Wydanie: MWM 11/2012

Samotność solisty

Rozmowa z Soyoung Yoon, zwyciężczynią Międzynarodowego Konkursu im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu z 2011 roku
Article_more
Podróżuje się samemu, je się samemu, po koncercie znowu jest się samemu. Nie jestem dostatecznie silna, by znieść to na dłuższą metę. To równowaga między grą solo, w kwartecie i w orkiestrze czyni mnie szczęśliwą.

Krzysztof Komarnicki: Minął rok od pani triumfu na Konkursie Wieniawskiego. Co się od tego czasu zdarzyło w pani życiu artystycznym?

Soyoung Yoon: Konkurs zupełnie zmienił moje życie. Przedtem byłam studentką, brałam udział w wielu konkursach, ale ten wymógł na mnie zmiany nawet w planie dnia. Jestem szczęśliwa, że wygrałam ten Konkurs, dzięki temu mogę dużo grać, podróżować po całym świecie i spotykać wspaniałych ludzi. To bardzo miłe.

Chciałbym zapytać o utwór, który w opinii wielu osób był najbardziej przejmującym punktem Konkursu Wieniawskiego i clou pani dusznickiego recitalu – Sonatę skrzypcową f-moll Prokofiewa. Jak można w ogóle grać na skrzypcach w takiej tonacji?

Zanim zaczęłam pracę nad tym utworem, nie byłam do niego przekonana. W ogóle nie rozumiałam tej muzyki. Na początku jest bardzo pesymistyczna, na końcu – przygnębiająca. Gdy zaczęłam pracę nad Sonatą miałam 23 lata i, szczerze mówiąc, nie lubiłam jej. Pianistka Irina Winogradowa opowiedziała mi wiele historii o Rosji, o wojnie, o tym, o czym jest ta muzyka. Stopniowo zaczęłam rozumieć coraz więcej i więcej, aż ta sonata stała się moją ulubioną. Publiczność twierdzi, że ta muzyka jest jakby dla mnie stworzona. Nie wiem, dlaczego tak mówią, ale bardzo lubię wykonywać Sonatę f-moll i rzeczywiście do mnie pasuje. 

Julian Tuwim powiedział kiedyś, że może tylko dyskutować o rzeczach, co do których nie jest całkowicie przekonany, bo całkowita pewność odbiera mu dar argumentacji. Może i w pani przypadku było podobnie?

To ciekawy punkt widzenia…

 

Wróćmy do ciemnej tonacji f-moll, dość nieprzyjemnej dla skrzypka. Z drugiej strony, to jedna z wygodniejszych tonacji na fortepianie. Tonacja utworu zatem wskazuje na przesunięcie ciężaru w kierunku partii fortepianowej.

Zawsze miałam wrażenie, że pianiści bardzo lubią tę sonatę. Skrzypkowie mniej, to prawda.

 

W pani wykonaniu nie widać jednak żadnych problemów technicznych. Jakby nie istniała fizyczna strona gry, nawet jakby nie było skrzypiec. Po prostu jest tylko muzyka.

Po zagraniu tej sonaty jestem zawsze wyczerpana. Przez prawie pół godziny staram się dać z siebie wszystko. Po czwartej części wydaje mi się, że już nie będę w stanie zagrać ani jednej nuty.

 

12 października zagrała pani I Koncert Szymanowskiego z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Jak przebiegała praca nad tym utworem?

Nie grałam tego koncertu wcześniej, to duże wyzwanie. Wykonywałam go w Katowicach z maestro Krzysztofem Pendereckim, z którym także jeszcze nie występowałam. Dodatkowym wyzwaniem było to, że skończyłam już studia i to pierwszy koncert skrzypcowy, którego musiałam się nauczyć całkowicie samodzielnie. Jeszcze w ubiegłym roku byłam studentką prof. Zachara Brona, ale już z nim nie pracuję. Było to dla mnie trudne: wszystko musiałam opracować sama, przemyśleć frazowanie, przeanalizować utwór bez niczyjej pomocy… Słuchałam też nagrań Franka Petera Zimmermanna i Wandy Wiłkomirskiej. Porównywałam ich podejście do tego utworu, zastanawiałam się nad tym, co ja sama chcę przekazać. To cudowny koncert, bardzo wymagający – wspaniała muzyka i bardzo piękna. Mam nadzieję, że do mnie pasuje.

 

Gra pani utwory od Bacha do współczesności. Jaki jest pani stosunek do problemów wykonawczych muzyki dawnej?

Sedno problemu leży w tym, że jest tyle rozmaitych wyobrażeń o tym, jak ta dawna muzyka mogła brzmieć. W muzyce romantycznej i współczesnej mogę po prostu wyrazić siebie, grać tak, jak ja chcę. W przypadku Bacha i Mozarta krytycy i publiczność mają sprecyzowane oczekiwania, gdy chodzi o styl i brzmienie. Wydaje mi się, że utwory tych kompozytorów najlepiej grać jak najprościej, nie forsować swojej wizji frazowania. Grać „po prostu”, czysto i precyzyjnie, a muzyka sama zabrzmi. Mozart to jednak zawsze ryzyko.

 

Dlaczego?

