Wydanie: MWM 07/2015

Muzyczny ogród

Wywiad z profesor Sławomirą Żerańską-Kominek
Article_more
Na obrazie Gentilego da Fabriano przedstawiona jest Maryja z Dzieciątkiem, siedząca między dwoma drzewami, na których koncertują dla Niej ptaki-anioły. Moim celem było zbadanie, jakie tradycje kulturowe, poetyckie, religijne i artystyczne stoją za tym dziełem. Interesuje mnie każda muzyka w najszerzej pojętym kontekście kulturowym, a wyszukiwanie analogii w poszczególnych kulturach jest właśnie podejściem antropologicznym.

Agnieszka Grzybowska: Jak wspomina pani swoje wyjazdy badawcze?

Sławomira Żerańska-Kominek: Badania terenowe prowadziłam przede wszystkim w Turkmenistanie i w innych państwach Azji Centralnej. To było nadzwyczajne doświadczenie. Pojechałam do Turkmenistanu, aby badać mukam, wirtuozowską formę muzyki instrumentalnej. Przygotowałam się do badań bardzo starannie. Wydawało mi się, że mukam ma kluczowe znaczenie w kulturze muzycznej Turkmenów, okazało się jednak, że to marginalne zjawisko. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, nie było przecież wówczas żadnych nagrań. Musiałam zrealizować je sama i były to pierwsze nagrania muzyki turkmeńskiej. Dopiero w terenie dowiedziałam się, że trzonem tej tradycji jest muzyka wokalna. Wszystkie moje wcześniejsze notatki okazały się bezużyteczne. Musiałam więc zagłębić się w tradycję, o której nic nie wiedziałam.

 

Jak wyglądały pani kontakty z badanymi? Czy nawiązanie ich było bardzo trudnym zadaniem dla kobiety?

Muzykę, którą badałam, uprawiali mężczyźni. Traktowali mnie z dużym dystansem. Byłam jednak pod opieką Związku Kompozytorów Turkmeńskich, de facto Związku Kompozytorów Sowieckich, co wiele ułatwiało. Turkmenia należała do Związku Radzieckiego i nie było mowy o tym, aby samodzielnie tam podróżować. Jako gość jeździłam więc w teren luksusowymi wołgami i miałam przydzielonego opiekuna, doradcę terenowego, z którym się zresztą bardzo zaprzyjaźniłam. Do tej pory się przyjaźnimy, spotkamy się wkrótce na kongresie w Kazachstanie. Mój doradca miał podwójną rolę – był pośrednikiem językowym, bo większość badanych nie znała rosyjskiego, był także moją przepustką do środowisk, które były kompletnie zamknięte. Tylko dzięki niemu udało mi się przeprowadzić badania.

 

Jaki był status społeczny i materialny badanych?

Przeważnie byli to ludzie, którzy mieszkali w kołchozach i zupełnie nieźle im się wiodło; byli również i biedniejsi. Prawdopodobnie nie miałam wglądu w codzienną rzeczywistość badanych. Z Aszchabadu (stolicy Turkmenistanu) została przekazana telefonicznie informacja o moim przyjeździe. Cały kołchoz postawiono na nogi. Zostałam ugoszczona, jak należy. Czy tak wyglądało ich codzienne życie, trudno powiedzieć. Ale widać było, że tym ludziom nie powodziło się bardzo źle.

 

Jak badacze reagują, kiedy w miejscu, do którego przyjeżdżają dostrzegają biedę, nierówności, wykluczenie i inne problemy społeczne?

To jest bardzo dobre pytanie. Nic nie mogą przecież zrobić, ponieważ są w terenie niejako w charakterze turystów. Badania, które prowadziłam, miały poniekąd wymiar naukowej turystyki – taki był obowiązujący i możliwy do przyjęcia model. Dziś nie można byłoby go zaakceptować. Obecnie badacze starają się wniknąć w problemy danej społeczności i pomóc w ich rozwiązaniu. Spotykałam ludzi, którzy są w takiej działalności wyspecjalizowani i pracują jako rozjemcy, doradcy, a nawet jako pracownicy socjalni. Działają na rzecz kobiet lub pojednania zwaśnionych grup etnicznych. Do rozwiązywania konfliktów wykorzystują rodzime tradycje muzyczne. Kilkanaście lat temu popularny stał się pogląd, że etnomuzykolog powinien wykazywać się wrażliwością społeczną.

 

W tradycyjnym modelu relacja badacza i badanych była nierówna, niesymetryczna.

Na ogół była to sytuacja swoistej grabieży. Nagrywało się muzykę, zabierało ją ze sobą i wykorzystywało w badaniach, a sami badani nie otrzymywali nic w zamian. Powstała więc koncepcja etnomuzykologii zaangażowanej; według niej badacz powinien wykonać jakąś pracę na rzecz społeczności, którą bada. Ja rozwiązałam ten problem tak, że skopiowałam na własny użytek wielką kolekcję nagrań terenowych, którą zgromadziłam, a oryginały oddałam mojemu turkmeńskiemu opiekunowi.

 

Czego możemy dowiedzieć się o społeczności, badając jej muzykę tradycyjną?

Trzeba zadać pytanie, czy możemy oddzielić muzykę tradycyjną od muzyki „w ogóle”. Nadal istnieje podział na elitarną i popularną twórczość muzyczną, ale linia tego podziału wyraźnie się przesunęła. Poza tym kultury pozaeuropejskie ulegają europeizacji. 

