Wydanie: MWM 09/2015

„Już jesteś legendą”

Article_more
Do polskich domów zawitał nagle i powszechnie, od razu zajmując pozycję wyjątkową. Wszyscy, którzy w 1990 roku byli zdolni oglądać telewizję, pamiętają sławny Koncert Trzech Tenorów. Pavarotti, Domingo i Carreras nie mieliby jednak właściwego dla siebie partnera, gdyby orkiestrą nie dyrygował Zubin Mehta.

Licząc nawet transmitowane na cały świat noworoczne koncerty w Wiedniu, które także kilkakrotnie prowadził, to chyba jednak występ w rzymskich Termach Karakalli był medialnym szczytem jego kariery (podobnie jak prezentujących się wówczas śpiewaków) – szczytem, jakiego nie osiągnął żaden inny dyrygent. Mehta potrafił go jednak wykorzystać i dwa lata później pod jego batutą zabrzmiała Tosca, transmitowana przez telewizję z Rzymu, w których umieszczona została akcja opery, i we właściwych dla toku libretta porach. Do podobnie spektakularnych przedsięwzięć zaliczyć można też Turandot, produkcję zrealizowaną w Zakazanym Mieście w Pekinie. Jednak to nie z tych przedsięwzięć wzięła się pozycja kapelmistrza – odwrotnie: zaistniały one, ponieważ zaangażował się w nie jeden z najsłynniejszych i najlepszych mistrzów batuty. Zubin Mehta.

 

Urodzony w Bombaju (dziś Mombaj) w 1936 roku w hinduskiej rodzinie, nie przypadkiem stał się jednym z największych muzyków kultury zachodniej. Skrzypkiem i dyrygentem był jego ojciec, więc, choć w Indiach, Zubin poznawał tajniki muzyki Schuberta i Beethovena. Poważna kariera wymaga jednak poważnej nauki i w wieku osiemnastu lat, po krótkich rozważaniach nad ewentualnym wyborem studiów medycznych, Mehta znalazł się w miejscu dla przyszłego muzyka najlepszym: w Wiedniu. A konkretnie w klasie Hansa Swarowsky’ego – wybitnego dyrygenta, ale jeszcze lepszego pedagoga. Dość przypomnieć, że ten sam maestro wykształcił także Daniela Barenboima i Claudia Abbado. Czym byłoby ostatnie półwiecze w dyrygenturze bez jego uczniów?

 

Do zadań mistrza należy też zapewnienie odpowiedniego startu dla wybitnych studentów. Kariery uczniów Swarowsky’ego potwierdzają to w pełni. Młody Mehta, ukończywszy studia w wieku dwudziestu jeden lat, debiutuje z wiedeńską orkiestrą Tonkünstler, po czym zwycięża w konkursie w Liverpoolu, co daje mu w nagrodę roczny staż na stanowisku asystenta w tej zasłużonej brytyjskiej orkiestrze. Rozpoczyna błyskotliwie. W ramach normalnej kariery nie każdy asystent z rocznym doświadczeniem dostaje szansę występu z Filharmonikami Wiedeńskimi, a następnie, w ciągu zaledwie dwóch lat, z Philadelphia Orchestra, Filharmonikami Berlińskimi i Filharmonią Izraelską. Nie dość na tym, ledwie rok po tych debiutach, w 1962 roku, obejmuje kierownictwo Filharmonii w Los Angeles, stając się najmłodszym w historii dyrektorem jednej z wielkich orkiestr amerykańskich. Jest już wówczas szefem orkiestry w Montrealu, wydawać się więc może, że engagement w Kalifornii nie jest znowu czymś szczególnym? Zapewne, gdyby nie fakt, że wcześniej nominowany na dyrektora sam Georg Solti manifestacyjnie złożył rezygnację, gdyż zarząd orkiestry nie skonsultował z nim zatrudnienia Mehty jako dyrygenta „stowarzyszonego” (taka była pierwotna koncepcja). Dwudziestosześciolatek wyszedł więc zwycięsko z trudnej, konfliktowej sytuacji – z dyrygentem o zdawałoby się znacznie bardziej ugruntowanej pozycji.