Ludzie mają różne wizje Mozarta. Jedni mówią, że trzeba go grać w stylu barokowym, inni, że raczej romantycznie. Kiedy wykonuję utwór, muszę także zadowolić swoje gusta, ale przecież gram dla publiczności. A gdy gra się Mozarta, jest właściwie niemożliwe trafienie w gusta każdej osoby na widowni. Dlatego, według mnie, trzeba grać go naturalnie i czysto a publiczność będzie zadowolona. Nie można narzucać tej muzyce zbyt wielu własnych wizji. Muzyka musi mówić sama za siebie.

 

Podczas Konkursu grała pani na instrumencie Guadagniniego z 1773 roku. Czy nadal go pani ma?

O tak! Jest moją własnością. Mam też stradivariusa w domu, ale na ogół gram na skrzypcach Guadagniniego. Znam je dobrze, mogę wydobyć z nich tyle barw, bardzo dobrze się z nimi czuję.

 

Jak udało się zdobyć ten instrument?

To był szczęśliwy zbieg okoliczności. W 2005 roku pewna prawniczka w Niemczech, skrzypaczka-amatorka, nabyła te skrzypce, ale okazały się dla niej za duże. Chciała więc kupić sobie mniejszy instrument, a Guadagniniego sprzedać jakiemuś studentowi prof. Brona, bo owa prawniczka była jego wielbicielką. Spróbowałam, spodobały mi się i rodzice mi je kupili.

 

Nie są za duże?

O nie! (śmiech)

 

Czego pani słucha na co dzień? Czy istnieje inna muzyka poza muzyką poważną?

No pewnie! Kiedy nie ćwiczę, jeśli nie porównuję nagrań, to nigdy nie słucham muzyki klasycznej. To byłoby za wiele – po prostu. Słucham r’n’b, new age, jakiejś lekkiej muzyki fortepianowej. To mnie odpręża. Nie wyobrażam sobie, żebym miała w tym celu słuchać Koncertu Szostakowicza!

 

Jakie ma pani plany na najbliższy sezon?

Oprócz występów solowych gram także w kwartecie smyczkowym, bo uwielbiam muzykę kameralną. Jestem też koncertmistrzynią Orkiestry Symfonicznej w Bazylei. Dla mnie to cudowne, że mogę znaleźć równowagę między karierą solową, muzyką kameralną i orkiestrową. Próbuję robić wszystko i to była bardzo dobra decyzja. Gdybym grała tylko koncerty solowe, zwariowałabym! Kiedy gram też muzykę kameralną i orkiestrową, daje mi to mnóstwo energii i motywacji i bardzo pomaga solowym projektom. Jestem więc zadowolona, że robię to wszystko! W tym sezonie gram wiele koncertów w Polsce, Brazylii i Japonii, a do tego koncerty kameralne i z orkiestrą.

 

To podobny wybór jak w przypadku jednego z poprzednich zwycięzców Konkursu Wieniawskiego…

…Bartek! [Bartłomiej Nizioł] Uwielbiam go! Uwielbiam! Miałam z nim lekcje, zanim poszłam do orkiestry. To, jak uczył, było bardzo inspirujące, to taki wspaniały muzyk!

Ludzie pytają „dlaczego robisz to wszystko?”, a ja na to „dlaczego nie?”. Przebywa się z miłymi kolegami, słyszy miłe rzeczy, pomagamy sobie wzajemnie, tworzymy wspólnie muzykę, to wspaniałe. Jako solistka czasem przeżywam kryzys, ponieważ solista jest zawsze samotny. Podróżuje się samemu, je się samemu, po koncercie znowu jest się samemu. Nie jestem dostatecznie silna, by znieść to na dłuższą metę. To równowaga między grą solo, w kwartecie i w orkiestrze czyni mnie szczęśliwą.

 

Udziela pani lekcji?

Trochę uczę w Korei, ale nie lubię tego. Wolę ćwiczyć 10 godzin, niż mieć lekcję z jednym studentem…


Rozmawiał Krzysztof Komarnicki


Soyoung Yoon studiowała na Narodowym Uniwersytecie Sztuki Korei. Po zdobyciu licencjatu w Hochschule für Musik w Kolonii, podjęła solistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Artystycznym w Zurychu, gdzie była studentką w klasie mistrzowskiej profesora Zachara Brona. Wśród jej mentorów znajdują się tacy mistrzowie, jak Shlomo Mintz, Ida Haendel, Donald Weilerstein i Wiktor Danczenko. Soyoung Yoon w wieku siedemnastu lat zdobyła I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Yehudi Menuhina (2002). Rok później została najmłodszą zwyciężczynią Międzynarodowego Konkursu Muzycznego „Kulen Kampff” w Kolonii oraz finalistką Międzynarodowego Konkursu w Hanowerze. Pasmo sukcesów kontynuowała zwycięstwem w Międzynarodowym Konkursie im. Tibora Vargi w 2005 roku. Rok później zdobyła Grand Prix oraz dwie nagrody specjalne na konkursie im. Dawida Ojstracha. Jest ponadto laureatką trzech najbardziej prestiżowych imprez skrzypcowych na świecie: konkursu w Indianapolis (2010), konkursu Królowej Elżbiety w Brukseli (2009) oraz konkursu Czajkowskiego w Moskwie (2007). W 2011 roku wygrała Międzynarodowy Konkurs im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. Soyoung Yoon z zaangażowaniem wykonuje także muzykę kameralną; jest członkinią zuryskiego Stradivari Quartet.