Muzyka wzwodzi. Diagnozy i portrety

Article_more
Teksty zamieszczone w drugim tomie błyskotliwych felietonów znakomitego muzykologa, teoretyka muzyki i krytyka, Andrzeja Chłopeckiego, były żywą reakcją na wydarzenia związane z muzyką nową. Chociaż powstały kilka, kilkanaście lat temu, to jednak nie straciły na swej wartości. Celne, nierzadko ostre, ironiczne uwagi nadal prowokują do refleksji – nawet tych, którzy nie są specjalistami. Kiedyś wielu czytelników „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” czy „Ruchu Muzycznego” z niecierpliwością czekało na kolejne felietony Chłopeckiego. Niektórzy skrupulatnie gromadzili wycinki, by móc wracać do tych doskonałych objaśnień zjawisk ze świata muzyki. Nowa publikacja Polskiego Wydawnictwa Muzycznego daje taką możliwość szerszemu gronu odbiorców, którzy są ciekawi opinii Andrzeja Chłopeckiego na przykład na temat muzyki Wojciecha Kilara, Pawła Mykietyna, a nawet Piotra Rubika.

Czas Mykietyna
Bez wątpienia pierwszym nazwiskiem tej nowej fali – po Hannie Kulenty i Jacku Grudniu (ur. 1961) jest Paweł Mykietyn. Którego dotychczasowe osiągnięcia i dorobek stawiają w rzędzie najwybitniejszych kompozytorów polskich bez względu na generację. Szereg jego utworów (Sonety Szekspira, 2000, II Symfonia, 2007, Pasja wg św. Marka, 2008) w pełni zasługuje na miano arcydzieł. Tak szybko i widowiskowo rozwijającej się kariery kompozytorskiej w polskiej muzyce nie było przynajmniej od pojawienia się na jej scenie młodego Krzysztofa Pendereckiego. Czym więc muzyka Mykietyna zafrapowała? Na samym początku przede wszystkim szczególnym i oryginalnym połączeniem dwóch idiomów kompozytorskich: lubującej się w ekspresyjnych repetycjach estetyki Henryka Mikołaja Góreckiego, znanej szczególnie z jego Lerchenmusik i kwartetów smyczkowych, oraz surkonwencjonalnej gry z muzyką przeszłości, znanej z partytur Pawła Szymańskiego. Pomiędzy estetykami tych dwóch kompozytorów muzyka Pawła Mykietyna balansowała ze szczególną wirtuozerią, frapując swadą i przekorą, ludyczną uciechą erudycyjnych skojarzeń muzycznych, ironicznym dystansem i inteligencją w konstruowaniu muzyki, która słuchacza ma cieszyć, jak zmyślnie (algorytmicznie) wykoncypowana, postmodernistyczna zabawka.

 

Utwory z ostatniej dekady wskazują na estetyczną przemianę, jaka się w muzyce Pawła Mykietyna dokonała. Z postmodernistycznego żonglera, bawiącego nas swymi grami i zabawami z idiomami muzycznej przeszłości, inteligentnego kuglarza dostarczającego nam – słuchaczom jego utworów – uciechy i siurpryzy, Paweł Mykietyn przeobraził się w jedną z głównych postaci naszej polskiej (i nie tylko polskiej) sceny kompozytorskiej, dźwiękami swych utworów i nutami swych partytur skłaniając do głębokiej refleksji, która z zabawą nie ma już wiele do czynienia. Jego ostatnie utwory – choćby Sonety Szekspira na sopran męski (choć jakże pięknie brzmiące też w kreacji Olgi Pasiecznik) i fortepian (2000), Ładnienie na baryton (Jerzego Artysza), mikrotonowo strojony klawesyn i kwartet smyczkowy do poezji Marcina Świetlickiego (2004), II Kwartet smyczkowy napisany dla kwartetu smyczkowego Kronos (2006), Sonata na wiolonczelę solo lub z elektroniką (2006) i szczególnie II Symfonia z 2007 roku zdają się być estetycznym wstrząsem w pejzażu polskiej współczesności kompozytorskiej – to tej muzyki głos, dziś jeden z najważniejszych egzystencjalnie, metafizycznie najgłębszych i najbardziej poruszających. Między młodym jeszcze i już średnim pokoleniem (m.in. Hanna Kulenty, Jerzy Kornowicz, Jacek Grudzień) polskich kompozytorów promieniuje talent Pawła Mykietyna. Historycznie postać – pomost, choć indywidualność osobna i niepowtarzalna.

 

II Symfonia, napisana w 2007 roku i wykonana po raz pierwszy podczas koncertu inaugurującego 50.Warszawską Jesień, w czerwcu rekomendowana przez Międzynarodową Trybunę Kompozytorów w Dublinie, dała kompozytorowi muzyczną Nagrodę Mediów Publicznych (Polskiego Radia i Telewizji) – Opus 2007, przyznaną po raz pierwszy (i ostatni – ogłoszenie i wręczenie nagrody Opus 2008 Pawłowi Mykietynowi za Pasję wg św. Marka zostało zablokowane decyzją zarządów PR i TV, konkurs z powodów finansowych odwołujących). Ten utwór udowadnia, że w muzyce polskiej po III (1983) i IV (1992) Symfonii Witolda Lutosławskiego komponowanie symfonii, owego gatunku muzycznego „stwarzającego Świat”, jest wciąż możliwe. Bez postmodernistycznych grymasów, bez niewiary w wielkie narracje, choć ze śladem postmodernistycznego myślenia i z przyzwoleniem na istnienie narracji szczegółowych. Ta Symfonia jest wielka w swym – w sferze estetyki – geście symbiozy tego, co modernistyczne, i tego, co postmodernistyczne. To samo dotyczy Pasji wg św. Marka, która miała swe prawykonanie we wrześniu 2008 podczas festiwalu Wratislavia Cantans, a będącej estetycznym wstrząsem dla tego obrosłą bogatą tradycją gatunku. Jeśli więc Pasja Pendereckiego stała się swoistą „wieżą triangulacyjną” w muzyce połowy lat sześćdziesiątych, taką samą „wieżą” staje się Pasja Mykietyna schyłku pierwszej dekady XXI wieku. Tak jak II Symfonia, tak Pasja przenosi ponad granicami – okazuje się, że sztucznych – podziałów. Symptomatycznym znakiem „czasu Mykietyna” było skierowanie do niego zamówienia na utwór z okazji trzydziestolecia „Solidarności” (Vivo XXX, 2010) i utworu na inaugurację polskiej prezydencji w Unii Europejskiej (lipiec 2011).

 

Andrzej Chłopecki

Fragment rozdziału Młode pokolenie kompozytorskie – karty otwierane, w: Muzyka wzwodzi. Diagnozy i portrety, s. 182–184.

.