Przyjeżdżają turyści…

…i mają swoje oczekiwania. Muzyka wykonywana jest w nowych kontekstach. Społeczeństwa i społeczności stają się coraz bardziej otwarte. Przełamywane są bariery klasowe, kulturowe, geograficzne. W sklepach muzycznych można kupić płyty z muzyką z każdego zakątka świata. Mantle Hood w latach pięćdziesiątych wprowadził na Uniwersytecie Kalifornijskim zajęcia z gamelanu [tradycyjna orkiestra jawajska – przyp. red.]. Mówił o swoich uczniach, że są dwujęzyczni, bimuzykalni. Z jednej strony wykształceni w europejskiej tradycji, z drugiej – w gamelanie. Dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy wielomuzykalni. Słuchamy różnorodnej muzyki i zachwycamy się nią. Jako słuchacze, czasem jako artyści, zdobywamy kompetencje w nowych językach muzycznych. Zmienia się oczywiście także nauka. Współczesna etnomuzykologia jest w pewnej mierze bardziej sztuką niż dyscypliną naukową. Badacze są nastawieni na współmuzykowanie. Za dobrego etnomuzykologa uważany jest ten, kto potrafi autentycznie uczestniczyć w danej tradycji.

 

Pracę naukową rozpoczęła pani od badań arabsko-muzułmańskiej teorii muzyki, później zajmowała się pani muzyką Azji Centralnej. Doprowadziło to panią do studiów nad mitem Orfeusza w europejskiej tradycji artystycznej, co wydaje się dość dziwne.

Wszystko zaczęło się od turkmeńskiego eposu, którego bohaterka, symbolizowana przez księżyc, była waleczną dziewicą i miała piękny ogród. Opis tego ogrodu skłonił mnie do zainteresowania się jego reprezentacjami ikonograficznymi, pojawiającymi się również w XV- i XVI-wiecznej Europie. Ogród miłości, życia, prokreacji, piękna i… oczywiście muzyki. Natknęłam się między innymi na obraz włoskiego malarza Gentilego da Fabriano. Przedstawiona jest na nim Maryja z Dzieciątkiem, siedząca między dwoma drzewami, na których koncertują dla Niej ptaki-anioły. Moim celem było zbadanie, jakie tradycje kulturowe, poetyckie, religijne i artystyczne stoją za tym dziełem. Ponadto odkryłam, że postać turkmeńskiego herosa ze wspomnianej historii miłosnej doskonale koresponduje ze śródziemnomorskim mitem orfejskim: heros przy pomocy muzyki zdobywa miłość pięknej kobiety, walecznej, niebezpiecznej…

 

Pracowałam też nad pamiętnikami Wacława Rzewuskiego, który na początku XIX wieku jako pierwszy Polak odwiedził Beduinów na Półwyspie Arabskim i opisał ich muzykę. Niedawno opublikowałam artkuł poświęcony przedstawieniom sułtańskiego haremu w europejskim malarstwie XIX wieku. Europejczycy wyobrażali sobie harem jako dom publiczny, a odaliski zawsze przedstawiali z tamburynem: instrumentem o znaczeniu symbolicznym, który występował w Starym Testamencie.

 

Po drodze były też badania nad muzyką ludową Litwinów w Polsce.

Interesuje mnie każda muzyka w najszerzej pojętym kontekście kulturowym. A wyszukiwanie analogii w poszczególnych kulturach jest właśnie podejściem antropologicznym. Nie skupiam się na jednej kulturze, ale badam archetypy, które przejawiają się w rozmaitych tradycjach i są przetwarzane w różny sposób.

 

Skoro pojawił się już wątek ptasi: czy antropolodzy muzyki interesują się muzycznymi zachowaniami zwierząt?

Wśród hipotez wyjaśniających genezę muzyki, wciąż pojawiają się i takie, które muzykę wywodzą ze świata zwierząt. W „Musicae scientiae” (czasopiśmie European Society for the Cognitive Sciences of Music), ukazał się artykuł bardzo poważnych uczonych, Edwarda Hagena i Petera Hammersteina, którzy przekonują, że początki muzyki mogą być związane z wyciem wilków.

 

Czy muzyka zwierząt bywa autonomicznym przedmiotem badań? Czy jest rozważana w oderwaniu od hipotez dotyczących początków muzyki człowieka?

Tak, są to bardzo specyficzne badania prowadzone na przykład przez ornitologów specjalizujących się w ptasich zachowaniach wokalnych. Istnieje ogromna literatura na ten temat. Badania te przypominają pracę etnomuzykologa: wyjeżdża się w teren, nagrywa śpiew ptaków, a potem analizuje materiał przy zastosowaniu różnych technik. Można na przykład sprawdzać, jak pieśni te są ustrukturowane, choć gruntowne przeanalizowanie kilkuset pieśni z repertuaru słowika, na pewno nie jest łatwym zadaniem. Człowiek zawsze postrzegał ptaki jako stworzenia wyjątkowe, a ich zachowania, zresztą nie tylko wokalne, były pożywką dla naszej kultury. I to jest w tym wszystkim najciekawsze.

 

Zastanawiam się nad wielością i różnorodnością pani badań, a co za tym idzie – narzędziami naukowymi, które pani stosuje…

Nie jestem przywiązana do etykietki antropologa muzyki czy etnomuzykologa i raczej unikam zamknięcia w metodologii jednej dyscypliny. Uprawianie antropologii wiąże się z określonym sposobem postrzegania rzeczywistości, uwzględnianiem kategorii danej kultury czy danego okresu historycznego oraz odpowiadającego im języka. To dziedzina interdyscyplinarna, o różnorodnych metodach badawczych wybieranych w zależności od tego, jakie stawiamy sobie pytania.