Wydanie: MWM 07/2015

Pianista w kinie

Wywiad z Aleksandrem Dębiczem
Article_more
Cinematic Piano, debiutancka płyta Aleksandra Dębicza, która ukazała się na początku maja, jest miksturą spontanicznej energii i witalności ze szczyptą nostalgii i filmowego napięcia, a przy tym błyskotliwym fajerwerkiem pianistycznej wirtuozerii. Fortepian pod palcami młodego artysty tętni i groovi, płynie i skrzy się niezliczoną ilością barw i emocji w najróżniejszych odcieniach. Dynamiczna narracja albumu inspirowana jest montażem filmowym. Na krążku znalazło się dwanaście utworów Dębicza, który okazał się nie tylko wyjątkowym pianistą, lecz także utalentowanym kompozytorem. Nagrania odbyły się w podkrakowskich Alvernia Studios. Za brzmienie płyty odpowiedzialni są reżyserzy dźwięku, laureaci nagrody Grammy – Andrzej Sasin i Aleksandra Nagórko.

Grzegorz Dąbrowski: Skąd wziął się pomysł na płytę Cinematic Piano?
Aleksander Dębicz:
Fascynuję się muzyką filmową i, oczywiście, filmami. Jest to dziedzina sztuki, która zawsze mnie bardzo inspirowała. Od dziecka także dużo improwizuję i do pewnego czasu nawet nie byłem tego świadom, ale moje improwizacje prawdopodobnie ze względu na to, że bardzo dużo słuchałem muzyki filmowej i żyłem filmem, stawały się estetycznie coraz bardziej „filmowe”. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że najczęściej właśnie w takim stylu gram. Kiedy wygrałem konkurs Transatlantyk, który polegał na improwizowaniu na żywo do filmu i dostałem propozycję nagrania płyty, postanowiłem znaleźć formę na utwory do niej. Zastanawiałem się, co zrobić, żeby to nie były luźne improwizacje, chciałem temu materiałowi nadać formę. Postanowiłem to wszystko, co mnie fascynuje w muzyce filmowej, przelać na język muzyki fortepianowej. Napisałem utwory, które czerpią z estetyki muzyki filmowej, ale też fortepianowej. Krótko mówiąc, chciałem ze sobą połączyć różne gatunki.

 

Na płycie są dwa utwory, których tytuły wprost odnoszą się do kompozytorów muzyki filmowej: Alexandre’a Desplata i Thomasa Newmana. Czy te utwory są luźnymi impresjami, czy raczej starałeś się nawiązać do ich stylu, może konkretnej ścieżki dźwiękowej?
Thomas Newman i Alexandre Desplat to kompozytorzy, którzy szczególnie mnie inspirują, ale, pisząc te utwory, nie myślałem o tym, by bezpośrednio się do czegoś odnieść. A jednak teraz, kiedy ich słucham, to dostrzegam pewne podobieństwa do konkretnych ścieżek dźwiękowych. Chciałem po prostu wyrazić swój zachwyt nad twórczością tych artystów, korzystając z elementów ich języka kompozytorskiego podczas pisania moich utworów. Szczególnie styl Alexandre’a Desplata jest bardzo oryginalny, specyficzny. Temat przewodni utworu A Letter to Mr. Desplat zawiera elementy charakterystyczne dla muzyki tego kompozytora, ale podobieństwa są także w warstwie fakturalnej, motywicznej, w strukturach rytmicznych. Chcę tu jednak zaznaczyć, że nie komponowałem tego utworu analitycznie, to wyszło z improwizacji, którą później konkretyzowałem.

 

Desplat jest na tyle wszechstronnym kompozytorem, że trudno go jednoznacznie zaklasyfikować do jakiegoś nurtu. Pisze bardzo różnorodne ścieżki dźwiękowe, co świetnie pokazują jego dwie tegoroczne nominacje do Oscara. Za Grę tajemnic i zwycięski Grand Budapest Hotel.
A jednak jego styl kompozytorski jest bardzo wyrazisty! Jest słyszalny we wszystkich kompozycjach. Tak naprawdę różnice w kompozycjach do konkretnych gatunków, czy to dużych blockbusterów, czy kameralnych dramatów, polegają głównie na instrumentacji. Desplat jest wybitnym orkiestratorem. Jednak charakterytyczne u niego jest samo podejście do narracji filmowej; to, w jaki sposób podkreśla muzyką najistotniejsze elementy. Jedną z moich ulubionych ścieżek dźwiękowych Desplata jest Ghostwriter. To jest absolutnie wybitna muzyka, modelowy przykład tego, ile muzyka może dać filmowi.

 

Mnie główny temat z Ghostwritera bardzo kojarzy się z Koncertem hebanowym Strawińskiego.
Zgadzam się! To jest właśnie najpiękniejsze w muzyce filmowej, że kompozytorzy nie chcą być za wszelką cenę oryginalni. Tworzą nową jakość, ale czerpią ze zdobyczy muzyki klasycznej, rozrywkowej, ze wszystkiego, co ich otacza. Dzięki temu są komunikatywni, a to w muzyce najbardziej mnie interesuje.

 

A co ty chcesz przekazać swojemu słuchaczowi?
Chciałbym, żeby melomani, którzy na co dzień słuchają muzyki tak zwanej „poważnej”, zainteresowali się muzyką filmową, a z kolei ci, którzy lubią muzykę filmową, zainteresowali się muzyką klasyczną. Myślę, że moja płyta może być pomostem między tymi rodzajami muzyki. Starałem się łączyć elementy fortepianowej muzyki klasycznej z narracją filmową.

 

A w jaki sposób ten pomysł realizujesz?
Staram się przełożyć to, co robi orkiestra, na fortepian. Wielu kompozytorów klasycznych też tak robiło, z Beethovenem na czele. Kiedy się pracuje nad jego sonatami, chce się, żeby to brzmiało nie jak fortepian, tylko jak orkiestra, bo to jest tak napisane, tylko przy użyciu innych środków. Ja chciałem zrobić coś podobnego na gruncie muzyki filmowej.

 

W kwestionariuszu „MwM” w numerze kwietniowym powiedziałeś, że uważasz Bacha za muzycznego Boga.
To prawda. Bach jest Bogiem, ponieważ nie ma w historii muzyki drugiego takiego kompozytora. Mnie najbardziej w jego muzyce porusza taka einsteinowska precyzja, a jednocześnie głęboki humanizm. Ta muzyka jest pełna życia, bardzo współczesna. Nie lubię rozgraniczania muzyki na poważną i niepoważną. Czasem podobne emocje wzbudza we mnie muzyka Bacha i Beyonce!