Wydanie: MWM 09/2015

Drezno. Miasto muzyki

Article_more
Z daleka Drezno wygląda dziś jak obraz Canaletta, na którym ktoś niewprawną ręką domalował wokół historycznego centrum socrealistyczne bloki. Centrum miasta oglądane z bliska może łudzić oko, nie oszuka jednak wprawnego nosa – wszędzie unosi się tu zapach świeżego cementu, nawet w budynkach, które odbudowano już dość dawno, tak jak słynną Semperoper.

W witrynach drezdeńskich księgarń nie sposób nie zauważyć książek o tragicznej nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku, kiedy około tysiąca pięciuset amerykańskich i brytyjskich samolotów zrzuciło na Drezno pół miliona bomb, zmieniając miasto w górę gruzów. Można zaryzykować stwierdzenie, że w mieście tym zdecydowanie bardziej autentyczna od przyciągającej dość licznych turystów architektury jest tradycja muzyczna.

 

„Drezno od stuleci jest jednym z najznaczniejszych ośrodków muzycznych Europy – pisze profesor Winfried Höntsch, w swojej monumentalnej pracy OPERN-metropole DRESDEN. – Miasto to wiele ofiarowało muzycznej kulturze Europy, ale też wiele z niej zaczerpnęło, jako że życie muzyczne Drezna rozwijało się dzięki stałej wymianie własnych dokonań artystycznych z innymi miastami i regionami. W przeszłości dotyczyło to w pierwszym rzędzie wymiany kompozytorów i kapelmistrzów, którzy do Drezna przyjeżdżali lub stąd wyruszali w świat, by poprzez swą działalność twórczą dzielić się doświadczeniami. Te więzi w XVI wieku łączyły Drezno z południem, od Pragi, Monachium i Wiednia aż po Wenecję i Neapol, na północy sięgały zaś Kopenhagi i Sztokholmu. Niewiele później doszedł kierunek wschodni z Warszawą, Krakowem i Petersburgiem, a także zachodni, z Paryżem i Londynem. Własna kultura muzyczna Drezna kształtowała się dzięki stałej wymianie z najważniejszymi kierunkami i szkołami w Europie”.

 

Organizowany co roku na przełomie maja i czerwca festiwal muzyczny Dresdner Musikfestspiele nie może odrywać się od kontekstu historycznego czego pełną świadomość da się zauważyć w słowach jego dyrektora artystycznego, wiolonczelisty Jana Voglera: „Interesuje mnie przede wszystkim historia zburzenia miasta i jego odbudowy. To jest przesłanie, które przemawia do całego świata – nasza historia, historia pojednania, ran wojennych, które mogą zostać wyleczone. Frauenkirche będzie tu najlepszym przykładem – ta wspaniała świątynia została zburzona w ostatnich dniach wojny i dopiero niedawno odbudowano ją z pomocą ludzi z całego świata. Między innymi w jej wnętrzu odbywają się koncerty festiwalowe, w tym roku prezentowaliśmy tam VIII Symfonię Gustava Mahlera z Antonim Pappano i orkiestrą Accademia Nazionale di Santa Cecilia oraz Requiem Wojenne Benjamina Brittena z Andrisem Nelsonsem i City of Birmingham Symphony Orchestra”. 

Ambicją Jana Voglera jest kultywowanie dźwięku dziewiętnastowiecznej orkiestry, a także poszukiwanie autentycznych brzmień dawnych epok, co – jego zdaniem – do niedawna jeszcze było w Dreźnie dziedziną zaniedbaną. W tym celu założona została orkiestra festiwalowa grająca na instrumentach historycznych, która ma uzupełniać brzmieniową paletę miasta, zdominowaną przez drezdeńską Staatskapelle. „Mamy w Dreźnie późnoromantyczną kulturę dźwięku, wspaniałą, szanowaną na całym świecie – mówi Vogler. – Można powiedzieć, że ta tradycja narodziła się w złotych czasach Semperoper, krótko przed wybuchem II wojny światowej, przed katastrofą. Wówczas odbywały się w Dreźnie prapremiery oper Ryszarda Straussa. Mieliśmy szczęście, że Monachium było wówczas zbyt zblazowane, żeby zdecydować się na premiery oper napisanych przez młodego kompozytora. Uznano, że chociaż zdolny, na Monachium jest wciąż zbyt młody i nie można mu pozwolić na premiery w Bawarskiej Operze Państwowej”.

 

Vogler uważa też, że Drezno jest niedoceniane jako miasto Richarda Wagnera. To tu w 1842 roku odbyła się prapremiera jego opery Rienzi. „Na prawykonanie wybrałem Drezno – Wagner pisał z Paryża do Roberta Schumanna – a nie Berlin, gdzie miałem takie same szanse na przyjęcie mojej propozycji. W Dreźnie mogę liczyć na znacznie większy sukces, jeśli idzie o intensywność wykonania, niż miałoby to miejsce w Berlinie”. To w Dreźnie Wagner żył z rozmachem, ponad stan, co szybko zakończyło się koniecznością przeprowadzki z luksusowego apartamentu przy Weisenhausstrasse 5 do znacznie skromniejszego mieszkania przy Marienstrasse 9. W Dreźnie po raz pierwszy pokazane zostały jego opery Holender Tułacz i Tannhäuser. To w Dreźnie zaangażował się w ruch rewolucyjny, co zakończyło się ucieczką z miasta, w którym niechybnie zostałby aresztowany. Ostatnie spędzone w Dreźnie chwile kompozytora łatwo wyobrazić sobie można, czytając fikcyjny dialog autorstwa Santiago Mirallesa Huete na temat spotkania Wagnera z Michaiłem Bakuninem w 1849 roku, podczas którego kompozytor mówi: „Spędziłem w tym mieście siedem lat i doszedłem do martwego punktu. Nikt nie chce zdać sobie sprawy, że opera, jako gatunek i jako pojęcie, wyczerpała się. Po tym, jak nie udało mi się wystawić Lohengrina, z rozpaczą stwierdzam, że nie zdołam dla tej sceny zrobić już nic więcej, fiaskiem zakończyły się moje wszystkie próby wprowadzenia w Dreźnie reformy teatralnej. Na co zdały się długie godziny, które poświęciłem na zredagowanie projektu stworzenia Narodowego Teatru Niemieckiego w królestwie Saksonii?”.

 

Współcześnie w odbudowanym Dreźnie muzyka odgrywa ogromną rolę, jest żywym dowodem na siłę tradycji miasta, w którym piękne dźwięki kocha się od stuleci. Najciekawszy tego dowód znaleźć można, odwiedzając kolekcję porcelany króla Augusta II Mocnego w jednym ze skrzydeł Zwingera – stoi tam piękny, potężny carillion wykonany z miśnieńskiej porcelany wedle projektu Matthäusa Daniela Pöppelmanna w latach 1736–1739. Jak udało się ocalić ten kruchy instrument podczas nalotów dywanowych? To jedna z wielu tajemnic miasta.