Stojąc na czele ważnego, lecz nieco zaniedbanego zespołu, Mehta w krótkim czasie potrafił zrobić z niego jedną z najlepszych amerykańskich orkiestr, dołączając zespół z Los Angeles do słynnej Wielkiej Piątki. Fenomen ten do dziś błyszczy w nagraniach firmy Decca.

Po takich sukcesach nie było zaskoczeniem, gdy w 1978 roku czterdziestodwuletni dyrygent przejął po Pierze Boulezie najważniejsze muzyczne stanowisko Ameryki (czyli jedno z najważniejszych na świecie): funkcję dyrektora Filharmoników Nowojorskich. Wciąż zadziwia natomiast, że na tym bardzo trudnym podium – Filharmonia Nowojorska uchodzi nie bez powodu za „mordercę dyrygentów” – utrzymał się aż do 1991 roku, kiedy to złożył rezygnację. Najdłużej w historii, a przecież kierownictwo nad Nowojorczykami sprawowali między innymi Mahler, Toscanini, Barbirolli, Rodziński, Mitropoulos, potem kochany przez orkiestrę Bernstein…

 

Także okres współpracy z Nowojorczykami szczęśliwie upamiętniają nagrania: trudno znaleźć na przykład równie orgiastyczne, lecz jednocześnie precyzyjne i błyskotliwe Święto wiosny Strawińskiego. Kapryśna orkiestra pod batutą Mehty wróciła do kondycji okiełznanego, ale żywego płomienia, rozpalając dzieła wielkiego repertuaru romantycznego i XX-wiecznego. Jednak w tym czasie Mehta miał też inną miłość: Orkiestrę Filharmonii Izraelskiej. Powstała w roku jego urodzenia (1936), z inicjatywy wielkiego polskiego skrzypka, Bronisława Hubermana – jednak przez dziesięciolecia była po prostu dobrą orkiestrą. Gdy zaczynał nią dyrygować w latach sześćdziesiątych, grało w niej jeszcze wielu muzyków-założycieli. W rozmowie z „New York Timesem” Mehta wspominał kiedyś, że w nieco późniejszym czasie do orkiestry napłynęli imigranci ze Związku Radzieckiego – często świetni smyczkowcy: „Nagle, z dnia na dzień, poziom techniczny się podniósł”. Jednak międzynarodowa ranga orkiestry jest też zasługą jej dyrygenta. Mehta, od 1968 roku – konsultant, od 1977 roku – dyrektor, w 1981 roku mianowany dożywotnim dyrektorem Izraelczyków, świętował już pięćdziesięciolecie pracy z tą orkiestrą. To najdłuższa miłość, ciągle przynosząca owoce. W poruszającej laudacji Shimon Perez wymieniał zasługi dyrygenta – przede wszystkim wspieranie orkiestry i słuchaczy w najtrudniejszych momentach historii Izraela, a jednocześnie nieustające opowiadanie się po stronie pokoju. „Zostałeś nominowany przez Filharmoników dożywotnim dyrygentem. Będziemy modlić się, by twe życie nie miało granic. Co może się zdarzyć, bo już jesteś legendą”.

 

Dziś dyrygenta można najczęściej usłyszeć – nie licząc występów w Izraelu i częstych tournées zespołu – w Niemczech (na przykład w berlińskiej Staatsoper), na festiwalu Maggio Musicale Fiorentino, którego jest dyrektorem artystycznym również od kilkudziesięciu lat, w Wiedniu albo w Walencji, gdzie szefuje także teatrowi operowemu (początkowo wraz z Lorinem Maazelem, zmarłym rok temu). Jakie utwory, wykonywane pod jego batutą, można usłyszeć? Ostatnio to, co – zdaje się – zawsze było najbardziej charakterystyczną pozycją w jego repertuarze. Wielkie symfonie Mahlera. We Wrocławiu zabrzmi ostatnia z nich – wyjątkowa, może najbardziej mroczna i tajemnicza – Dziewiąta.