Wydanie: MWM 09/2015

Co to jest plakat? Co za trudne pytanie!

Lech Majewski - wywiad
Article_more
Wielkie wydarzenia muszą mieć wielką oprawę. Nie mogą, nie powinny posługiwać się kiczem.

Lech Majewski: Nie da się na pytanie o plakat udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście, można to zagadnienie potraktować encyklopedycznie. Plakat jest przekazem komunikacyjnym ubranym w specyficzną formę plastyczną. Jest to taka forma sztuki, która musi być skuteczna. A więc powinien ze swoją treścią dotrzeć we właściwy sposób do odbiorcy.

 

Agnieszka Frei: Jakie jest naczelne zadanie plakatu?
Przede wszystkim trzeba wiedzieć, do kogo plakat kierujemy. Jakiego rodzaju informację ma zawierać w całej swojej okazałości artystyczno-merytorycznej. Inaczej bowiem budowane są plakaty kierowane do szerokiego grona odbiorców, do ogółów, społeczeństw, na przykład plakaty ideowo-społeczne, z komunikatem typu: „STOP, wojna!”. Co innego jednak z plakatem, który mówi o jakimś spektaklu teatralnym. Weźmy na przykład Becketta. Wiadomo, że jest to spektakl specyficzny i musi być skierowany do specyficznej, jedynej w swoim rodzaju grupy odbiorców. Tak więc są różne rodzaje plakatów. Teatralne, filmowe, muzyczne, reklamowe. I jeszcze takie, które są tworzone z myślą o najmłodszych odbiorcach.

 

Wratislavia Cantans i pięćdziesiąt plakatów w historii festiwalu okiem pana profesora Lecha Majewskiego…
Ten festiwal to przedstawienie, misterium. Można by się więc pokusić o sformułowanie filozofii plakatu dla takiej imprezy, wielkiego festiwalu. Wratislavia Cantans, pełna różnych koncertów, zbudowana jest wokół pewnej idei, precyzyjnej koncepcji, która nadaje ton całości i łączy ze sobą wszystkie wydarzenia. W związku z tym plakat nie może być wyłącznie anonsem. Staje się głównym przekaźnikiem całego wydarzenia. Dlatego musi stworzyć symbolikę, która będzie rozpoznawalna. I która zrozumiale, jednoznacznie będzie komunikować otoczeniu, że to jest tego rodzaju przedsięwzięcie. Za pomocą języka wizualnego trzeba przekazać temat muzyczny.

Tu chętnie sięgnę do zeszłorocznego festiwalu, gdzie mieliśmy zdecydowany temat: „Z ciemności w światło”. Trzeba było stworzyć coś, co będzie przekazem ideowym, bo przecież i ciemność, i światło możemy różnie interpretować. Warto tu zaznaczyć, że łatwo można popsuć wizerunek festiwalu niewłaściwą koncepcją plastyczną. Muzyka to jedno, ale ludzie zapamiętują w pierwszej kolejności obraz, który jest związany z tym festiwalem. Stąd mieliśmy sporo dylematów, co dla nas oznacza ciemność, a co światło. Rzecz polegała na tym, żeby odbiorca otrzymał zrozumiały przekaz i mógł go różnie interpretować. I to się rzeczywiście udało. Diabeł znaczy coś innego dla jednych, coś innego dla drugich. Podobnie jest z aniołem. Ta relacja między aniołem a diabłem stanowiła swego rodzaju dialog. Obraz był przedstawieniem tego, czego można spodziewać się na festiwalu. A jednocześnie dawał nienachalną swobodę odczytywania przeróżnych, pojawiających się tu kontekstów.

Plakat to temat, to problem do realizacji. Zagadnienie trzeba dobrze odczytać, po czym opisać jakimś symbolem. Co innego, gdy mamy do czynienia na przykład z festiwalem teatralnym, w którym nie ma ogólnego wiążącego tematu. Wówczas robi się naprawdę niebezpiecznie i trzeba poszukać jakiegoś wspólnego mianownika związanego generalnie z tematyką teatralną.

