielki wpływ na powstawanie muzyki do Olgi Bo miała moja postawa estetyczna w ogóle, mająca swoje źródło w nowym kierunku myślenia, który w psychologii nazwano „psychologią transpersonalną”, a w sztuce chyba powinno się określać mianem „transmodernizm”. U jego podstaw tkwi chęć, by przywrócić działaniom twórczym wartość autentycznych przeżyć, które nas poruszają, stanowią bowiem o naszej kondycji jako ludzi. Dlatego, przygotowując się do komponowania muzyki do Olgi Bo, skoncentrowałem się na relacji między bohaterkami – siostrami Olgą i Izą.

D.M.-R.: Ta dziwna relacja sióstr była dla mnie niezwykłym odkryciem. Stała się najlepszym nośnikiem dramaturgii spektaklu. Opowieść o dwóch siostrach artystkach połączonych mroczną więzią, jakąś przedziwną substancją chemiczną, która powodowała, że jedna z sióstr całe życie podążała śladem drugiej, mimo że była to dla niej bardzo niefortunna i bolesna droga – o tym jest opera.

Olga:
Maluję…
Iza:
Tylko to umiesz robić. Jesteś na to skazana.

(Akt II, Scena 2)

Jak można by określić relacje między siostrami Boznańskimi?
M.B.:
Jako trudne. I bardzo ludzkie, uniwersalne. Przecież zazdrość, która nie pozwoliła siostrom się porozumieć, w mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego człowieka.

D.M.-R.: Cała historia zaczyna się w Krakowie. Olga i Iza są córkami fantastycznych ludzi – matka była Francuzką, kobietą na owe czasy wyzwoloną, nauczycielką, osobą naprawdę wybitną. Ojciec był Polakiem, człowiekiem zakochanym w swoich córeczkach. Obie siostry od początku miały wpajaną miłość do sztuki. Obie miały zostać artystkami, tak zdecydowała mama sióstr: Olga miała być malarką, Iza – pianistką, zresztą znakomicie grała na fortepianie. Okazało się jednak, że Iza nie radziła sobie z publicznymi występami. Miała ogromne problemy z tremą. To zmieniło całe jej życie. I stopniowo relacje sióstr stawały się coraz bardziej chore. Im więcej sukcesów odnosiła Olga jako malarka, tym bardziej Iza była nieszczęśliwa. Olga była piekłem Izy. Pojawia się więc pytanie: dlaczego Iza nie odcięła się od Olgi i nie poszła własną drogą, dlaczego nie została najpierw w Krakowie, potem w Monachium? Dlaczego nie wyszła za mąż albo nie zajęła się karierą naukową (w Paryżu była podobno bardzo utalentowaną studentką Mari Skłodowskiej-Curie)?

Czy można zatem posłużyć się klasycznymi kategoriami pozytywnego i negatywnego bohatera, opisując Olgę i Izę?
D.M.-R.:
Nie, tam nie ma negatywnych bohaterów. Jak wspomniałam, to opowieść o relacji sióstr. Między nimi wytwarza się dziwna chemia, z powodu której miłość i uwielbienie przetwarzane są w nienawiść i samozatracenie. Iza była jak nieszczęsny cień swojej siostry: Olga pojechała do Monachium – Iza pojechała do Monachium, Olga pojechała do Paryża – Iza pojechała do Paryża. Relacja miłość – nienawiść…

Jakie były obie siostry?
D.M.-R.:
Gdybym miała operować plamami świetlnymi – ujęłabym Olgę jako jasną plamę. Jest jasną postacią przez swoje wybory. Olga kocha malarstwo, kocha ludzi, kocha zwierzęta. Jest niezwykle szlachetna i szczodrobliwa. Tymczasem Iza jest osobą z ciemności. Jej wybory życiowe są dla mnie niezrozumiałe, wydają się autodestrukcyjne.

A jaki stosunek miała Olga do Izy?
D.M.-R.:
Myślę, że Olga przez długi czas nie przywiązywała większej wagi do obecności siostry w swoim życiu. Zajmowała się karierą, a w życiu Izy nie działo się nic specjalnie istotnego. Później, oczywiście, Olga opiekowała się siostrą – Iza była przecież alkoholiczką i narkomanką. Tak sobie myślę, że całą złożoność tych siostrzanych relacji najlepiej oświetli muzyka. Muzyka, która wiele wyjaśnia, jednocześnie pozostając tajemnicą.

M.B.: Zniuansowanie, wyważenie nastroju – to było dla mnie najważniejsze zadanie. To w ogóle najważniejsze zadanie kompozytora. Intensywność muzyki, jej wewnętrzne zagęszczenia i rozrzedzenia powinny być nierozerwalnie związane z przeżyciami bohaterek. Chciałem, by powstała opowieść muzyczna, która pozwoli wniknąć w namiętności, jakie targały siostrami. Mam nadzieję, że to się udało.

I ja taka taka dwoista
Wznoszę zieleń w górę
Oddaję wszystko co mam
Niczyja, ciągle niczyja
Niczyja

Aria Olgi (Akt II, scena 1)

Jak opisaliby państwo Olgę jako kobietę?
M.B.:
W pierwszych scenach jest pełną życia kobietą i malarką, która wchodzi w rzeczywistość artystyczną. Osobą nieco lekkomyślną, dającą się wykorzystywać. Znamy jej historię – to, jak rozdaje ludziom pieniądze, jak nie bierze odpowiedzialności za swoje życie. Stopniowo dojrzewa. Niestety za późno. Za późno zdaje sobie sprawę, że popełniła ogromnie dużo błędów. Niedojrzałość w ogóle najlepiej opisuje Olgę Boznańską. Cierpiała na syndrom analogiczny do męskiego syndromu Piotrusia Pana. Była wieczną dziewczynką, niepotrafiącą funkcjonować w rzeczywistości dorosłych. To efekt tego, że jako córeczka, na którą chuchano i dmuchano, nie wyniosła z domu dobrych wzorców. Wiele oczekiwała od partnerów, nadmiernie im ufając. Nie potrafiła budować związków.