 

Wratislavia Cantans ma już swoją własną historię plakatu. Dobre i złe momenty?
Pierwsze z nich miały za zadanie przekazać informacje o festiwalu: nazwać wydarzenie i je obwieścić światu. I to mi się podobało. Potem powstał cały szereg plakatów z muzykami grającymi na różnych instrumentach. Najczęściej były to reprodukcje obrazów z epoki zamierzchłej, w dodatku nie najlepsze pod względem artystycznym. Tymczasem muzyka, którą wykonuje się na festiwalu, jest muzyką interpretowaną współcześnie. Podejrzewam, że bardzo różniącą się od interpretacji sprzed wieków. Uważam, że muzycy wykonujący tę muzykę na festiwalu nie są wykonawcami, lecz interpretatorami. To ważne. Nikt tak naprawdę nie wie, jak grał Chopin. Zatem te szczególne obrazy z minionych epok, niegdysiejsze plakaty festiwalu, właściwie wprowadzają melomana w błąd. Z tych plakatów dowiadujemy się jedynie, jak wyglądało malarstwo dawnych mistrzów. Jak prezentowali się w swoich strojach dawni muzycy. Natomiast odbiorca nie dowie się, jakiego rodzaju temat przewodni łączył koncerty danej edycji, co było najważniejsze w danym roku, czego dany festiwal dotyczył w szczególności. Nie ma takiej informacji.

Na wielu festiwalach widuję najprostsze rozwiązania. Są to reprodukcje lub obrobione zdjęcia artystów. Pstryk, i już jest oddana atmosfera wydarzenia. Warunkiem, by ten zabieg się udał, musi być naprawdę dobre zdjęcie. Ale wracając do naszego festiwalu, przez kilka ostatnich edycji Wratislavii Cantans powstawały plakaty oscylujące wokół głównego zagadnienia festiwalu.

 

Tak nowatorskie obrazowanie budzi może zbyt wielkie oburzenie konserwatywnych melomanów?
Nowoczesne wydarzenie muzyczne, korzystające ze współczesnego postrzegania plastyki pewnie budziło i budzi wiele kontrowersji. Powstaje dyskusja wokół tego, czy w ogóle tradycyjną muzykę można opisywać w sposób tak bardzo współczesny, nawet nieco abstrakcyjny. Konserwatywnej publiczności, przyzwyczajonej do dawnych obrazów nie bardzo podobają się plastyczne, może zbyt modernistyczne symbole przystające bardziej do muzyki współczesnej.

Wielkie wydarzenia muszą mieć wielką oprawę, nie mogą, nie powinny posługiwać się kiczem. Najważniejszy jest temat i tytuł festiwalu. I to jest zadanie dla specjalistów od języka wizualnego. Szukanie symbolu, znaków, które w sposób jednoznaczny przekażą myśl przewodnią wydarzenia. Jasny, przejrzysty i skuteczny przekaz.

Pierwsze plakaty Wratislavii Cantans to była czysta dekoracja, ornament. Operowały oszczędnością graficznej abstrakcji, ale kojarzonej z tematyką. Pamiętajmy także, że były to czasy cenzury, kiedy dopatrywano się więcej w przekazie, niż było zawarte faktycznie. Bano się wszelkiej aluzji. Zatem możliwe jest, że w pewnym okresie stosowano reprodukcje obrazów muzycznych, aby uniknąć walki z cenzurą. A nie był to przecież na przykład festiwal piosenki radzieckiej.

Co stanowi złoty środek w procesie tworzenia plakatu?
W przypadku tworzenia w ogóle, a może szczególnie właśnie plakatu, bardzo ważne są trzy rzeczy. Trzy elementy, które tworzą artystę to: „głowa”, „serce”, „ręka”. „Głowa” to nasz umysł, nasze myślenie, nasze koncepcje, nasze wymyślanie. „Serce” to nasze emocje, nasza tradycja, wszystko, cokolwiek tworzy nas w tym miejscu, gdzie jesteśmy. „Ręka” to jest nasza umiejętność, czyli mistrzostwo.

Jeśli nie ma „serca”, to same umiejętności i koncepcja na niewiele się zdadzą. Bez „serca” jest się takim rzemieślnikiem, których mamy dzisiaj całe multum – nie można określić, skąd pochodzą i jaka jest ich tożsamość. Nic nie tworzy się samo z siebie. To coś wynika z przeszłości. Musi być oparte na tradycji, na historii kreacji, aby mogło powstać nowe. Ale gdy nie ma ręki, to nie ma umiejętności, warsztatu, więc nie powstanie żadne dzieło. I tak na przykład Giovanni Sollima, wybitny wiolonczelista, jest typowym przykładem idealnie zespojonych ze sobą tych trzech elementów.

 

Czy można opisać twórcze dojrzewanie?
W kształceniu artystów w sztuce operowania językiem wizualnym stosuję moją własną, opisaną wyżej, koncepcję – spójną zresztą z podejściem kolegów z mojej uczelni. Wszystkie te trzy elementy są ważne, ale na pierwszych dwóch latach kształcenia podstawowego, szczególny nacisk kładziemy na „rękę”, czyli umiejętność. Po dwóch latach student trafia do mnie, czyli pracowni kreacyjnej. Na trzecim roku szczególny nacisk kładę na „serce”. Na czwartym roku wszystkie te trzy elementy są spajane. W ten sposób poszukuje się osobowości artystycznej, indywidualizmu twórczego. Umiejętności posługiwania się językiem wizualnym. Na piątym roku student realizuje dyplom.

 


Jaki jest najczęstszy błąd w projektowaniu?
Plakaty często posługują się językiem literackim, a nie wizualnym. Tu zawiera się istota błędu w budowaniu poprawnego komunikatu. Obraz potrzebuje języka wizualnego, wyłącznie. Podobnie jak w języku muzycznym, w języku wizualnym funkcjonuje kolor, przestrzeń, rytm. Te wszystkie elementy można przełożyć z jednego języka na drugi. Daję takie zadanie studentowi: proszę wybrać muzyka instrumentalistę i zinterpretować za pomocą języka wizualnego jego muzykę; pomyśleć, co ją tworzy i jak można ją zrealizować za pomocą środków plastycznych, aby było ciekawie. Subiektywna muzyka ma zostać przełożona na subiektywny obraz. I trzeba pamiętać, że nuty same nie grają, instrument sam nie gra, facet stojący z instrumentem też sam nie gra. Student musi usłyszeć i zobaczyć tę muzykę. To, co w niej się skrywa. Oczywiście to niełatwe. Inny jest Jimi Hendrix, a inny jest Paco de Lucía. I każdy z nich posiada swój własny język. Sztuka jest subiektywna. Twórca jest subiektywny.

 

Język wizualny może wykształcić każdy z nas?
Wszyscy mamy ukryte zdolności artystyczne. To jeden z naszych zmysłów. Jedni większe, drudzy mniejsze. I wiele zależy od czasu i miejsca, w którym się znaleźliśmy. Miejsca, które stwarza człowieka, artystę. Ważna jest jego kultura, tradycja, wychowanie w domu. Wszystko, czym jesteśmy przesiąknięci do szpiku kości. Oczywiście, można mówić: burz i twórz na nowo. Tak. Oczywiście, tak się robi. Ale trzeba wiedzieć, co burzyć, aby budować nowe.

 

Poezja umarła – powiedział Tadeusz Różewicz. Kondycja sztuki na tu i teraz?
Trzeba pamiętać jedno: sztuka jest najważniejszym motorem rozwoju ludzkości. To artyści tworzą podwaliny pod rozwój innych dziedzin. Choć jest w swej istocie przeciwieństwem realizmu, czyli tworem wyobraźni i kunsztu, daje obraz rzeczywistości danego społeczeństwa, bo poprzez artystów jest z nią związana. I choć dziś żyjemy w erze pośpiechu, gdy nie mamy czasu na dogonienie siebie samych – bo królują: szybki internet, szybkie samochody, szybka miłość, szybkie rozwody (i tylko niestety dzieci wolno rosną) – sztuka jest z nami. I tylko niestety dzieci wolno rosną. Zatem czasy dla sztuki są wyśmienite, pełne różnorodności, wszystko nam wolno, możemy wybierać według własnego gustu. Chyba nigdy w historii człowieka nie było tyle swobody twórczej, co dziś. Ale oczywiście jest wiele niebezpieczeństw. Poprzez niesamowity rozwój technologii, zwłaszcza medialnej, świat zmalał i wszystko jest w zasięgu ręki. To powoduje unifikację. Może dlatego właśnie nie ma czasu na poezję, bo jej się nie trzyma szybkość. Nie da się jej szybko przeczytać, a tym bardziej szybko napisać. Wszystko dzieje się dzisiaj w pędzie. Natychmiast. Wszystko musi być już. Trzeba się przed tym bronić. I taka jest rola sztuki. Nie wszyscy są tego świadomi.

 

A złota myśl – myślnik, przystanek na chwilę?
Nie ma złotych myśli. Lubię prostotę. Jestem prostym człowiekiem.