D.M.-R.: Ale Olga była przede wszystkim artystką. Artystką szczęśliwą. Miała wielki talent i wielkich sprzymierzeńców w osobach rodziców, odnosi się to zwłaszcza do ojca. Była zrealizowaną malarką. I jak każda artystka miała problem ze swoją kobiecością. Jak każda kobieta chciała być kochaną. Problem polegał na tym, że spotykała mężczyzn, którzy nie dorastali do tego modelu kobiecości, jaki reprezentowała Olga. Żadna z relacji męsko-damskich nie miała szans na spełnienie, żadna nie prowadziła do małżeństwa. Mam wrażenie, że Olga artystka nie była do tego przekonana. Nie była przekonana, żeby być Olgą kobietą.

Prosiłam go by, kochał mnie jako człowieka, mniej kobietę. Nie mógł.
Odszedł. Widocznie… za mało jestem kobietą…

(Dwa portrety – rzecz o siostrach Boznańskich)

Czy udało się jej być wolną, niezależną kobietą artystką?
M.B.:
Nie. Olga była zakładniczką swojej epoki. Moim zdaniem dobrze to pokazuje cały początkowy okres jej twórczości. Miała świadomość swoich ograniczeń jako kobiety w męskim świecie artystów. Choć, oczywiście, mimo tych ograniczeń osiągnęła bardzo wiele.

D.M.-R.: Istotnie, miała pewne problemy. Żeby studiować – jako kobieta – musiała wyjechać do Monachium, żeby uprawiać malarstwo i żyć tak, jak pragnęła – musiała wyjechać do Paryża. Jednak miała sytuację unikalną, miała możliwości. Dość łatwo spełniała się jako artystka – łamała tabu, nie łamiąc tabu. Sytuacja kobiet w tamtym czasie była piekielnie trudna, ponieważ kobiety nie posiadały swoich pieniędzy. Olga nie miała tego problemu: ojciec sfinansował jej studia, wyjazdy, pracownię. Pomagała rodzina matki mieszkająca we Francji. Potem Olga zarabiała fenomenalne pieniądze. Bo przecież Olga Boznańska to cudowne portrety, to nagrody na międzynarodowych konkursach, złote medale, wielka sprzedaż obrazów.

A więc to jest całe życie?
A wiec to jest całe życie. Całe życie.
Ta ciemność i pustka we mnie.

(Akt II, Scena 3)

Czy Olga Boznańska jest postacią tragiczną?
D.M.-R.:
W pewnym momencie Olga jako portrecistka przestała mieć zamówienia. Jej obrazy przestały być modne, a ona sama nie umiała i nie chciała tworzyć inaczej. Potrafiła funkcjonować wyłącznie jako malarka. Malowanie ratowało jej duszę – to znaczy pomagało jej być człowiekiem.

M.B.: Namawiałem Duśkę, aby wyeksponować w tej operze wartości uniwersalne. Tak, by Olga Bo była historią o tym, czy warto poświęcić życie dla sztuki. Pod koniec opery jest scena, kiedy bohaterka zostaje przywieziona do przytułku. Wówczas następuje moment rozliczenia z życiem: czy warto było poświęcić rodzinę i miłość dla sztuki?

A warto?
M.B.:
Nie. Nie warto. Owszem, sztuka jest nieodzownym elementem życia człowieka – nieistotne, czy uprawiana profesjonalnie, czy nieprofesjonalnie. Jednak we współczesnym świecie obserwuję bardzo niepokojące zjawisko. Jak z Dziennika Gombrowicza: „Poniedziałek / Ja. / Wtorek / Ja. / Środa / Ja. [...]”. Na to cierpi mnóstwo ludzi. Bardzo wielu artystów, którzy mają poczucie niespełnienia. A w sztuce bardzo trudno się spełnić. Bardzo trudno „popełnić” dobrą sztukę – by ją napisać, trzeba coś przeżyć. Trzeba mieć mądrość emocjonalną, co wcale nie jest łatwe w luksusowym świecie. Nie przez przypadek wśród największych kompozytorów XX wieku byli Szostakowicz i Prokofiew. Siła ich muzyki bierze się z przeżyć, z jakimi musieli się zmierzyć.

D.M.-R.: Każdy artysta, który chce być poważnym artystą, zajmuje się własną działką: malarz maluje, kompozytor komponuje… Nie wiem, czy można to nazwać poświęceniem życia. Ktoś powiedział, że to nie my wybieramy sztukę, a sztuka wybiera nas. A jeśli jeszcze artysta odnosi sukces, tak jak Olga, to jest to przyjemne spędzenie życia. Choć, oczywiście, Boznańska nie miała rodziny, nie miała dzieci. Olga Boznańska wprawdzie odchodziła w samotność i śmierć jako nieszczęśliwa kobieta, jednak jako szczęśliwa, spełniona artystka.

Olga Bis (kobieta w masce):
Maluj, Olga, maluj, tylko to może ocalić Twoją duszę.

(Finał)